Czy wybaczyć?

maja 24, 2014



Jaka siła tkwi w wybaczeniu? Jeden z przykładów, jakich wiele. Za to autentyczny i naprawdę mocny


█ Nieprzewidywalne - dobrze to, czy źle?

Życie jest jak medal: ma dwie strony. Jest piękne, bo nieprzewidywalne. Ale i z tego samego powodu napawa strachem. Bo może okazać się, że kończąc dzień, widzisz w nim wiele dobra, którego nie się spodziewałeś. Ale równie dobrze ten czas, który właśnie zostawiasz za sobą, przytulając twarz do poduszki, był straszny, niemiłosiernie się dłużył, a wieńczy go cichy płacz pośród pokrytych ciemnością czterech ścian sypialni. Czasem to my krzywdzimy innych, czasem to nam się dostaje. Czy zatem wybaczyć? Schować w kieszeń dumę, zapomnieć o krzywdzie i tak po prostu podać dłoń? ,,Tak po prostu" - czy tak się da? Bo przecież na drodze stoi psychika, zranienia, a jak ze wszystkimi ranami bywa, długo się goją. No właśnie: wybaczenie to nie takie hop-siup, a trochę dłuższy proces. Gdy poznałem historię Erica Lomaxa uświadomiłem sobie pewną prawdę o życiu: ludzie potrafią przebaczyć ogromne zbrodnie, a my często mamy problem z błahą wadą drugiej osoby.

█ Historia jakich (nie)wiele

Eric Lomax w czasie II wojny światowej pracował w łączności jako brytyjski telegrafista. Po upadku Singapuru trafił do japońskiej niewoli, gdzie wraz z innymi żołnierzami pracował przy budowie Kolei Birmańskiej, zwanej też Koleją Śmierci, a to dlatego, że przy jej budowie zmarło tysiące jeńców i cywilów. W pocie czoła, zmuszany do ciężkiej pracy, pośród ludzi, których jedynym marzenie było albo jak najszybciej uwolnić się z niewoli, albo równie prędko umrzeć i nie musieć znosić ponadludzkich trudów pracy. Eric przeżył wojnę, napisał książkę. Jak wielu ocalonych, po wojnie musiał zacząć drugie życie. Nieludzką rzeczą, wręcz naiwną byłoby wymaganie od niego oddzielenia przeszłości grubą kreską i zaczęcie wszystkiego od nowa. Pewnie wielokrotnie chciał tak zrobić (jak wielu przed nim, i z nim), pewnie starał się ułożyć nowy scenariusz, bolesny prolog chowając w zakamarkach pamięci. I udało mu się wtopić w tłum, znaleźć pracę, a nawet wziąć ślub i zacząć układać życie na nowo. Niby nic nie wskazywało na bolesną przeszłość, ale w głowie Erica utkwił pewien epizod, który tak szybko nie pozwolił wymazać się z pamięci, który pozostanie tam dopóty, dopóki bohater nie pogodzi się z tym, co dawne. Tylko jak?




█ Zapomnienie?

Historię Erica pokazuje Droga do zapomnienia  - film osnuty wokół biografii Lomaxa - prawdziwej biografii, a nie stworzonej z fikcyjnych elementów skomponowanych przez któregoś z hollywoodzkich scenarzystów. Od początku w powietrzu wisi pewien suspens. Niby wszystko wygląda dobrze: mężczyzna w średnim wieku, trochę ekscentryczny, interesujący się historią kolei, znający na pamięć różne połączenia i kombinacje poszczególnych linii. To właśnie w pociągu spotyka swoją przyszłą żonę, od razu zakochuje się, w oczach kobiety widzi wzajemność. Szybko się pobierają. Historia z pozoru jak wiele innych, nawet momentami zapowiadająca pewną sielankę, jaką widz być może ujrzy na ekranie. Te pozory możliwego happy endu szybko zostają zachwiane. Agnes co prawda do związku z Lomaxem wnosi mnóstwo czaru i dobra, Eric jednak, oprócz lekko introwertycznej natury, przerzuci na żonę mroki własnej przeszłości.

Idąc do kina na Drogę do zapomnienia, nie wiedziałem, czego mam się spodziewać. Z prostego powodu: albo nie przeczytałem opisu filmu przed seansem, albo uczyniłem to zbyt powierzchownie, przelatując tylko wzrokiem po ekranie komputera. Ostatecznie wiedziałem, że będzie to film o pisarzu. Już miałem w głowie gotowy obraz takiego reprezentanta gatunku: brak nagłych zwrotów akcji, jednostajna narracja, w której wszystkie możliwe działania ekipy filmowej są nastawione na jak najpełniejsze ukazanie historii bohatera - pisarza. Nawet w duchu cieszyłem się z tego, lubię takie kameralne kino. Gdy zaś rozwiałem obawy związane z tytułem, który kojarzył mi się z kolejnym głupim, amerykańskim horrorem, albo filmem sensacyjnym z domorosłym karateką, naprawiającym świat za pomocą pięści (oba typy w przeszłości oglądałem i obu żałuję), nawet lepiej się poczułem. To co jednak zobaczyłem na ekranie, trochę mnie przerosło. Dało też do myślenia. Choć w kinie byłem w kwietniu, to przesłanie dramatu nadal tkwi mi gdzieś w głowie. O Drodze do zapomnienia mogę powiedzieć dwie rzeczy: to jeden z tych filmów, który zapada w pamięć. I jeszcze jeden z tych, w których to druga połowa jest lepsza od pierwszej (co zazwyczaj filmowcom wychodzi na odwrót).

█ Ciąg dalszy nastąpił

Po latach od zakończenia wojny Lomax nagle dowiaduje się, że mężczyzna, który torturował go w czasach budowy Kolei Śmierci, nadal żyje. Obaj mają już na karku bagaż doświadczeń, obaj jakoś ułożyli sobie życie. Symboliczna jest scena ślubu Erica, daje jasno we znaki, że oto pewien etap mężczyzny właśnie się zakończył, a zaczyna się kolejny. Poza tym Lomax, choć cierpiący na chorobę psychiczną będącą konsekwencją obecności na froncie i wywołującą w jego głowie mnóstwo obrazów,stara się żyć tak, jakby przeszłości nie było. Mimo ucieczki od wspomnień, wewnętrzne rany krwawią, a obrazy obecne w napadach nerwicy, nasilają się. Przyjaciel Lomaxa, a także żona Erica, widzą tylko jedno rozwiązanie: zabić oprawcę z przeszłości, od którego mężczyzna zaznał wiele przemocy, był torturowany, upokarzany i przez którego zachorował psychicznie. Misja wcale nie wydaje się trudna do zrealizowania, bowiem stary Japończyk oprowadza po dawnym terenie budowy kolei wycieczki.



█ Więc?...

Gdyby Lomax zabił oprawcę, film wydawałby się słaby. Tak sobie pomyślałem podczas seansu. Owszem, to prawdziwa historia, nie mógłbym się przecież przyczepić do scenariusza, bo napisałoby go życie. Wątpliwe jednak byłoby dla mnie nakręcenie filmu, który opowiada historię jakich wiele: ktoś zaznał krzywdy i po latach zabił oprawcę. Właściwie to, co najbardziej widowiskowe w tym filmie, zasadza się na zawieszeniu akcji i retrospekcjach pomieszanych z teraźniejszością. Spotkanie obu mężczyzn: kata i ofiary, pytanie: dlaczego. Rozmowa obu, długa droga do oczyszczenia przeszłości, ale przede wszystkich emocji obu mężczyzn. Reżyser początkowy suspens jeszcze bardziej komplikuje, nie dopowiada szczegółów, stawia całe mnóstwo różnych myśli. Po seansie widz wie, że ten pozorny detal, jakim jest spotkanie obu mężczyzn, fragment, który jest jednocześnie tak ważny dla tej opowieści, musiał na ekranie trwać bardzo długo, choć rozegrał się płynnie i niepostrzeżenie w głowie odbiorcy. Widz cały czas zadaje sobie pytanie: czy Eric zabije, czy nie?

Wybaczył, choć są chwile zła i poniżenia, o których nie chcesz rozmawiać z osobą, którą kochasz, jak słyszymy w filmie. I tu właśnie odpowiedź na pytanie o sens sfilmowania tej konkretnej historii jest już oczywista: Droga do zapomnienia pokazuje, że można wybaczyć nawet największe krzywdy. Film trzyma w napięciu, a przy okazji ma bardzo mocne przesłanie. Historia Lomaxa oczyszcza, ale też każe zapytać się o to, czy i ja potrafiłbym wybaczyć. Obaj mężczyźni zostali do końca życia przyjaciółmi, obaj już nie żyją (odeszli z tego świata pogodzeni), ale ich braterską relację pokazują zdjęcia zamieszczone na końcu filmu.



█ Jak więc wybaczyć?

Historia, która jest pewnie podobna do wielu innych, mistrzowsko skłania do refleksji nad sensem wybaczania. Nie daje recepty na to, jak darować komuś winy, zapomnieć o wadze zła, jaka nas spotkała. Poza wewnętrzną mocą, darem pochodzącym wręcz od Boga, mądrością życiową Lomaxa, nie znajdziemy chyba innego remedium. Jakiś wewnętrzny hart ducha, albo namacalne zaciśnięcie pięści w konfrontacji z oprawcą i nie zadziałanie siłą, pozwoliło Ericowi nie ulec emocjom i zachować zimną krew. Winowajca jednak także przeszedł przemianę, bo zrozumiał swój błąd, zmienił postępowanie, a żyjąc ze świadomością tego, że przyczynił się do śmierci wielu ludzi, po wojnie działał na rzecz obrony dobrego imienia poległych przy budowie Kolei Śmierci.

Eric dla mnie jest bohaterem. Tylko że takich bohaterów tuż obok jest wielu, całe pokolenia ludzi, którzy przeżyli II wojnę światową, musiało wybaczyć, aby dalej żyć. Czasem słyszy się o kimś, kto przebaczył mordercy, zamachowcowi, gwałcicielowi. Zdarza się, że o tych ludziach słyszymy w telewizji, jak np. o Eleni, która przebaczyła człowiekowi, który zabił jej córkę. Jan Paweł II, w modlitwie Ojcze nasz prosząc o odpuszczenie win, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom, darował winę Ali Agcy. Tylko że to przykłady znanych ludzi, a są też i ci anonimowi, którzy wspięli się na wyżyny heroizmu, aby przebaczyć.

Tych, którzy nie potrafią przebaczyć równie wielkich krzywd, nie oceniam. Wiem, jak wielki ciężar boleści i doświadczeń muszą nosić na swoich barkach. To jest psychika, wewnętrzne zranienie. Jeśli nikt takim ludziom nie pomoże, nie poda dłoni, aby z cierpienia wyjść, nie będą potrafili zapomnieć. Wybaczenie w końcu pomaga w życiu, choć nie jest proste. Czasem bez pomocy psychologa, albo wewnętrznej mocy/łaski/daru nie tak łatwo przychodzi darowanie win. Są tacy, którzy jednak potrafią pokonać ogrom cierpienia i przebaczyć. To jeden z tych tematów, nad którymi debata będzie się toczyła do końca świata. Bo owszem, można zamknąć się w swoim cierpieniu, chować urazę i zamknąć się na drugą osobę. Tylko, że wybaczenie oczyszcza. Tylko że to jest proces długofalowy, im krzywda większa, tym dłużej schodzi z jej zagojeniem. Bo wybaczenie uzdrawia, ale jak to bywa z każdą raną: nim się zrośnie, boli. Tylko że ten ból po jakimś czasie mija i staje się wspomnieniem.

Dobrze, że takie filmy jak Droga do zapomnienia jednak nadal są kręcone. I są takie książki, bo zanim historia Lomaxa zagościła na ekranie, została spisana i wydana w formie papierowej (również w Polsce).




Wykorzystane w tekście zdjęcia pochodzą ze strony Forum Film - polskiego dystrybutora filmu (www.forumfilm.pl/drogadozapomnienia/)

Może zainteresuje Cię jeszcze...

0 komentarze