Inni, czy tacy sami? Skąd te problemy?

października 29, 2013


Zdenerwowałem się! Czy my naprawdę czasem nie potrafimy zamknąć się i nie dzielić się swoimi poglądami? Dlaczego ludzie są tak nietolerancyjni?

Lublin, jadę autobusem na zajęcia, jest przed 15.00, w miarę ładnie (bo że wczoraj było ciepło, to oczywiście jest wiadome dla każdego, kto choć na chwilę wychodzi z domu w te ostanie dni października A.D. 2013). No i kurczę nic nie zapowiada tego, że jakiś koleś może mi popsuć ten dzień (no, normalnie nic!). Siedzę sobie, czytam książkę, wchodzi grupa ludzi (grupa, czyli więcej niż 2 osoby: dwóch chłopaków i dziewczyna). Obmawiają sobie jakąś koleżankę, padają określenia w stylu ale ona głupia... ale no modelka przecież, więc wiesz.

Normalka, różni są ludzie (nie zawsze akceptują siebie, więc szukają wad u innych).

W pewnym momencie wchodzi do autobusu Azjata. Chłopak siedzący przede mną zaczyna naśmiewać się z obcokrajowca (oczywiście po polsku, więc może przybysz nie zrozumiał). No i cała fala stereotypów, że gdzieś tam to się źle kobiety traktuje. Że Azjaci to jedzą w Lublinie psy. Że kradną u siebie w kraju. Koleżanka autora tych "mądrości" mówi mu, że widocznie jest bieda. No to chłopak na to, że to ich wina, trzeba walczyć o swoje. Mnie już brała złość, pomyślałem sobie, że gdyby urodził się kilkadziesiąt lat temu, to ciekawe, czy też by tak myślał na ten temat i potrafiłby, jak on to określił, walczyć o swoje. Już mnie zaczynało to tak poważnie denerwować, że na odchodne chciałem temu chłopakowi pojechać po życiorysie i "wyskoczyć" ad personam. Po prostu, nie wchodzić z nim w polemikę (zbędną zresztą, a przecież to nie ja, a matka z ojcem powinni go wychować, a nie pasażerowie komunikacji miejskiej).

Dlaczego zatem nie użyłem języka dokładnie takiego, jakiegoż użył chłopak? Bo jedna agresja wzbudza drugą. Jeśli on używa słów obraźliwych, to nie znaczy, że ja muszę oddawać mu tym samym. Do niczego to nie prowadzi. Wyszedłem z autobusu, doszedłem na wykład i nerwy dalej mnie nie puszczały. Powtarzałem sobie przez całą drogę pod nosem chorzy na ksenofobię nacjonaliści i socjopaci. Wiem, wspiąłem się na wyżyny hermetycznego języka, ale lepiej już powtarzać sobie coś pod nosem tylko dla własnej wiadomości, niż wybuchnąć. Nawet to, że siedziałem w autobusie nie pomogło mi opanować emocji (choć podobno w sytuacjach konfliktowych lepiej nie stać, bo nerwy szybciej przejmują kontrolę nad człowiekiem).


Chłopak prawdopodobnie był albo studentem, albo uczniem szkoły średniej. Nie wyrwał się z jakiejś wioski, ale z kontekstu zrozumiałem, że mieszka w Lublinie, czyli w mieście wielu kultur (pochodzę z małego miasta w centrum kraju, nie widuję obcokrajowców, ale nie miałem z nimi problemu, gdy przeprowadziłem się do miasta studiów). Młodzieniec widział tylko i wyłącznie siebie i swój kraj, inne narodowości oglądając przez pryzmat stereotypów. Chociaż nie, powiedział coś o Ukraince, która chodziła z nim do klasy i która była spoko, choć każdy tak gada. Hmm, on chyba był jakimś skomplikowany przypadkiem, bo jednych akceptował, a innych już nie. Może gdyby miał kolegę Azjatę, nauczyłby się tolerancji?

Później mi jakoś przeszło. Minęło bodajże ze 3 godziny i wracałem do domu. I co widzę? Wchodzi kolejna grupa młodych Azjatów, a w przejściu stoi dwóch pijanych mężczyzn (zapach alkoholu i miętusów mnie o tym informował). Młodzi ludzie jak młodzi ludzie (niezależnie od pochodzenia) - śmieją się, robią sobie zdjęcia. Nie mają poczucia skrępowania z powodu obecności w innych kraju, widać, że zadomowili się już jakiś czas temu. Mężczyźni zaś nie są agresywni, ale śmieją się z dziewczyn jakoś tak mniej lub bardziej dyskretnie.


Ale im jestem w stanie wybaczyć. Nie robili "problemów", to, że się uśmiechali do siebie itd. to jeszcze nie jakiś ogromny przejaw nietolerancji. O wiele więcej pretensji miałbym do wspomnianego wcześniej chłopaka.

Jeszcze niedawno koleżanka mi opowiadała, że nasz wspólny kolega z Hondurasu padł ofiarą rasizmu w lubelskim centrum handlowym.



To tylko trzy przykłady, ale na całe szczęście podczas mojego już ponad rocznego mieszkania w Lublinie nie spotkałem się z innymi przejawami nietolerancji wobec obcokrajowców. Rzeczywistość nie jest tak bardzo szara, jak ją opisałem, bo przecież oszołomy zawsze się znajdą. Wczoraj zmarł Tadeusz Mazowiecki - pierwszy Premier III RP. Mamy wolny kraj dzięki narodowym bohaterom. Ale ten pomnik i testament, mam wrażenie, że sprowadziliśmy do: subiektywnych opinii (czyt. nietolerancja Innego), wolności słowa (czyt. mogę mówić wszystko, co chcę i gdzie chcę), bycia wolnymi (czyt. my to jesteśmy fajni, a inni, u których panują szkodliwe dla człowieka ideologie, to obcy, którzy sami są sobie winni). Nie bierze się pod uwagę tego, że nie zawsze Polska była wolna, a nasi też opuszczali kraj (i byli gościnnie przyjmowani lub także spotykali się z nietolerancją). Nie potrafię zrozumieć też nagonki na Żydów. Rozmawiałem kiedyś z mężczyzną po pięćdziesiątce, który otwarcie popierał eksterminację Narodu Wybranego, bo uważał, że gdyby nie II wojna światowa, to wielu Żydów mieszkałoby w naszych rodzinnych stronach. Szok! Pamiętam, że wryło mnie wtedy i na chwilę zamurowało.

Choć w Lublinie mieszkam od ponad roku, każdego dnia po kilka razy jeżdżę komunikacją miejską, na wydziale mam obcokrajowców, mam kilku znajomych nie pochodzących z Polski, mijam wielokulturowe miasteczko studenckie, to pierwszy raz miałem do czynienia z takimi objawami braku tolerancji. Naprawdę, mieszkańcy miasta nie mają z tym problemów. Ale zawsze zdarzy się ktoś, kto ma problem z innością (tak w głębi siebie to nawet mi takich ludzi szkoda, bo drugi człowiek musiał bardzo ich skrzywdzić, że mają problem z akceptacją braci o innym kolorze skóry). 

Mam prośbę: jeśli jesteś nietolerancyjny, zachowaj to dla siebie. Nie jest to cenzura, łamanie wolności słowa. To po prostu uniwersalne prawo moralne (nie związane z jakąś religią lub systemem wyznaniowym; to po prostu jedno z praw humanistycznych, które prosi o szacunek dla drugiego człowieka). Jechałem kiedyś z kolegą miejskim autobusem i rozmawialiśmy na tematy światopoglądowe. W pewnym momencie powiedział mi, żebym na razie nie kontynuował, bo ktoś mający inne poglądy może nie życzyć sobie słuchania takich rzeczy. Przestałem kontynuować i uszanowałem przestrzeń miejską (którą jest komunikacja publiczna, a która nie powinna być przesiąknięta przez daną ideologię i prywatne poglądy nadawców). Szanujmy się, nieważne czy jesteśmy prawicowi, czy liberalni. Uszanujmy siebie, ale i Innego.

Jak myślisz, dlaczego wielu ludzi ma takie problemy z innością? Stereotypy, wychowanie, czy wrodzona niechęć?





 -----------
Wszystkie wykorzystane w artykule zdjęcia podlegają darmowej i legalnej licencji CC (Creative Commons) pozwalającej na dowolny użytek i rozpowszechnianie w sieci oddanych do tego użytku materiałów; Zdjęcia na licencji CC pobrano z:   http://www.publicdomainpictures.net

Może zainteresuje Cię jeszcze...

2 komentarze