Zacznij wreszcie żyć prawdziwym życiem! Część druga motywacyjnego poradnika: jak żyć z innymi ludźmi i...przeżyć?

września 19, 2014





W poprzednim wpisie (o w tym) pisałem Ci, że zadałem sobie pytanie o to, czy ludzie tak naprawdę żyją. Nie biologicznie, bo to na pierwszy rzut oka widać, ale wewnętrznie. Pisałem wówczas, że czasem mijamy silnych, dumnie kroczących ludzi, którzy wewnętrznie trzymają się już tylko na cienkiej żyłce, która i tak w kilku miejscach jest przetarta i może niedługo pęknąć. Poprzednia część dotyczyła głównie ruszenia z miejsca, gdy czujemy, że przygniata nas otaczająca rzeczywistość. Kolejne fragmenty dotyczą sfery emocjonalnej, postępowania gdy już podnieśliśmy się i zmotywowaliśmy do działania. Będzie też nauka życia w harmonii z sobą, z innymi ludźmi oraz ze światem.



W ramach przypomnienia. w tym wpisie: Zacznij wreszcie żyć prawdziwym życiem! Część pierwsza: jak ruszyć z miejsca? zastanowiłem się nad tym, co nas często blokuje, ogranicza, nie pozwala ruszyć do przodu. Dziś pozostałe trzy wskazówki uzupełniłem o drugie tyle. Oba teksty składają się z sześciu punktów, które podzieliłem na dwa osobne wpisy. W pierwszym poznałeś kilka porad, jak powstać, nabrać pewności siebie i zacząć działać. Teraz poznasz kilka porad, jak harmonijnie i bezkonfliktowo tymi swoimi działaniami pokierować. Nie jestem coachem, ale nie udzielam też tu profesjonalnych porad. Są one uniwersalne, motywujące, wierzę, że je docenisz.  Jeśli uznasz, że mogą pomóc Twoim znajomym i bliskim, możesz szepnąć słówko o moim wpisie :)

Na końcu dodałem wspólne podsumowanie obu wpisów.



█ Zacznij żyć prawdziwymi emocjami!

Najbardziej nas niszczy bałagan w sferze uczuć, emocji. Żadne emocje nie są złe, to czyny podjęte pod ich wpływem są groźne. Czasem niepokojące odczucia, zbyt wiele nagromadzonych wokół siebie tych negatywnych, może być niepokojących i świadczyć, że dzieje się z nami coś złego. Bo jeśli sporadycznie się zdenerwuję, to wypadek przy pracy. Jeśli jednak każdy mój dzień wypełnia ciągła frustracja, nerwy, ochota na wybuchnięcie, to znaczy, że nasz organizm chce nam coś powiedzieć. Mogę się na kogoś zdenerwować, ale gdy już mi przejdzie, gdy jakoś niegroźnie to rozładuję, sytuacja wraca do normy. Niebezpiecznie jest, gdy pod wpływem emocji zrobię komuś coś złego. Dlatego kolejny punkt wpisu traktuje o tym. Może trochę ogólnikowy, niekoniecznie już tak osobisty jak poprzednie treści, ale wydaje mi się, że równie ważny. Nie wiem nawet, czy nie najważniejszy punkt. Dlaczego? Bo często brak akceptacji siebie odreagowujemy na innych (albo zachowania ludzi powodują zachwianie naszej równowagi tolerującej siebie). Prawda jest taka, że musimy nauczyć się żyć z innymi. Tylko jak?

Przede wszystkim ofiarowując im więcej wyrozumiałości. Już wcześniej pisałem, że każdy z nas błądzi, coś mu się nie udaje, czasem nas porządnie może zdenerwować. Tylko że działa to w obie strony. Jeśli mnie ktoś zrani, to powinienem też pomyśleć o tym, czy i ja nie ranię innych, jak postępują wobec mnie inni, czy również dla mnie są wyrozumiali. Skoro nie spieszy nam się na tamten świat i mamy tu jeszcze trochę pożyć, to chociaż nie utrudniajmy sobie tego zbytnim droczeniem się i księgowaniem w pamięci win i przewinień innych ludzi. Takie bezkonfliktowe, wyrozumiałe podejście do życia jest zdrowe dla organizmu i bardzo uspokaja. Jeśli dodamy do tego brak podejrzliwości (oczywiście oczy trzeba mieć szeroko otwarte, bo różne typy spod ciemnej gwiazdy wykorzystują tak zwanych naiwniaków) i nieocenianie, to mamy wewnętrzny spokój na długi czas, takie życiowe reggae na każdy dzień. Ocenianie od razu zamyka nam drogę do kontaktu z drugim człowiekiem. Ile to razy ktoś zaszufladkowany na pierwszy rzut oka okazał się kimś całkiem innym. Oceniania nie wyeliminujemy całkowicie, natura nas nim obdarzyła. Każdy żywy organizm rozpoznaje wroga, osobnika wyróżniającego się pozytywnymi cechami, a także istotę, na przy kontakcie z którą należy zachować ostrożność. Nasze życiowe doświadczenia także nam na przyszłość mówią, na kogo najlepiej uważać. To potrzebna cecha. Tylko że wyszła od zwierząt, a człowiek to bez wątpienia więcej, niż jakieś żyjątko leśne, które ucieka od wszystkiego, co ma barwę czerwoną, bo w naturze to, co w tym kolorze, to zazwyczaj albo niebezpieczne, albo trujące.



Podejrzliwość też może być niebezpieczna. Jeśli będziemy stale uważać, że każdy spotkany człowiek jest nam nieprzychylny, daleko nie zajdziemy. Jeśli wchodząc do nowej grupy uznamy, że nie zostaniemy zaakceptowani, możemy zostać wyśmiani i nas tam nie chcą, zamiast powiedzieć: cześć!, pozostaniemy na uboczu. Podstawą jest pozytywne myślenie, wiara w to, że ludzie, których spotykamy na drodze, są dla nas przychylni. Pierwsze wrażenie od razu dyktuje nam kolejne spotkania. I atmosferę.

█ Podaruj nam trochę radości i daj wolność

Mijając ludzi na ulicy, często w większych miastach, można odnieść wrażenie, że wszyscy są jacyś smutni, nieobecni, zmęczeni. Gdy się do kogoś uśmiechniesz, możesz być odebrany jak wariat, albo zostaniesz podejrzewany o to, że coś knujesz, chcesz kogoś obrabować lub trzymasz pod kurtką bombę, która ma za chwilę wybuchnąć. Nie chcę psuć Ci obrazu świata, nie będę wmawiał, że ludzie w ogóle się nie uśmiechają, a świat jest zły. Sam spotkałem życzliwych, uprzejmych, uśmiechniętych, pomocnych ludzi, którzy dodali mi wiary w to, że jeszcze nie jest tak źle (największy szok przeżywam, gdy w którymś z urzędów jestem obsłużony życzliwie. Nie potrafię się później z tego zdumienia otrząsnąć, a odbywając niedawno praktyki studenckie tylko ta kumulacja niespodziewanego w kontakcie z urzędnikami mogła się nasilić, więc chyba warto się ubezpieczać, bo i nagły szok może być szkodliwy). Uśmiech może rozładować napięcie, jakoś nas podbudować w kontakcie z innymi ludźmi, trochę złagodzić nasze odebranie (od pierwszego wrażenia nastawione na zachowanie, zgodnie z kulturą osobistą adresata, nastawione na sztywność i mocny szacunek od pierwszej sekundy). Łatwiej też przeprosić za pomyłkę lub poprosić o pomoc, uśmiechając się. I zwracamy też uwagę na siebie tym gestem (szczególnie, gdy nie mamy odwagi poprosić o interwencję innych ludzi; widząc nasz uśmiech, sami zwrócą uwagę na nas). Owszem, chodzą po tym świecie i tacy, którzy nie tolerują uśmiechu tak, jak uczuleni na mleko laktozę. Widząc nasz uśmiech reagują wybuchowo. Nie warto jednak reagować na ten marginalizm, gdy to stanowi tylko niechlubny wyjątek.

Za uśmiechem idzie też zażegnanie pesymizmu. Ludziom myślącym pozytywnie żyje się po prostu łatwiej. Nie są z góry nastawieni od razu na złe emocje, ale szybciej do nich dociera dobro. Wierzą w swoje siły, stawiają pewnie swoje kroki, mają zaufanie do samych siebie. A to znaczna część przyszłego sukcesu.


W kontaktach z innymi ludźmi trąca też bezwzględność i nieszanowanie czyjejś wolności. Czasem mają tak ci, którzy mają zapędy władcze, wtedy musi być po ich myśli. Ale nie tylko. Chcą czasem dobrze, troszcząc się o innych, także możemy być zaborczy. Nikt z nas nie jest samotną wyspą, wszyscy stanowimy jeden ląd, choć przez trzęsienia ziemi i różne inne zabiegi rozdzielony na kontynenty rozmieszczone na globie. Jesteśmy odpowiedzialni za drugiego człowieka, mamy obowiązek mu pomóc, tylko że mimo wszystko w tej układance jesteś ważny i Ty. Czasem ubezwładniając kogoś, krzywdzisz go. Mówisz, że czegoś nie wolno, a nie wspominasz dlaczego. Jesteś uzurpatorem, nawet gdy chcesz dobrze. Daj innym wolność, daj samemu decydować, ale pokaż też drogę do siebie, powiedz, że szanujesz czyjąś wolność, ale w chwili potrzeby możesz zaofiarować pomoc. Czasem ograniczając innych, ograniczasz i siebie. Przestajesz żyć swoim życiem, przeżywając je za kogoś innego. Zacznij żyć, zacznij żyć swoim życiem, szanując drugiego człowieka i jego wolność.

█ Rozstania, rozstania, a gdzie te powroty?

Najbardziej bolą nas rozstania. Nie tylko te stałe, na całe życie, już nieodwołalne. Życie jest nieprzewidywalne, nigdy nie wiemy, czy ta krótka nieobecność nie stanie się wieczna. Żegnając się, ściskając, mówiąc miłe słowo, możemy się rozstać na kilka - kilkadziesiąt dni, może też to być nasze ostatnie wspólne zobaczenie się. Owszem, zostają wtedy wspomnienia, ale nie ma już bliskiego kontaktu. Jestem dlatego orędownikiem zbierania wspomnień, jak największej ich liczby. Nie znam się na tych wszystkich procesach zachodzących w mózgu, wiem że następuje tam selekcja, odrzucane są treści mniej ważne. Wiem też jak ważne są regularne powtórki, by przyswajać sobie dowolnej wielkości partie materiału. Ale z własnej obserwacji zauważyłem, że oporne na wszystkie te mechanizmy są nasze silne uczucia, silne obrazy. To jakaś poważna wpadka sprzed lat czegoś nas nauczyła, a silne napięcie i stres utrwaliły ten obraz na lata. Miłe uczucia też są silne, dlatego być może wspomnienia też na tej zasadzie na długo z nami zostają.

Rozstania są bolesne, bo towarzyszy im wspomniana niepewność o przyszłość. Czasem nas blokują, bo nie znając tego, co ma nadejść, rezygnujemy z marzeń, z planów, bojąc się o to, że już kogoś możemy nie zobaczyć. Jest to i dobre i złe. Pozytywne, bo włączamy w głowie pewną kontrolkę. Gdybyśmy wiedzieli, że wyjeżdżając wszystko będzie ok, nie czulibyśmy potrzeby częstszych spotkań, zaniedbalibyśmy kontakty wiedząc, że i tak dobrze to się potoczy. Ale są też ciemne strony: to paraliżujący strach. Co wtedy zrobić? Może po prostu wierzyć, że wszystko będzie dobrze, że czuwa nad nami Bóg, że opiekują się nami anioły, że nasze błagania i modlitwy zostaną wysłuchane? Jest też ścieżka dla racjonalistów, choć i metafizyków  wskazana. Może warto też obserwować swoje otoczenie, pytać bliskich o to, jak się czują, czy wszystko jest w porządku, czy nic im nie zagraża. Posłuchać, wyciągnąć wnioski, udzielić rady. Powiedzieć, że się martwimy, wtedy w sposób wzmożony będą o siebie dbać i uważać. Nawet może zwolnią kilka kilometrów na drodze? Nic tak nie demotywuje nas do ostrożności, jak brak kogoś, kto się o nas będzie martwił. Każdy kontakt, czy bliski, czy też daleki, trzeba pielęgnować. A w XXI wieku, jeśli nawet nie bliski i twarzą w twarz (czyli najcenniejszy) kontakt, to mamy też technologiczne możliwości, z telefonem i Internetem na czele.


A gdy już dojdzie do wizyty? Warto wyciągać więcej radości z każdego spotkania. Pozwoli to pełniej przeżywać bliskość. I podziękowanie Bogu, aniołom, spotkanej osobie, życiu, światu - właśnie za to konkretne spotkanie. Zamiast smucić się z rozstania, które i tak jest nieuniknione, bo jeśli coś się zaczyna to i skończyć się musi, warto cieszyć się właśnie z tego kontaktu i obecności drugiej osoby. Za każdym bowiem rozstaniem jest spotkanie, a za każdym spotkaniem radość (choć w tle mamy i odejście) - celowo w tej definicji nie ma miejsca na smutek.

Małe podsumowanie obu wpisów:


█ Każdy z nas upada, popełnia błędy, ma czarne plamy na swoim życiorysie. Nie zapomnimy o tym, często nie jesteśmy w stanie. Wiele z tych rzeczy czegoś nas nauczyło, są też i takie kwestie, które nas paraliżują. Ważne, aby sobie wybaczyć, przebaczyć też innym. I, choć pamięci nie wymażesz, żyj własnym i nowym życiem - życiem tu i teraz, a nie kiedyś tam, gdzieś tam. Do przeszłości już nie wrócisz, przyszłość zaś jeszcze jesteś w stanie zbudować tak, jak chcesz.

█ Bądź sobą, nie chciej grać i wzorować się na innych. Najważniejszy jest Twój indywidualizm. Nie bierz każdej porażki do siebie, nie rozpamiętuj jej później długimi godzinami. Nikt z nas nie pozostaje w pamięci drugiej osoby jako autor danej wpadki, każdy z nas ma tyle spraw na głowie, że nie będzie pamiętał o niefortunnym słowie i geście przez całą wieczność. Kto nie próbuje, ten nie wie. Tylko fanatycy i ludzie średnio inteligentni o tym zapominają.

Odkładanie na potem i nieznanie siebie to dwie choroby, które niszczą naszą motywację, frustrują i blokują. Nie jesteśmy w stanie zrobić wszystkiego, co sobie tylko wymarzymy. Czasem warto coś wybrać, inne rzeczy odrzucić. Ale i wybrać te najważniejsze priorytety. Warto też poznać siebie. To, że komuś coś świetnie wychodzi, nie znaczy, że Tobie też się uda. A jego chluba może być przepłacona ogromnymi problemami w innej sferze, w której u Ciebie wszystko jest ok.

█ Zacznij żyć prawdziwymi emocjami, obserwuj je. Bądź dla innych bardziej wyrozumiały i mniej podejrzliwy. Ułatwia to życie. A skoro Tobie ludzie wybaczają, to dlaczego i Ty nie masz przebaczyć im?

█ Ofiarowuj innym więcej radości, nadganiaj uśmiechem. Rozładowuje to emocje. I strasznie cieszy! I szanuj wolność drugiego człowieka. Jesteś za niego odpowiedzialny, ale pamiętaj, że w tej grze Ty też się liczysz.

█  Czerp radość z każdego spotkania, pielęgnuj znajomości i kontakty. I pamiętaj: za każdym rozstaniem jest spotkanie, a za każdym spotkaniem radość (choć w tle mamy i odejście) - celowo w tej definicji nie ma miejsca na smutek.

Podsumowując: 
Po prostu żyj - żyj swoim życiem, nowym życiem, każdego dnia ofiarowywanym Ci za darmo, ale nakierowanym na innych ludzi. 








-----------



Wszystkie wykorzystane w artykule zdjęcia podlegają darmowej i legalnej licencji CC (Creative Commons) pozwalającej na dowolny użytek i rozpowszechnianie w sieci oddanych do tego użytku materiałów; Zdjęcia na licencji CC pobrano z:   http://www.publicdomainpictures.net

Może zainteresuje Cię jeszcze...

0 komentarze