Zamalować słowo, opisać obraz

czerwca 29, 2014


On stara się uwieść ją słowem, ona jego obrazem. No bo jeden potrafi mówić, a inny wyraża to namacalnie. Choć często bardziej dostaje się tym drugim. Jesteśmy zalewani zarówno wulgarnością obrazu, jak i słowa. Reagujemy na to, co widzimy, ale o wiele słabiej przychodzi nam nieakceptacja dla gwałtu na słowach. Pozostaje jednak pytanie: czy ważniejsze jest to, co mówimy, czy też wizualna sfera naszego życia. Pytanie z pozoru banalne, zadałem je sobie jednak po obejrzeniu pewnego filmu, który swoją kinową premierę w Polsce miał dwa tygodnie temu


█ Docenić Rembrandta (czy może Tołstoja?)

Nie przykładamy wagi do tego, co mówimy, kiedy mówimy i jak to robimy. Skoro żeby żyć, potrzebujemy powietrza, to żeby nasz żywot był pełniejszy, musimy komunikować się. Robimy to w różny sposób, często jednak nadużywając obrazu lub słowa. Nawet kiedyś, chcąc bardziej się przekonać do literatury współczesnej, klasykę przy okazji odkładając na półkę, już w obrębie pierwszych 20 stron obecnie modnych powieści natrafiałem na wulgaryzmy. W 90% branych w dłonie książek. Wzbudziło to we mnie gorzką refleksję o współczesnej literaturze (nie będę jej przytaczał, bo sam nie lubię szufladkowania). 

Ciekawi mnie jednak to, co na mój problem powiedziałby Jack - pewien nauczyciel literatury i języka w amerykańskiej szkole z Wypisz, wymaluj...miłość (brzmi jak komedia romantyczna? Nasze tłumaczenia tytułów filmów powinny doczekać się jakiejś specjalnej nagrody). Mężczyzna ma totalnego bzika na punkcie przedmiotu, którego naucza. Prowadzi w pokoju nauczycielskim grę leksykalną, której reguły sam ustala i na dodatek jest (o ironio!) najlepszy w słowne rozgrywki (nic dziwnego, jeśli wśród graczy tylko on zna na wyrywki słownik i rządzące nim reguły). Nie ma sobie nikogo równego, koleżanki i koledzy z pracy trochę z litości, może dla spokoju, albo ze względu na ekscentryczną naturę Jacka, dają się wciągnąć w intelektualną zabawę. Do momentu, w którym w szkole pojawia się Dina (świetnie zagrana przez Juliette Binoche). Z nią nie będzie tak lekko. W poprzednim miejscu pracy podobno pobiła nauczyciela. No ale to plotka, a plotkom się raczej nie wierzy. A kobieta nie przyszła uczyć wuefu, tylko będzie prowadziła spokojne i pełne pokojowych zamiarów lekcje malarstwa. Choć słowo: ,,pokój" nie najlepiej oddaje sytuację w placówce po zjawieniu się w niej Diny. 

Obydwoje nie są szablonowymi postaciami: ona twarda, silna, znająca swoją wartość i ceniąca siebie. Jack (w tej roli Clive Owen) jest trochę ekscentryczny, również przekonany o własnej nieomylności, ale w odróżnieniu od koleżanki nie jest do końca zdyscyplinowany, ma wszystkie cechy osoby nieuporządkowanej, w dodatku to przecież lekkoduch w stu procentach. Takiego jeszcze nie zwolniło się tylko dlatego, że miejsce pracy ma z niego jakąś korzyść. A tą jest jego sława dobrze zapowiadającego się pisarza, którego teksty osławiają szkolne pismo kulturalne. Potrafi też dobrze uczyć. I czuje powołanie do kształtowania nowych pokoleń (choć z tymi są coraz większe problemy, ale wszak już antyczni mówili, że ówczesna młodzież przed nadejściem wieków średnich już była niewychowana).



█ Próba nadania roli

Co człowiekowi daje sztuka? Wiemy, co (a nawet ile) jesteśmy jej w stanie poświęcić: czas, pieniądze, zdrowie, relacje rodzinne, kontakt z innymi, przegapienie ważnych dla nas momentów w życiu. A potem frustracja, depresja, poczucie niespełnienia i niewłaściwego ujęcia tematu, obwinianie się. To negatywna strona, trochę romantyczne podejście, może obrazowo sportretowane w Nie-Boskiej komedii. Na szczęście sztuka to nie tylko zmartwienia (bo w przeciwnym wypadku jaki byłby cel jej uprawiania od tylu wieków? Nie uwierzę, że zbiorowe czerpanie przyjemności z zadawania sobie cierpień. No i wiara w Boski pierwiastek obecny w sztuce, a to przecież skojarzenie związane z tworzeniem od wieków). Bo sztuka to przecież ekspresja, wyrażenie siebie poprzez słowa, dźwięki, kolory. To czerpanie z nieograniczonego źródła myśli, obrazów, ale i brzmień (no może czasem tylko blokowanego przez nasze intelektualne ograniczenia, braki). Działa to w obie strony: bo albo mamy wyrzuty z powodu nieumiejętności opisania czegoś, albo czujemy się spełnieni, gdy to najpierw przetworzymy przez siebie, a potem oddamy w konkretny sposób. Poszerzamy horyzonty, przekraczamy to, co z pozoru niemożliwe, dokonujemy nigdy wcześniej niedokonanego. Artyści odnajdują to, co na co dzień trudno nam wyrazić. A oni to ujmują w ramy. Lubimy sztukę przyjmować, nie zawsze chcemy ją tworzyć. Dlaczego? Bo może wymaga zbyt dużych poświęceń od twórców? Bo może mimo wszystko wywołuje zmiany, które często są nieodwracalne. Ale daje coś w zamian - i to nas oczyszcza.

█ Docenić tę wagę

Wypisz, wymaluj... miłość jest opowieścią o dwojgu artystach: Jacku i Dinie. Ona prywatnie jest malarką, on niespełnionym pisarzem, który postanowił, że zamiast spełniania się w powieści, będzie uczył w szkole. On już schodzi ze sceny, coraz bardziej się wypala. Może i mógłby jeszcze tworzyć, ale chyba mu się nie chce (a może to natchnienie odeszło?). Ona zaś bardzo pragnie malować, choroba (a wraz z nią cierpienie) uniemożliwia jej pracę. To prywatnie. Zawodowo zaś toczą wojnę. Nie, nie prawdziwą. Nie taką, jak komediowa Wojna państwa Rose albo w nadmuchanym do granic absurdu cyklu z Kevinem... Tu mamy do czynienia z wojną intelektualną (choć atrybutów tej walki także nie zabraknie), toczoną głównie w umysłach uczniów, których oboje uczą. Jack mówi o wartości słów. Dina zaś karze im nie ufać, stawiając za przykład bogactwo znaczeniowe obrazów. Młodzież to podłapuje, stara się włączyć w te rozgrywki między obojgiem pedagogów (finał będzie iście hollywoodzki i przewidywalny, ale byłoby to wadą prostej opowiastki, tutaj jednak nie przeszkadza). 

O wiele ważniejsze w tym sporze jest to, co dla nas jest ważniejsze: obraz, czy też słowo. Co nas bardziej przekonuje, skłania ku sobie, zachęca do częstszego używania. Wybór to ważny, bo jeśli cenimy bardziej wyrazy, zdania, ich wewnętrzną logikę i spójność, wiedzę będziemy czerpać z książek, a relaksować się przy poezji lub powieści. Jeśli zaś to obraz i film o wiele bardziej nas oczyszcza i silniej oddziałuje - to im oddamy nasze serce. Tylko czy nie potrzebujemy obu tych źródeł oddziaływania? Nawet podczas nauki nie mamy rozwiniętego tylko jednego kanału percepcji, a będąc wzrokowcem, często także kanały słuchowe są u nas dobrze rozwinięte (mimo wszystko jednak któryś z kanałów jest u nas silniejszy. A więc?).


█ Odpowiedź znana od dawna

Słowa obrazują rzeczywistość, pozwalają ją ubrać w dające się wyobrazić pejzaże. Choć podobno jeden obraz zawiera tysiąc wyrazów. Te ostatnie były już znane od starożytności, pierwotni ludzie życie komentowali malowidłami. Tylko że przy okazji były też dźwięki i gesty -  mowa ciała i języka. Czy można je uznać za słowa? Nawet Biblia wskazuje na Logos, a więc słowo, które na początku było u Boga, było Bogiem, a którym jest Syn Boży. Fińska Kalevala mówi o stworzeniu świata śpiewem. Pierwsze podania, historie ludu, mądrościowe opowieści i legendy były przekazywane właśnie ustnie.
Zarówno Jack jak i Dina bronią za wszelką cenę gałęzi sztuki, do których dokładają własne owoce. Kobieta przez sztukę wyraża swoje emocje. Wierzy w moc tego, co da się dotknąć, jest widoczne, ma barwy i odcienie.  Najpierw jej obrazy są szczegółowe, oddają detal. Wraz z rozwojem choroby i niedowładem w dłoniach, są malowane coraz większymi pędzlami (obrazowa jest scena, w której Dina chwyta ,,pędzel" wykonany z włosiem składającym się z kilku wkładów do mopa bądź czegoś do nich podobnego). Jej sztuka bardziej staje się symboliczna, mniej szczegółowa, bardziej składająca się z nastroju i klimatu zawartego w kolorach farb, liniach, plamach.

Jack bardziej ufa słowu, przenosi się na wyżyny brzmień, barw i odcieni wyrazów oraz ich znaczeń. Ale podobnie jak Dina, staje się coraz mniej precyzyjny, a to wraz z rozwojem alkoholizmu. Niegdyś utalentowany literat i erudyta staje się jedynie odtwórcą mądrych słów i stylistyki kiedyś wyuczonej ze słownika. Gdy zostaje poddany próbie i ma napisać wiersz do szkolnej gazety literackiej, posuwa się do haniebnego czynu. To jest jego upadek. Ale i wyraźny sygnał, że dawna kondycja jego zasobu słownego została przygnieciona chorobą. O ile Dina nie ma wpływu na swoje cierpienie, o tyle Jack sam się przyczynia do swojego losu (tylko czy już zaawansowany alkoholizm nadal jest prywatnym widzimisię, a nie uzależnieniem niszczącym człowieka, nie do końca zależnym?). Jego dawna ekscentryczność i nieuporządkowanie, niegdyś nadające mu uroku osobistego i pretendowania do roli duszy towarzystwa, teraz stają się irytujące i zamiast zjednywać do siebie ludzi, odpychają.


I choć film ten jest przez dystrybutora nazwany komedią romantyczną, romantycznie robi się dopiero pod koniec. I na dodatek na kilka minut. Nacisk położony jest na życiorys dwojga twórców, którzy cierpią, mają problemy, życie prywatne przesiąknięte sztuką i cierpieniem oraz czas spełniania się zawodowo, w czasie którego starają się nie przynosić domowych problemów (tylko że nie są w stanie od nich uciec: Dina od choroby, Jack od problemów alkoholowych).


█ Niełatwe pytania

Romantycznie rzeczywiście robi się na krótko. Potem przychodzi prawda i naprawa błędów. Na chwilę urok pryska. Ale tylko dlatego, żeby budować relacje i życie na prawdzie i uporządkowaniu życia.

Historia o Jacku i Dinie jest subtelna, ale przy tym nie trąci naiwnością. Reżyserowi udało się stworzyć wyważony, przemyślany i mądry film. Wypisz, wymaluj...miłość jest porównywane do Stowarzyszenia umarłych poetów. Oglądałem, ale dawno. Tylko, że z tego, co mi pamięć podpowiada, to są to dwa całkiem różne filmy. Podobne w postaci charyzmatycznego nauczyciela, uczniów nie do końca przekonanych do roli edukacji w ich życiu. Nawet estetyka obu obrazów jest podobna. Tu jest jednak główny nacisk położony na relację Diny i Jacka. Trochę to ciepłe, trochę wymieszane z cierpieniem głównej bohaterki. Ale Marcus, przez swoje uzależnienie od alkoholu, także nie ma lekko. Publicznie oboje są śmiali, odważni, przebojowi, wymagający. Prywatnie, w zaciszu czterech ścian bliscy upadkowi. Tylko że oboje są ludźmi, a więc nie do pokonania, każdy ich upadek (czy to na wskutek własnych czynów, czy też niezależny od siebie) jest tylko powodem do powstania.

Mądry to film, kameralny, subtelny. Urzeka widza ta koncepcja pozornej walki, choć obie strony prawdopodobnie wiedzą, że w tym sporze nie ma jednoznacznej odpowiedzi. A może pasja i miłość do tego, co robią, przysłania im racjonalne myślenie? Inteligentna rozrywka na prawie 2 godziny. I dająca przy okazji pole do popisu naszemu wnętrzu. Nie stawia nam na drodze trudnych pytań dotyczących światopoglądu, czy kwestii moralności, bądź etyki. Wypisz, wymaluj...miłość każe nam stanąć albo po stronie słowa, albo obrazu. Zanim jednak odpowiemy sobie na pytanie o wagę obu form sztuki w naszym życiu, będziemy musieli odbyć podróż w głąb siebie i spytać się serca, czy woli to, co nieopisane, czy też to, co odbija rzeczywistość. Serce jednak czasem bywa markotne, możesz słuchać jego monologu w tej dyskusji jeszcze długi czas po zakończeniu filmu. A szukając odpowiedzi, zaangażuje przy okazji rozum. Po zakończeniu tej wewnętrznej debaty odpowiedź sama ci się wypisze, bądź też wymaluje.

A może i to i to? Jack i Dina są dopełnieniem, symbolizują nierozerwalność i zależność od siebie słowa i obrazu. W końcu praca obojga, ta pozorna wojna zaowocowała w ich uczniach powstaniem postawy, która jest zarówno wrażliwa na jedną, jak i na drugą formę artystyczną. Oglądając obrazy Boscha lub Bruegla, trudno nie ulec fascynacji tym, co się widzi. Gdy czytamy wiersze lub kolejną obrazową powieść (np. Tolkiena, czy też Dostojewskiego), przeżywamy podobne fascynacje. Trudno wybrać jedno kosztem drugiego. Nieczęsto jednak musimy stanąć przed takim wyborem (choć są ludzie, którzy jedynie z jednej z tych gałęzi czerpią, np. niewidomi, słuchając audiobooków, a obrazy znając z audiodeskrypcji). 

Obraz i słowo wszak równorzędnie fascynują, dopełniają się. Ale i stawiają trudne pytania (jak wiele rzeczy na tym świecie) o ważność jednego zjawiska nad drugim. No właśnie: obrazu nad słowem, czy wręcz odwrotnie?


------------
 Wykorzystane w tekście zdjęcia pochodzą ze strony filmu (www.wordsandpicturesthemovie.com/)

Może zainteresuje Cię jeszcze...

0 komentarze