Lambada, Enej i niebezpiecznie piękny świt. Żegnaj lato...

września 26, 2013




Pochmurno i deszczowo, bez szans na słońce. O przebłyskach z niedawno minionego lata można już chyba zapomnieć. A ja chcę Ci pokazać te piosenki, które mi się kojarzą z porą roku, która kilka dni temu przeminęła. Ciekawe, czy mamy podobny gust :)


To nic, że od rana pada deszcz. To nic, że musiałem po siódmej w tę ulewę iść na badania (wstanie od komputera po kawę, przeciągnięcie się i uświadomienie, że właśnie nadwyrężyło się rękę, z której była pobierana krew - bezcenne :)) Mam dla Ciebie moją listę piosenek, które będą kojarzyć mi się z minionymi wakacjami (dłuższymi, bo kolejny rok studenckimi). Choć mamy od kilku dni kalendarzową jesień, niektórzy jeszcze jej nie czują. Nie będę roztrząsał, czy mają rację. Wychodząc wczoraj po 22 miałem wrażenie, że mamy już zimę (bardzo zimne powietrze, brakowało tylko śniegu). Już nie mam marzeń o ciepłej jesieni. A skoro mam pozostać pesymistą, to tuż obok ciepłej kawy i herbaty, opcjonalnie także i książki, warto jeszcze czegoś posłuchać. Najlepiej wywołującego przyjemne wspomnienia. Tak więc powrót do minionych kilka dni temu zastąpionemu przez jesień lata.

 

Mów do mnie dziś, zanim skończy się, niebezpiecznie piękny świt... Odkrycie tych wakacji, choć piosenka nie jest wcale nowa. Prawie codziennie chodziłem "na salony" do pewnego domu. Mieszkańcy owego mieszkania słuchali non stop Polskiego Radia (a dla ścisłości to Programu Pierwszego). Nie wiem dlaczego, ale prowadzący popołudniowe audycje ukochali sobie tę piosenkę do tego stopnia, że dzień bez niej był chyba stracony. Przez pierwsze kilka dni na Niebezpiecznie piękny świt nie zwracałem szczególnej uwagi (to jedna z tych piosenek, których wcześniej nie słyszałeś, a wydaje Ci się, że znasz ją od dziecka). Gdy jednak melodia i słowa sprawiły, że gdzieś w głowie zacząłem sobie to nucić, zapisałem fragment tekstu w telefonie, w domu sprawdziłem i... i dodałem do playlisty.



Chyba jedyna nowość na tej liście. Piosenka o wszystko mówiącym tytule La la la zwróciła moją uwagę przede wszystkim teledyskiem. Jadłem obiad (bądź też drugi obiad lub pierwszą kolację, nie pamiętam w sumie) i włączyłem na jakiś program muzyczny. Akurat trafiłem na tę piosenkę (musiałem akurat trafić na pierwsze emisje teledysku, bo o utworze nie było ani w tv głośno, ani radio jeszcze nie grało). Klip przypomina Czarnoksiężnika z Krainy Oz. Ale jest też podobno inspirowany boliwijską legendą. Mówiąc krótko: to ma sens. Sam teledysk dobrze się ogląda. I piosenka, którą prezentuje także jest niczego sobie. W teledysku tkwi jakaś magia, baśniowość. A utwór? Czasem miałem ochotę zasłonić dłońmi uszy i wykrzyczeć komuś w twarz tak jak ten chłopiec, tak po prostu: la la la la. 



Kumka Olik i Zaspane poniedziałki. Piosenka autobiograficzna do bólu (głowy?). Cały sierpień i połowę sierpnia pracowałem prawie 100 kilometrów od domu, każdego dnia pracy w autobusach spędzałem łącznie 3-4 godziny (czasem wracając o szóstej z nocnej zmiany, czasem jadąc na "jedynkę" o czwartej rano). A to piosenka o zaspanych poniedziałkach. I o autobusach. Choć twórcom (daję sobie obie ręce uciąć i nawet zaryzykuję nogę) nie chodziło o moje dojeżdżanie do pracy, to i tak z tym mi się ta piosenka będzie kojarzyć. JestĘ studentĘ i mi wolno, co nie? :D


Hermetyczny świat zespołu Enej. I mój. Taka trochę utopijna wizja, ale kto wie, czy w przyszłości świat nie będzie wyglądał właśnie tak? Uwielbiam tę piosenkę, uwielbiam jej twórców, tak po prostu. No i wspomnienie koncertu podczas ostatnich lubelskich Juwenaliów (próbkę klimatu na koncercie i wykonanie tej piosenki o tu). Dzień wolny w pracy (i wakacyjna pora) pozwalały mi naładować się energetycznie przed wiszącym w powietrzu pójściem do roboty :)



Dla Ciebie piszę miłość, czyli taka trochę hybryda. Tekst to oczywiście wiersz Rafała Wojaczka (nazwanego jednym z "poetów wyklętych", moją refleksję o tej nieformalnej grupie poetyckiej bliżej niż na wyciągnięcie ręki we wpisie Wyklęci i przeklęci poeci) wykonywany przez Fonetykę. Dlaczego hybryda? Z jednej strony jest w tym jakaś tajemniczość, klimat zawarty w wierszu. Patrząc z drugiej strony, piosenka banalizuje wiersz Wojaczka. Ale sztuka wymaga przecież skrajnych emocji (a i liryki nie da się w pełni oddać w zapisie muzycznym). Sama piosenka przypadła mi do gustu, non stop jej słucham, bo i legalnie ze strony zespołu można pobrać.


Myliłem się, na tej liście jest jeszcze jedna nowość. Bałcanica i jej bezstresowa, horacjańska postawa życia. I zapowiedź wielkiej imprezy! Dobrze się słucha, fajnie ogląda. Nawet pewna emerytka z mojego bloku szaleje na punkcie tej piosenki
Ona: Daruś, jest taka piosenka: "będzie zabawa, coś tam coś tam"     
Ja: Bałcanica  
Ona: O oo, a kto to śpiewa?  
Ja: Piersi, ale bez Kukiza 



I znowu Enej, ale tym razem z receptą na nudę. Sytuacja taka: w pracy dostało mi się zajęcie na zasadzie stania (stania!) 8 godzin w samotności i dokładania do maszyny rzeczy. No normalnie zamuła, po kilkunastu minutach robienia tego samego człowiek wyłącza się, jedynym wybawieniem wybieganie myślami w dal (ale ile można myśleć?... nie no, żart :D). Dzień wcześniej miałem wolne, więc słuchałem różnych piosenek. Daleki jasni zori chodziły mi po głowie, nuciłem sobie bardzo cicho pod nosem i trochę w myślach (choć całego tekstu nie znałem). Skutek? Jak komicznie by to nie brzmiało, na tej i jeszcze jednej piosence Eneja upłynęło mi około 4 godziny :D




Idealny kawałek na pochmurne, deszczowe dni (opcjonalnie wedle upodobań na późny wieczór lub noc), gdy jesteś tylko Ty, komputer i ciepła herbata (lub nie ma herbaty -  też opcjonalnie). Piosenką zaraziła mnie jeszcze w Lublinie koleżanka. A ja sobie to zapamiętałem i kilka razy wysłuchałem. I przyznaj, że w sumie się żyje cudnie. I przestań wyć!




Żadna nowość, ale w tej piosence podoba mi się wszystko. I to wszystko sprawia, że You will never know mam ochotę nie wyłączać (uwaga, bo to może być zaraźliwe, słuchasz na własną odpowiedzialność :)).



Klasyk, nie mogłem się powstrzymać :) Nie będę pisał, że kiedyś to były imprezy, bo... bo obecnie niewiele się zmieniło (poza tym, że gramofon zastąpiono komputerem, a kasetę płytą). Nogi same rwą się do tańca, a i jakiś taki uśmiech szybko się pojawia. Daj się wciągnąć lambadzie. Piosenka, która od zeszłego roku kojarzy mi się wyłącznie z latem!



Bardzo często słuchana przeze mnie piosenka. Pozwala choć na chwilę zapomnieć o całym świecie i wsłuchać się w umiejętności wokalne Emeli. A piosenkarka to prawdziwe odkrycie, pisał nawet o niej Wprost (oczywiście zanim sięgnął dna i stał się brukowcem) w większym artykule.


Na zakończenie trochę mocniejsze brzmienie. Jakoś dziwnie (sam nie wiem dlaczego) w te wakacje mało słuchałem Luxtorpedy. A zjawisko na polskiej scenie muzycznej wyjątkowe, bo łączące głębokie teksty, całkiem dobrą grę, rockowe wykonanie i rap. Polski zespół na światowym poziomie. W sumie to ten koniec lata był całkiem niedawno, w sumie to może go troszeczkę rozciągnę w czasie i jeszcze sobie nadrobię zaległości :) 

To moja lista (teraz dopiero widzę, że bardzo zróżnicowana pod względem gatunków muzycznych). Ciekaw jestem Twojej, z jakimi piosenkami kojarzy Ci się minione lato, albo wakacje zostawione w przeszłości?

 ---------
Wykorzystane w tekście zdjęcie podlega darmowej i legalnej licencji CC (Creative Commons) pozwalającej na dowolny użytek i rozpowszechnianie w sieci oddanych do tego użytku materiałów; Zdjęcie na licencji CC pobrano z:   http://www.publicdomainpictures.net

Może zainteresuje Cię jeszcze...

2 komentarze