Życie z niebezpiecznym tygrysem u boku

sierpnia 12, 2013


Życie z tygrysem? Są na tym świecie miłośnicy ekstremalnych doznań, ale co zrobić, gdy człowiek zostaje sam na sam z dziką bestią i... i nie ma szansy ucieczki, bo wokół pełno wody? A jednak nie ma rzeczy niemożliwych!


Była to chyba druga klasa szkoły średniej. Poszedłem do biblioteki i wyszedłem z grubą książką. Nie poszedłem po lekturę, z kolegą weszliśmy do środka, aby skorzystać na przerwie z komputera. A ja dostałem do przeczytania zachwalaną przez panią bibliotekarkę książkę.
- Przeczytaj, zobaczysz jaka ta książka jest piękna!
-Ale o czym? Jaki to gatunek literacki? - pytam oglądając książkę mającą około 400 stron. Plany na dzień miałem trochę inne, za oknem ukrop, a do zakończenia roku szkolnego kilkanaście dni, w tym na oddanie książek przed końcem edukacji dosłownie kilka dni. Pani na to:
-Oj zobaczysz jak przeczytasz, weź i sam sprawdź.

Nie jestem tak do końca asertywny, wziąłem. Przebrnąłem przez pierwszą z trzech części, doczytałem kawałek drugiej i wiedziałem, że z tej mąki chleba nie będzie. Zaniosłem do biblioteki i mówię, że nie wyrobię się przed zakończeniem roku.

-To nic, przepiszę ci tę książkę z twojej karty na moją i będziesz miał na wakacje. Oddasz do biblioteki we wrześniu - powiedziała pani w bibliotece i tym samym nie pozostawiła mi wyboru. I dzięki wielkie jej za to! Poznałem wyjątkową książkę, obejrzałem wyjątkowy film.

O konfrontacji tych dwóch chcę opowiedzieć. To będzie podróż ocierająca się o historię albo do bólu prawdziwą i tragiczną, albo metaforyczną i w pełni metaforyczną. Czy uwierzysz sercu, czy rozumowi, to zależy już od Ciebie!


Życie Pi było książką specyficzną. Ani to powieść, ani dziennik. Różne sposoby narracji, cała historia jest prawdziwa, ale kończąc książkę ma się wrażenie, że obcowało się z fikcją literacką. Wiele szczegółów tu nie pasuje, rozum każe tę historię odrzucić, uznać za fałszywą, ale ten sam rozum podpowiada, że nie wolno tego uczynić. Odkładając powieść uśmiechnąłem się sam do siebie i dla mnie zakończenia były dwa: jedno uznające to wszystko za prawdę, a drugie zarzucające fałsz. I tyle. Pamiętam, że odłożyłem Życie Pi i wziąłem się za Boską komedię, bo za wszelką cenę chciałem wyjść poza szkolne fragmenty. Dla mnie historia z niejasno kończącą się powieścią była zakończona, a we wrześniu książkę oddałem do biblioteki i już.

W okolicach grudnia huczało o ekranizacji książki. Byłem na studiach w Lublinie, śledziłem te zapowiedzi trochę w sieci. Ale na film się nie wybrałem. Wystarczyło mi poznanie wersji literackiej. Nawet mnie nie skusił Oscar dla filmu za efekty specjalne (ciekawostka: Nagrodę dostała firma odpowiedzialna za komputerowe detale, która w czasie przyznawania tych cennych wyróżnień była już upadłą). Jakoś pod koniec czerwca w moim mieście były wyświetlane kinowe filmy. Repertuar był niespodzianką, w zapowiedziach było napisane tylko: film rodzinny. Wchodzę na kinową salę dopiero co odremontowanego historycznego budynku i widzę na ekranie napis: Życie Pi. To ci dopiero niespodzianka! Już drugi raz w moim życiu związana z tą samą historią. Przekazanie tej historii na ekranie graniczy albo z cudem, albo z reżyserskimi umiejętnościami. Chyba tutaj odegrały swoją rolę oba czynniki. Książka ma wyraźne znamiona reportażu. O ile Heban Kapuścińskiego czytało mi się doskonale, o tyle nie chciałbym go zobaczyć na dużym ekranie. Podobnie z Podróżami z Herodotem, czy też z Imperium naszego Króla Reportażu. Powieść Mantela to jednak nie reportaż, ale jest bardzo blisko gatunkowo (no może momentami reportaż literacki).

Trochę ten wstęp przydługi, ale chciałem opowiedzieć o wrażeniach z filmu. No i skonfrontować to z książką.


Ocena powinna być na końcu, ale ja zrobię wyjątek. Twórcom udało się stworzyć cudeńko. Powieść jest złożona z 3 części: życie chłopca, który szuka swojego miejsca w świecie, ale nie chodzi tu o wybór ścieżki kariery zawodowej, a o filozoficzne pytanie: kim jestem. Sceptycznie nastawiony na kwestie egzystencjalne ojciec i matka wyznająca hinduizm. Pi staje się wyznawcą religii matki, ale szybko sięga jeszcze po chrześcijaństwo i islam. Wszystkie trzy religie łączy w jedno wyznanie. Absurd? Dla tego chłopca nie. Nawet postępowy ojciec mówi dziecku, że to się wyklucza. Ale Pi jako dorosły człowiek nadal nie uporządkował swoich spraw religijnych.

Druga i trzecia część to nacisk na rodzinne zoo i wyprowadzkę całej rodziny w nowe miejsce. Likwidacja parku ze zwierzętami i podróż morska z całą tą egzotyczną ferajną. I wypadek. Pi traci całą rodzinę, ze statku nie ratuje się nikt. Absolutnie. Tylko Pi, który w środku nocy wstał z łóżka, by udać się na górny pokład, przezywa katastrofę. Chroni się szalupie ratunkowej. Nie wie jeszcze, że tylko on przeżył, ciągle ma nadzieję na to, że jego rodzina żyje. Chłopcu towarzyszy hiena, małpa i tygrys. Zwierzęta wzajemnie się zagryzają, a na szalupie zostaje dziki kot i człowiek. I tu zaczyna się zmaganie z naturą, pokonywanie własnych słabości, niegasnąca nadzieja na lepsze jutro i walka o właściwe zarządzanie zapasami żywności. Istny survival z tygrysem w odległości 20 centymetrów.

Czy da się z tego zrobić hollywoodzki przebój kasowy? Podczas płynięcia przez oceaniczne wody Pi nie spotyka piratów, nie zostaje porwany. On po prostu zmaga się z otaczającą rzeczywistością. Widzimy próby wytresowania dzikiego zwierza, łowienie ryb, spisywanie wspomnień w dzienniku (moja ulubiona scena: prawie zapisany po brzegi notatnik ołówkiem wystruganym do takiego stopnia, że chłopak prawie pisze palcem porywa nagle wiatr. Zapisane słowa przepadają. To ten dziennik trzymał chłopaka przy życiu, dodawał mu nadziei...). Twórcy nie pokusili się o dodanie nowych wątków (tak jak w trzeciej części Opowieści z Narnii, gdy fabułę opartą wyłącznie o podróż i zwiedzanie wysp ze szkodą rozbudowaną o misje i nowe zadania). Wierne trzymanie się książki nie miało prawa odnieść sukcesu. Ale udało się. Pierwszą część (tę lekko gawędziarską) opowiedziano w formie pojedynczych scen wzbogaconych o opowieść mężczyzny, do którego przychodzi autor książki (dziennikarz). Dwa plany: współczesny i ten retrospekcyjny. Cała opowieść to powrót do przeszłości, ale w pierwszych minutach filmu, gdy pojawiają się przed widzem dwa światy, doskonale to widać. Byłem w szoku, że można tak sprawnie przejść przez tę dłużącą się w książce część, mającą słowną przewagę nad obrazem kinowym. I zrobiono to dosyć szybko, w sposób wciągający i oddający klimat prozy w stopniu 1:1.  Czyżby to dzięki elementom surrealistycznym obecnym w całym filmie (jak i w książce)? I efekty specjalne - Oscar był tu jak najbardziej na miejscu.


Pamiętam, że podczas premiery filmu (katalogi księgarni reklamujących nowe wydanie powieści, zwiastuny kinowe itd.) rozdmuchano (niestety ze szkodą) tę opowieść. Widz oczekiwał przygodówki. W tym wypadku nie dostał jej ani w filmie, ani w książce. Sam podczas lektury na to liczyłem i to dlatego tak mi się dłużyło. Gdy do książki podszedłem w inny sposób, nie dość że mi się spodobała, to jeszcze mimo upływu kilku lat nadal pozostaje w mojej głowie świeża, choć od czasu jej skończenia wiele książek minęło. Moim zdaniem to kino kameralne, choć na hollywoodzkim poziomie. Na seansie byłem z kolegą, który książki nie czytał. Widziałem jego reakcję na obrazy. Nawet pojawiła mi się myśl, że być może się nudzi oglądaniem przez godzinę błękitu oceanu. Ja znałem książkę, więc byłem na to przygotowany. Mówię po seansie koledze, że trochę się ten film mógł wydawać nudnawy, jeśli nie znało się książki. I otrzymuję odpowiedź: wcale nie, mnie tam się podobało. Świetnie, nie tylko mnie film urzekł :) Nie warto ani do tej książki, ani do filmu podchodzić w sposób otwarty na wybuchy i pojedynki. One w fabule są, ale nie w sferze zewnętrznej, a tej wewnątrz człowieka. Realizm magiczny, egzystencjalizm, surrealizm - same pozytywne "-izmy". A przy okazji reportaż, powieść, traktat filozoficzny o ludzkim życiu - nie wprost, ale jakoś tak pokątnie, niedostrzegalnie.

Odkąd skończyłem książkę minęło kilka lat. Od seansu filmu prawie 2 miesiące. A opowieść nadal żyje w mojej głowie, szczególnie zakończenie. Czy ten chłopiec naprawdę przeżył przez wiele tygodni na jednej szalupie z tygrysem? A może wszystko ubrał w metaforyczną opowieść? W opowieści chłopa (tej obecnej przez całą książkę) w szalupie dochodzi do tragedii. Hiena zabija zebrę i małpę. Drapieżnika zagryza tygrys. Z dzikim kotem na pokładzie Pi zostaje na wodach oceanu, walcząc o życie. Gdy zostaje uratowany i leży w szpitalu, przychodzą do niego urzędnicy, by spisać protokół. Chłopiec przedstawia im tę opowieść, a oni mu nie wierzą, chcą prawdy. Pi mówi, że to jest prawda, ale jeśli chcą, to opowie im taką wersję wydarzeń, jaką chcą usłyszeć. Alternatywna opowieść wygląda tak: ze statku ratuje się kucharz, buddysta, Pi i jego matka. Kucharz (hiena) zabija i zjada matkę (małpa) i wyznawcę buddyzmu (zebra). Chłopiec (tygrys) morduje kucharza, który pozbawił życia pozostałych dwoje ludzi. Tę właśnie okrojoną z metafizyczności wersję zapisują urzędnicy. Według tej właśnie historii katastrofę przeżył tylko Pi, nie ma mowy o żadnych tygrysach itd. Ta wersja właśnie trafia do protokołu.


Urzędnicy logicznie nie pomyśleli. W historii Pi oprócz zwierząt był jeszcze człowiek, w alternatywnej opowieści jest tylko hiena, małpa, zebra i tygrys. A co z alegorycznym pokazaniem Pi? Czyżby tygrysowi pomógł przetrwać Bóg? Na samym końcu książki ratuje się chłopiec i tygrys. Na oceanie tonącego dzikiego kota do szalupy wciąga Pi.

Powiem szczerze, że rozmawiałem z kolegą o tym filmie po seansie, braliśmy pod uwagę oba scenariusze. Z resztą na końcu książki i ekranizacji dziennikarz (autor książki) zadaje pytanie: no dobra, ale która wersja jest prawdziwa? Pi odpowiada: wybór zależy od ciebie, ja pokazałem ci 2 opowieści. Mantel zagląda do protokołu, tam jest ta wersja bez zwierząt, a z ludźmi. Rozum może i w nią wierzy, ale serce każe uwierzyć w wędrówkę z tygrysem i człowiekiem przez ocean.


A Ty czy czytałeś lub oglądałeś Życie Pi? Która wersja jest dla Ciebie tą prawdziwą? Młody chłopak, który widział podwójne morderstwo i sam pozbawił życia drugiego człowieka w metaforyczną opowieść przelał swoje niepokoje, czy też naprawdę walczył o życie na środku oceanu z dzikim kotem i własnymi słabościami?


Może zainteresuje Cię jeszcze...

2 komentarze