Serial z ponadczasową fabułą

października 23, 2013



Pewien amerykański serial, który w Polsce lepiej się przyjął, niż w swoim kraju (gdzie i tak "skosił" konkurencję)

Oglądam mało telewizji, najczęściej ograniczam się tylko do "trylogii" składającej się z trzech następujących po sobie wieczornych serwisów informacyjnych (na trzech różnych programach). Czasem rzucę okiem na jakiś film, albo talent show. Mój ukochany Mad Men leci sobie w każdy czwartek, ale odkąd przeprowadziłem się na stancję, nie oglądam burzliwego życia Dona i Betty (a wraz z nimi zamykają się przed moimi oczami zwariowane lata sześćdziesiąte i rozwój ówczesnych agencji reklamowych).

zobacz także: tekst poświęcony serialowi Mad Men

Byłem na weekend w domu, oprócz obejrzenia mad menów, w których już się pogubiłem nie obejrzawszy dwóch poprzednich odcinków, postanowiłem z czystej ciekawości zerknąć na nowy serial na podstawie Biblii. W zeszłym roku rzuciło mi się w oczy, że Biblia w Ameryce stała się absolutnym liderem, miała ogromny odbiór przez widzów. Gdy dowiedziałem się, że w Polsce także zostanie nadany serial, postanowiłem przekonać się na własne oczy, czy film rzeczywiście jest dobry. Adaptacja biblijnych historii to nie samo Pismo Święte, film wcale nie musi być dobry (wiadomo przecież, że to ludzkie spojrzenie, przełożenie na obraz natchnionej Księgi). Gdyby serial był słaby, czymś gorszącym nie byłoby więc skrytykowanie go, wykazanie wad (niby to takie proste, a wydaje mi się, że są ludzie, którzy potrafią nawet najsłabszy film biblijny bronić, bo myślą, że tak jak Biblia, on też jest święty).


Ale z wspomnianym serialem jest inaczej. Obejrzałem pierwszy odcinek i nie rozczarowuje. Nie chcę tego wpisu poświęcać recenzji, albo opisowi tego, co zobaczyłem na ekranie. Byłem bardzo ciekawy, jak Polacy przyjęli film, który w Ameryce uplasował się całkiem wysoko. A wiadomo, że to co amerykańskie, zawsze kusi, stereotypowo staje się synonimem czegoś luksusowego. Jeśli interesuje mnie badanie oglądalności, zaglądam na stronę Wirtualnych Mediów, ale na niej nie pojawiły się dane dotyczące sobotniej emisji. Lekko mnie to zdziwiło, spodziewałem się, że ktoś to sprawdzi (nawet żeby serial skonfrontować z amerykańskimi wynikami). Postanowiłem, że nie stworzę tego wpisu, dopóki nie odnajdę badań. I znalazłem. Nie wiem na ile są wiarygodne, ale portal Świat Seriali poinformował, że 3 miliony Polaków zapoznało się z pierwszym odcinkiem. Czy dużo to, czy mało na 38 milionowy kraj? Chyba dużo. W Ameryce (916 mln obywateli) tę samą część filmu zobaczyło 13 mln. Nie można zapomnieć, że w tym samym czasie, co polska premiera Biblii, można było obejrzeć The Voice of Poland i Mam Talent (ostatni odcinek castingów i typowanie uczestników ćwierćfinałów). W Telewizji Polskiej był nawet głośny niedawno Robin Hood (w roli głównej Russel Crowe znany także z Gladiatora).


Całkiem dobry wynik, choć podobnych filmów jest mnóstwo. Ktoś, kto interesuje się tą tematyką, pewnie pomógłby mi i podał dokładne dane oglądalności takich filmów jak Narodziny, Pasja, Gwiazda królów (wspominając tylko te nowsze produkcje), albo też starsze produkcje, gdy w telewizji poza TVP nie było niczego, a filmowe życie kwitło (tylko) w kinie. Żeby nie pasjonować się w ciemno, zawsze przy tego typu produkcjach powstaje pytanie: czy nie jest to szybki sposób na zarobienie pieniędzy, bazując na tematyce, która dobrze się przyjmie. Wiadomo przecież, że produkcje o tematyce religijnej są popularne. Ale gdyby ten serial okazał się "lipą", twórcy słaby by się postarali, poszli na skróty, ludzie po pierwszym odcinku pewnie by zrezygnowali. Tymczasem produkcja stała się hitem w Ameryce, w Polsce też ją dobrze przyjęto. Pięć dwugodzinnych odcinków obejmujących Stary i Nowy Testament. Narracyjnie także sobie dobrze poradzono, stosując retrospekcje, niektóre historie opowiadając przez bohaterów późniejszych wydarzeń. Niektóre wątki pominięto, nie dodano nowych. Chyba jedną z największych zalet tej produkcji jest wierne trzymanie się biblijnych historii. No i dobrze się ogląda. Nie wiem jak w innych kościołach, ale ja z ambony nie słyszałem zachęty do obejrzenia filmu. Nie jesteśmy chyba tak źli, jak inni nam chcą wmówić. Popularność tego serialu chyba o czymś świadczy, przede wszystkim chyba o tym, że nie tylko Grę o tron, Doktora House'a  i Przyjaciół chcemy oglądać, ale i wartościowsze produkcje. Serial o Annie German też cieszył się popularnością, choć (daję sobie rękę uciąć) twórcy pewnie chcieli stworzyć po prostu film biograficzny (a że przerósł ich oczekiwania, to nic więcej, jak życiowe niespodzianki). Jestem przeciwny zarzucaniu ludziom analfabetyzmu, gdy żyje choć jedna osoba, która nie porzuciła czytania. Tak samo tu: nie mówmy ludziom, że są źli, gdy tacy nie są. Telewizja (nie publiczna, a komercyjna) podjęła ryzykowną decyzję o nadaniu serialu opartego na Biblii, w godzinie szczytu (20:00), przy czujnej konkurencji nadającej w tym czasie swoje talent show. Można nawet powiedzieć, że to krok awangardowy. Odbiór był wielką niewiadomą, a jednak widownia dopisała. Ciekawią mnie wyniki kolejnych odcinków.




--------------
Zdjęcia pochodzą ze strony internetowej serialu

Może zainteresuje Cię jeszcze...

0 komentarze