Najważniejsza na świecie filozofia i 6 sposobów na to, jak być szczęśliwym

listopada 30, 2013

 

Mam jedną życiową filozofię: tę, która nakazuje cieszyć się z drobnych rzeczy. Naprawdę! Chciałem Ci trochę o tym poopowiadać. Wbrew pozorom samo jej wyznawanie nie jest trudne (ale jakie przyjemne w skutkach)
Zobacz, pomyśl. Tobie może wydawać się trochę naiwne, dla mnie jest ważne (choć może i Ty się zgodzisz ze mną). Ludzie z reguły się różnią, i to jest piękne.

Dlaczego więc radość z drobnych, niepozornych rzeczy jest taka ważna? Mam na to 6 dowodów. Tylko sześć (a może aż?).

1. Motywuje Cię do dalszych działań. Wierzę w to, że małe sukcesy stoją u podstawy wielkich świątyń osiągnięć i zwycięstw. Jeśli powiedzie mi się w czymś z pozoru błahym, większe osiągnięcia już czekają za rogiem, to właśnie one dodają skrzydeł, zaostrzają miecz przed walką, wywołują chwilę oczekiwania i pozytywnego niepokoju. Bo skoro udało mi się wykonać część wielkiego planu zwycięstwa, to pewne jest, że i ta monumentalna pomyślność gdzieś tam czeka. A jeśli nie? Zawsze jesteśmy bogatsi o kilka zdobytych po drodze mniejszych sukcesów.


2. Małe zwycięstwa dodają także nadziei. Nadziei w to, że coś nam się udaje, że Ktoś nad nami czuwa, że coś potrafimy, coś nam wychodzi, mamy jakieś umiejętności i dary. Jeśli człowiek pogrążałby się w nihilizmie, braku nadziei i sensu świata, nie przeżyłby na tym świecie zbyt długo. Musimy mieć jakieś cele, ale i wiarę w sukcesy. To nie jest żadna propaganda sukcesu, to naturalne plany, nadzieje, oczekiwania od życia. Nie robimy niczego złego, oczekując od swej egzystencji coraz więcej. Jeśli tylko znamy umiar. A drobnych sukcesów, jeśli tylko potrafimy je odczytywać, nigdy nie jest za wiele.


3. Sprawiają radość i są światełkiem w ciemnym tunelu porażek. Nie wiem, czy z tych wahadłem losu to jednak prawda. Owszem, zdarzają mi się chwile niepowodzeń, momenty, które mnie strasznie wkurzają. Wiadomo, że tu działa pogoda, nierozważny ruch, aktualny stan wewnętrzny, a nawet to, czy się wyspaliśmy (zawsze w domu to ja jestem wyspany, podczas gdy inni narzekają. Dlaczego? Bo jak śpię, to nic w świecie nie jest mnie w stanie obudzić... nic). Mam w swojej instrukcji obsługi taką uwagę: czego nie dotknie, popsuje, ale robi to nieświadomie. Zawsze się o coś uderzy, coś strąci, na coś nie zdąży. Wisząca ostatkiem zaprawy od 120 lat cegła zleci właśnie na niego. Tak, często to właśnie na mnie spada coś niespodziewanego. Ale wiem o tym, żyję z tym pogodzony. Ale i przezorny. Wiem, że w dwie minuty dobiegam na przystanek, a w pięć do niego dochodzę swoim tempem. I zawsze jestem na styk. Wszędzie. Czasem wchodzę od razu do autobusu, który momentalnie się zamyka i odjeżdża. Na uczelni jestem 2 minuty przed zajęciami (bo jeszcze 5 minut przed wykładem stoję na światłach i mam 100 metrów do budynku). Ale właśnie te drobne rzeczy, to że jednak zdążyłem (choć w windzie przez 3 piętra wiązałem buty, a z zapinaniem kurtki czasem mierzyłem się przez całą drogę) sprawiają, że mam powód do radości.

Żyję często w biegu, bo czasem się nie wyrabiam z wyszykowaniem (kawę nieraz zostawiam na stole i wypijam po powrocie, a od 2 kaw dziennie jestem już uzależniony). W tym tygodniu jakimś cudem doszedłem na przystanek dwie minuty wcześniej, minutę przed planem pojazd odjechał (a co, gdybym na styk, tak jak zawsze, tego dnia doszedł?). Wierzę, wierzę w takie drobne rzeczy, w to, że czuwa nade mną Opatrzność. W to, że często dostaję odpowiedź na nurtujące mnie pytania. Może nie wprost, a przez interpretację wydarzeń. Kiedyś zdenerwowałem się, że pociąg opóźnił się 3 godziny (była jakaś awaria na linii), a ja miałem po dojechaniu do Lublina mieć za kilkadziesiąt minut zajęcia na uczelni. Nie pojechałem, posiedziałem dłużej w domu w oczekiwaniu na transport, a tu się okazało, że zajęcia były odwołane.

W tym tygodniu miałem wracać do swojego rodzinnego domu. Postanowiłem jednak pójść w piątek na wykład (gdybym z niego zrezygnował, mógłbym być już o 7:00 u siebie). Postanowiłem pójść i nie zdążyłem. Byłem zły strasznie, bo tak naprawdę ani nie byłem na wyczekiwanych zajęciach (które zresztą bardzo lubię, to jeden z ciekawszych przedmiotów jakie mam w tym semestrze), ani nie byłem w domu wcześniej zamiast tego. Ale wierzę, że widocznie tak miało być. Naprawdę, takie jedno zdanie bardzo ułatwia życie. A ja właśnie wierzę w jego sens. Na tle wielu niepowodzeń to właśnie kumulacja tych drobnych sukcesów daje jakieś pocieszenie.


4. Jeśli potrafimy obserwować swoje życie i na jego tle drobne zwycięstwa, małe prezenty od życia, od Boga, od drugiego człowieka, jesteśmy bardziej szczęśliwi, mamy więcej powodów do świętowania "wygranych". Jeśli przez 7 dni nazbieram 25 drobnych niespodzianek i powodzeń, a przytrafi mi się jedna przykra rzecz, to bilans sam wychodzi na plus, ten jeden wypadek nie przysłoni wspomnianych ponad dwudziestu. To naprawdę działa!


5. Widząc małe przyjemności, uśmiech nie schodzi z naszych ust. Jestem zdania, że ten rodzaj okazywania emocji przełamuje bariery, mury i zbliża do siebie ludzi. Mam kolegę, który widząc obcą osobę na ulicy, mówi do niej, aby się uśmiechnęła. Moja introwertyczna natura połączona z ekstrawertyczną obecnością przy znajomych (serio, koleżanka studiująca psychologię sama mnie tak zdiagnozowała) nie pozwala mi zaczepiać obcych ludzi, ale wydaje mi się, że sprawiam pozory optymisty, kogoś zawsze uśmiechniętego i mającego spory dystans do siebie (polegający na tym, że aby kogoś rozśmieszyć, żartuję z siebie; podobno mądry to doceni, a głupi nie, bo jest głupi - złota myśl jednego z moich wykładowców, pod którą się podpisuję). Czasem sam nie ogarniam tego, co mówię (niestety często zapominam, że najpierw się myśli, potem tym dzieli), ale wiem, że za tą spontaniczność jestem lubiany. Mogę polegać na drugim człowieku, a on (tak mi się wydaje) może na mnie. Kiedy mam zachować powagę i komuś pomóc, robię to. W innych przypadkach (żeby nie wiem jak napięta sytuacja była wokół) staram się ją rozładować. Nie chwalę się, nie wchodzę w szczegóły, po prostu czerpanie radości z tych drobnostek: spotkania z drugim człowiekiem, tego że mogę poczytać w autobusie książkę, posłuchać piosenki, pośmiać się, pożartować, z kimś pogadać, że zdążyłem na autobus, że wcale taka brzydka pogoda nie jest, a nawet jeśli pada, to przecież mogło być zawsze gorzej - to te drobne sprawy pozwalają mi być przy innych optymistą, choć często czuję się pesymistycznie. Pewnie to takie trochę chwytnie dnia, życie chwilą. Nie widzę w tym niczego złego (przynajmniej gdy wiem, że jest Ktoś, dzięki komu mogę wzrastać i cieszyć się z tego, co mam).


6. Jeśli wyznaję w życiu jakąkolwiek filozofię, to właśnie tę: filozofię radości z drobnych przyjemności. Nie mówię tu o złotówce znalezionej w trawie (nie podnoszę takowej, bo naiwnie wierzę, że ktoś, kto ją zgubił, powróci i podniesie... ale ze mnie naiwniak, wiek :D), ale o małych sukcesach. Zdążenie na autobus, zaliczenie kolokwium połową punktu, otrzymanie od kogoś uśmiechu, dostanie małego upominku (w zeszłym tygodniu od dwóch różnych osób dostałem dwa cukierki, od jednej osoby kawałek czekolady), udało mi się coś przeczytać, skończyć książkę, a te kserówki, nad którymi przysypiałem i pospiesznie pozakreślałem okazały się niepotrzebne, bo wykład 15 minut przed rozpoczęciem został odwołany. To tylko kilka przykładów. Przez swoją nieostrożność w ciągu minionych 5 lat już ze sto razy o mały włos nie zostałem rozjechany przez samochód (kiedyś prujący ze 100 km/h kierowca mnie - odciągniętego przez kolegę do tyłu w ostatniej chwili - pokazał wiadomy znak palcem prawej dłoni). Są i większe rzeczy, za które powinienem być wdzięczny Bogu. Ale są i takie, które mnie spotkały, choć ja nie wiem nic o ich istnieniu.

Zawsze rano o tym zapominam, ale wiem, że danego poranka ja mogłem wstać z łóżka, moi najbliżsi też, a wielu na pewno mądrzejszych, lepszych ludzi ode mnie, minionej nocy zmarło. To akurat nie jest mała rzecz, a potężny dar. Ale te drobne znaki pozwalają pamiętać o większych. Tak to wygląda.

A jak to wygląda u Ciebie? Zgodzisz się ze mną co do istnienia filozofii szczęścia ukrytego w drobnych rzeczach? Czy warto tak się rozdrabniać w swojej codzienności? Spotkałem ostatnio dwie osoby, które otwarcie przyznały się do tego, co ja także wyznawałem już od dawna (może więc nas jest więcej - nas wierzących w małe zwycięstwa ukryte w pozornie błahych sprawach?)


-----------

Wszystkie wykorzystane w artykule zdjęcia podlegają darmowej i legalnej licencji CC (Creative Commons) pozwalającej na dowolny użytek i rozpowszechnianie w sieci oddanych do tego użytku materiałów; Zdjęcia na licencji CC pobrano z:   http://www.publicdomainpictures.net

Może zainteresuje Cię jeszcze...

1 komentarze