Posłuchaj i zacznij wreszcie żyć prawdziwym życiem! Część pierwsza: jak ruszyć z miejsca?

września 16, 2014



Kilka osób, przykładów, historii - ostatnio zainspirowało mnie kilka rzeczy. Zadałem sobie pytanie o to, czy ludzie tak naprawdę żyją. Nie biologicznie, bo to na pierwszy rzut oka widać, ale wewnętrznie. Czasem mijamy silnych, dumnie kroczących ludzi, którzy wewnętrznie trzymają się już tylko na cienkiej żyłce, która i tak w kilku miejscach jest przetarta i może niedługo pęknąć.




Zastanowiłem się nad tym, co nas często blokuje, ogranicza, nie pozwala ruszyć do przodu. Ten wpis składa się z sześciu punktów, które podzieliłem na dwa osobne wpisy (właściwie każdemu z nich można poświęcić osobny artykuł, trochę bardziej uzupełniając każdy z fragmentów i rozwijając niektóre kwestie. Tak jak jest obecnie, będzie chyba łatwiej i przejrzyściej). Nie jestem coachem, ale nie udzielam też profesjonalnych porad. Są one uniwersalne, motywujące, wierzę, że je docenisz. Jeśli uznasz, że mogą pomóc Twoim znajomym i bliskim, możesz szepnąć słówko o moim wpisie :)

Pierwsza część (ta dzisiejsza) dotyka głównie stylu życia, ruszenia z miejsca, gdy czujemy, że codzienność nas przygniata. Druga część jest znacznie bardziej emocjonalna, dotyka bowiem naszego wnętrza oraz uczy życia w harmonii ze światem.



Przeszłość. Jak z nią żyć?

Każdy, absolutnie każdy z nas skrywa jakąś tajemnicę. Powiedzieliśmy, zrobiliśmy, zobaczyliśmy coś, co chętnie byśmy chcieli wyrzuć z głowy. Uważasz, że jesteś wyjątkiem? Tak, są na świecie wyjątki. Prawdopodobnie jesteś jednym z nich. Ale większość z nas żyjąc, tu i teraz a nie w szklanej bańce,  ma jakiś powód do wstydu. Może na coś nie zareagowałeś? Może uważasz, że czegoś ważnego nie zrobiłeś albo coś było zależne tylko od Ciebie? A może żyjesz z piętnem, skazą niechlubnej historii, która przecież nie zależy od Ciebie, Ty jesteś tylko odbiorcą tej rzeczy, która Ci się niezasłużenie przytrafiła. Może wciąż kogoś obwiniasz o tę plamę na Twoim życiu i nie potrafisz zapomnieć (...bo matka, bo ojciec...,bo sąsiad..., bo rodzeństwo...). Nie zrzucaj winy na innych, nie udręczaj siebie. Zacznij żyć. Tu i teraz zacznij żyć!

Błędem jest ciągłe zamartwianie się, życie przeszłością. Błędem jest ciągłe brnięcie w już popełniony czyn. Często działa tu  mechanizm wyparcia: przecież nie zrobiłem niczego złego. Żeby sobie to udowodnić, zrobię to jeszcze raz, i drugi, i trzeci. Po kilku wejściach to tej samej, mętnej, wolnostojącej wody naszego błędu (długo stojącej, a więc już zainfekowanej bakteriami) nie robimy niczego więcej, jak stępiamy naszą wrażliwość/moralność/sumienie/zasady postępowania. Przyznaj się do błędu, powiedz: tak, to było złe. I napraw.

Nie zapomnisz o przeszłości, ona będzie Ci towarzyszyła przez całe życie. Naprawdę. Każdy kraj ma swoje białe, ale i czarne momenty historii. Tu też sytuacja nie jest jednoznaczna, bo dla nas ktoś może być bohaterem narodowym, dla innych ta sama postać zostaje odarta z chwały i uznana za wroga publicznego numer jeden.


Historii - tej indywidualnej, własnej, może niekoniecznie chlubnej - nie zapomnisz. Nie możesz, bo czegoś Cię ona uczy, konkretne wydarzenie jakoś ukształtowało, może wzmocniło, może dało poważnego kopa na przyszłość. Wybacz. Wybacz zarówno sobie, jak i innym. Gdy już przyznasz się do winy, wybacz sobie ten grzech, wadę, błąd. Jeśli kogoś skrzywdziłeś, przeproś, postaram się naprawić, jakoś wynagrodzić. I sobie wybacz. Pamiętasz Sonię ze Zbrodni i kary? Nie musisz, jak zalecała, wychodzić na rozstajne drogi i przepraszać natury za swoje zło wymierzone wobec świata. To metafora, przepiękna metafora. Zawsze ranisz najpierw siebie, potem drugiego człowieka. Wybacz sobie, wybacz jemu. Napraw krzywdę sobie, potem też i jemu.

Żyj nowym życiem, ale ze świadomością, że upadasz, powstajesz, masz swoją historię. Ale, jak to historia, to już było. Było, a teraz - to różnica, spora różnica!

A bo inni są tacy fajni. A ja?

Oglądając telewizję, każdego dnia przetrawiasz miliony obrazów. Chcesz wyglądać jak któryś z bohaterów ulubionego serialu, mieć przenikliwość serialowego Sherlocka, wzrost siatkarza. Denerwujesz się na siebie, że masz tę samą sukienkę co Jennifer Lopez, ale to jej prezentuje się lepiej? A co jeśli ta lniana, szara koszula leży lepiej na znanym aktorze niż na Tobie? Oni mają swoich stylistów, są produktem telewizji. Każda ich wpadka jest szeroko komentowana w portalach plotkarskich (taka jest cena sławy) Ty jesteś sobą, na co dzień nie występujesz w telewizji.

Boimy się tego, jak postrzegają nas inni, jak zareagują na naszą indywidualność, czy za bardzo nie pokazaliśmy po sobie zawstydzenia, gdy zaliczyliśmy publiczną wpadkę? Nie ma niczego złego w perfekcjonizmie, chęci jak najlepszej prezentacji. Tylko że często martwimy się na zapas. Niestety, ale nasz świat nie jest w stu procentach idealny. Możesz przez sześć dni budować swoją idealną markę, swą nieskazitelną osobowość, a siódmego dnia tygodnia coś nagle Ci się nie uda, natrafisz na problem, a wszyscy nagle zapomną o dobru i skupią się na wadach. Tak, to co złe, wywołuje większe emocje, mocniej akcentuje swą obecność, może będzie lepiej zapamiętane. Są na tym świecie ludzie mądrzy, którzy nie dadzą się oszukać i po pierwszej wpadce nie przekreślą całego Twojego wizerunku. Ale są i ich przeciwnicy. Grunt to nie zamęczać się. Łatwo mówić, trudniej wykonywać. Znam to z autopsji. Ile rzeczy nosiłem za sobą przez cały dzień, ciągle je rozpamiętując i rozdrabniając, skupiając się na detalach, podczas gdy inni już dawno zapomnieli, że coś powiedziałem nie tak. Kto nie próbuje, ten nie wie. Gdybym czegoś nie powiedział, nie skonfrontowałbym swojego myślenia, nie nauczył się czegoś na przyszłość. Błądzić jest rzeczą ludzką, całe nasze życie to popełnianie nowych błędów lub powielanie dawnych. Życie nie jest błędem, ale zawiera wiele niepowodzeń. Trzeba z tym żyć. Naszą zmorą jest chęć wypadnięcia jak najlepiej, zawsze i w każdej sytuacji. Boimy się zabrać głos publicznie, bo co powiedzą inni? Grunt to uświadomić sobie jedną myśl: nie jesteśmy takimi celebrytami, aby ktoś przez cały dzień obsesyjnie rozpamiętywał naszą wpadkę.  To, co powiem teraz, zostaje w tej chwili, jest owocem na kilkadziesiąt kolejnych minut i po rozstaniu pewnie zostanie zapamiętane. Chyba, że komuś zrobiłeś krzywdę, wtedy będzie Ci ona zapamiętana. Gdy jednak wykazałeś się niewiedzą, boisz się, że źle wypadłeś albo zwyczajnie się pomyliłeś, nie warto się zadręczać. To okazja czasem okazja do zażartowania z siebie, obrócenia błędu w wypowiedź pełną dystansu do swojej osoby.


Ważne jest, aby dobrze czuć się ze sobą, znać siebie, znać swoje wady i zalety. Ludzi zbliżamy do siebie pod wpływem tego, jacy jesteśmy. Jeśli jest inaczej, to jest to podejrzliwe. Znając siebie, nie wymagając od siebie bycia 24-godzinnym perfekcjonistą, w pełni zaakceptujesz to, kim jesteś, przestaniesz rozpamiętywać każde niepowodzenie. Każdy z nas ma tyle spraw, że nie skupia się w wolnym czasie na analizie każdej ze spotkanych osób. Nawet jeśli kogoś powierzchownie ocenisz, mijając na ulicy, szybko tę osobę zapomnisz, pewnie już nigdy nie spotkasz. Przestań się zamartwiać, zacznij żyć.

Nie na potem.

Wielu moich znajomych jest prawdziwymi ludźmi renesansu. Mają mnóstwo pasji, znajdują czas na wszystko, wiele działają. Wstają wcześnie,  mają czas na pasje, życie rodzinne, pracę związaną z ich studiami. Powiem tak: robią wszystko, co tylko w ich mocy, aby każdy dzień zakończyć lapidarnym (ale ważnym): tak, udało się! 

Im się udaje, bo mają w pełni ułożony plan działania. Znajdują na wszystko czas i to jest ich chlubą. A ja? A ja jestem spontaniczny, działam pod wpływem chwili. Pomysły często przychodzą mi w dziwnych miejscach: w autobusie, podczas wykładu, po drodze. Niejeden wiersz, który wydawał mi się świetny i warty spisania, powstał w mojej głowie, gdy w szkole średniej miałem 10 minut do dzwonka na lekcję, 500 metrów do celu i niczego pod ręką, aby myśl spisać. Zapisałem kilka hasłowych słów, by potem z nich zrobić wiersz. Niestety czułem, że finalny produkt strasznie różnił się od pierwowzoru.

Jedni narzekają na rutynę, ja bym jej pragnął. Do idealnego dnia wiele mi brakuje. Bo i chciałbym wiele, coś napisać na blogu, stworzyć kolejny rozdział powieści, coś poczytać. Najczęściej kończy się to włączeniem komputera, gdy już czuję wenę, a kończy się brakiem chęci i motywacji, gdy system operacyjny już się załączy. Gdy zaczynam dzień od czytania z zamiarem napisania czegoś za około dwie godziny, okazuje się, że na lekturze schodzi mi cały dzień. Gdy planuję coś napisać w godzinę, robię to w cztery. Pisząc powieść, przez 6 godzin zbieram się przed komputerem do postawienia pierwszego znaku, po czym widząc na zegarku późną godzinę, w 120 minut wyrabiam dzienną normę. Gdy planuję napisać rozdział powieści, robię to prawie cały dzień, gdy piszę dłuższy tekst, też trwa to kilka godzin. Gdy czytam, staram się jak najwięcej. Każda czynność ma określoną ilość wymaganego czasu, każda też wymaga odpowiedniego przygotowania. Tylko perfekcjoniści elastycznie wszystko załatwiają, oni jednak też kiedyś byli początkujący. A i nie można mieć za jednym razem wszystkiego.

Ale jest też jeden powód niepowodzeń. Jaki? Wiele rzeczy odkładamy na potem i nie znamy siebie. To pierwsze, bo wmawiamy sobie, że jutro zrobię to lepiej, dziś już nie mam siły. Potem przychodzi: bo już mi się nie chce, to już stare, miałem to zrobić dawno. Ostatnia faza, już za jakiś czas: to już nieaktualne, można zapomnieć. 

To drugie, bo często wymagamy od siebie niemożliwego. Wiem, że najlepsze okresy na naukę, tworzenie czegokolwiek, pisanie i czytanie, mam w nocy. Nie warto więc zabijać właśnie nadeszłej weny obiecaniem sobie, że rano wstanę i to zrobię. Z doświadczenia wiem, że rano tego nie zrobię (o ile nie zaśpię), a straciłem coś cennego, idąc wcześnie spać.



Wiele fajnych pomysłów puściłem z dymem, bo odłożyłem je na później. Owszem, fajnie czasem coś przemyśleć, przespać się z tym. Niejedna rzecz wydawała mi się super, a po upływie kilku dni byłem Bogu wdzięczny, że tego nie zrobiłem, bo tylko na próżno bym się napracował, gdyż praca nie była warta zachodu.

Obie rzeczy to takie niepozorne trucizny. Działają destrukcyjnie i na dodatek demotywują. Wmawiają Ci, że znowu się nie udało, że inni mogą a Ty nie potrafisz. Skrajnie mogą wywołać niechęć do działania. Co tu dużo mówić, po prostu są frustrujące. Co więc zrobić? Najlepiej sobie sporządzić listę z zaplanowanymi zadaniami, czasem wykonania ich, i zaczynając dzień, postępować z zapisami. Znowu łatwo mówić, a trudniej wykonać. Gdy wykonuję taką listę, zapisuję sobie taką ilość zadań, że musiałbym być herosem, aby to wszystko zrobić. Co więc? Po zrobieniu listy, ułożyć kolejność zadań hierarchicznie: od najważniejszych, po najmniej istotne sprawy (lub mogące poczekać). Czasem przy pierwszej czynności może nam zejść dłużej, niż zaplanowaliśmy. Wyobraź sobie taką sytuację: masz napisać rozdział powieści. Przez godzinę zabierasz się za to, kreślisz, coś nagle sprawdzasz i uwaga odchodzi. Zostało Ci jeszcze 60 minut, a praca idzie tak sprawnie i wena dopisuje, ale nic nie wskazuje, byś skończył w godzinę. Co robić? Kontynuować, nie przerywać. Z blogowaniem, czytaniem, malowaniem, czymkolwiek innym jest tak samo: jeśli idzie Ci dobrze, nie przerywaj sobie. Nauczyłem się już, że nie muszę 1440 minut każdej doby wykorzystywać w pełni, bo jest to niewykonalne (a przynajmniej na początku pracy). Nie każdy wpis blogowy powstaje w ciągu godziny, czasem potrzeba więcej czasu (nawet całego dnia, by wyszło dobrze). Zacznij w końcu żyć, nie jesteś robotem lub mitologicznym herosem, który na swoje barki może brać wiele. Poznajmy siebie, swoje warunki pracy, swoje umiejętności. I, jeśli to możliwe, nie odkładajmy zbyt wiele na potem. Żyjąc, musimy dokonywać wielu wyborów. Godzin mamy tylko 24, na sen musimy poświęcić minimum cztery i pół, pozostały czas nie starczy nam na zrobienie wszystkiego. Musimy coś odrzucić, do opuszczenia wybierzmy te rzeczy mniej istotne. Trzeba od siebie wymagać wiele, ale trzeba też być realistą. Znajomych mogę podziwiać za ich elastyczność, ale nie mogę kopiować ich zachować, porównywać ich do siebie. Każdy z nas jest inny, każdy też poświęca inne rzeczy, aby wykonać. Z pewnych nie chcę zrezygnować, bo uznaję je za ważniejsze, niż te oczekiwane.


Kolejna część poradnika będzie zawierała kilka zaraz, które zatruwają nasze umysły, a także wśród tego pojawi się krótki poradnik postępowania z ludźmi. Trochę też będziemy grać na swoich uczuciach, ale nie będziemy sobą manipulować i bawić się emocjami, a postaramy się o oczyszczenie.




Wszystkie wykorzystane w artykule zdjęcia podlegają darmowej i legalnej licencji CC (Creative Commons) pozwalającej na dowolny użytek i rozpowszechnianie w sieci oddanych do tego użytku materiałów; Zdjęcia na licencji CC pobrano z:   http://www.publicdomainpictures.net - See more at: http://siemowi.blogspot.com/2014/07/co-o-by-sie-stao-gdyby-zamiast-pikarzy.html#sthash.2VOocyaJ.dpu
-----------




Wszystkie wykorzystane w artykule zdjęcia podlegają darmowej i legalnej licencji CC (Creative Commons) pozwalającej na dowolny użytek i rozpowszechnianie w sieci oddanych do tego użytku materiałów; Zdjęcia na licencji CC pobrano z:   http://www.publicdomainpictures.net


Może zainteresuje Cię jeszcze...

0 komentarze