Co czytać w Święta? Dwanaście sprawdzonych pomysłów, wśród których każdy znajdzie coś dla siebie

grudnia 22, 2013


Gdybyś nie miał odpowiedniej lektury na Święta, mam dla Ciebie kilka propozycji. Będzie trochę literatury pięknej, znajdzie się coś dla teoretyków, a także dla miłośników czworonogów

Jeśli nie posiadasz telewizji cyfrowej, w telewizji będziesz skazany na liczne powtórki i odgrzewane produkcje. Sam z ciekawości to sprawdziłem. Nic nowego, chciałoby się rzec (i muszę to powiedzieć także jako fan Opowieści z Narnii, które w tym roku znowu zostaną odgrzane, a których nie obejrzę). Wiem, wiem: telewizja jest antyświąteczna. Ale czasem coś świeżego mogłaby puścić, bo mimo wzniosłych sloganów i tak jakieś 90% narodu skorzysta z jej oferty. A skoro same powtórki, to dlaczegoby telewizora nie zamienić na książkę? Wykorzystaj więc to, że po niedzieli jest jeszcze trochę czasu „pracującego” (także dla bibliotek) i skorzystaj z moich propozycji (lub własnych preferencji czytelniczych). Jeśli skupisz się na tym pierwszym, mam dla Ciebie kilka wypróbowanych propozycji (w Święta, jako w dni odpoczynku, postanowiłem zaserwować Ci kilka luźniejszych pozycji, ale i znalazłem coś ambitniejszego). Sporo pozycji grubszych, a dni wolnych tylko kilka. Specjalnie więc podałem książek więcej, niż mógłby pozwolić czas na ich lekturę (wybierzesz zatem coś dla siebie).


1. Kryminalni. Gatunek może niezbyt świąteczny, ale dający mnóstwo rozrywki. Powieści Agathy Christie kojarzą mi się z dwiema rzeczami: świetnym umilaniem czasu i lekkością. Nie oszukujmy się: kryminały nie mają za zadanie przechodzić do kanonu światowej literatury i stać tuż obok arcydzieł literackich (choć I nie było już nikogo Christie ktoś w książkowej kolekcji Gazety Wyborczej umieścił właśnie w tej grupie), ale dostarczać rozrywki. Może i kryminały nie zapadają w pamięć do końca życia, ale i tak to świetna forma spędzania wolnego czasu, zresetowania mózgu i choć na chwilę oderwania się od problemów. Bo jak tu spokojnie pójść spać, gdy pozostaje nierozwiązana jakaś zagadka lub zbrodnia sprzed lat? Tę ostatnią serwują czytelnikowi Słonie mają dobrą pamięć. Tuż obok nich na brak nudy nie będą narzekać czytelnicy Zatrutego pióra. Z całą moją miłością do panny Marple i jakąś niechęcią (nieracjonalną rzecz jasna) do Herkulesa Poirota mogę obie polecić. Obie też czytałem. Godzinę zero pożyczyła mi koleżanka ze studiów - Agata, przywiozłem sobie do domu i już nie mogę doczekać się lektury. Porcjuję sobie Christie, nie czytam jej książek hurtem jedną po drugiej. Tym bardziej nie mogę się doczekać. Agato z mojego roku i Agato Christie - dzięki :)



2. Upadek. Z Greenem jestem wszędzie, gdzie pójdę. Nie noszę jego książek ze sobą, ale mam je gdzieś w głębi siebie, bo uczą mnie postrzegania świata. Pisarz i dziennikarz, wydaje mi się, że trochę zapomniany w naszym kraju, ale za to wydawany w czasie komunizmu (i to nie dlatego, że jego jego słowa wpasowywały się w ustrój, wręcz przeciwnie... sam się dziwię co to za paradoks, ale tak było). Greene porusza niewygodne tematy, pokazuje człowieka nieidealnego, pokazuje trudne pytania i wcale na nie nie odpowiada. Takim mocnym przykładem jest opowiadanie o mężczyźnie, który został skazany na śmierć w wyniku więziennego losowania, ale unika losu wypłacając innemu z osadzonych sporą sumkę, tamten bierze kasę, wyrzeka się życia, umiera, a spora sumka trafia do rodziny. Makabra, ale pod piórem Greenego to istny majstersztyk. A "Moc i chwała" to najpopularniejsza książka pisarza. Czytałem dwa razy na różnych poziomach swojego życia i za każdym razem przysparza innych emocji. Ksiądz, który ukrywa się przed Czerwonymi Koszulami, które "polują" na ostatnich duchownych żyjących na wolności (co jest tylko kwestią czasu i zarówno księża, jak i oprawcy o tym wiedzą). Tytułowy kapłan tak naprawdę wielokrotnie upadł, żyje w stanie grzechu ciężkiego, jego wiara do najmocniejszych nie należy, ale się nie poddaje. Tak naprawdę to obraz człowieka pokonanego. Ale i przy okazji męczennika za wartości wyższe. To obraz człowieka, który z każdym krokiem jest upadlany, ucieka jak zwierzę, ale walczy. Trochę chyba z Hemingwaya tu jest. Książka absolutnie nie moralizatorska, surowa wręcz reportażowo, pozbawiona bodajże odautorskich osądów pisarza (czyżby dlatego przez komunistów wydawana tak chętnie, bo niezrozumiana w pełni co do przekazu kapłańskiej odwagi, a uznana za krytykę duchowieństwa?). Greene zawsze jak bawi, to do łez. A jak przejmuje, to zawsze aż do depresji. Dobra książka na trochę więcej wolnego czasu, bo daje do myślenia. Bo sama jest myśleniem (o życiu, chociażby).


3. Trzytomowa nie-trylogia. Ktoś, kto mnie zna, wie, że nie mogłem sobie odpuścić. Władca Pierścieni  to absolutna klasyka. Przygody Froda przemierzającego Śródziemie, aby zniszczyć Pierścień i tym samym ocalić świat od zagłady. Historia jest tak naprawdę nieskomplikowana, złośliwi streszczają książkę w jednym zdaniu (Uwaga, będzie spoiler): Pewien hobbit wyszedł zniszczyć Pierścień, zrobił to i wrócił. Nie o to jednak chodzi, a o wykreowanie całkiem nowego świata, ze swoją historią, językami, mitologią i różnymi rasami. Naprawdę porywa, choć jeśli ktoś nie lubi wspomnianych cech literatury fantasy, nie ucieszy się z lektury. Naprawdę, znam takie osoby, które narzekają na długie opisy, które przecież są osią tej książki. Moim zdaniem powieść lepsza od ekranizacji, jeśli więc nie śpisz po nocach, tylko fascynujesz się adaptacją prozy Tolkiena, to pierwowzór Cię nie rozczaruje.



4. Na dobranoc. Tolkien, ale tym razem baśniowy. Może niekoniecznie na lekturę przed snem, ale nie ma co ukrywać, że wieczorem i przy sztucznym świetle dobrze się ten zbiorek czyta. Tolkien tworzył baśniowe światy dla swych dzieci. Obok Gospodarza Gilesa i Łazikantego spotkasz też pewnego Kowala i poznasz przygody Toma Bombadila, którego pisarz tylko zarysował we Władcy Pierścieni. Książka, choć będąca zbiorem baśni, świetnie nada się dla dzieci, ale nie jest skierowana wyłącznie do nich. W środku znajdziemy esej Tolkiena zatytułowany O baśniach, gdzie pisarza udowadnia, że gatunek zepchnięty do dziecięcych sypialni jest skierowany także do dorosłych. Nie wierzysz? Przeczytaj. Gwarantuję, że bez skrupułów będziesz rozmawiać w pracy o baśniach, nie wstydząc się tego (oczywiście jeśli Twoi rozmówcy też ten esej przeczytają, nie działa to niestety tylko w jedną stronę :))


5. Biografia Boga. Skoro przeżywamy Boże Narodzenie, nie zaszkodzi przeczytać także biografii Stwórcy. Szymon Hołownia porwał się z pozoru na niemożliwe. No bo jak to? Napisać życiorys Boga? Czy nie zakrawa to o... bluźnierstwo? A jednak polski dziennikarz wyszedł z twarzą z zadania. I stworzył naprawdę dobrą książkę, teologiczną, ale w wersji pop. Jest coś takiego jak literatura popularnonaukowa, tę więc okraszę autorskim neologizmem i powiem, że jest popularnoreligijna. Styl zbliżony do C.S. Lewisa, poparty Biblią, strawny dla ateisty, uduchowiony dla chrześcijanina. Na Święta lektura doskonała. No i książka markowa, widok książki Hołowni nie posądza czytelnika o fanatyzm religijny, a o bycie na czasie, publikacje prowadzącego Mam talent należą bowiem do grupy bestsellerów i nie wstyd pokazać się z nimi na ulicy lub w autobusie.


6. Zaginione Księgi. Thriller jak się patrzy. Nie czytałem pozostałych książek z cyklu, ale już ta jedna zachęciła mnie do lektury Maiera. Archeolog, który natrafia na legendarny egzemplarz Biblii. W tle debata z Muzułmanami, a także seria ataków na głównego bohatera, kilka zagadek, tajemnice i spiski (bo komuś oczywiście przeszkadza przełomowe znalezisko archeologa). Nie jest to literatura wielka (choć literacka debata z wyznawcami Allaha włączona w dialogi głównego bohatera na długo zapada w pamięć). Coś dla fanów thrillerów, książka wraz ze swymi około 400 stronami tak naprawdę na jeden wieczór (lub zarwaną noc), bo sposób jej wydania na to pozwala.


7. Zanim do kina. Już za kilka dni w kinie ujrzymy drugą część ekranizacji Hobbita. Wspominam o tej książce, bo dobrze najpierw mieć w głowie pierwowzór. Sam muszę nadrobić bodajże czteroletnie zaległości, bo niedługo idę do kina (obiecuję, że coś skrobnę na blogu o filmie). A dla tych, którzy nie czytali i nie oglądali? Książka dzieje się 60 lat przed Władcą Pierścieni. Jest prologiem, który nie jest wymagany do zrozumienia wcześniej wspomnianej książki. Sam Hobbita przeczytałem sporo później i nie przeszkadzało mi to w odbiorze całej historii :)


8. Na ciepło w sercu. Książka z bogatej serii Balsam dla duszy. W swoich zbiorach mam tylko tę dla wielbicieli czworonogów. Ponad 80 różnych historii właścicieli psiaków. Są też akcenty bożonarodzeniowe, więc to już jakiś powód dla którego warto sięgnąć. Ale nie tylko. Święta dobrze spędzić z bliskimi, ale i z najlepszym przyjacielem. A takim jest pies (a jeśli nie wierzysz, zajrzyj do książki). Kilkadziesiąt prawdziwych historii, które wzruszą, rozbawią lub chwycą za serce. Z tego, co wiem, seria Balsamów właśnie ma takie zadanie: zagrać na uczuciach, ale nie jakoś tak negatywnie, a wręcz przeciwnie: oczyszczająco. Ech, jeśli czytasz tego bloga i znasz mnie, wiedz, że mogę Ci tę książkę bez skrupułów pożyczyć :) Wiem, wiem, brzmię trochę jak jakiś nastolatek, ale lubię psy (może dlatego ta książka kilka lat temu tak mi utkwiła w pamięci?).


9. Na luzie. Pozycja dla ciekawych świata. Pytania i odpowiedzi nurtujące miłośników psów. Ile tak naprawdę śpią psy? Dlaczego ich zachowania wydają nam się tak nieracjonalne. Ludzie i psy żyją ze sobą od tysięcy lat, a komunikacja ta (choć werbalnie bez zarzutu mimo używania trochę innych języków, niewerbalnie pozostawia wiele do życzenia). A ta książeczka wnosi wiele nowego do relacji człowieczo-psich. Nie jest to nowość, kupiłem ją kilka lat temu, ale kojarzy mi się ze Świętami (może dlatego, że w tym okresie ją czytałem zaraz po zdobyciu). Jeśli pies w Wigilię przemówi ludzkim głosem, po lekturze będziesz chociaż wiedział, o co go spytać :) Dlaczego psy poją wodę z toalety trochę prześmiewczo, czasem z poczuciem humoru, ale często z rzeczowym i popartym wiedzą uzasadnieniem dziwnych zachowań zwierząt zdradzi Ci wiele tajemnic. I czasem poda ciekawostkę (jak chociażby ta, jaki jest najgłupszy najmniej inteligentny pies na świecie, a także jak wyglądają psie rekordy.


10. Znowu Tolkien? W tym zestawieniu to już ostatnia książka tego pisarza, taki Król Edyp, tyle że w Śródziemiu. Jest to chyba jedna z tych historii pisarza, która pojawia się w jego utworach najczęściej, bo oprócz tego, że wydana w osobnej książce, obecna też w Silmarillionie, Niedokończonych Opowieściach i w Encyklopedii Śródziemia. Jeśli przeczytasz, dowiesz się dlaczego. Fatum, trudne wybory i los, który musi się spełnić niezależnie od wyborów bohaterów. Znane to już z greckiej tragedii, ale przez Tolkiena świetnie przetworzone i wyjęte z pierwotnej roli archetypów. Wśród utworów pisarza chyba ta najbardziej wkomponowuje się w nurt klasyczny. Jest tak bogata znaczeniowo, a zarazem jakaś taka oderwana od reszty historii Śródziemia i w pewnym stopniu kameralna i zamknięta w swoich ramach (choć przecież tło historyczne wynika z całej mitologii, a na tej opowieści opierają się późniejsze). Dla fanów i nie-fanów gratka, bo nie trzeba znać twórczości Tolkiena, by tę opowieść zrozumieć i zachwycić się nią.


11. Wcale nieciężkie. Książka - cegła, bo mająca bodajże ponad 700 stron. Wszystkie one zapełnione analizą książek z kanonu literatury polskiej. Nie jest to jednak jakiś "bryk", a starannie i przejrzyście wykonany subiektywny wkład w zrozumienie utworów ze spisu tych najważniejszych w naszym dorobku narodowym. Od średniowiecza po współczesność, trzydzieści różnych utworów pogłębionych o tło historyczne, biografię twórcy i inne dzieła danego pisarza. Wiem, brzmi trochę strasznie, ale czyta się świetnie. Lekko napisana rzecz o książkach, które czasem w szkole mogły straszyć dogłębną analizą. Pisarze pokazują, że powieści, które weszły do kanonu lektur szkolnych, miały konkretny cel, powstały z myślą o spełnieniu jakiejś funkcji, a przy okazji odmalowują świat, którego już nie ma, ale kiedyś istniał. Jeśli lubisz czytać (w ogóle, nie tylko to, co w kanonie), musisz tę lekturę mieć. Gwarantuję, że nawet jeśli nie lubiłeś w szkole czytać tego, co na lekcjach, to po tej książce zmienisz swoje nastawienie, pokochasz szkolne lektury i przeczytasz te, które za słabo jeszcze lubisz (choć u mnie nie przełożyło się to na Szewców, Jądro ciemności i Starego człowieka i morze, ale może to ja jakiś dziwny jestem?).


12. Warto rozmawiać. Chyba najluźniejsza z książek, o których w tym wpisie opowiadam, a jednocześnie naładowana największym ładunkiem emocjonalnym. Hołownia prowadził kiedyś program w telewizji, do którego zapraszał ludzi, którzy coś w życiu przeszli, czasem byli na samym dnie, aby powstać. Którzy mimo cierpienia nie zwątpili. Powstała na podstawie wybranych odcinków pewna książka, za jakiś czas ukazała się kolejna z podtytułem: Nowe historie. O tej drugiej właśnie opowiadam. Całość to wywiady, czyta się szybko, ale człowiek ma ochotę dawkować sobie te emocje. Mnóstwo sentencji wychodzących z ust zaproszonych gości, ale i chwytające za serce oczyszczenie przez współczucie i smutek. Wbrew pozorom ta książka nie wprawi Cię w depresję, ale pozwoli cieszyć się z życia, dziękować Bogu za każdy dar, ale i inaczej patrzeć na świat: przez pryzmat drugiego człowieka. Jeśli nie będziesz miał okazji przeczytać, chociaż obejrzyj za darmo i legalnie: http://tvnplayer.pl/programy-online/ludzie-na-walizkach-odcinki,564/

13. Co Ty byś polecił na świąteczny odpoczynek? Propozycje mile widziane w komentarzach pod postem :)

---------
Wykorzystane w tekście pierwsze ze zdjęć podlega darmowej i legalnej licencji CC (Creative Commons) pozwalającej na dowolny użytek i rozpowszechnianie w sieci oddanych do tego użytku materiałów; Zdjęcie na licencji CC pobrano z:   http://www.publicdomainpictures.net

Pozostałe fotografie (tzn. wszystkie oprócz pierwszego) są własnością autora bloga.

Może zainteresuje Cię jeszcze...

5 komentarze