Świat w stylu retro

września 18, 2013



 Co sprawia, że tak chętnie sięgamy po obraz świata, który już przeminął? Nie w modzie, nie w malarstwie, nie w literaturze, ale w filmie?



1. W poszukiwaniu straconego retro (a może odnalezionego?)

Tegoroczny Festiwal w Gdyni przeszedł już do historii, krytycy ponownie zachwycili się kolejnym filmem Małgośki Szumowskiej W imię... (warto sobie przypomnieć, że tegoroczne Berlinale też dobrze go przyjęły). Nie o nim chcę jednak wspomnieć. Na naszych oczach rodzi się ciekawe zjawisko w kinematografii (nie tylko rodzimej, ale i światowej). Oprócz Szumowskiej zwrócono także uwagę na Idę - czarno-biały obraz Pawła Pawlikowskiego. Nie oglądałem, nie muszę jednak tego czynić, aby na przykładzie tego filmu dostrzec pewną ważną tendencję. Mamy jakieś silne pragnienie powrotu do przeszłości, do tego, co światowa kinematografia, mogłoby się wydawać, zostawiła dawno temu za sobą, czego skrycie się pozbyła. Po prostu: lubimy czarno-białe produkcje.

W modzie z sezonu na sezon retro powraca. Nawet słyszałem o młodych dziewczynach, które z szaf swych matek wyciągają ubrania, by zrobić w nich furorę na plaży, w sklepie, dyskotece. Jakieś dwa lub trzy dni wstecz na Facebooku widziałem koleżankę rok ode mnie młodszą, która wstawiła zdjęcia z zabawy w stylu lat '70. Ale to tendencja modowa. Literatura świetnie sobie z retrospekcją radzi i to od początku swego istnienia (fabuła współczesnej powieści może przecież dziać się obojętnie w jakim okresie historycznym). Najgorzej pewnie ma muzyka, a kino?


Tegoroczny Festiwal Filmowy w Gdyni nagrodził Idę, ale oprócz niej w konkursie brała udział także Papusza. Historia o Bronisławie Wajs - romskiej poetce, która za namową Jerzego Ficowskiego opisuje w książkach cygańskie życie i za karę zostaje odtrącona przez najbliższych, zostawiając za sobą podróże z taborem. Dlaczego wspominam o tym obrazie? On także został zrealizowany w technice czarno-białej. Papusza nie wzbudziła jakiegoś specjalnego entuzjazmu. Nie zmienia to jednak faktu, że barwne, cygańskie życie można było pokazać w kolorze, uczyniono to w bieli i czerni. Nie to jednak przyczyniło się do słabszego odbioru. Ludzie chcą filmów w wielu odcieniach szarości. Dwa filmy w tych samych barwach i  tylko jeden festiwal (i to ta sama edycja). Gdyby spojrzeć na poprzednie edycje, to na myśl (przynajmniej mi) przychodzi świetny Rewers. To jeden z moich ulubionych obrazów polskich, kilka lat temu nawet nagrodzony Złotymi Lwami. Nie muszę chyba dodawać, że również czarno-biały.

Nie będę naiwniakiem i nie powiem, że coraz częściej mamy dosyć tego, czym jeszcze kilka lat temu zachwycało się Hollywood, a czym są efekty specjalne. Posądzenie ludzi o to, że chcą powrotu do telewizji czarno-białej też byłoby przesadą. Gdybym zaryzykował obie tezy, spotkałbym się z wyśmianiem. Gdyby obie były prawdziwe, 99% tego, co jest nadawane w tv musiałoby nagle zniknąć (tym jednym procentem są Czterej pancerni i pies obecnie nadawani na 3 lub 4 różnych programach jednocześnie, Stawka większa niż życie i kilka filmów pełnometrażowych co jakiś czas powtarzanych przez różne stacje).

Czyli jednak to nie bunt przeciw współczesności, szukanie nowych ścieżek w sztuce (bo i jakie to nowe ścieżki?). Chciałbym, naprawdę z całego serca chciałbym, aby masy się zbuntowały, wyskoczyły ze swym manifestem, przewartościowały kanon, od wieków przecież sztuka szła pod prąd. Nie można przecież mieć wszystkiego, co nie? Taka popularność czerni i bieli w kinie to być może po prostu przywiązanie, sentyment? A może chęć przeżycia czegoś nowego, świeższego, innego od tego, co wokoło? A może niektóre scenariusze lepiej wybrzmiewają, gdy oka widza nie rozprasza dziesiątki odcieni czerwieni i błękitu, a cały świat pesymistycznie (lub radośnie w przypadku komedii) jest zanurzony w szarości? Pozwala się skupić.

Podręczniki fotografii mówią wprost: zdjęcia czarno-białe robimy wtedy, gdy chcemy zwrócić uwagę na emocje, wyraz twarzy, przesłanie, a nie tło. Już widzę skwaszone miny wielbicieli fotek do lustra zamieszczanych na portalach społecznościowych (oczywiście w stylu retro), ale taka jest niestety prawda. Z tych, którzy bezmyślnie wszystko w tym odcieniu fotografują można mieć niezły ubaw, ale to już kwestia indywidualna. Prawda o czerni i bieli jest jednak taka. Ktoś, kto zabiera się za kręcenie filmu, jest profesjonalistą, sam lepiej wie w jakim celu zmienia taką taśmę na inną (czy to chęć podkreślenia gry, nawiązania do gatunku, retrospekcji, czy tez ogólnej wymowy dzieła, to już jest zależne od konkretnego filmu).

Ale czym są trzy polskie filmy w obliczu całego świata? O Rewersie, Idzie, czy też Papuszy usłyszą nie wszyscy (a Ameryka to już pewnie na pewno). Jeśli wyjadą w świat, to pewnie trafią do kin studyjnych. A jednak świat tak się zachwyca retro jak profesor Pimko Słowackim. Skąd wiadomo? Po Oscarach z 2012 roku.


2. Artysta!

Idy i Papuszy nie oglądałem (oba świeże, festiwalowe). Rewers, jak już wspominałem, uwielbiam. A poniedziałek zacząłem od Artysty. Nie wiem, czy oglądaliście, sam to zrobiłem dopiero teraz, wychodząc z miejskiej biblioteki nie tylko z kolejnymi Chestertonem i Greenem, ale i filmem na DVD. Artysta to ten film, o którym było głośno za sprawą pięciu Oscarów i tego, że obraz był... zrealizowany w konwencji kina niemego.

Obraz opowiada o gwieździe filmu lat dwudziestych, aktorze sprzed ery dźwiękowej. Jest też młoda statystka, która za chwilę staje się pełnokrwistą damą ekranu, a potem gwiazdą kina zrywającego z brakiem głosu.

Obejrzałem z ciekawością, nawet napisałem na brudno recenzję, którą chciałem się z Wami podzielić. Darowałem sobie jednak, bo kogo może to zainteresować 2 lata po premierze i ponad rok po gali Oscarowej? Coś jednak krótko o filmie wspomnę.

Przez cały seans zastanawiałem się, za co ten film dostał tyle Oscarów. Fabuła przemyślana, ogląda się dobrze, gra aktorska nie zawodzi. Są emocje, jest przyjemność z obcowania z dziełem. Nawet o kicz nie mógłbym posądzić Artysty (choć o ten wcale nie jest trudno porywając się na stworzenie filmu niemego w czasach trójwymiarowych efektów, kina 4D i ciągle świeżej 48-klatkowej technologii kręcenia). Wprawne oko (nie takiego laika kinowego jak ja) dostrzeże wiele cytatów filmowych (u mnie pojawiło się tylko skojarzenie z nieśmiertelną legendą jaką jest Metropolis). Zastanawiałem się nad tymi wyróżnieniami dla filmu. Nieme kino stawia przed aktorem nie lada wyzwanie: odegranie emocji, ale i pokazanie warstwy słownej za pomocą mowy ciała. Artysta jest tak skonstruowany, że nawet nie czytając plansz z napisami jesteśmy w stanie zrozumieć sens, dialogi (wiele z nich nie przepisano na tabliczki, a widz i tak wie, co aktorzy wyrażali mówiąc do siebie). Ale to nie jest powód do szastania Oscarami (pięcioma!) na prawo i lewo, bo wszyscy aktorzy kina niemego kilkadziesiąt lat temu mieli takie samo zadanie. Nie wszystkich nagradzano. Pomyślałem, że być może to dzięki temu, że reżyser wykazał się odwagą jadąc na Galę, w XXI wieku, z filmem niemym. To bez wątpienia pójście pod prąd, istna awangarda. W warstwie fabularnej za to przetworzone archetypy, wcale nie nowe problemy: relacja uczeń-mistrz, to, gdy ten pierwszy odnosi większy sukces, niż jego mentor. Jest oddanie przez starszych miejsca młodszym (i obecna przy tym niechęć, oburzenie, tragizm, wyobcowanie, poczucie bezsensu etc. etc.). Gdyby reżyser w technice kina niemego opowiedział historię współczesną, pewnie by zaskoczył innowacyjnością, niebagatelnym pomysłem. Ale on pokazał w tej konwencji historię z lat dwudziestych (w których tak właśnie kręcono filmy). Sam obraz jest przeciętny, nie odbiega niczym od czarno-białych filmów w telewizyjnych archiwach (ale nie tych słabych klasy B, tylko tych lepszych). Wymaganie przy tym wszystkim od Artysty pretendowania do miana sztuki jest przesadą (to mogłyby sugerować Oscary, lub choćby wskazywać na wybitne walory obrazu).


Tego, za co Nagrody przyznano, nie wiem (oczywiście kategorie są mi znane, nie wiem tylko co tkwiło w głowach przyznających nagrody). Artysta w oderwaniu od Oscarów jest dobrym filmem na niedzielne, rodzinne popołudnie. Ma ciekawą historię, wzbudza sentyment i nostalgię, bo pokazuje kino, jakiego już nie ma (i naturalną koleją rzeczy nie będzie). Zamyka w sobie te ideały, jakie niosło kino nieme. Gdyby to był  obraz z lat dwudziestych, cyfrowo odnowiony lub zrekonstruowany (tak jak kilka lat temu odtworzono pofragmentowane Metropolis), zrozumiałbym Oscara w hołdzie, albo w specjalnej pozakonkursowej kategorii. W oderwaniu od prestiżowych Nagród Artysta spełnia oczekiwania widza. Patrzenie na obraz przez pryzmat wyróżnienia tylko filmowi szkodzi, bo odbiorca oczekuje zbyt wiele od tego przeciętnego, w sumie to można nawet rzec, że dobrego filmu (ale nie Oscarowego). Nie jest to produkcja odkrywcza, nie zmieni kinematografii, a jedyne jej pójście pod prąd to prezentacja w erze trójwymiaru filmu niemego (i to w konkursie Oscarowym).

3. Kończąc, absolutnie kończąc

Artyście mimo wszystko poświęciłem chyba zbyt wiele miejsca. Nasz polski Rewers był dwa lata wcześniej (zatem nie ulegliśmy modzie), ale od tego Oscarowego filmu być może wszystko się zacznie. Niedawno słychać było o Śnieżce - przeniesionej do współczesności historii baśni braci Grimm, ale przetworzonej. Tutaj jest inspiracja, ale nie wierne trzymanie się pierwowzoru. Film również czarno-biały i niemy. Czy można mówić o nowej modzie? Nie wiem jak potoczy się dalsza historia kinematografii. Nie chciałbym jednak, aby za rok lub dwa co drugi film był produkowany w tej technice. Owszem, można lubić takie klimaty, ale o wiele ciekawszym przeżyciem estetycznym jest obcowanie z filmem niemym, który został tak stworzony, bo akurat takimi środkami wówczas dysponowano. Nie mam jednak nic przeciwko takim eksperymentom jak ten z Artystą, Śnieżką, Rewersem, czy Idą. Co więcej: Oscara dla Śnieżki bym zrozumiał za pomysł (współczesna historia w konwencji kina niemego). Niewątpliwie za sukcesem kina retro stoi sentyment. Dobrze, że takie eksperymenty są tworzone. Dobrze, że powstał taki obraz jak Artysta. Czasem jednak dobremu filmowi można zaszkodzić. Rewersowi i Idzie pewnie nie zaszkodzono.

Co stoi za popularnością kina czarno-białego w erze filmów kolorowych? Czy potrzebne są kolejne produkcje (także i te nieme) stylizowane na dawne obrazy, czy może lepiej czerpać z tego, co już powstało? Czy grozi nam zalew czarno-białych filmów, albo nowa moda w kinematografii?



----------------------
 Zdjęcia pochodzą kolejno z:
 1) Filmweb.pl
2-4) Stopklatka.pl

Może zainteresuje Cię jeszcze...

0 komentarze