"Tęczowa seria" C.S. Lewisa

lipca 17, 2013



Boom na C.S. Lewisa trwa. W najbliższym czasie możemy się spodziewać 4 nowych tytułów (pierwszy z nich już we wrześniu). Sprawdź, które z nich masz na półce.

Pisarz to nie tylko autor Opowieści z Narnii. Jeszcze 5-6 lat temu ta wiadomość była ciekawostką znaną wyłącznie przez ortodoksyjnych fanów Lewisa, dziś wie o tym każdy, kto nawet tylko średnio interesuje się literaturą. Promocja tego pisarza ma się zatem w naszym kraju świetnie.



Każdy tekst musi mieć swoją przyczynę, dla której powstał. A o tej już powiedziałem: cztery nowiusieńkie książki Lewisa już wkrótce (informacja pochodzi z katalogu wydawniczego Esprit). Zatem postanowiłem przyjrzeć się swojej biblioteczce. Mam książki sześciu różnych wydawnictw. Opisanie wszystkich zajęłoby 6-7 stron, w postanowiłem zatem wpis podzielić na 2 lub 3 części (trzy wydawnictwa ofiarowały czytelnikom tylko po jednej książce). Trzy czołowe serie wydane w Polsce to te od Esprit, Media Rodzina i Logos. Dziś o pierwszej kolekcji. Kolejne dwie w odstępach miesiąca lub dwóch.


Zatem Esprit. Seria, którą roboczo nazwałem „tęczową”. Dlaczego tak? Ponieważ książki układają się na półce w kolory tęczy. Czerwony (Rozważania o Psalmach), pomarańczowy (Koniec człowieczeństwa), żółty (Dopóki mamy twarze), zielony (Zaskoczony Radością), niebieski (Problem cierpienia), granatowy (Smutek) i fioletowy (O modlitwie. Listy do Malkolma). Tematycznie różne, łączy je jedno: autor. I to autor niebagatelny!



Smutek jest książką zagadkową, owianą mistycyzmem i tajemnicą. Lewis – przez całe życie będący starym kawalerem nagle się zakochał. I to jak! Strzała amora trafiła w niego w późnym wieku, ale pisarz, który tematyce miłości (w literaturze antycznej, średniowiecznej, renesansowej i romantycznej jako profesor i badacz, a jako filozof i teolog w religii i moralności) poświęcił niejedną pracę (w tym genialne Cztery miłości) wreszcie doświadczył w praktyce tego, czym zajmował się w sferze teorii. Joy, amerykańska pisarka żydowskiego pochodzenia była rozwódką. Wielu biografów Lewisowi zarzuca marginalną obłudę, wytykając mu, że zajmował się moralnością chrześcijańską, poślubiając rozwódkę z dziećmi. Niewielu jednak wie o tym, że Joy z pierwszym mężem wiązał jedynie ślub cywilny, który w świetle prawa kościelnego jest nieważny. A zatem Lewis poślubił „pannę”. Ich szczęście nie trwało długo. Joy zachorowała na nowotwór – tę samą przypadłość, na którą zmarła matka młodego Lewisa. Po okresie cudownej poprawy zdrowia żona pisarza zmarła. A Lewis? Załamał się całkowicie. Swój smutek i żal przelewał na kartki różnych notatników i zeszytów, wszędzie tam, gdzie znalazł kawałek pustej przestrzeni. Takiej pustki jak po utracie bliskiej osoby. Lewis buntuje się, pyta, szuka sensu cierpienia. Słowa te gorzkie, przesączone bólem. Ale i widać w nich wylane łzy. Całość można porównać do Trenów Kochanowskiego. Napięcie wzmaga się, sięga zenitu, by stopniowo opadać i zakończyć się spokojem tożsamym pogodzeniu się ze stratą. Lewis początkowo wydał swoją książkę pod pseudonimem. To stąd ta tajemniczość. Chyba najintymniejsze dzieło pisarza. Pozycja na granicy „sacrum” i „profanum” (to stąd ta metafizyczność).



Dopóki mamy twarze. No właśnie: dopóki mamy twarze, czyli co? Główna bohaterka ma 2 cechy: wewnętrzną (siła, odwaga, bezkompromisowość i hart ducha), a także zewnętrzną (odrażający wygląd). Nie trzeba chyba dopowiadać, że to ta druga przejmuje nad nią kontrolę, staje się jej piętą Achillesa i skutecznie uniemożliwia funkcjonowanie. O tyle jest przeszkodą, o ile główna bohaterka dopuści do głowy myśl o swych wadach. Jej ograniczenia tkwią bowiem w jej własnej głowie. Mimo tego, że akcja dzieje się w antyku, zasady postępowania i oceny wcale w dzisiejszych czasach się nie zmieniły (i chyba nic nie zapowiada tu nagłej zmiany... Lewis ponadczasowy?). Kobieta zdejmuje z twarzy chustkę i zaprowadza nowy ład. Pokonuje słabości, zwycięża. Na przekór wrogom (właściwie to i samej sobie też). Lewis jakiego nie znamy, choć wiele już mogliśmy przeczytać. Jedna z ostatnich powieści pisarza skierowana do dorosłego czytelnika. Alegoryczna, ale i osobista. Chustka to maska jaką pisarz założył po śmierci żony. Niechętnie dzielił się z innymi swoimi uczuciami, chował się przed światem. I widział, że tak nie wolno. To dlatego bohaterka powieści zrywa zasłonkę z twarzy. Dopóki mamy twarzy, czyli póki jesteśmy sobą, póki się nie ukrywamy przed innymi (a jeśli nawet, to Bóg widzi poza zewnętrzną zasłonką, przed Nim stoimy tacy, jacy jesteśmy; nawet brzydcy w ocenie innych ludzi zewnętrznie, lub też od środka moralnie).



Przewodnik Lewisa – tak można nazwać Rozważania o Psalmach. Przygoda, pierwotna natura i nagłe zwroty akcji. I cuda, i lud, który choć nieliczny, to jednak Wybrany. Wybrany przez Boga. Gdy wokoło szerzy się pogaństwo i politeizm, a tylko gdzieś tam w Egipcie pewien faraon chce na sztandary wznieść monoteistyczne wierzenia, jednemu Mojżeszowi tylko udaje się przekazać nowinę o Jahwe. W kraju piramid mają hieroglify, więc tylko elity mogłyby się dowiedzieć o Jednym Bogu. Mojżesz ma alfabet, który ludzie znają. A alfabet to Dekalog. I psalmy. I o tym ostatnich pisze Lewis. Snuje opowieść, która jest zarówno epicka (bo psalmy to poezja z gatunku i poezja słowa przepełniona dziękczynieniem, prośbą, lamentem, opisem natury, historią Narodu Wybranego), religijna (bo to Stary Testament będący gruntem dla Nowego Przymierza), a także poddana literackiej analizie (z objaśnieniem tła wydarzeń, historyczną mentalnością ludzi i przesłaniem, a analiza bo Lewis to badacz literatury). Wielowątkowość i... i wybór ulubionych psalmów Lewisa przedrukowanych jako dodatek. Aż chce się czytać. I nie ma problemu z dostępnością psałterza – jest w każdej Biblii.



Zielony kolor jest moim ulubionym. Kojarzy mi się z radością i nadzieją. I taki właśnie jest Zaskoczony Radością. Autobiografia Lewisa, ale tak napisana, że osobiście byłem zaskoczony odwagą pisarza. Są wątki dotyczące dzieciństwa, ale tych po odniesieniu sukcesu (mowa tu o Narnii i innych dziełach) raczej jak na lekarstwo. No jakże to tak? Pozbawiać czytelnika najważniejszego? Nie sukces tu stoi na piedestale, ale coś innego. Lewis stworzył autobiografię duchową, przez krytyków (polskich rzecz jasna, piszących po wznowieniu w tej serii Zaskoczonego) nazwaną odważną jak Wyznania Św. Augustyna. Pisarz opowiada o swoim braku wiary. Biografowie Lewis ten okres w jego biografii nazywają często ateizmem, szukając synonimu czasem też określają go jako materializm. A to błąd. Autora książki cechował teizm, nie wiara w Jednego Boga, ale odczuwanie Radości płynącej ze sztuki (tu ogromna rola Wagnera, ale też i skandynawskiej mitologii). Choć nawrócił się dopiero po rozmowie z Hugo Dysonem i J.R.R. Tolkienem (też miłośnikiem skandynawskich eposów i legend), czuł obecność Boga, Którego nie nie potrafił nazwać. Lewis Zaskoczony Radością i schwytany w sidła wiary. I na przekór tym, którzy wierzą w przeznaczenie, a nie uznają roli Opatrzności.



Problem cierpienia na tle ukazanych powyżej książek może wydawać się bliższy Smutkowi, niż np. Rozważaniom o Psalmach. Ale nic bardziej mylnego. Owszem, tematyka niezbyt pocieszająca, bo cierpienie jest od upadku człowieka wpisane w nasz żywot, to jednak podejście Lewisa nie napawa smutkiem. Autor podchodzi do tematu swojej książki w sposób stricte naukowy, z wiedzą teologa, filozofa i znawcy literatury. Poddaje analizie poszczególne stadia cierpienia, bada je i oddaje do rąk czytelnika. Bliżej tej książce do zimowego wieczoru z kubkiem ciepłej kawy, niż letniego upału (lub plażowania), ale pozycja do przeczytania i odhaczenia na liście lektur każdego, kto interesuje się światem (niezależnie od wyznawanej wiary, koloru skóry, czy płci).



O modlitwie z podtytułem Listy do Malkolma to książka będąca co do formy tym drugim, a co do treści tym pierwszym. Czyli czym? Lewis już nie jeden raz pokazał, że jest sprytny. I jeśli ma do czynienia z ważnymi treściami, chce z nimi dotrzeć do szerokiego grona odbiorców, ale jeśli stworzyłby książkę naukową, to tylko odstraszyłby potencjalnych odbiorców żądnych beletrystyki, niż polemiki i analizy. Kolejny raz w swojej literackiej karierze (zaraz po świetnych Listach starego diabła do młodego) sięgnął to po korespondencję. Ale jaką! Malkolm to oczywiście wytwór fantazji Lewisa, ale adresat to przede wszystkim czytelnik. Temu pisarz przekazuje swoją wiedzę na temat modlitwy. Nie tylko tej porannej i wieczornej, ale i podczas Mszy Świętej, czy innych okoliczności. Choć Lewis to anglikanin, to jednak kwestie doktrynalne są tu na boku. Owszem, tych jest tu chyba o wiele więcej, niż w innych książkach pisarza, ale wiele z nich poddano krytyce. Lewis z wieloma rzeczami się nie zgadzał i wcale nie miał oporów przed tym, by o tym napisać. Sam zresztą pisał o chrześcijaństwie po prostu, czyli takim, które jest czyste i pozbawione doktryn i różnic. Nie dlatego, aby o takim marzył, ale aby dotrzeć do różnych wyznań tego samego Kościoła. A listy Lewisa świetne. I jak wszystko pisarza: literacko na najwyższym poziomie i w kwestii przesłania także niczego sobie.



Koniec człowieczeństwa na koniec mojej „tęczowej serii”. Zbiór trzech wykładów Lewisa poświęconych uniwersalnej moralności (Tao), manipulacji w mediach i naszemu upadkowi na własne życzenie. Brzmi strasznie? Nie jest tak straszne jeśli chodzi o język. Książka nie na jeden raz, choć cieniutka (i to bardzo). Ważna w dorobku pisarza, bo pozwala zrozumieć 70% tego, co napisał (nawet jeśli chodzi o baśnie i powieści). Lewis w tej książce to może nie wizjoner, ale na pewno uważny obserwator mediów i tego, co działo się wokół niego. Nam współczesnym łatwo powiedzieć, że media manipulują, bo trochę pożyliśmy, wyklikaliśmy w sieci i posłuchaliśmy na YouTube. A Lewis nie miał takich środków oddziaływania. I mimo wszystko trafnie dostrzegł pewne mechanizmy. Koniec człowieczeństwa na koniec. I na koniec, bo to jak na razie ostatnia wydana książka w tej serii.



Moja „seria tęczowa” wygląda ciekawie, ciągle jednak wychodzi coś nowego. O czym to świadczy? O renesansie, jaki pisarz ponownie przeżywa (poprzedni „rzut” jego książek sięga -naście/-dziesiąt lat wstecz. Jak pisałem we wstępie: na blogu w ostępach miesiąca lub dwóch pojawią się wpisy dotyczące kolejnych serii.

A Wy które z książek pisarza już czytaliście? A może dopiero macie zamiar zacząć przygodę z twórcą Narnii? Ciekaw jestem Waszych spostrzeżeń :)


____________

źródła zdjęć: zasoby własne

Może zainteresuje Cię jeszcze...

7 komentarze