Coaching zawarty w książkach. Jakie książki na mnie wpłynęły (odp. na wyzwanie z Facebooka)

września 13, 2014


Fot. Dariusz Okoń

Wyzwanie, które raczej jest wyznaniem, przez Facebooka dotarło i do mnie. Tytuły i autorów podam znajomym przez portal społecznościowy (żeby nie nadużywać medium przyzwyczajonego do krótkich tekstów), a wyjaśnienia pozostawię na blogu. Dodałem też kilka przemyśleń. I jeszcze zdradzam, co mam na wszystkich półkach w swoim domu! Jesteś tym, co czytasz. Co te lektury mówią o mnie? 

Nasza osobowość (zmienna podobno co siedem lat) jest połączona z wychowaniem, spotkanymi ludźmi, przeczytanymi książkami, przygarniętymi od innych jednymi zachowaniami oraz odrzuconymi drugimi. Każdy z nas jest sumą tego wszystkiego. Bardzo lubię myśleć o tym, co byłoby gdyby... Nie przepadam za gdybaniem o życiu, ale fascynuje mnie ta teoria o efekcie motyla (takie alternatywne scenariusze naszego życia zależne od niewielkich czynów wykonanych w przeszłości).

Nowa zabawa facebookowa dotarła i do mnie. Nominował mnie +Rafal Kobylarczyk z bloga Serce w kształcie piłki

Zasady nie są jakoś zbytnio skomplikowane, nominuje się kilka osób, a te wymieniają dziesięć książek, które na nie wpłynęły (przynajmniej w założeniu, bo trochę mi się wydaje, że czasem wygląda to tak: 10, które udało mi się przeczytać). Blogując od kilku lat na temat około książkowy, niejedno takie zestawienie już widziałem u obserwowanych blogerów. Krążyły i krążą na tzw. blogach recenzyjnych wyzwania i rankingi (kiedyś nawet wzbogacone o zdjęcia domowych biblioteczek). Ale na Facebooku doszedł większy zasięg. No i można opowiedzieć o książkach nie innym blogerom (czyli trochę hermetycznemu gronu obserwatorów strony), a swoim znajomym.

Nominacja spadła na mnie jak grom z jasnego nieba. Czytałem w sieci pozytywne teksty (np. w tym tekście Gazety Wyborczej) o nowej modzie na portalu społecznościowym, zdarzył się komentarz trochę krytyczny (ale wydaje mi się, że prawdziwy) w portalu Na temat. Kilka dni temu zainteresowałem się wynikiem badań nowego wyzwania na Facebooku (przeanalizowano listy, tradycyjnie chyba w Ameryce) i wybrano pozycje najczęściej pojawiające się (widziałem to zestawienie na którymś z blogów Polityki). Wyszło przewidywalnie. Dwa sztandarowe dzieła Tolkiena, cykl Rowling, Igrzyska śmierci, bodajże Orwell i kilka klasyków, jak np. Buszujący w zbożu. Nawet trochę wyszedł z tego nie ranking książek, które mają moc zmieniać (te najbardziej znane są chyba właśnie dlatego, że mocno oddziałują, a więc nie powinna dziwić ich obecność), ale wyszło zestawienie popkulturalne, pokazujące fajne ekranizacje albo tytuły z kanonu, które autorom wpisów akurat przychodzą do głowy.

Luźno sobie snułem w głowie oceny nowej mody, dopóki nie wypadło na mnie.
Podniosę postawiony przede mną miecz i podejmę wyzwanie.

Najpierw sama lista, a potem trochę o tym informacji zza kulis.

Fot. Dariusz Okoń

Jedna tylko uwaga na sam początek: w zestawieniu nie uwzględniłem (a może postawiłem ponad tą listą) Pisma Świętego oraz wierszy wszystkich swoich ulubionych poetów (Norwida, Twardowskiego, Herberta, Staffa, Baczyńskiego, Szymborskiej). To ważne dla mnie pozycje, ale myślę, że nie są to tradycyjne książki (choć mają moc wpływania na ludzi).

Zatem start!

1) G.Greene: Sedno sprawy, Dziesiąty Człowiek, Moc i chwała, Podróże z moją ciotką, Spokojny Amerykanin, Doktor Fisher z Genewy, Nasz człowiek w Hawanie - łącznie siedem (i na razie tyle) książek wielkiego pisarza. Przenikliwy, potrafiący prześwietlić człowieka i odnaleźć w nim, poza bielą i czernią, także całą gamę różnych odcieni szarości. Bohaterowie książek pisarza nie są jednoznaczni, po lekturze nie możemy podzielić postaci na dobre i złe (może dlatego tych powieści nie wpisano do kanonu lektur szkolnych?). Greene w tym zestawieniu to akcenty z wielką historią w tle, przeżycia tragiczne bohaterów, a czasem i groteska. Autor - świetny pisarz, ale i dziennikarz oraz korespondent wojenny (co odkryłem prawie przypadkowo). Zapomniany, ale nie zasługuje na to.

2) Chesterton w powieściach: Człowiek, który był Czwartkiem, Żywy Człowiek, Latająca gospoda, Poeta i wariaci - świetny, brytyjski humor. Niewiele jest książek, które potrafią mnie tak rozśmieszyć, że nie mam oporów przed głośnym śmianiem się (a Chestertona zdarzało mi się czytać w miejscach publicznych). Zdrowa dawka humoru, absurdu, groteski, czasem jest to czarny śmiech, nieraz spontanicznie czysty. To powieści, za pozycje teologiczne, filozoficzne i popularnonaukowe jeszcze się nie zabrałem. Póki co, same powieści. I ciekawostka: zanim TVP nakręciła przygody księdza Mateusza i zanim powstał zagraniczny poprzednik, to Chesterton wprowadził jako pierwszy do literatury detektywa w sutannie w Przygodach księdza Browna.

3) Wszystko, co wyszło spod pióra Tolkiena. Łatwiej byłoby wskazać na to, co na mnie nie zadziałało, a na taką książkę pisarza nie trafiłem. Legendarium Śródziemia, historia trzech Er świata od Silmarilliona po kończącego Władcę Pierścieni i uzupełniające Niedokończone opowieści. Nawet baśnie, eseje lingwistyczne (gdy czytałem o zależnościach między angielskimi głoskami skierowanymi do brytyjskich profesorów), Listy, nowe wersje już znanych opowieści: fragment skandynawskiej mitologii w Legendzie o Sigurdzie i Gudrun oraz autorska wersja historii najbardziej znanego władcy w Upadku króla Artura.

Fot. Dariusz Okoń

4) C.S. Lewis i ten sam fanatyzm, co w przypadku jego bliskiego przyjaciela - Tolkiena. Od Narnii (cykl Opowieści z Narnii), po trylogię s-f (Trylogia Kosmiczna), podręcznik dla studentów literatury średniowiecznej (Odrzucony obraz), eseje i pisma teologiczne, filozoficzne, etyczne i moralne (Problem cierpienia, Chrześcijaństwo po prostu, Koniec człowieczeństwa, Cuda, Cztery miłości), różne inne powieści (m.in. Listy starego diabła do młodego, Dopóki mamy twarze, O modlitwie. Listy do Malkolma, Podział ostateczny, Mroczna wieża). Zacząłem wcześnie, niewiele czasem rozumiałem, ale apetyt rósł w miarę jedzenia. Wszystko do ponownego przeczytania w przyszłości.

5) L. Kołakowski - Mini wykłady o maxi sprawach. Praktyki informatyczne w starostwie i filozof do pociągu. Lekko napisane rozważania jednego z najwybitniejszych filozofów współczesności. W dodatku pochodzącego z Radomia. Nie potrafię przypomnieć sobie, o czym w książce dokładnie pisał (pamiętam, że jednym z tematów była sława :D), ale było to tak napisane, że chciało się czytać. Obowiązkowo muszę uzupełnić wersją telewizyjną.

6) J. Eldredge - Dzikie serce. Tęsknoty męskiej duszy. - gatunkowa rozbieżność spora, ale chyba trochę duchowości, trochę behawioryzmu, trochę przemyśleń i wspomnień autora, a także gotowe pytania do zadania sobie. Mocny, motywacyjny pocisk do wkroczenia w dorosłość (niekoniecznie tę wpisaną w dowód osobisty).

7) Agata Christie. Królowo złota, za I nie było już nikogo, Zatrute pióro, Słonie mają dobrą pamięć i czekające w kolejce Morderstwo w Orient Expressie. Doskonałe kryminały, ale, jak dziwnie by to nie zabrzmiało, ze sporym podłożem humanistycznym. Erudycyjne, dające do myślenia, trzymające w napięciu i napisane pięknym językiem (choć wiem, że to zasługa tłumacza) powieści.

Fot. Dariusz Okoń

8) C.Randall - Hyperversum. Przesłanie z tej książki mogłoby brzmieć: nie igraj z komputerem. Być może też tak: nie ufaj zbytnio w moc technologii. Poza tym, że książka to świetne, liczące ponad 700 stron czytadło (sam pierwszy tom, a jest jeszcze drugi i jeszcze niewydany trzeci). Idąc w głąb, całość zamieniła się w świetną zabawę. Jak mnie ta książka zmieniła? Jakoś wewnętrznie, może nie dostarczyła konkretnych rad życiowych, ale pozwiliła przełamać lody przed powieścią historyczną, mam też sporo wspomnień, bo to były jedne z fajniejszych wakacji.

9) O. Pötzsch -Córka kata. Druga z książek współczesnych (w myśl: nie fascynuj się tylko klasyką, bo zapomnisz o epoce, w której żyjesz). Początek książki z mocną sceną otwierającą: opisem ścięcia głowy przez bawarskiego kata. Powieść pełna sprzeczności: człowiek wykonujący egzekucje na tle renesansowego miasteczka, który zabija ludzi zawodowo, a prywatnie ich leczy, zbiera zioła, interesuje się medycyną. No i zagadka kryminalna i porywane dzieci, na których zwłokach ktoś rysuje mitologiczny symbol. Dobrze napisana powieść historyczna, momentami kolokwialna. Krwawy kryminał na lato. Mój pierwszy kryminał, a właściwie to przełamanie się i sięganie po kolejne.

10) Szymon Hołownia - boom w klasie maturalnej (chwilowa moda, za którą stoi coś więcej, bo książki wartościowe). Nie wszystko przeczytałem. Monopol na zbawienie, Kościół dla średnio zaawansowanych, Bóg, kasa i rock'n'roll, Ludzie na walizkach. Nowe historie, Bóg. Życie i twórczość, Last minute. Kilka przede mną. Hołownia to w książkach taki trochę C.S. Lewis. Erudycja, trudne czasem tematy podane w sposób przystępny. Trochę taki ,,pop" teologiczny (jak ktoś kiedyś napisał, nie wiem, czy złośliwie, czy z sympatii). Zdecydowanie Hołowni lepiej wychodzą dłuższe formy, felietony we Wprost, gdy jeszcze ukazywały tam się ukazywały, jakoś nieszczególnie mnie  porywały. Ale już artykuły dłuższe w tym samym - i owszem. Bo talent Hołownia ma. Zrobił grę planszową z podbudową książki, napisał biografię Boga i przeprowadził mocne, naszpikowane emocjami wywiady. Te ostatnie bomba!

11) Edda Poetycka. Opasłe tomisko, pisane wierszem jak na epos przystało, a po otwarciu Asgard, czyli królestwo skandynawskich bogów. Po tej książce oglądanie w TVN-ie Thora ma swój klimat (choć inni denerwują się, gdy oto staram się przybliżyć stopnie pokrewieństwa bohaterów i spoileruję ,,dzień ostateczny" krainy skandynawskich bogów). Nieodkryta kopalnia złota, barwne postaci, mnóstwo motywów. Garściami czerpali różni pisarze a z nimi popkultura. A Edda to tekst źródłowy, taki ,,bryk", średniowieczny autentyk. Ciężko się w tym wszystkim odnaleźć, mnogość nazw, powiązań, historii i forma wiersza wymaga skupienia (i dobrej pamięci). Niewiele już pamiętam, detale do rzadkich też nie należą. Ale samo obcowanie z eposem jest magiczne i klimatyczne. Polubiłem mitologię skandynawską po Eddzie, a po tę kazały mi sięgnąć inspiracje powieściowe Tolkiena.

Fot. Dariusz Okoń

12) Dostojewski: Zbrodnia i kara, Łagodna, Biesy, Biedni ludzie, Białe noce. Inne spojrzenie na życie i na człowieka. Smutek, ból, ale przy okazji nadzieja - to, co towarzyszy każdemu. U Dostojewskiego zazwyczaj góruje pesymizm i szarość. Ale Białe noce to wyjątek. To pierwszy tekst pisarza, który jest pogodny, radosny. To dopiero zaskoczenie, gdy jest się przygotowanym na nagły odpływ endorfin i stany podobne do depresyjnych, a tu Fiodor zaskakuje. I to jak! Pięknie napisane kilkadziesiąt stron o miłości.

13) Postscriptum - E.Stachura. Cienka książka, która zawiera opowiadania i scenariusze poety. Druga część jednak jest mocna. Dziennik, który nagle się urywa. Dlaczego? Bo Stachura nagle w połowie popełnia samobójstwo. Zapiski nagle kończą się. Najbardziej znany tekst Stachury? Wędrówką jedną życie jest człowieka (...) Dopóki sił, Będę szedł! Będę biegł! Nie dam się! w wykonaniu ,,Starego Dobrego Małżeństwa". A Stachura najbardziej znany z czego? Z tego, że wszedł do historii literatury jako ,,poeta przeklęty". Niejednoznaczna postać, trochę tajemnicza, powiązana i związania z..., czerpiąca z..., uwikłana w.... Ale dziennik mocny, choć do czytania z otwartymi oczami, by nie dać się za bardzo Stachurze wciągnąć w jego prywatną (trochę kontrowersyjną) wizję pomysłu na życie. Co mi ta książka dała? Najpierw żałowałem autora, a z perspektywy czasu utwierdziłem się w przekonaniu, jaką zagadką jest człowiek.

14) W.Golding - Władca much. Tu krótko. Ta powieść siedzi mi głęboko w głowie, dała mi mocny obraz, którego nie mogę i nie chcę pozbyć się. Towarzyszy mi już kilka lat. Niewinne przygody chłopców na bezludnej wyspie, antyutopia, tragiczny finał. I wzruszający finał. I przesłanie jak z Małego Księcia, że jesteśmy odpowiedzialni za to, co oswoiliśmy. Z tym, że tutaj ta odpowiedzialność dotyka dzieci. To dorośli są odpowiedzialni za to, co z nich wyrośnie. Nie wprost powiedziane, nie bezpośrednio odautorskie. Władca much raz przeczytany siedzi w głowie i co jakiś czas wywołuje inne skojarzenia z codziennym życiem. I ciągle coś podpowiada (oczywiście nie durna kreskówka i nie diabeł noszący to imię, a książka). Krótko przed Władcą lub zaraz po przeczytałem Folwark zwierzęcy. Świetnie się lektury uzupełniły.

15) J.K. Stefánsson - Niebo i piekło. Moje pierwsze spotkanie ze współczesną, skandynawską powieścią. Surowy, czasem wulgarny, świat rybaków (akcja rozgrywa się w pozytywizmie, a styl powieści przypomina właśnie ten realizm opisów). I miłość do książki, którą bohater przepłaca życiem. Rad na życie nie dostałem od pisarza. Dostałem za to głębsze spojrzenie na świat, bardziej skupione na detalach. No i to jednak z tych książek, po której przeczytaniu zostaje w głowie pewien obraz, odczucia, klimat i fabuła, która, mimo czasu, nie potrafi wypaść.

Fot. Dariusz Okoń

16) M.Grzebałkowska - Ksiądz Paradoks. Biografia Jana Twardowskiego, mojego ukochanego poety, który zawsze kojarzył mi się z uśmiechem, radością, pochwałą piękna świata. Bardzo franciszkańska to twórczość, gdzie świat rzeczy materialnych miesza się z wiarą i miłością do Boga i drugiego człowieka. Bardzo dużo wierszy Twardowskiego z różnych etapów jego twórczości mam za sobą, do niektórych mam często ochotę powrócić. Ale po przeczytaniu książki Grzebałkowskiej o 180 stopni zmieniłem postrzeganie wybitnego poety. Nauczyłem się (nie wiem, czy to nie był pierwszy raz, gdy na to natrafiłem, a późniejsze życie jeszcze to zweryfikowało i dodało kilka przykładów), że często ludzie, którzy innych rozśmieszają, pocieszają, bawią, dodają radości, tak naprawdę cierpią, są samotni i smutni. Twardowski, na zewnątrz gejzer energii i radości, czuł czasem mocniejsze przygnębienie, nawet problemy ściśle twórcze, dylematy przed którymi staje artysta, smutek. To takie chwile, gdy sobie uświadamiasz, że ktoś bliski cierpi. Twardowski jest mi duchowo bliski.

17) PS. Książki, które również w jakiś sposób na mnie wpłynęły.  

 J.Fesch - Za pięć godzin zobaczę Jezusa. Przejmująca książka oparta na faktach. Dziennik (wydarzeń, odsiadki, duszy?) mężczyzny, który po dokonaniu zabójstwa trafia do więzienia. Kara śmierci i zapisywanie swoich myśli na papierze. List do innych, słowa skierowane do córki, nawrócenie. Mocne, przejmujące, do dawkowania sobie. Jedna z tych książek, której nie da się i nie można wymazać z głowy. I szczera. Co mi dała? Niejedną refleksję o życiu, o wyznawanych wartościach. I jedno: każe sobie zadać pytanie o wiarę, tylko o czy naprawdę wierzę, czy tylko nie mam nic przeciwko temu, aby sobie trochę powierzyć na pół gwizdka.

R.Kapuściński - Heban, Cesarz, Podróże z Herodotem, Wojna futbolowa, Imperium, Ten Inny, Rwący nurt historii. Za niejedną podróż, za wrażliwość świata, za pokazanie piękna reportażu literackiego. Kapuściński rozbudził we mnie ciekawość świata, kazał dostrzegać szczegóły i przetwarzać je przez siebie, przez własne doświadczenia, poznane książki, opanowane zasoby języka. I dał też ciekawy tomik wierszy, ale o poezji miałem tu nie pisać. Nie wyobrażam sobie tego, że mógłbym na Kapuścińskiego nie trafić. Jak na mnie wpłynął? Czegoś nauczył i część siebie dał.



Zamiast dziesięciu, o kilka pozycji więcej. I w większości zamiast pojedynczych książek, całe zestawy wybranych autorów. Chyba nie umiem się bawić, niestety.

A jaki jest ciąg dalszy tego zestawienia?

Fot. Dariusz Okoń

Spoglądam właśnie na półkę nad biurkiem. Są tu książki, dla których nie znalazło się miejsce w innych zakątkach w domu.

Pierwsza półka w moim domu to klasyka literatury, tam właśnie mam Bułhakowa, Gogola, część Dostojewskiego, kilka lektur szkolnych (tych ze szkoły średniej, bo te z niższych klas są spoza światowego kanonu, tego poważniejszego, a więc są u mnie półkę niżej z powieściami historycznymi, albumami malarskimi, leksykonami i pomocami naukowymi), trochę poezji, polska klasyka od romantyzmu wzwyż, ofiarowany dwutomowy i kompletny Dekameron, PRL-owskie wydania książek. Inna półka, taka exclusive (za szybą), skrywa moje zbiory Tolkiena i C.S. Lewisa. Pod nią poezja, duchowość, trochę beletrystyki i książki poświęcone samorozwojowi. Głównie to pozycje recenzyjne, czyli pozostałość z trzyletniego prowadzenia poprzedniego bloga. Jeszcze niżej trochę beletrystyki niekoniecznie zobowiązującej, np. kryminały (tu także Christie, zaplątały się też Biesy, które są tu nie ze względu na powiązanie tematyczne, ale gabaryty. I to dosyć okazałe). Są jeszcze książki schowane przed światem, jeszcze nieprzeczytane, niektóre odbiegające od tematyki, nie dające się sklasyfikować do pozostałych półek. Jest też osobna szafka na pozycje świeżo zakupione (np. w poprzednim roku podczas pobytu w Lublinie). One znajdą swoje miejsce dopiero po lekturze, wkroczą na widok publiczny, ale zastąpią w regale inne książki.

Spoglądam jeszcze raz na półkę nad biurkiem, to kategoria: nietematyczna, głównym kryterium doboru literatury był format wydania. Ogniem i mieczem w wersji przenośnej, Popioły, Trans-Atlantyk, Broniewski, Odyseja, Noc Listopadowa i Wyzwolenie, Dlaczego psy piją wodę z toalety? 101 odpowiedzi na najbardziej kłopotliwe pytania dotyczące zagadkowych, tajemniczych, a czasem nawet odrażających zachowań naszych ulubieńców, Rumaki Lizypa, Gdy słońce było bogiem. Niektóre książki przeczytałem, inne jeszcze nie doczekały się na swą kolej. Są i takie, które przerwałem, inne czytam na wyrywki.

Fot. Dariusz Okoń

I znowu alternatywne spojrzenie: co by było, gdybym przeczytał właśnie te pozycje, a pominął inne? Czy jak Zenon Kosidowski (autor m.in. wspomnianych  Rumaków Lizypa) fascynowałbym się bardziej dawnymi kulturami, ale kosztem estetycznej przyjemności podczas czytania Biesów Dostojewskiego?

Gdy nominował mnie kolega, wiedziałem, że muszę skupić się chwilę i pomyśleć nad tymi książkami, które w jakiś sposób mnie ukształtowały, dały do myślenia, są we mnie i są mną. Prowadząc przez trzy lata blog z recenzjami książek a także skrupulatnie odnotowując każdą przeczytaną pozycję w sieci, zadanie miałbym ułatwione. Kilka kliknięć, przerzucenie kilkunastu podstron i kilkaset książek (oraz ok. 200 własnych recenzji). Tylko czy to byłoby idealne rozwiązanie? Popatrzyłem na półki, zacząłem myśleć, wracać wspomnieniami do przeszłości. Nad Niemnem przeczytane w wakacje przed maturą? Niekoniecznie, choć niektóre wątki pamiętam. A może Tolkien? Bez wątpienia, tylko która książka? Hmm... chyba wszystko, co mam w domu, bo z każdą pozycją mam inne wspomnienia. A więc cała twórczość? A pierwsza powieść, która towarzyszyła mi w Lublinie, gdy wyprowadziłem się na studia? Tak, to Hesse i jego Wilk stepowy. Mam ciarki, bo to jedna z książek życia. A najbardziej przeszywająca wnętrze? To chyba G.Greene i Sedno sprawy (pożyczone od kolegi ze szkoły średniej i silnie ,,miażdżące" psychikę) a potem Dziesiąty człowiek tegoż samego. No a przy czym świetnie się bawiłem? Hyperversum i Córka kata - dwie wakacyjne ,,cegiełki", które chyba przede wszystkim miały mnie odprężyć. Pamiętam, że wtedy byłem dwa tygodnie sam w domu, wakacje, późne wieczory z książką i średniowieczno-renesansowe klimaty.

Tak powstało moje zestawienie, niekoniecznie zawierające dziesięć książek. Jest ich tyle, ile sobie przypomniałem, odkopałem w pamięci i byłem w stanie powiedzieć dlaczego akurat ten tytuł. Nie jest to lista skończona, mam nadzieję, że jeszcze trochę pożyję i niejedno mnie odmieni.


PRZECZYTAJ TAKŻE: 




Może zainteresuje Cię jeszcze...

0 komentarze