Wcale nie takie buraki

kwietnia 02, 2014


Kilka historii o życiu oraz kilku jego bohaterów. Na tę płytę czekaliśmy prawie 2 lata, już przygotowywaliśmy się na jej brzmienie zapowiedziane na listopad, gdy nagle data premiery została przełożona na kwiecień. Dobry to wybór, bo efekt końcowy jest nie tylko satysfakcjonujący, ale i powiewa świeżością

Mowa oczywiście o Luxtorpedzie i nowym krążku, który światło dzienne ujrzał kilka dni temu, a premierę miał 1.kwietnia. A morał tej historii mógłby być taki mimo że cukrowe to jednak buraki. Trochę brzmiący dziwnie tytuł, jak na płytę rockową i poważną w przekazie, ale zawartość albumu broni się sama (jeśli rzecz jasna ktoś miał wątpliwości, co wydaje się nieprawdopodobne, znając popularność zespołu). 

Po entuzjastycznym przyjęciu stworzonego materiału zawsze jest chęć oddania kolejnym razem czegoś lepszego, albo chociaż porównywalnie dobrego. Robaki okazały się ogromnym sukcesem, dowodem nie tylko popularność zespołu, ale i pewna oraz stała pozycja na polskiej scenie rockowej. Nie wierzę, że presji nie było. Poprzednia płyta Luxtorpedy jest wyśmienita, doskonale łączy różne gatunki, na ich pograniczu wysyłając mocny przekaz (Amnestia, Gimli, Raus). Dobry zespół i dobra muzyka bronią się same, tak jest i w tym przypadku. A morał tej historii... uderza w podobne brzmienia, muzycy tym razem uderzyli w wysokie tony przekazu i śpiewanych treści. Udało im się trafić w brzmienia podobne, ale nie te same (choć równie dobre). Porównywanie poprzedniego krążka do najświeższego nie jest dobrym pomysłem, a to za sprawą dwóch całkowicie odmiennych podejść do materiału, poszukiwania nowych środków przekazu. Robaki atakowały energią, rzucały na na jedną szalę wagi mocne brzmienie, na drugą tekst niepozbawiony głębi, wewnętrznego światła przesłania, aby kumulować napięcie, chwiać ramiona muzycznej wagi tak, aby utwory nie sprawiały wrażenia wypoziomowania emocji, przeciętności. To się udało, poprzedni krążek obfitował w niejednoznaczne, nieprzewidywalne utwory. Na nowym zaś spotkamy chwile refleksji, wolniejszego tempa, swoistego delektowania się słowami (Samotna, czy też Pusta Studnia).



Wysublimowane dźwięki, dystyngowane słowa i umiejętne połączenie frazy z muzyką (co do najprostszych zabiegów nie należy, aby zarówno zachwycić się tekstem, jak i nucić w głowie melodię). Luxtorpeda kolejny raz udowodniła, że są artystami. Po prostu. Może nawet najnowszy krążek jest bardziej nastawiony na tekst, nie tylko na brzmienie. Podczas dodawania kolejnych utworów (zespół przed premierą krążka postanowił zamieszczać w sieci co jakiś czas kolejne utwory, aby potencjalny klient wiedział, co kupuje; zabieg godny pochwały, podobnie zrobiła w zeszłym roku grupa Depeche Mode, dając dostęp do swojej płyty na platformie iTunes). Nie otrzymując pełnego materiału, a jedynie fragmenty nowej płyty, pierwsze odsłuchania piosenek mogły momentami wywoływać uczucie powtarzalności dźwięków, niektórych motywów. Ulotne to wrażenie, znikające przy próbie pełnego odsłuchania płyty, wejścia w jej świat. W takich sytuacjach zawsze jest ryzyko porównywania nowego krążka z poprzednimi. Założenie słuchawek, zamknięcie oczu i czerpanie siły z każdego, choćby niepozornego dźwięku, pozwoli w pełni ulec nowemu materiałowi od Luxtorpedy. Potraktowanie krążka jako osobnego projektu, nie zaś kontynuacji poprzednich zbiorów utworów, pozwoli odkryć unikatowy, niepowtarzalny aromat Buraków. A jest co podziwiać, rozbieżność tematyczna utworów jest ogromna. Wspólnym mianownikiem wszystkich trzynastu piosenek są wartości: moralne, etyczne, chrześcijańskie, humanistyczne, uniwersalne - przede wszystkim: ponadczasowe, istniejące poza kulturą i szerokością geograficzną. 

Jest wspólny mianownik, ale jest też indywidualność każdego z utworów. Te zaś umownie można podzielić na opowieści "o kimś" i na historie "o czymś". Wśród tych drugich spotkamy niewymagające głębszych interpretacji przesłanie Ostatniego (przewrotnie umieszczonego na płycie nie pod trzynastką, a na jedynce), które wydaje się oczywiste, nawet do bólu oczywiste (a jak wiadomo, to co najbardziej znane, jest najczęściej najczęściej porzucane; lubimy szukać daleko, nie widząc tego, co znajduje się tak blisko). Bo: Mamy NIP, mamy REGON / Mamy PESEL i co z tego? / Mamy coś więcej! / Znaczymy coś więcej! Proste i prawdziwe (a teraz także przypomniane).



Godny uwagi jest też utwór Persona non grata, bo daje do myślenia. Każe zapytać się współcześnie myślącego człowieka o to, co jest dla niego ważne: nie wprost, ale pod warstwą paraboli, historyjki z wymyślonej krainy, w której broni się losu zwierząt, legalizując jednocześnie dla ludzi aborcję. Można różnie myśleć, wyznawać odmienne ideologie i popierać różne partie polityczne. Pozostaje jednak ponad tymi pozornymi podziałami pytanie o to, co jest dla nas ważniejsze: los człowieka, czy zwierzęcia. Przecież każdego dnia rozważamy, czy życie karpia, norki, z której wykonano futro, albo wędkarskich robaków, sprzedawanych w ciasnych pudełeczkach, jest ważniejsze, o wiele bardziej godne nagłośnienia i interwencji, niż reakcja na los bezdomnych, sierot i potrzebujących (gdy tam pomyślimy, alegoryczna kraina z piosenki bardzo przypomina nasz świat). To już daleko idąca interpretacja, wychodząca z pozoru błahej historyjki o lesie, w którym ustala się prawa dla mieszkańców. Takich opowieści o wartościach Luxtorpeda serwuje więcej (pytające o priorytety Od może do może, stojące na granicy dekadencji J.U.Z.U.T.N.U.K.U., czy też promująca krążek Mambałaga). To ,,o czymś", ale jest też cały zestaw piosenek mających w sobie opowieść, pewną historię ,,o..." ludziach, ich niepokojach, codziennych wyborach. Zdecydowany faworyt, piosenka, dla której warto zaopatrzyć się w tę płytę to Nieobecny Nieznajomy - monolog mężczyzny, który rozlicza się słownie z  nieobecnym w rodzinnym domu ojcem. Pełen niepokoju o żonę i dziecko, znający ciężar obecnego w nim wychowania, urazów, być może braku rodzicielskiego ciepła, ojcowskiego wsparcia, stara się podnieść wagę własnego nazwiska, otrząsnąć ze wspomnień i rozgoryczenia, wybaczyć i zapomnieć o tym, co złe. 

Mocny przekaz, siedzący na słabościach, czerpiący z bólu i skołatanej psychiki. Ale prawdziwy. Wśród wszystkich trzynastu utworów najdoskonalej trafiający w samo sedno. Zdecydowanie wyższa półka estetycznych doznań, ale całkiem niedaleko za Nieobecnym Nieznajomym, prawie że milimetry od niego znajdują się pozostałe utwory. Nie wszystkie tak energetyczne jak na poprzedniej płycie, ale o wiele bardziej zróżnicowane, pomieszane między sobą pod kątem przesłania (głębszego, bardziej wymagającego refleksji, bądź też podanego w lekkiej i dosłownej formie), brzmienia (cięższego bądź też lżejszego, wręcz balladowego), ale i słychać różne wstawki, eksperymenty z dźwiękiem. Czuć, że zespół świetnie się bawił tworząc tę płytę. Zabawa ta jednak nie przyniosła klapy, ale silny, dobrze prezentujący się album - zarówno dla miłośników przekazu, jak i samej gry na instrumentach (tak jak poprzednio, i tu dołączono drugą płytę z wersjami instrumentalnymi piosenek).


Jest poziom i jest moc, gdyby tak nie było, płyta nie rozeszłaby się w tempie 2000 egzemplarzy w ciągu zaledwie kilkudziesięciu godzin (ci, którzy kupowali krążek przez Allegro wiedzą, że wrzucane do sieci o konkretnych godzinach setki podpisanych przez zespół egzemplarzy, znikało w ciągu kilku sekund (dosłownie, wystarczy spytać kogoś, kto próbował w ten sposób zakupić album; a i mnie udało się dopiero w trzecim terminie). Gdyby płyta była słaba (a przed sprzedażą wszystkie 13 piosenek było do odsłuchania na YouTube bez ograniczeń, a zespół w osobnych filmikach pokazał nawet zawartość pudełka, aby nie kupować niczego ,,w ciemno''), nie sprzedałaby się w takim tempie.  A morał tej historii... daje poważnego kopa. I chciałoby się, nawiązując do tytułu, powiedzieć, że robi z mózgu nie (jak to się potocznie mówi) prawdziwą miazgę, ale ćwikłę.  Ale miazga jest i nic tego nie zmieni. A skoro sam zespół idzie pod prąd, nie płynąc z nurtem komercji i przeciętności, to i niebanalne określenia mu się należą. A nam należy się upragniona płyta, na którą czekaliśmy dwa lata (a od listopada, kiedy to miała odbyć się według planów premiera krążka, to oczekiwanie wydawało się jakby podwójne).

----------
Zdjęcia są własnością autora bloga

Może zainteresuje Cię jeszcze...

0 komentarze