Zamiast książki, tablet, telefon lub komputer?

lutego 08, 2014


Są sytuacje, gdy papierowa książka odchodzi na bok, a z pomocą przychodzą przenośne urządzenia elektroniczne. Możesz nie lubić takiej formy rozrywki, ale okoliczności mogą Cię zmusić do zmiany upodobań. Przełamiesz się?


Wyobraź sobie taką scenę: jedziesz przez miasto zatłoczonym autobusem, wokół niezwykły ścisk, wiesz, że podróż trwa 30 minut, a Ty nie masz kompletnie nic do roboty. Słuchawki zostały w domu, w plecaku czasopism i książek brak (bo planowałeś krótką podróż, a tu nagle coś wypadło lub też zapomniałeś o umilaczach czasu). Oprócz autobusu, opcjonalnie warto mieć coś pod ręką w sklepowej kolejce, czekając na kogoś w umówionym miejscu, oczekując na swoją kolej do dziekanatu (tutaj to już prawdziwa ruletka, bo jednego dnia chętnych liczy się w dziesiątkach, dzień później nie widać na horyzoncie choćby jednej osoby; tu frekwencji nie jesteś w stanie przewidzieć). Nie zdarzyło Ci się nigdy? To masz niezwykłego farta! Ja już kilka razy złapałem się na tym, że nie miałem niczego pod ręką, a warto byłoby znaleźć jakiś sposób na nudę. W tym wpisie pisałem Ci, że nie lubię ebooków (wspominałem też o tym, że elektroniczne książki nie zastąpią tych pisanych). O ile co do tej drugiej informacji nie zmieniłem zdania (choć nawet dosyć niedawno rzuciła mi się w Internecie w oczy wieść o tym, że sprzedaż papierowej prasy znowu poszybowała w dół), tak swoją sympatię do książek czytanych z ekranu musiałem zmienić. Bo z drugiej strony gdy zamieni się wady w zalety, życie od razu staje się łatwiejsze. Postanowiłem więc, że kolejny wpis poświęcę osobom, które tak jak ja nie do końca są przekonane do takiej formy czytania. Nie będę się ośmieszał i pisał o zaletach i wadach ebooków (po pierwsze: takich wpisów są setki, po drugie: jesteś osobą inteligentną, więc wszystko to już wiesz, albo też sam jesteś w stanie dostrzec). Jeśli coś takiego się pojawi, to wyłącznie w kontekście opisywanych treści, a nie jako podstawa wpisu.

1. Czytnik. Tak, to prawda: urządzenie, na którym będziesz czytać, jest niezwykle ważne. Specjalny czytnik ebooków jest dostosowany do lektury książek elektronicznych, a to za sprawą wykonania. Specjalny materiał i wygląd ekranu powoduje mniejsze zmęczenie wzroku, światło nie bije po oczach, a (zależnie od modelu urządzenia) niektóre wyświetlacze imitują papier. Są wersje tańsze i droższe. Profesjonalny czytnik na pewno ułatwia lekturę. Ale nie jest konieczny. Jeśli nałogowo nie połykasz ebooków, a pragniesz jedynie w wyjątkowych okolicznościach mieć pod ręką coś "w stanie wyższej konieczności", gdy zmuszą Cię do tego okoliczności, wystarczy Ci tablet lub zwyczajny telefon z dotykowym ekranem. Mając w swoim urządzeniu system operacyjny Android, możesz pobrać bezpłatną aplikację odtwarzającą ebooki. Pytanie tylko brzmi: jaką?

zobacz też: wpis o tym, czy videoblogi zastąpią te pisane

2. Tuning. Na rynku jest zapewne dostępne mnóstwo różnych apek (piszę, że zapewne, bo sam nie zbadałem ich ilości), ja trafiłem (chyba nawet trochę przypadkowo) na bezpłatny Cool Reader. Cechy programu masz w opisie, ja mogę jedynie subiektywnie opowiedzieć o tym, co mi się w aplikacji podoba. Podświetlanie ekranu dzienne i nocne, dostęp online do bezpłatnych biblioteczek (bodajże z książkami w językach obcych, ale pamiętając o zasadzie: uczyń wady zaletami, możesz w ten sposób uczyć się nowych zagranicznych słów), możliwość zmiany formatu czcionki, półki na ebooki, zaznaczanie tekstu, tworzenie odstępów między wersami, a po wyłączeniu programu automatyczne zapisanie, na której stronie przerwałeś lekturę. Nie musisz mieć zatem czytnika, wystarczy telefon lub tablet, aby przerobić go na odtwarzacz ebooków.

3. Baza. O ile sprzęt może, ale nie musi być główną przeszkodą w rozpoczęciu elektronicznego czytania, tak problemem może być zgromadzenie biblioteczki. Może być problemem, ale tylko pozornym. Zanim opowiem Ci o bezpłatnych ebookach, wspomnę przedtem o tych płatnych. Nie, nie dlatego aby nadwerężyć Twój budżet, ale by na coś wskazać. Chodzi mianowicie o tytuły. Nie oszukujmy się: za darmo i w sposób legalny (na blogu nie spotykasz treści zachęcających do piractwa, w tym wpisie też do tego nie będę zachęcał :D) nie przeczytasz najnowszej książki Rowling, ostatniego Tolkiena, Murakamiego, czy też ubiegłorocznej laureatki literackiego Nobla. Jeśli chcesz poznać pozycje, o których jest głośno, które wyszły spod pióra rozpoznawalnych autorów, musisz zainwestować (tak jak w przypadku papierowego wydania). O ile papier, gdy akurat w portfelu pustki, bez problemu wypożyczysz z biblioteki, tak z najnowszymi ebookami jest trudniej (ale może kiedyś powstaną miejskie biblioteki ze świeżymi powieściami wprost na ekran? Choćby w wersji trial z licencją na 30 dni, po których dany kod na książkę stawałby się nieaktualny? Ech, pomarzyć można :D). Nie będę w tym miejscu reklamował konkretnych sklepów online i platform, bo wiem, że Tobie zajmie 30 sekund znalezienie książki, którą masz ochotę kupić. Bądź jednak uważny i patrz na format, na Cool Readerze przeczytasz ebooki w formacie .MOBI (ale akurat takich Ci w sklepie dostatek, bo to jedno z głównych rozszerzeń).



4. Za darmo. Na dobry początek i w ramach przyzwyczajania się do nowej formy słowa pisanego (a także aby sprawdzić, czy na pewno taka forma jest dla nas) warto pobrać kilka bezpłatnych ebooków. Myślę, że ta część tekstu spodoba Ci się, bo jest praktyczna i ma kilka fajnych linków.

Jeśli lubisz klasykę i literaturę z kanonu, spodobają Ci się Wolne Lektury. Projekt śledzę od bodajże czterech lat i pierwsze, co wpada w oczy, to szybki rozwój serwisu. Każdą dostępną tu książkę pobierzemy w kilku formatach (m.in. MOBI, czy też .pdf), możemy samodzielnie ustawiać wielkość czcionki i inne ułatwienia, a tak wygenerowany przez nas utwór pobrać za jednym kliknięciem (oczywiście to opcja dla bardziej wymagających, nie musisz jednak technologicznie się siłować, bo ebooki są już gotowe do pobrania ze standardowymi ustawieniami). Pokaźne wstępy, bardzo dobra redakcja każdego tomu, nowe tłumaczenia klasyki (albo wykupienie licencji na te kanoniczne translacje, np. Boya-Żeleńskiego). Za darmo, legalnie, szybko. Oprócz ebooków masz też książki audio (ale nie o nich ten wpis, więc się nie będę rozwodził nad tym). W ofercie można trafić na niezłe perełki (jak np. Niedola Nibelungów, z której jako fan Tolkiena bardzo się ucieszyłem). Kolekcje tematycznie (np. sporo Szekspira, Balzaka, czy też rodzimej beletrystyki i liryki). Mogę pisać wiele o tej stronie, bo jest świetna (np. jeśli jesteś uczniem lub piszesz maturę, masz ciekawą opcję z motywami literackimi w obecnie liczącej prawie aż 2400 książek biblioteczce). Będziesz ciekawy tematu, możesz zajrzeć. Całość jest bezpłatna, ciekawa i łatwo dostępna.

zobacz też: wpis o tym, co czytać w trakcie choroby

Self-publishing. Jeśli niekoniecznie chcesz poznać klasykę literatury, a jesteś ciekawy tego, co współczesnym pisarzom (tym mniej znanym, choć równie dobrym) siedzi w głowie, sprawdź platformy self-publishingowe (tzn. takie, na które każdy może wstawić swój utwór). Tej formie publikowania poświęcę kiedyś osobny wpis, a tymczasem podam Ci trzy strony, gdzie oprócz płatnych utworów, znajdziesz te darmowe. Wierny swoim zasadom, nie czynię na blogu ukrytej reklamy. Nie otrzymuję od żadnej ze stron profitów, a mówię o nich dlatego, że oferują bezpłatne publikacje. (Aha, będzie tam coś, co kiedyś napisałem i wrzuciłem do sieci, ale nie chcąc być posądzonym o reklamę siebie, bardzo serdecznie proszę Cię, abyś tam nie klikał. Podaję Ci te trzy portale, bo uważam, że są bezkonkurencyjne. RW2010 - mnóstwo książek, sporo płatnych, wiele bezpłatnych. Główną wadą strony jest brak wyodrębnionej kategorii z darmowymi publikacjami. Szkoda, mniej cierpliwy czytelnik może szybko zrezygnować z poszukiwań. A bezpłatne "próbki" zawsze są zachętą do płatnej części strony. A skoro o próbkach mowa, to część ebooków (tych, za które trzeba zapłacić) ma przykładowe rozdziały do pobrania i "przetestowania". Kolejny jest Beezar. Tutaj o wiele czytelniej, od razu trafisz na wolne od kosztów publikacje. Może baza nie jest tak obfita, jak w RW2010, ale o wiele przejrzyściej. Ostatnie jest Wydaje.pl - również czytelne. Wchodzisz do zakładki "Księgarnia" i znajdujesz odnośnik do bezpłatnych publikacji. A nawet jeśli błądzisz sobie po stronie, pod każdą książką masz podaną cenę (jej brak podaje kwotę 0 zł). Tyle po polsku, ale jeśli chcesz w sposób praktyczny uczyć się języków obcych, Projekt Gutenberg jest dla Ciebie (tu także ze zbiorami polskimi). I oczywiście za darmo.

Wiele księgarń online również proponuje bezpłatne ebooki lub próbki publikacji. Warto też śledzić strony wydawnictw i ich profile na Facebooku, bo czasem udaje się upolować coś za darmo (swego czasu Nasza Księgarnia pod tym adresem coś dawała online i za free, obecnie tam tylko fragmenty, ale bądź czujny :D).



5. Z większego ekranu. Na podanych stronach (oprócz Wolnych Lektur) nie wszystkie ebooki pobierzesz w formacie MOBI, wiele tam znajdzie się .pdf-ów. Oczywiście te ostatnie także bez problemów przeczytasz na tablecie i w telefonie, ale lektura może być trudniejsza za sprawą czcionki (w Cool Readerze treść dostosowuje się do rozdzielczości ekranu, pdf-y zaś już tak ugodowe nie są, będziesz musiał się natrudzić z czytaniem, chyba że znajdziesz fajną apkę). Nie będzie jednak trudności z lekturą wprost z monitora. Do wspomnianych linków można więc dodać portal Polona, czyli zdigitalizowane zbiory Biblioteki Narodowej. Jeśli masz słabość do starych woluminów, pachnących kurzem książek, pożółkłego papieru i specyficznego zapachu zapomnianych ksiąg, będziesz w siódmym niebie. Zbiory są ogrooomne, literatura krajowa i zagraniczna, czasopisma. Miód, prawdziwy bibliofilski miód!

zobacz też: wpis o wyjątkowych poetach

6. Notatki. Jeśli masz na komputerze ulubione wiersze, własne opowiadania, notatki, skrypty, słowniki itp., w programie tekstowym możesz w szybki sposób zrobić własny .pdf dosłownie w kilka sekund. Masz wszystkie szkolne materiały pod ręką, w telefonie lub na pendrivie. A żeby zrobić z tego MOBI, w 15 sekund możesz przekonwertować pliki pod tym adresem. Output format zmieniasz na .epub lub .mobi (oba formaty na czytniki ebooków). W tym samym miejscu tradycyjny .doc przerobisz także na .pdf w szybki sposób.

To, czy przerzucisz się z papierowych książek na te elektroniczne, zależy tylko od Ciebie. Są plusy i są minusy. Jednym z tych ostatnich jest brak namacalności (bo fajnie wygląda własnoręcznie skompletowana biblioteczka, ale co dla jednych jest wadą, dla innych zaletą, szczególnie gdy nie lubisz kurzących się i zajmujących miejsce w pomieszczeniu książek). Nie zmienia to faktu, że technologia coraz bardziej wkracza w nasze życie i nie unikniesz choćby chwilowego z nią kontaktu. Warto mieć w telefonie lub w tablecie choćby samą aplikację do odczytu pdf-ów i plików .mobi/.epub. I przydałoby się ze dwa ebooki (nawet jeśli będą to wiersze Norwida, albo Trylogia). Nie przewidzisz przyszłości, czasem może się okazać, że planowałeś wcześniej wrócić do domu, a tu nagle trzeba gdzieś pojechać, a Ty nie masz ze sobą książki lub prasy. Możesz nagle na coś czekać, może być w autobusie taki ścisk, że książki na stojąco nie otworzysz (a z czytaniem z telefonu już łatwiej). A telefon masz zawsze przy sobie. Ja jestem przedmiotowo konserwatywny,  w 98% przypadków mam ze sobą jakąś książkę, ale wiem też, że wszelkie ebooki i im pochodne uratowały mi czasem życie i pomogły przezwyciężyć nudę (choćby na wyjazdowym szkoleniu, gdy nagle w programie zrobiono dłuższą przerwę lub czekając na uczelni na konsultacje wykładowca się opóźniał).

zobacz też: wpis o kolekcji książek C.S. Lewisa



-----------
Wszystkie wykorzystane w artykule zdjęcia podlegają darmowej i legalnej licencji CC (Creative Commons) pozwalającej na dowolny użytek i rozpowszechnianie w sieci oddanych do tego użytku materiałów; Zdjęcia na licencji CC pobrano z:   http://www.publicdomainpictures.net


Może zainteresuje Cię jeszcze...

2 komentarze