Dlaczego akurat po zmroku?

października 25, 2013


Dlaczego tak wielu ludzi postanowiło uaktywniać się w nocy? Czyżby się wstydzili swojej pasji (lub chcieli ukryć przed innymi?). I co wspólnego ma z tym... cała masa psów?
Życie zaczyna się w nocy. I wcale nie mówię tu o tym, że wolę pracować, czytać, uczyć się, gdy za oknem już jest ciemno, a wschód słońca jest dla mnie wyjątkiem, gdy wyższa konieczność każe mi wstać rano. Wróciłem ostatnio z uczelni, na zegarku po 19., minąłem na schodach kolegów ze stancji. Powiedzieli, że poczekają chwilę, a ja wbiegłem do domu wyszykować się do biegania i pomijając nawał pracy, głód (bo to przecież pora kolacji) i jakieś tam być może zmęczenie. Pobiegliśmy na boisko i zaczęliśmy "trening". Ku naszemu zdziwieniu nie byliśmy sami. Co chwilę dobiegały kolejne osoby, kilku chłopaków, kilka dziewczyn, nawet jakaś pani już starsza postanowiła kolejny odcinek Barw szczęścia i Na dobre i na złe spędzić na świeżym powietrzu. Jakiś chłopiec rzucał sobie do kosza, dwóch nastolatków kopało piłkę do bramki, młoda dziewczyna przyszła z tatą i gdy ojciec pilnował jej rzeczy, ona ćwiczyła na trawie.

Nie zdziwiło mnie zbytnio to nocne uprawianie sportów. W zeszłą zimę w swoim mieście trochę ćwiczyłem, gdy przyjechałem na ferie zimowe. Pamiętam, że wybiegałem z domu grubo po dwudziestej, gdy ulice miasta były już puste. Byłem tylko ja i ewentualnie jadące samochody. W wakacje, gdy noc zapada późno, trenowałem w okolicach szóstej rano. I panorama miasta podobna do tej zimowej. Gdy biegałem w swoim mieście, inni trenujący także pokazywali się, gdy reszta mieszkańców już odpoczywała w swoich domach. To w ogóle jakaś tradycja, że po zmroku biegacze wyrastali jak grzyby po deszczu.


Może zastanawiać dlaczego życie zaczyna się wtedy, gdy "życie miasta" już dobiega końca. Uprawiający sport zmieniali się jak podczas spektaklu. Jedni opuszczali bieżnię, inni przychodzili na ich miejsce. Ciągle ktoś był, tak jakby podtrzymywali ogień olimpijski, by nie zgasł, albo brali udział w jakiejś sztafecie, przekazując sobie kolejkę trwania w tym miejscu. Tylko dlaczego o tej porze?

W sumie po zmroku jest spokojniej, nikt nie przeszkadza, nie obserwuje nas, nie dziwi się. Mam takie wrażenie, że może też tu chodzić o jakieś skrępowanie. W ciemności nie widać naszej twarzy, nie jesteśmy do zidentyfikowania. Teraz, gdy mieszkam w Lublinie, nie robi mi różnicy, czy będę biegł rano, w środku dnia na zatłoczonym chodniku, czy też po zmroku. Jest mi to obojętne, poza kilkoma osobami nikt mnie tu nie zna, jestem w pełni anonimowy. U siebie w mieście grono znajomych jest szersze (czasem mam wrażenie, że wszyscy mnie znają, choć ja ich nie kojarzę, odpowiadam tylko cześć). Nie ma się czego wstydzić, bo jakakolwiek pozytywna aktywność nie jest powodem do wyrzutów sumienia. A jednak nie pobiegłbym w południe przez centrum rodzinnego miasta :)

zobacz także: wpis o tym, czego słuchać podczas biegania

Ale bieganie to jedna strona medalu. Gdy wracałem z bieżni, zobaczyłem w parku coś niesamowitego. Otóż była grupa ludzi w różnym wieku (i obu płci), panowała jakaś familiarna atmosfera, ale nie to przykuło moją uwagę. Każda z tych osób miała na smyczy psa (lub też dwa; niektórzy swoje czworonogi spuścili z uwięzi). Zwierzaki wcale się nie gryzły, bawiły się ze sobą, spacerowały. Dochodzili coraz nowsi właściciele psów, by też wziąć udział w tym spotkaniu. Zrobiłem wielkie oczy, spowolniłem bieg tak, że spokojnie ślimak by mnie mógł wyprzedzić. Chciałem popatrzeć na to, może czegoś się dowiedzieć o niecodziennym widoku (pierwszy wraz widzę, aby tak duża grupa osób i zwierząt spotykała się po zmroku w parku; nie liczę tu kilku moich sąsiadem z rodzinnego bloku, które latem chodzą w nocy z psami pod oknami i zbierają newsy na "poranną kawusię na ławeczce "). Fajne wydarzenie, nie powiem.


Gdy tak biegłem, minąłem dwie starsze panie z kijkami do nordic-walking, ale u siebie w mieście także spotykałem uprawiających ten sport i to nawet w ciągu dnia. Czyżby to kwestia wieku? Właściwie ci, których widziałem, że ujawniają się ze swoimi ćwiczeniami po zmroku, to ludzie młodzi. Ale nie wszyscy. Kiedyś pisałem o Rafale, który trenuje freestyle. On się nie wstydzi i potrafi grać nawet na środku zatłoczonej ulicy. Być może kwestia podejścia do uprawianej dyscypliny sportu?

zobacz także: wywiad z Rafałem na temat jego pasji związanej z freestylem

Jest jednak coś magicznego w tym widoku, który mnie spotkał po zmroku. No i te psy mi dały do myślenia. Może to tylko tak familiarnie wyglądało, a tam się grubsza akcja szykowała? Może niedługo napiszą o tym gazety (no nie wiem, może w kontekście jakiego psiego gangu?... żartuję oczywiście, ale po zmroku wyobraźnia także lepiej działa :D).

Jak myślisz, dlaczego więcej trenujących ujawnia się albo wczesnym rankiem, albo gdy już jest ciemno? Wstyd, skrępowanie, chęć niezwracania uwagi?





 -----------
Wszystkie wykorzystane w artykule zdjęcia podlegają darmowej i legalnej licencji CC (Creative Commons) pozwalającej na dowolny użytek i rozpowszechnianie w sieci oddanych do tego użytku materiałów; Zdjęcia na licencji CC pobrano z:   http://www.publicdomainpictures.net

Może zainteresuje Cię jeszcze...

3 komentarze