Największą radością jest podbijanie piłki [wywiad]

lipca 24, 2013



NAJWIĘKSZĄ RADOŚCIĄ
JEST PODBIJANIE PIŁKI

Od kilku lat trenuje freestylemało popularny w naszym kraju sport, choć, jak sam zauważa: w Polsce mamy potencjał. Dobrą zabawę stawia przed chęcią bycia sławnym. Z Rafałem Kobylarczykiem rozmawia Dariusz Okoń


Sporo się ostatnio dzieje w naszym kraju we freestylu. Dlaczego zatem tak mało o tym sporcie słychać?

Mało słychać o tym sporcie z racji tego, że nie zaistniał jeszcze tak na dobre w mediach. Transmisja w radiu – niestety nie jest możliwa ze względu na to, że to jest sport widowiskowy, z którego dźwięk to właściwie tylko podbijanie piłki. Relacja, jaką kiedykolwiek widziałem, to były Mistrzostwa Świata Red Bull Street Style w 2012r. I na dodatek była to transmisja internetowa prywatnej telewizji internetowej Reb Bull Street Style, na którą trudno było się dostać bez dobrego łącza internetowego. Sport ten jest nadal mało popularny, ponieważ nadal w talent show są ludzie, którzy śpiewają lub tańczą. Ja do tej pory sobie zadaję pytanie: dlaczego, bo freestyle to sport nie tylko czysto związany z piłką, ale taki, w który można wpleść praktycznie wszystko, co jest związane z ruchem.

A może jest tak, że to sport bardziej undergroundowy, stroniący od publiki i czerpiący z kameralności?

Sport, który czerpie z kameralności raczej nie ma prawa dłuższego bytu w XXI wieku. Nie ma co się oszukiwać, bo teraz wszystko kosztuje, np.zwykłe wyposażenie freestylera. Ja akurat gram repliką i butów nie mam zbyt wysokiej klasy, ale gdy koledzy np. potrzebują butów do grania i piłki oryginalnej, to w sumie jest to koszt nawet do 500 zł. Jednak są potrzebne pieniądze. Jeśli chodzi o publikę, to z nią też jest zawsze problem, bo jakiekolwiek mistrzostwa we freestylu mają słaby rozgłos wśród mieszkańców danego miasta. Ciężko o jakąś publikę. Do tej pory chyba najwięcej widzów przyciągnęły Mistrzostwa Europy w Sankt Petersburgu w 2012r., gdzie zawody rozgrywały się na stadionie "Zenitu Sankt Petersburg". Rzeczywiście publiczność dopisała i chyba były to największe takie zawody. Są jeszcze takie w Pradze, które są rozgrywane na stadionie. Tam niestety te zawody są organizowane przez freestylerów dla freestylerów i nie mają zbytniego rozgłosu. Ten jest rzeczywiście potrzebny i wszystkie organizacje w Polsce dążą do tego, aby ten sport rozpowszechniać. Publika jest potrzebna, by szerzyć ten sport, pozyskiwać sponsorów, organizować turniej i żeby freestyle stawał coraz popularniejszy, bo w Polsce mamy potencjał, naprawdę.


Chciałbyś być sławny?

Myślę, że w każdym człowieku jest takie egoistyczne dążenie do tak zwanego fame'a, czyli bycia rozpoznawalnym. Ale do tej pory dla mnie największą radością w trakcie grania jest samo podbijanie piłki, bo nie zawsze są warunki, nie zawsze człowiek czuje się na tyle dobrze, aby móc grać. To jest niesamowita frajda, zwłaszcza gdy np. gram w Lublinie niedaleko placu dla dzieci. Fajnie, gdy taki mały dzieciak przychodzi, przypatruje się, bije brawo, czy uśmiecha się.

Dlaczego akurat freestyle? Przecież wielu chłopców marzy o byciu piłkarzem i w wieku 20 lat niektórzy już mają znaczne sukcesy na koncie. Nie chciałeś iść drogą?

Jako młody, bardzo młody człowiek w pierwszych klasach podstawówki marzyłem o tym, aby być piłkarzem. Niestety z racji swoich problemów zdrowotnych jest to u mnie wykluczone, aby zostać piłkarzem. Freestyle zaś... z piłką zawsze czułem się dobrze. Z racji tego, że używa się głównie do tego nóg, postanowiłem kiedyś spróbować. Na początku było ciężko, właściwie przez pierwsze 1,5 roku grałem tak bardziej dla szpanu, że coś umiem, niż żebym chciał coś w tym osiągnąć. Dopiero w marcu 2010 r. zacząłem grać na serio. Trening był regularny, w wakacje to codziennie, nawet dwa razy w ciągu dnia. Zrozumiałem wtedy, że rzeczywiście coś z tego może być. Gdy pojechałem w 2011r. na ogólnopolskie zjazd do Warszawy z okazji Światowego Dnia Football Freestyle, to już kompletnie złapałem taką ochotę na ten sport. Pochłonęło mnie całe to środowisko. Poznałem mnóstwo sympatycznych ludzi, którzy pośrednio też wpłynęli na mój pogląd o świecie i na pewno nie wyobrażam sobie życia bez nich.


Mistrz, za którym chcesz podążać? Chcesz żonglować piłkę jak Diego Maradona?

Nie (śmiech). Diego Maradona jest człowiekiem, myślę, że ważnym w świecie freestylu, bo jest to chyba pierwszy człowiek, który wykonał trik around the world. Jeżeli chodzi o takiego mistrza, za którym chciałbym podążać, to mam takiego swojego idola. Nazywa się Michał Ryczaj i pochodzi z Zamościa. Jest naprawdę bardzo sympatycznym człowiekiem, służy radą. Nie daje jakiś szczególnych rad, ale powtarza, aby ćwiczyć. Daje mi bardzo istotne rady, które w rezultacie pomagają mi robić różne triki. Mimo tego, że jest bardzo utytułowanym człowiekiem (Mistrzostwo Świata i zdobycie pucharu Polski), to jest bardzo skromny.

Gra w piłkę wydaje się o wiele łatwiejsza, niż żonglowanie nią. To chyba wymaga cierpliwości, precyzji. A w piłce nożnej "chodzi o to, żeby strzelić jedną bramkę więcej od przeciwnika", jak powiedział Kazimierz Górski. Zgadzasz się z tym?

Ogółem porównywanie piłki nożnej i football frestyle jest dosyć trudne, bo to dyscyplina, w której człowiek liczy na samego siebie. No niestety: jeśli ci się uda coś wykonać, to jest to twoja zasługa. Gdy spadnie ci piłka, to jest to twoja wina. W piłce nożnej jest właśnie taki podział obowiązków, chociaż podobno są tacy zawodnicy, którzy uważani są za te osoby, które w pojedynkę są w stanie wygrać mecz. Teraz taki jest Leo Messi, kiedyś Diego Maradona, czy Garrincha. A we freestylu jest tak: ile będziesz trenował, ile wymęczysz, ile wypocisz, ile krwi wylejesz, tyle zyskasz. Żeby porównać te dwie dyscypliny, jest to trudne. Z perspektywy człowieka, który grał i w to i w to mogę powiedzieć, że freestyle to taka dyscyplina, gdzie początki są bardzo trudne. We freestylu zaczyna się najczęściej w wieku 14-15 lat od zera. Jeśli człowiek nie trenował wcześniej żonglerki, to musi się jej nauczyć. A gdy patrzę na takich zawodników, którzy kręcą naprawdę długie kombinacje złożone z różnych trików, to albo to motywuje, albo demotywuje; w zależności jak ta żonglerka wychodzi. Zdaje mi się, że jednak football freestyle jest trudniejszą dyscypliną sportową, bo gdy ktoś zaczyna – zaczyna od zera (kiedy oczywiście zaczyna myśleć o tym na poważnie). A piłka nożna właśnie przeciwnie: jeśli już się zaczyna o tym myśleć na poważnie, ma się już jakieś minimalne podstawy, na których można zbudować solidny warsztat.
 


Sztuka, pasja, czy sposób na życie? Czy da się z tego utrzymać?

Właśnie tutaj wróciłbym do tego pytania pierwszego. Medialność, rozpowszechnianie tego sportu. Z racji tego, że jest to sport mało medialny, bardzo trudno wyżyć z tego sportu. Jedynym człowiekiem, który jest w stanie z tego utrzymać, myślę, że jest to Krzysiek Golonka – uczestnik Mam talent!, który dzięki temu występowi w programie zyskał sobie nie tylko pewnego rodzaju popularność, ale także zbiera niesamowite doświadczenie, podróżuje po całym świecie, zwiedził mnóstwo miejsc. Był m.in. w Dubaju, w Brazylii, był w Argentynie, Ameryce. Gdy patrzyłem na jego kalendarz na Euro 2012, to miał tylko jeden dzień przerwy, a tak to przez cały miesiąc pracował. To jest naprawdę fenomen! Jeśli chodzi o mnie, to ja to bardziej traktuję jako pasję, jako coś, czym chciałbym się zajmować poza normalną pracą. To jest niesamowite, bo daje dużo satysfakcji, prowadzi do samorozwoju, kształtuje też charakter.

Pasja, ale chyba stresująca. Masz czasem koszmary?

(Śmiech) Chyba kiedyś mi się coś takiego śniło, że pojechałem na pokaz i zapomniałem wziąć piłkę, co po prostu jest tragedią. Wiadomo jak to jest: pokaz to głównie piłka - obowiązkowy element, a dodatkowo są rożne inne, ale bez piłki nie da rady tego zrobić. Właśnie wtedy byłem taki spanikowany. Szukałem tej piłki i nie pamiętam, czy ją znalazłem, bo zbudziłem się wtedy zlany zimnym potem. Ale to było wtedy, gdy dawałem po 3-4 pokazy w trakcie miesiąca i miałem wtedy najintensywniejszy okres w mojej przygodzie z freestyle'em


Gdzie zobaczymy się następnym razem, ale już "w akcji"?

W Lublinie najczęściej gram na Osiedlu Krasińskiego, tuż obok ulicy Bohaterów Monte Cassino, ale często mamy meetingi, właściwie prawie co tydzień na placu Litewskim, najczęściej w godzinach przedpołudniowych, albo tuż po południu z racji tego, że wiele osób dojeżdża do Lublina.




_______
Zdjęcia pochodzą z zasobów własnych
Korekta wywiadu: red. M.Kaczanowska

Może zainteresuje Cię jeszcze...

5 komentarze