Papierem w chorobę. Cztery książki, które pomogą Ci przetrwać grypę

października 08, 2013


Nie wiesz jak przetrwać grypę? Sprawdź, czy mój sposób na chorobę choć trochę umili Ci życie

Kocham jesień, ale chyba w tym roku mi nie służy. Wyleczone domowymi sposobami (czyli różnymi wariacjami na temat herbaty) gardło przestało boleć, ale przyszedł katar. Droga na uczelnię, do domu, komunikacja miejska i zapowietrzone od początku sezonu grzewczego grzejniki (podobno od dziś wszystko ma być już ok, ale efektów nie widać). Najlepiej byłoby chorobę wyleżeć, ale będę musiał z tym jeszcze poczekać. Jak już odpoczywać, to z dobrą lekturą. Postanowiłem spośród tego, co niedawno przeczytałem, wybrać cztery książki, które po prostu dobrze się czyta, odmóżdżają (bądź też dostarczają chwilowej rozrywki i niekoniecznie muszą długo siedzieć w naszej głowie).

Oliver Pötzsch - Córka kata

Pamiętam, gdy dostałem tę książkę do recenzji. W niemieckiej wiosce giną dzieci, kilkoro z nich odnaleziono, ale martwe. Ofiary łączy jedno: mają wyryte na plecach kółko z krzyżykiem (znak bogini Wenus). Oskarżenie pada na miejscową akuszerkę, którą lud wierzący w zabobony oskarża o całe światowe zło. Rozwiązać całą sprawę (i przy okazji uratować niewinną kobietę od śmierci) chce (tak paradoksalnie) miejscowy kat. Opasłe tomisko, w dodatku kryminał historyczny, przez długi czas mnie nie opuszczało. Z tą książką jadłem, szedłem spać, męczyłem do ostatniej strony. Początek opisujący nieudany wyrok przez ścięcie (gdy kat nie trafia w głowę ofiary, tylko w inne części ciała, "partacząc"  przy okazji swoją pracę) pewnie by mnie od tej książki odciągnął, gdybym był tylko trochę wrażliwszy. Sama powieść na początku mnie nie powalała na kolana, nie czytałem bowiem wcześniej żadnych kryminałów (nie wiedziałem nawet, czy je lubię). Ale książka dobra, w sam raz na jesienne wieczory, gdy mamy ochotę na pozycje niekoniecznie szybko się kończące. Honorowe miejsce na mojej półce.

Wiliam Golding - Władca much 

 Bardzo obrazowo opisana tropikalna wyspa, co przy zapowietrzonych grzejnikach i chłodnych nocach, fabuły to chyba jedna z lepszych antyutopii, jakie napisano (tylko Rok 1984 może na liście tego gatunku stać na samym szczycie). Dzieci, które lądują na bezludnej wyspie i zaprowadzają swój ład. Nie jest to jednak idylliczna wizja Króla Maciusia, ale gorzki obraz świata, w którym zabrakło wartości. Można doszukiwać się w tej książce "gdybania" na temat tego, co dzieje się z dzieckiem, gdy dorosły pozostawia je na pastwę losu. Można widzieć w fabule alegorię totalitaryzmu. Mną wstrząsnęła ostatnia scena, gdy chłopiec, który kilka stron wcześniej zabił swojego kolegę, wpada w ramiona dorosłego. Gdy już wiadomo, że przybyła pomoc, dziecko po prostu płacze. Może niezbyt przyjemna tematyka, gdy za oknem szaro i zimno, ale te "tropikalne" opisy królują!
Pozwolą choć na chwilę poczuć trochę ciepła.

Agatha Christie - Słonie mają dobrą pamięć 

Mam w rodzinie pasjonatów (a właściwie to pasjonatki) romansów Danielle Steel (to ta pani, która napisała ponad 80 powieści, z czego ponad połowa opowiada o "niej", czyli skrzywdzonej przez życie wzorowej żonie, matce i kochance, którą oszukał i zostawił "on" - ten podły, zły, okropny i paskudny człowiek. Bohaterka płacze i cierpi, ale poznaje nowego "jego", który jest lepszy od tego poprzedniego; fabuły znam z na szczęście tylko z przekazu ustnego...uff...). Zastanawiałem się nad tym, w czym tkwi fenomen takich opowieści, ale odkryłem, że kryminały (choć napisane lepiej, czasem nawet będące bardzo dobrymi książkami) mają podobną rolę: zająć na chwilę czas niezobowiązującą lekturą. Wlatują na chwilę do głowy i za jakiś czas opuszczają nasz umysł. A najlepsza w tym gatunku jest Christie, bez owijania w bawełnę. Morderstwo sprzed lat, które wychodzi na jaw wtedy, gdy wielu świadków już nie żyje. Ale nie wszyscy. Słonie mają bowiem dobrą pamięć. Christie uszlachetniła gatunek i chwała jej za to. Nawet sam Chesterton (nie żaden Don Mateo, tylko właśnie wspomniany pisarz), będący autorem literackiego pierwowzoru Ojca Mateusza niezbyt pochlebnie wypowiadał się o kryminale. Christie porywa, dostarcza rozrywki, a przy okazji używa bardzo pięknego, obrazowego, momentami nawet poetyckiego, języka. Ciekawa sprawa: opis zbrodni przy użyciu starannie wyselekcjonowanych słów bliższych dziełom klasyków, niż autorów kryminału (choć Christie w kanonie też jest, więc pewnie nie bez przyczyny).

Melvin R. Starr - Niespokojne kości

Z szamba zostają wyłowione kości, sprawca morderstwa jest nieznany, ale nie jest też wiadomo, kto stał się ofiarą. Dysponując współczesnymi cudami techniki (być może nie są one aż tak zaawansowane, jak sugeruje serial  CSI: New York) łatwo sprawdzić tożsamość zmarłego. No właśnie: współcześnie, ale rzecz się dzieje w średniowieczu. Pewien medyk, prywatne śledztwo i u progu odpowiedzi na pytanie kolejna ofiara. Może obok tej książki przeszedłbym obojętnie, ale fabuła zaskakuje. Wiele równorzędnych wątków, perfekcyjna znajomość opisywanej epoki (autor od ponad 40 lat wykłada historię, więc zatem co pisze), średniowieczne metody leczenia (bardzo skrupulatnie opisane), nawet wierne odtworzenie ówczesnego kalendarza lokalnych świąt. W dodatku kolejna zagadka, nim czytelnik pozna rozwiązanie powszedniej. Czytałem drugą część tego kryminału, ale już mnie tak nie porwała jak Niespokojne kości.




Jaką książkę możesz polecić na zmaganie się z grypą? Które typy z powyższej listy najbardziej przemawiają do Ciebie? Możesz podpowiesz mi ciekawą pozycję do poznania :)


-----------------

Wykorzystane w tekście zdjęcie nr 1 podlega darmowej i legalnej licencji CC (Creative Commons) pozwalającej na dowolny użytek i rozpowszechnianie w sieci oddanych do tego użytku materiałów; Zdjęcie na licencji CC pobrano z:   http://www.publicdomainpictures.net

Może zainteresuje Cię jeszcze...

2 komentarze