Czterech superbohaterów, których nie wymyślili Amerykanie

stycznia 10, 2014


Masz dość Batmana i X-Menów? A może chciałbyś poznać polskich herosów, którzy nie zastąpią Ci tych amerykańskich, bo są wyjątkowi na swój (patriotyczny, rzecz jasna) sposób? Mam dla Ciebie czterech superbohaterów rodzimej popkultury
Superbohaterów lubimy. Batmana, Spider-Mana, X-Menów, a także Robin Hooda znają wszyscy (do wszystkich, oprócz tego ostatniego, przyczyniła amerykańska promocja). Ale my też mamy kilka postaci, które w świecie nie są znane, ale są naszymi herosami. Może nie aż na taką skalę, jak ci amerykańscy. W USA mają takich bohaterów, jakich im akurat było potrzeba, jacy wpasowują się w cechy charakteru mieszkańców Ameryki. To sprawa czysto subiektywna i indywidualna. Nasi bohaterowie nie ratują całego świata, oni są mają mnóstwo naszych cech zakorzenionych w historii kraju, stawiają sobie inne cele na uwadze. W tekście będę się odwoływał do bohaterów kultury amerykańskiej i brytyjskiej, ale nie w celu porównywania kogokolwiek. 

Potraktuj tych czterech polskich herosów jako indywidualne twory, oderwane od jakichkolwiek wpływów globalnych. Mamy powody do dumy i na tym polu, w jakim celu więc przysłaniać je batmanami i im podobnymi?

Kmicic. Numer jeden tej listy. Gdyby Sienkiewicz żył później, jego bohater (podobnie jak i Michał Wołodyjowski) być może stałby się ikoną popkultury, wywołując podobne emocje jak Superman. Nie żył, a o szlachcicu Andrzeju w świecie wiedzą ci, którzy lubią literaturę (i to pozytywistyczną, już nie tak chętnie przecież czytaną, a i utożsamianą z Dostojewskim i Zolą). A szkoda. Losy Kmicica ukazane w Potopie mają wszystkie cechy dobrej, hollywoodzkiej produkcji. Sam jeden prawie że odparł Szwedów, z człowieka nie zawsze opanowanego i często impulsywnego, staje się bohaterem, przechodzi spektakularną przemianę (wiem, wiem, bardzo szybko wręcz, Winicjusz też w Quo vadis w bardzo krótkim czasie zmienia światopogląd o 360 stopni, ale chyba w tych powieściach nie chodziło o pełną analizę psychologiczną bohaterów, a skupienie się na krzepiącej serce fabule).  Nie wiem, czy czytelnicy prasowej i odcinkowej powieści Sienkiewicza utożsamiali się z Kmicicem (podobnie jak podczas mody na Czterech pancernych i psa, gdy każdy chciał być Jankiem, ale i Szarikiem nikt nie pogardzał, byleby się pobawić i poudawać. Jeśli nie czyta, to jednak ogląda się dobrze tę opowieść. Mojemu dziadkowi powiedzieć, że nie lubi się Trylogii to jak wbić nóż w serce, bo wszystkie powieści z cyklu płaszcza i szpady, Sienkiewicz i łotrzykowskie fabuły to jego młodość i późniejsze lata. Jestem pewien, choć nigdy go o to nie pytałem, że zna na pamięć te opowieści. Kmicic więc poniekąd był takim popularnym polskim superbohaterem, bo kiedyś nie znać Trylogii to bardzo błądzić i pogubić się w swym życiu. Ale poza Polskę Andrzej jako książkowy heros to nie wyszedł. Ale może to i lepiej? Bo on taki bardzo narodowy jest, polski bardzo. Beowulf wszedł do popkultury za sprawą filmu, ale nie namieszał w niej. To był bardzo brytyjski bohater, swego rodzaju świętość narodowa. A historie z Eddy Poetyckiej? Gdyby nie Wagner, nie byłyby aż tak bardzo rozpowszechnione (choć film na podstawie opowieści o pierścieniu Nibelungów powstał, ale też jakoś nieszczególnie zmienił kinematografię, a przynajmniej ja częściej o Spider-Manie słyszałem, niż dzielnym Sigurdzie).

Hans Kloss. To do niego w Polsce należały lata sześćdziesiąte. Nieustraszony, przebiegły, niezwykle inteligentny wprawia w osłupienie, gdy widzowi (oglądającemu film po raz pierwszy) wydaje się, że oto w tej właśnie chwili bohater zostanie zdemaskowany, gdy ten z kamienną twarzą odrzuca wszelkie podejrzenia. Stawkę większą niż życie emituje się non stop (niedawno widziałem w minimum dwóch stacjach, ale wiem, że jeszcze na innych programach w zeszłym roku lub wcześniej można było oglądać serial), ale gdyby oglądalność była niska, zrezygnowano by z niepopularnej pozycji w programie. O tle historycznym serialu można wiele rozmawiać, o związkach fabuły z aktualną sytuacją w kraju w latach 60. też, ale kto tam się zastanawiał wtedy, gdy J-23 właśnie nadawał na małym ekranie? Nie żyłem wtedy, ale coś mi się obiło o uszy, że ulice były tak samo puste, jak przy emisji kolejnych odcinków Niewolnicy Isaury. Hans to postać z krwi i kości, dzielna i nieprzewidywalna. Taki Konrad Wallenrod XX wieku, nawet ten motyw ze zmianą tożsamości, walka z Niemcami i niszczenie wroga od środka sam mi się nasunął podczas oglądania. Serial, książka, seria komiksów, parodia serialu - wokół Klossa było głośno, fabuła sama się broni.

Polski Hogwart. Gdy autorki przygód Harry'ego Pottera nie było jeszcze na świecie, powstała pewna książka. Wyjątkowa książka. Pamiętam, że w szkole podstawowej zachwycałem się Akademią Pana Kleksa, bo była przedsmakiem czegoś więcej, prawdziwie oddziaływała na dziecięcą wyobraźnię. Brzechwa stworzył wyjątkowy świat i wyjątkową szkołę. Kto nie chciałby choć na chwilę znaleźć się w świecie szkole magii, dobrej magii, bo użytkowej, ułatwiającej codzienne życie. Wiele lat później powstał Harry Potter, którego pokochały miliony na całym świecie. Sam bohater stał się symbolem popkulturowym, nie musiałeś oglądać filmu lub czytać książki, by załapać się na jakiś gadżet związany z filmem (niekoniecznie licencjonowany przez Warner Bros, bo podróbek na rynku było tak wiele, że jeśli nie po cenie, to w inny sposób nie dało się ich rozróżnić). Ale o naszym Ambrożym Kleksie nie wolno zapomnieć. Wiem, że brzmi to dziecinnie. Bo łatwiej się przyznać do Pottera, który jest marką (czytaj: dobrze wypromowaną książką, zagraniczną, a za sprawą filmu bardziej popularną) niż do podczytywania powieści dla dzieci z rymowankami i kolorowymi ilustracjami (swoją drogą, to polscy ilustratorzy są od dziesięcioleci cenieni na świecie, nie wiem dlaczego tak mało o tym się mówi). Też nie wiem, czy nie byłoby mi łatwiej  czytać w autobusie Tolkiena (Hobbit) albo Le Guin (Czarnoksiężnik z Archipelagu)  - wybrałem książki zbliżone gatunkowo i czytelniczo do powieści Brzechwy. No ale to jest sentyment, to się czytało od pokoleń. Gdyby Brzechwa żył obecnie, gdyby zapoznał się z obecnymi modami czytelniczymi, pewnie zrobiłby z Akademii coś na miarę wspomnianych powieści brytyjskich i amerykańskich. Rowling było prosto, bo drogę gatunku przed nią przetarł już C.S. Lewis, Tolkien i Lewis Carroll, G.MacDonald (jeśli mowa tylko o Wielkiej Brytanii). Jeśli mam już wskazywać superbohaterów, to na polskiej niwie takim reprezentantem jest Ambroży Kleks. Nie mówię tu o fali ludzi dorosłych, którzy kierują się w życiu duchowym testamentem stworzonego przez Brzechwę  profesora, ale dla dziecka Kleks może być postacią ważną (punkt widzenia zależy wszak od punktu siedzenia).

Janosik. U nas popularny. A to za sprawą legendy. I filmu, rzecz jasna. Ale na ekranie wcześniej znany głównie z serialu. Zbójnik, który lekce sobie ważył możnych, pięknych i bogatych, według legendy rabował, a potem obdzielał (i przy okazji sam na tym korzystał). Anglicy mieli swojego Robin Hooda, my mamy tatrzańskiego zbója. Powiedzieć w kręgu starszych członków rodziny coś złego pod adresem serialowego Janosika, to strzelić sobie w kolano i chcieć uciekać. Są pewne świętości polskiej popkultury sprzed raptem kilkudziesięciu lat: Czterej pancerni i pies, Stawka większa niż życie, Janosik, nocne Polaków rozmowy o Trylogii (choć ta akurat się nie zestarzała od czasu powstania i mimo upływu dekad przyciąga czytelników). Jacek Cygan w piosence Marusia (śpiewanej przez Marylę Rodowicz) nazwał Janka (tego z Czterech pancernych) naszym Bondem, Janosik jest więc naszym (wiecie kim :)).


Czterech, ale przecież nie opisałem jeszcze Wiedźmina, Pancernych, zbiorowego bohatera polskich baśni (chłopaka wyniesionego z ludu, który ratuje innych; tutaj np. Szewczyk Dratewka, czy też pogromca Smoka Wawelskiego), które choć skierowane do dzieci (a tak naprawdę przeznaczone w dużej mierze dla dorosłych, co klarownie wyłożył kiedyś Tolkien w eseju O baśniach), są jakimś folklorem narodowym i skarbnicą legend (a że na podstawie naszej mitologii możemy kręcić bajki, a nie tak jak inni straszyć w horrorach, to nie powód do smutku, a do dumy, że jesteśmy tak wyjątkowi ^^).  Można do tej listy jeszcze dopisać niejedną postać. Ograniczeniem jest tu tylko wyobraźnia.Tyle o bohaterach dawnych, może w przyszłości coś powstanie o tych bardziej współczesnych (i rzecz jasna także polskich).



PS. Ciekawe, czy jeśli ktoś kiedyś odgrzebie ten wpis w wyszukiwarce, to zhejtuje mnie za tego Kleksa? Nie żebym narzekał, ale swojego hejtera blogowego też fajnie mieć :)




-----------


Pierwsze zdjęcie podlega darmowej i legalnej licencji CC (Creative Commons) pozwalającej na dowolny użytek i rozpowszechnianie w sieci oddanych do tego użytku materiałów; Zdjęcia na licencji CC pobrano z:   http://www.publicdomainpictures.net

Może zainteresuje Cię jeszcze...

1 komentarze