Czy blogi pisane upadną i zastąpią je vlogi?

listopada 03, 2013


Czy blogi zostaną zastąpione przez materiały video? I jak etycznie zarabiać w Internecie na swoim blogu? Czas na małą polemikę


+Minerwa zaczęła na swoim blogu ciekawą dyskusję. Napisałem na jej blogu trochę obszerniejszy komentarz, ale postanowiłem, że trochę go rozbuduję u siebie. Chodziło o to, czy tradycyjne (w sensie, że pisane) blogi zostaną wyparte przez wszelkiego rodzaju nowe środki przekazu, takie jak chociażby videoblogi. Te ostatnie ostatnio rosną jak grzyby po deszczu. Dlaczego? Bo to coś nowego. Ale nie tylko. Są ludzie, którzy mają parcie na szkło, chcieliby występować w telewizji. I oto szansa przed nimi: kamera internetowa lub nawet niedrogi aparat cyfrowy, wbudowany w Windowsa program do obróbki video i założenie na YouTube kanału (a ten teraz jest już bardzo prosty do założenia, YT należy do Google, mając bloga na Blogspocie w kilka sekund możemy połączyć nasze konta w Google+ i mamy "wszystko w jednym"). W zasadzie każdy może być teraz krytykiem literackim lub prowadzącym swój własny program "na szklanym ekranie" komputera (i wierzę w to, że często takie autorskie formaty będą o niebo lepsze niż te w tv).

Kurczę, są ludzie, którzy mają parcie na szkło. Tak, to moje słowa kilka wersów zapisane. Ale źle odczytane mogą wydawać się krzywdzące. Nie o naśmiewanie się z kogokolwiek tu chodzi, ale o to, że każdy z nas może tworzyć swoje własne medium, swoją prywatną telewizję małym nakładem. Chcemy coś tworzyć i mieć przy okazji jakiś namacalny dowód (a przy okazji sławę, tę daje Internet, nie widzę w tym niczego złego). W kulturze jest coś takiego jak DIY (Do It Yourself - zrób to sam). W zasadzie każdy z nas tworzyć kulturę, coś do niej wnosi, kreuje ją.


Ale videoblogi mają też drugą stronę. Gdy prowadzimy literacki blog (wiem wiem, można ten termin rozumieć jako blog z twórczością taką jak wiersze, opowiadania, powieści, ja jednak tak nazywam te strony, na których przeważa słowo pisane, nieważne czy to pamiętnik, recenzje, szkice, czy też newsy) chcemy poszukiwać nowych kanałów docierania do odbiorcy, ale też formułowania myśli. Vlog (videoblog) daje szansę poszerzenia swoich treści o nowe media. W zasadzie dziwi mnie tu trochę przeskoczenie pewnego etapu (lub też małe nagłośnienie go).  Internet to przekaźnik sam w sobie odrębny, ale zawiera w sobie inne media. Mianowicie między prototypem prasy (blog pisany) a zadatkiem telewizji (videoblog) powinno być też radio. A tu nagle pominięcie go i taki przeskok od słowa do obrazu (z pominięciem samego dźwięku). Niezupełnie, wiele osób miało swoje "radia internetowe". Śmieszna anegdota, gdzieś w necie znalazł się mój głos, jakaś dziewczyna napisała do mnie wiadomość, czy nie chciałbym prowadzić audycji w jej własnej stacji (oczywiście to radio polegało na nagraniu pliku dźwiękowego z miksem piosenek i własnych wstawek mówionych, a potem puszczało się to w sieci). Podała mi link. Wszedłem na stronę, zapoznałem się z formatem radia (disco polo non stop) i w środku siebie podziękowałem, do dziewczyny niestety już nie odpisując.

Niezupełnie więc radio pominięto, ale mało zostało ono nagłośnione.

Poszukiwania nowych środków przekazu były zatem owocne. Coraz więcej osób vloguje. Nie dziwi mnie to. Socjologiczne spojrzenie na sprawę już pokazałem (chęć tworzenia swojej telewizji). Technologicznie myślę, że też jestem blisko (kanał na YouTube jako "przedłużenie" bloga pisanego). Ale nie wierzę w rychły koniec stron, gdzie dominuje tekst.


Ale wierzę, że książki nic nie będzie w stanie wyprzeć. Owszem, istnieją ebooki, audiobooki itd. Mają swoje zalety (waga, większa "biblioteczka" w jednym miejscu - telefonie, tablecie, czytniku; wygoda, gdy np. stoimy w autobusie i nie mamy jak czytać, ale możemy zerkać w mały ekran). Nie jestem miłośnikiem czytania z ekranu, nie do końca nawet lubię czytać na tym komputerowym (dlatego podziwiam zawsze osoby, którym udaje się na moim blogu dochodzić do końca czasem nawet bardzo długiego tekstu). Pobrałem ostatnio (legalnie rzecz jasna) ebooka i widzę jego zalety, gdy nie miałbym okazji wyciągnąć z plecaka książki (np. w zatłoczonej komunikacji miejskiej). Nie przerzucę się jednak na tego typu książki. Nie lubię, po prostu. Ale rozumiem ludzi, którzy ten sposób spędzania czasu z książką preferują (mam nawet koleżankę, która dużo czyta, ale tylko z ekranu).

Książka papierowa (co mnie cieszy) jednak nie zginie. Różnie z nią bywało, wieszczono jej upadek lata temu. I na próżno. Wynalazek druku zrewolucjonizował Europę (większa dostępność słowa pisanego, więcej kopii tekstu, cena itd.) i gdy radio zaczęło stawać się popularne, wieszczono rychły koniec słowa pisanego. Nic takiego się nie stało. Gdy telewizja wkroczyła na arenę, później gdy ulepszono ją i dodano w Ameryce więcej kanałów, połączono inne domy kablówką, także były opinie, że to już koniec z książkami. Nic takiego jednak się nie stało. Nawet ceny papieru i słaby dostęp do niego (tu puszczam oko do Tolkiena, który nie mógł wydać Władcy Pierścieni w jednym tomie z powodu kosztów) podczas II WŚ nie sprawił, że słowo pisane upadło. Książki miały się dobrze i tak będzie nadal, Internet temu nie zaszkodzi.


Identycznie będzie z blogami. Wszyscy przerzucają się teraz na vlogi, ale nieumiejętnie rozpoznają ten środek przekazu. Owszem, konto na YouTube i publikowanie tam filmików (czy też videorecenzji) jest popularne, ale samo z siebie do niczego nie prowadzi. Tekst (opublikowany, obecny na danej stronie, leżąc na serwerze i w pewnym stopniu będący "niewymazywalnym") może być źródłem cytowania, polemiki, szybkiego przekopiowania. Mówić krótko: może być opiniotwórczy. Vlog też, ale nie na taką skalę. Filmik na YT nie daje takiej szansy, to obraz w czasie rzeczywistym, który po jakimś czasie nagle urywa się i nie pozwala na wiele działań. Mówiąc krótko: jest nietrwały, nie przetrwa. Gdy YT się popsuje, znika cała masa treści. Z tekstem pisanym tak nie jest, on w kilku miejscach może pozostać, nawet można go utrwalić przedrukowując. Vlogi są potrzebne, mają swoją rolę, ale nie jako cel sam w sobie, a np. dodatek do bloga pisanego. Waga poruszanych w nim treści też jest inna, bo ja np. wolałbym o czymś ważnym przeczytać, a lżejsze treści obejrzeć. Też z tego względu, że czytając mam czas na przemyślenia, opuszczenie niektórych fragmentów, innych przeczytanie kilka razy. Mogę zaznaczać, kopiować itd. Z filmem jest inaczej. Dobiega końca i traci swą treść. Nadawca mi narzuca kolejność treści, nakazuje obejrzeć całość, bez dowolnego selekcjonowania treści.

Ale wiele videoblogów ma się dobrze, a ich autorzy zarabiają masę kasy (choć nie wychodzą poza YouTube). Tak, ale te blogi dostarczają głównie rozrywki, nie mają zadatków na dłuższą bytność (są popularne np. przez kilka miesięcy i potem ich sława mija, Internet żyje czymś innym, znajduje kolejną "pożywkę"). Fizycznie one są, czasem ktoś je odkopie, ale ich bytność, świetność jest krótkotrwała. Tekst o wiele łatwiej znaleźć, gdy czegoś szukamy i wygooglujemy. Nawet za dekadę dany tekst może służyć do celów badawczych (jak kiedyś odbierano daną książkę, jak patrzono na konkretne wydarzenie historyczne). Filmiki też mogą być pomocne, nie będą jednak na taką skalę jak tekst. Filmu nie zacytujesz w pracy magisterskiej, nie wpiszesz do bibliografii, nie zacytujesz (z podpisanie źródła). Vlogi popieram, ale jako dodatek, przedłużenie bloga lub strony. Pokłóciłem się nawet (oczywiście twórczo) oto z kolegą w zeszły czwartek. Przy pewnym projekcie on chce ograniczyć się jedynie do YouTube, ja sugerowałem stronę i do niej video dopiero. Logicznie według mnie to ma sens.


Moim zdaniem chociażby z tych kilku powodów blogi pisane nie upadną. Nawet jeśli za cenę nowej mody stanie się ich mniej, bo reszta przejdzie na YT, to i tak nastąpi wielki powrót. A teraz? Na pewno blogosfera zyska na jakości, bo będzie mniej wpisów w stylu: "dziś założyłam różowy szaliczek i macie focie" kosztem tych samych treści na YT.

Nie można też zapominać o tym, że media chcą za wszelką cenę zamknąć usta blogerom. Dlaczego? Bo oni przejmują "rząd dusz", mają moc opiniotwórczą, władają opinią publiczną lepiej niż zawodowi dziennikarze. Dlaczego? Ponieważ są szczerzy, niezależni od "naczelnych", nie ma na nich nacisków, a treści są dostępne w kilka sekund od pomysłu do wykonania (w redakcji dochodzi kolegium redakcyjne, zgłoszenie tematu, korekta i "cenzura" pod kątem zgodności treści z profilem wydawcy). Często recenzja w gazecie ma 5 zdań, ta blogowa stronę A4. Cztery wiodące gazety kreują opinię publiczną, na blogach jest to np. 100 czołowych blogerów literackich. Owszem, czasem poziom merytoryczny tekstów daje wiele do rzeczenia, ale i w prasie jest podobnie: nie każdy dziennikarz potrafi sklecić w miarę spójny tekst. Po prostu: blogerzy są często wiele bardziej opiniotwórczy, to oni kreują trendy.

Nie psioczę na dziennikarstwo, bo ono jest 360 stopni inne od blogowania. W tym pierwszym nie ma miejsca na swoje własne widzi mi się, ale musi być obiektywnie. W blogowaniu liczy się subiektywizm. Jeśli czytałbym blogera, który nie miałby swojego zdania, tylko ciągle używał ogólników, nienacechowanych emocjonalnie słów, unikania własnego zdania, to nie byłby wyrazisty, nie przyciągałby uwagi (a wszystkie te trzy cechy muszą być, gdy pisze się news, relację lub inną formę niepublicystyczną). Czymś innym jest prowadzenie subiektywnego bloga, a czymś innym pisanie do np. lokalnej gazety lub prowadzenie programu w ogólnopolskiej telewizji. W pierwszym przypadku mamy hobby, w drugim misję kreowania rzeczywistości, informowania drugiego człowieka, pośredniczenia między nim, a światem i mediami. Bloger przekazuje swój punkt widzenia, dziennikarz informuje, czasem interweniuje (oczywiście gdy nie uprawia publicystyki, do której ma prawo). Ten ostatni dostaje pensję za to, że służy ludziom (tak jak urzędnik, nauczyciel, sekretarka). Bloger robi to z pasji (chyba, że jako dziennikarz pisze w imieniu gazety, ale wtedy na blogu nie jest blogerem). Dziennikarz na boku sobie dorobić w reklamie nie może, bo mu tego etyka zabrania. Bloger sobie dorobić za to może (gdy wie, jak zarabiać w Internecie). Ale jakieś normy etyczne też go obowiązują. Jeśli bloger powiadamia: "wpis sponsorowany", "wpis zawiera lokowanie produktu", "wpis jest elementem kampanii promocyjnej XYZ" to wszystko jest OK. On za swą pracę też ma prawo do nagrody (nawet jeśli jest to kwota 5-cio cyfrowa). Ma podobną rolę jak dziennikarz. Ale gdy uprawia pseudoreklamę, nie powiadamiając o tym czytelnika, to takiego blogera bym nie czytał z prostego powodu: nie szanuje odbiorcy. Czołowi blogerzy. którzy na swojej pasji zarabiają, wiedzą o tym. A uważanie czytelnika za kretyna skutkuje tylko tym, że odbiorca skapnie się, że jest robiony w trąbę i odwdzięczmy się pięknym za nadobne :)

Czy blogi pisane upadają? Czy zostaną zastąpione nowymi technologiami? Czy moja opinia o tym, że forma pisania nie zostanie zdominowana przez video, wystarczająco Cię przekonuje, czy w jakiś sposób byś ją skorygował? 



Wszystkie wykorzystane w artykule zdjęcia podlegają darmowej i legalnej licencji CC (Creative Commons) pozwalającej na dowolny użytek i rozpowszechnianie w sieci oddanych do tego użytku materiałów; Zdjęcia na licencji CC pobrano z:   http://www.publicdomainpictures.net

Może zainteresuje Cię jeszcze...

6 komentarze