A co teraz z naszą klasą?

czerwca 25, 2014

Ile może Ci powiedzieć o życiu krótka rozmowa z kumplem spotkanym po latach? I co z tymi znajomymi, kolegami i przyjaciółmi? Czy nadal potrafisz z nimi zamienić więcej, niż dwa zdania?

Ostatnio spotkałem D. Na blogach niewiele można spotkać smutnych wpisów. Ale smutek, podobnie jak trwoga i litość w antycznej tragedii, ma moc oczyszczania. Jest katalizatorem emocji.

Tegoroczny Festiwal w Opolu był wyjątkowy, bo zafundowano nam bodajże ostatniego dnia widowiska koncert z utworami z okazji 25. rocznicy wolnych wyborów. Ogromnie spodobało mi się wykonanie przez Renatę Przemyk Naszej klasy Kaczmarskiego. Przywodzi mi na myśl nostalgię. Ale i naprawdę skrajne emocje: od czegoś, co minęło i nie wróci, po smutek, a nie kończąc na refleksji o życiu. 

No bo przecież w szkole spędzamy ponad 12 lat, żyjąc w dwóch światach: wartości rodzinnych i edukacji. Nasz dzień jest poświęcony bliskim oraz obcym ludziom, z którymi tworzymy wspólnotę, z którymi łączą nas społeczne więzi. Koleżanki i koledzy, nauczyciele, personel obsługujący placówkę. Spotykamy wielu ludzi, wielu żegnamy. Poznajemy nowych, pamiętamy o tych, których już minęliśmy. Budujemy w głowie niewidzialną bazę osób, wśród których są nasi przyjaciele, mentorzy, koledzy, znajomi. 

Ta niewysoka dziewczyna, z którą na lekcjach wuefu ćwiczyłem walc angielski i kaleczyłem kroki, a innym razem pod jej nieobecność z inną partnerką świetnie mi wychodził rock'n'roll (choć pewnie na odwrót wyszłoby też inaczej). 

Jest też kolega, z którym kiedyś przechodziliśmy przez gimnazjalne ogrodzenie, aby się nie spóźnić na lekcje (pamiętam, że ze wszystkiego się śmiał i był duszą towarzystwa). 

Pamiętam twarze ludzi, których nie znałem z imienia i nazwiska, a jedynie mijałem na korytarzu (a teraz na ulicy też są gdzieś obok, choć się nie znamy, ale jednak kojarzymy z widzenia). Niektórych przez kilka lat anonimowo mijałem, a potem stawaliśmy się znajomymi. Z niektórymi znajomymi kontakt się zerwał. I jak to w życiu: nie jesteś w stanie wszystkich kontaktów utrzymać, czasem to Twoja wina, czasem to ta druga strona już nie chce.

Szkoła staje się drugim domem, miłe chwile w niej spędzone napawają Cię taką radością, jak ta występująca w rodzinie. Porażki i smutne chwile bolą czasem jak sprzeczka z najbliższymi. To dobrze, bo świadczy o tym, że potrafimy się przystosować, nawiązać kontakt, że mamy emocje, że funkcjonujemy normalnie. Zawsze się z tego cieszę, że jestem człowiekiem, mam prawo do błędów, jestem słaby, ulegam emocjom, nie muszę być obiektywny, bo moja natura jest często do bólu subiektywna. Że się raduję i smucę, często z różnym nasileniem, mam nieraz ku temu mocne powody, czasem słabe i trochę moja reakcja jest nadmuchana. Ale jest.

Tak jak wspominałem, spotkałem ostatnio D. Chodziliśmy wspólnie do szkoły średniej, spotykaliśmy się gdzieś po drodze, czasem umawialiśmy telefonicznie na wspólne pójście do szkoły, aby potem pogadać. Po prostu pośmiać się, zamienić kilka słów w czasie wędrówki, którą i tak każdy z nas musiał podjąć w słoneczny poranek bądź też u progu mrocznego, zimowego dnia. 

Podczas spotkania zamieniliśmy kilka słów, pośmialiśmy się. Przegadaliśmy tylko (a może aż) 5 minut. On się spieszył, ja też już nie szedłem, a raczej podbiegałem niektóre kroki. Klasyczna rozmowa w takich okolicznościach: co słychać. Poczułem później pewien niedosyt, właściwie to niezrozumiały (ale wspominałem Ci, że jestem tylko człowiekiem, mam słabości i różnie emocje działają - raz słusznie, raz trochę mniej). To takie dziwne uczucie: trochę smutne, trochę radosne. C.S. Lewis napisał w Problemie cierpienia o bólu nóg - gdy kładziesz się do łóżka po ciężkim dniu, rwą Cię stopy. Poniekąd cierpisz, ale ten rodzaj bólu jest przyjemny, bo choć go odczuwasz, to jednak przynosi ulgę (niefajna może metafora kontaktu z drugim człowiekiem porównana do zmęczonych stóp, ale sam przykład wydaje mi się trafiony; odczuwasz niedosyt, ale przy okazji radość ze spotkania).

Żadną nowością nie jest, że wkraczając w dorosłość, każdy obiera inny kierunek, idzie w tę stronę, która zapewni mu dobrą przyszłość, nada życiu właściwą jakość. Każdy zmierza ku tej górze, na szczycie której czeka lepsze jutro, a za wzgórzem być może i jeszcze łaskawsza cała dekada. Przynajmniej z założenia, życie bowiem lubi zmieniać nasze drogi i krzyżować tropy.

Najwięcej relacji często może zostawać po szkole średniej, poprzednie etapy edukacji też jednak zostawiają swój ślad. Czy człowiek, im starszy, tym świadomiej nawiązuje nowe relacje, a potem tym skrupulatniej je pielęgnuje? A może jest bardziej otwarty (bądź też jego umiejętności komunikacyjne są lepiej rozwinięte?). Z kilkoma osobami mamy stały kontakt, z innymi nie widzieliśmy się prawdziwy kawał czasu. Spotykamy się, zamieniamy kilka słów i odchodzimy z niedosytem. Wierzę, że działa to w obie strony. Nie będzie i nie może być tak jak dawniej. I mądrzejemy, stajemy się poważniejsi, inaczej myślimy o sobie, o życiu, o innych. Nasze relacje schodzą na inne tory. No i nie powtórzymy już tych samych szkolnych okoliczności spotkań i tych miejsc, w których bywaliśmy pięć dni w tygodniu przez około 30 tygodni z ponad 50 w roku. Kiedyś byliśmy kolegami z klasy, teraz jesteśmy kumplami ze szkoły - z tej samej szkoły, którą kiedyś skończyliśmy.


Zostają przyjaźnie, a one przecież są formą miłości. Te zazwyczaj są nieplanowane. Nie jest tak, że zamierzasz znaleźć przyjaciela, wyruszasz na poszukiwania i wracasz do domu z nią lub z nim. Ja swoich przyjaciół poznałem w okolicznościach, które mógłbym nazwać przypadkiem, ale to jednak był jakiś plan - niezwykle precyzyjny plan, wręcz dar od Boga. 

No bo jak wytłumaczyć obecność osób, które myślą, mówią jak ja, i jeszcze dopełniają zaczętą przeze mnie myśl? Które mają identyczne problemy, ale często inne sposoby ich rozwiązania. Przecież nie musimy się zgadzać, a ta kłótnia poglądów często prowadzi do ciekawych rzeczy, a jeśli nie, to nie trwa długo i nie ma konsekwencji. Czym jest przyjaźń? Myślałem, że wiem. Cały czas szukam odpowiedzi, zmieniam swoje poglądy. Gdy już mi się wydaje, że pojąłem, przychodzi życie. Weryfikuję swoją wiedzę na każdym kroku. Weryfikuję też swoje relacje. Chyba jest to niemająca rozwiązania zagadka – niepoznaną aż do czasu, gdy przekroczę pierwszy etap życia, patrząc na wszystko z innej perspektywy Zagadka życia – o tyle piękna, że do końca świata nieodgadniona. A może cud. Jeden z tych cudów, który ma nas uwrażliwić na drugiego człowieka. A skoro to cud, to czy prawdą może być, że tuż za ścianą mieszkamy z aniołami, a nawet chodzimy z nimi za rękę, przytulamy się, rozmawiamy, mamy wspólne idee, o których dyskutujemy? A nawet kłócimy się nie na żarty (i to z prawdziwymi aniołami? Wszak tak nie godzi się! :D). 

Rodzimy się często samotni, umieramy otoczeni murem ludzi. Nawet gdy nam się wydaje, że nikogo obok nie ma, zawsze ktoś jest (albo chociaż mgliste wspomnienie o kimś, kto duchowo przy nas czuwa. Nawet jeśli już odszedł, cicho, dawno, bez trzaśnięcia drzwiami. Ale jest. W  myślach, sercu. Czuwa).

I nie jest za późno, by następnym razem, gdy spotkasz kolegów ze szkoły, ze studiów, z pracy, z bloku, pomyśleć perspektywicznie o przyszłości i już dziś tak budować tę relację, by za kilka nie ograniczać się do rozmowy pięciominutowej, a pięciogodzinnej (i to przy latte macchiato oraz jeszcze świeżym, pachnącym cieście z jagodami).

 Z D. rozmawiałem ostatnio chwilę, obaj rzeczywiście śpieszyliśmy się. Ale pamiętam, że w zeszłym roku przegadaliśmy kilkadziesiąt minut podczas przypadkowego spotkania. On wyszedł na chwilę z domu, ja wracałem późnym wieczorem. Ponad rok po maturze, a tak jakby minął jeden dzień. Ale to ostatnie spotkanie było chyba dobrą okazją ku temu, aby trochę pomyśleć o życiu. I o ludziach, którzy są wokół, których już minąłem, i o tych, których dopiero mam spotkać.



 Z O B A C Z   T A K Ż E   W P I S Y:

O TYM, CZEGO MOŻE NAUCZYĆ STUDENCKIE ŻYCIE
O KOBIECOŚCI, MĘSKOŚCI I WZAJEMNYCH RELACJACH OBU PŁCI
O TYM, CZY DOBRO DO NAS POWRACA?
O TYM, CO ZAWDZIĘCZAMY LUDZIOM WOKÓŁ NAS 





-------------
Wszystkie wykorzystane w artykule zdjęcia podlegają darmowej i legalnej licencji CC (Creative Commons) pozwalającej na dowolny użytek i rozpowszechnianie w sieci oddanych do tego użytku materiałów; Zdjęcia na licencji CC pobrano z:   http://www.publicdomainpictures.net

Może zainteresuje Cię jeszcze...

0 komentarze