Przeżyj to sam. I zapisz, czyli czego o życiu nauczył mnie rok studiów w Lublinie

sierpnia 17, 2013


Kilka mądrości o życiu?



Miniony rok spędziłem w Lublinie. Miasto piękne, wielokulturowe, magiczne. I, jak głosi slogan, pełne inspiracji. Czuje się to na każdym kroku, pamiętam moje pierwsze dni i spacer spowitą jesiennymi liśćmi ulicą. Pamiętam cztery pory roku w komunikacji miejskiej, Stare Miasto, moją pierwszą w życiu świadomą wystawę w muzeum. Zawsze się mówi, że nie ma to jak w domu. Dziwne, bo nie czułem tych podróży między Lublinem, a swoim rodzinnym miastem. I tu, i tu był/jest mój dom. Może to moja natura łazika i wędrowca?

Rok w Lublinie na stancji nauczył mnie wielu rzeczy. Jeszcze w zeszłym roku miałem wiele obaw o przyszłość, teraz ich nie mam. Przeszedłem szybki kurs życia. I tak musiałem dosyć prędko wydorośleć kilka lat temu, idąc na skróty (co pewnie za jakiś czas boleśnie odbije się na mnie) i pomijając pewien etap przejściowy między dzieciństwem a dorosłością. Ale póki życie boleśnie się jeszcze nie odzywa, mogę skupić się na dniu dzisiejszym.

To, co teraz chcę zaprezentować, nie jest moimi mądrościami życiowymi. Niektóre słowa mogą brzmieć jak pożałowania godne naśladowanie "mądrości" Paulo Coelho. Ale to zwyczajnie moich kilka refleksji o tym, jakie nauki wyciągnąłem kilku miesięcy życia w Lublinie, zmiany środowiska, otoczenia, przemyśleń o życiu. Być może wszystko to jest tylko chwilowym poszukiwaniem swojego miejsca i nie jest bliskie prawdy. Być może ta nauka trwa nadal, a jej kontynuację mam odebrać już wkrótce. A może wszystkie te tezy są już ukształtowane? Na dzień dzisiejszy wygląda to tak. Może kiedyś uzupełnię o coś nowego.




1. Po pierwsze: Podążanie drogą, którą idą wszyscy, nie jest złe.

Bardzo wiele mówi się o indywidualizmie, o tym, że trzeba znaleźć swoją drogę i iść nią w samotności. Nie oszukujmy się: nie każdy z nas może być Orsonem Wellesem. Nie wszyscy też będziemy drugim Tolkienem, który poszedł pod prąd ku kpinie i zgorszeniu całego ówczesnego środowiska profesorskiego. Każdy marzy o sukcesie, ale wielu zraża się, gdy nie udaje im się wybić "ponad". Ale w jakim celu wybijać się, skoro można zacząć jak inni? Trzeba być po prostu dobrym w tym, co się robi. I też można osiągnąć sukces, trzeba mieć tylko pomysł na siebie. Podążanie tą drogą, którą idą inni, nie jest złe. Trzeba być tylko sobą. A będąc sobą, jest się oryginalnym. A to dzięki oryginalności osiągamy sukces, bo jesteśmy dostatecznie świeży.

2. Nie warto wyprzedzać marzeń, bo czasem trzeba pewne rzeczy po sobie poprawiać, a to wiąże się z dodatkową pracą.

Wpadłem na to wcześniej, ale dopiero niedawno do mnie dotarło. Wszystkie te poradniki i wskazówki ludzi, którym coś udało się w życiu osiągnąć. Oni mówili, że jeśli wszyscy wokół czegoś nie docenią, nie dostrzegą w tym czegoś w miarę "strawnego", to trzeba pracować dalej w nadziei na stworzenie czegoś lepszego. Uważałem, że to ich wymądrzanie się, bo oni już coś osiągnęli. A wiadomo, że zawsze łatwiej gadać i doradzać. Ale okazało się, że to prawda. Coś, co w moich oczach było dobre, po upływie jakiegoś czasu okazało się w moich oczach czymś słabym. Widziałem to i musiałem zabrać się za to od nowa. Podwójna praca. Nie warto jednak iść na skróty. Dać pewnym rzeczom odleżeć, a gdy coś jest słabe, powoli nad tym pracować, nie ścigać się z samym sobą. Jeśli pierwsze rzeczy okażą się słabe, nikt nie spojrzy na kolejne. Owszem, niektórzy ludzie stworzyli arcydzieła za pierwszym razem, choć ludzie tego nie dostrzegli. Ale nie wszyscy jesteśmy tymi "niektórymi ludźmi". Ja przynajmniej do nich nie należę.

3. Indywidualizm nie jest zły, ale nie zawsze pomaga w osiągnięciu celu.

Jestem introwertykiem, nie lubię pracować zespołowo. W szkole od najwcześniejszych lat karą dla mnie było pracowanie na lekcjach w zespołach. Zawsze prosiłem kolegów o to, aby po prostu sobie siedzieli, mogą rozmawiać itd., ale niech mi się nie wtrącają do pracy. W skupieniu siedziałem nad kartką, pisałem, łapałem myśli, a potem dawałem komuś z grupy do sprawdzenia i przeczytania na tle klasy. Zadania (czy też "projekty") na różne lekcje, które mieliśmy zrobić w zespołach po lekcjach też wolałem mieć pod kontrolą, robiąc całą pracę i wydrukowanie, złożenie i inne czynności pomocnicze zostawiając innym. Może to dlatego lubię pisać? Bo zostaję sam na sam ze sobą, kartką i długopisem. Spotkałem w Lublinie pewną osobę, z którą wpadliśmy na ciekawy pomysł. Chcemy w przyszłym roku zorganizować w naszym mieście wyjątkowy event. Ja obmyślam pewne założenia, wspólnie bierzemy się za zorganizowanie reszty. Ta osoba jest ekstrawertykiem, zaczepia na ulicy ludzi, rozmawia z przypadkowymi pasażerami komunikacji miejskiej. Nie wszystko można osiągnąć samemu, każdy z nas ma inny dar, a połączenie tych darów pozwala stworzyć naprawdę wielkie rzeczy. W idyllicznym mieście mogą żyć sami filozofowie, a gdy przetrą im się sandały, sami ich nie naprawią, muszą iść do szewców. Nasz świat potrzebuje różnych ludzi, by z ich pomocą stworzyć sielankę.




4. Co kilka tygodni trzeba aktualizować swoją listę kontaktów, nie nazywając swojego znajomego przyjacielem (nawet jeśli znamy się długo).

Jak to w życiu: kilku ludzi zawiodło. Ale to wina terminologii. Gdybym traktował ich wcześniej jako zwykłych znajomych, pewnie mniej bym się rozczarował. Nie czuję do nikogo gniewu i obeszło się bez obrażania. Poszło o drobnostkę, został przez tamtą osobę wytoczony cały arsenał nieprzyjemnych słów. Ona zaczęła, więc to ona przeprosiła. Ja tylko przyjąłem te przeprosiny i odbudowałem dawny kontakt. Ale pozwoliło mi to obudzić się i spojrzeć trzeźwo na świat. Ludzie niestety się zmieniają i to czasem na niekorzyść.

5. Niektórzy ludzie potrafią zaskoczyć.

Tak po prostu. Bez rozwijania i drążenia tematu :)

6. Jeśli ktoś ciągle Cię zbywa, wszystko odkłada na później, nie powinien być na Twojej liście "ludzi pod ręką nawet w nocy o północy".

Ty się angażujesz w pomoc drugiemu człowiekowi, a on Ci na podobne prośby z Twojej strony odpowiada tylko: ,,później", ,,za jakiś czas", ,,nie teraz" itd., po czym temat nagle zanika, a osoba zapomina o swoich deklaracjach. Warto sobie stworzyć w głowie listę osób, na których możesz zawsze polegać. I samemu też taką osobą być.

7. Utrzymuj każdy kontakt.

Nie żeby mieć mnóstwo znajomych na Facebooku, ale żeby w razie problemów mieć się do kogo zwrócić o pomoc. Wbrew pozorom nikt z nas nie jest samotną wyspą, wszyscy budujemy ten świat. Możemy być indywidualistami, ale do życia i tak jest nam potrzebny drugi człowiek. Kwestia tego, kiedy do tego sami dojdziemy (a lepiej wcześniej, niż później). Nie z każdym problemem poradzimy sobie sami, nie jesteśmy perfekcjonistami. Każdy kontakt zatem jest potrzebny. Zdarza się, że ludzie, na których najmniej liczymy, okazywali się tymi, którzy się sprawdzali.

8.To, że będziesz dla kogoś na każde zawołanie nie znaczy, że dostaniesz od niego to samo (wiedz o tym wcześniej, a mniej się rozczarujesz).

Bardzo bolesne doświadczenie, ale prawdziwe.  Każdy chce, by dobro do niego wracało. Nie w tym rzecz. Trzeba służyć drugiej osobie, ale nie oszukiwać siebie, że dostaniemy w zamian to samo. Rozczarowanie będzie mniejsze. Aha, i jeszcze jedno: wzbudzanie w sobie emocji w stylu: "jaki to ja jestem dobry, bo pomogłem. I jaki to ja jestem biedny, bo pomogłem, a ktoś mi nie pomógł". Jest niebezpieczne i niepożądane. To pierwszy krok do piekielnej postawy Krętacza z powieści C.S. Lewisa.




9. Nie bierz do serca wszystkiego, co mówią ludzie.

Trzeba być otwartym na krytykę, ale trzeba też widzieć, które sądy o nas są prawdziwe, a które nie. Nie jest to łatwe, ale życie przecież nie jest fraszką. Samokrytyka jest ważna, a tuż obok niej rozum. Często w tym, co ktoś do nas mówi o naszym zachowaniu jest mniejsze lub większe ziarno prawdy, ale nie każdy osąd jest prawdziwy. Lepiej pewne rzeczy osądzić w sercu i umyśle, i albo się z nimi zgodzić, albo nie.

10. Nie wierz od razu, najpierw sprawdź.

Zanim przekażesz dalej coś, co zasłyszałeś od nawet najlepszego przyjaciela, lepiej to sprawdź. Oszczędzisz sobie tylko problemów :)

11. Czytanie w autobusie i pociągu jest super!

Niewiele osób spotkałem czytających w środkach komunikacji. Ale ja spędzałem z książka każdego dnia ok. 30-60 minut. W pociągu była to godzina w każdą stronę. W ciągu tego roku doszedłem do takiego stanu, że poza autobusem czasem nie potrafiłem w domu usiąść i czytać, musiałem mieć przemieszczenie w międzyczasie :) Zdziwiło mnie to, że w studenckim mieście często byłem jedyną osobą w autobusie, która czyta. Ale cieszyło mnie to, gdy spotykałem ludzi w różnym wieku, którzy czytali. Raz nawet kilkuletnie dziecko jechało z tatą i wniosło ogromną, kolorową księgę z bajkami i sobie czytało. Zawsze niekulturalnie wlepiam się w to, co czytają inni, oceniając ich charakter po doborze lektury (a wiem, że tego nie powinno się robić... taka słabość i już :))

12. Na zmartwienia i zły dzień, problemy i smutki najlepszy jest sen - przez kilka godzin po prostu Cię nie ma, nie istniejesz dla świata.

Trochę to infantylne, ale za to prawdziwe. Zamykasz oczy, idziesz spać i problemów nie ma. A po obudzeniu? Odświeżony mózg być może pozwoli inaczej spojrzeć na pewne sprawy, myśli się podczas odpoczynku posegregują. A jeśli nie, to i tak te kilka godzin zamartwiania mniej.

13. Czasem warto wszystko zacząć od nowa, nawet gdyby ludzie wciąż pamiętali dawny stan rzeczy.

14. Zawsze miej pod ręką 3 rzeczy: kartkę, długopis i aparat.

Najlepsze pomysły zawsze przychodzą mi albo przed snem, albo w nietypowych okolicznościach. I zawsze ratunkiem okazywała się kartka i długopis. Aparat mam zawsze przy sobie i wiem, że gdy go nie ma w pobliżu, to jest wtedy najbardziej potrzebny. Wolę, by był dodatkowym bagażem, niż gdybym go nie użył w potrzebie.

15. A co Ty byś dodał do tej listy? Które rzeczy usunął, zmodyfikował? A może z którymi zgodził? Jestem ciekaw Twoich porad, życiowych wskazówek.


Może zainteresuje Cię jeszcze...

3 komentarze