Komputer w pracy blogera

grudnia 14, 2014


Tytuł trochę przewrotny, ale i okoliczności są ku temu wyjątkowe. Dlaczego?

Od października miałem utrudniony dostęp do komputera. Popsuty ekran pozwalał mi jedynie na podłączenie laptopa do zewnętrznego monitora (takiego dużego, już rzadko spotykanego, choć jeszcze obecnego w niektórych domach). Byłem odłączony od komputera, a przy prowadzeniu bloga to trochę słaba opcja. Jak inni blogerzy i ludzie zajmujący się pisaniem wiedzą, komputer to ważne narzędzie. 

A tu jeszcze licencjat.

Na skorzystanie z komputera musiałem jechać do domu. Gonił termin podrozdziału licencjatu, goniły inne sprawy, pojawiały się chęci do pisania różnych rzeczy. 

Odkryłem fajną rzecz.

UWAGA, SPOILER: na końcu będzie bardzo ważna rzecz (zaznaczę jej początek na żółto)

Motywacyjne wykluczenie 
Gdy nie miałem komputera w ciągu tygodnia, poczułem większą motywację i presję, by w weekend coś pisać. Naprawdę. Gdy mówię komuś, że prowadzę bloga, zdarza się, że czuję zdziwienie, takie z rzędu: wow, chce ci się. Nie, wcale mi się często nie chce. Przychodzi leń, zmęczenie, albo kilkugodzinne surfowanie w sieci okraszone muzyką (ale i tak będę się upierał, że ten, kto wymyślił Spotify, musi dostać pokojowego Nobla). Przychodzi po prostu wypalenie. 

Przeżyłem to już na kilku blogach, podczas pisania kilku powieści, przy większych pracach. Gdy komputer był w pełni sprawny, przychodziło wypalenie. Gdy już go jednak straciłem, miałem wiele czasu dla siebie. I na przemyślenie pewnych spraw. Pięć dni w Lublinie, które spędzałem na uczelni, a w domu na słuchaniu zgranych do telefonu płyt (oczywiście z moich materialnych nośników, nie żadne piractwa), odkryłem na YouTube nowe zespoły, przeczytałem książki do podrozdziału licencjatu, trochę naszkicowałem pracę, poczytałem trochę prasy, wziąłem się nawet za historię Polski od początku XX wieku. Powstał mój czternasty tomik wierszy, który w połowie przepisałem jednym palcem, ucząc się obsługi mobilnej aplikacji do blogowania. Wyciszyłem się.

Ale najważniejsze:nauczyłem się w dwa dni, po powrocie do domu, wyrabiać tygodniową normę.


Gdy w Lublinie nie miałem komputera, miałem większą motywację, by lepiej spożytkować swój czas pracy, więcej mogłem zaplanować i po dostaniu się do komputera, zdziałać. Taka głodówka elektroniczna może mieć same plusy. Naprawdę. Jeśli chcecie nabrać nowych sił, warto sobie dać spokój na jakiś czas. Oby nie na długo. Wiecie co ja przez te pięć dni czułem? Takie uczucie, jakbym chciał pobiegać, a miał prawą nogę w gipsie. Gdy nie miałem komputera, czułem ogromną potrzebę pisania, pomysły w ciszy same przychodziły. Czasem, gdy już byłem w domu i siedziałem przed laptopem, oczywiście odchodziły. Ale liczy się samo zjawisko chcenia się. 

Finalnie coś pojawiało się na blogu, uporządkowałem zaległe wiersze i pogrupowałem je w tomiki (teraz czekają na chwilę wolnego, by wstawić je jako ebooki do sieci, są już gotowe), powstał podrozdział licencjatu, postanowiłem skończyć książkę, którą zacząłem 2 lata temu (jestem już przy końcu). Pojawiły się też całkiem nowe pomysły, które już myślę, jak wcielić w życie.

Nie chwalę się, pokazuję Ci nowe działalności w opozycji do tego, jak przez ostatnie kilka lat zaniedbałem swoją pracę (dodatkową, prywatną, niezawodową, a więc poza obowiązkami, ale jednak), by wskazać na zdrowotne skutki cybergłodówki.

A wszystko to przez popsuty komputer. Motywacja, dyscyplina i chęci. Gdy wiesz, że masz na zrobienie czegoś 2 dni, robisz to na full. Nie wiem jak Ty, ja tak właśnie mam - działam pod presją i na ostatnią chwilę.

Ładnie to wygląda, ale gdy już komputer mam sprawny, pierwszy weekend z pewnością posiadania w Lublinie narzędzia do pisania, spędziłem leniwie w domu. Też się czasem należy :)

 Może gdybym nie miał laptopa przez cały rok, byłbym lepszym studentem? Ale wtedy nie prowadziłbym bloga :)

Na żółto, jak obiecałem

A teraz finalna część. Ten przedwstęp postanowiłem uczynić, by trochę ,,zacząć od nowa", a trochę powrócić do blogosfery.


Jakiś czas temu postanowiłem odmienić trochę tego bloga. Zrobiłem jakiś czas temu nowe logo, (kilka godzin temu podmieniłem je w nagłówku, pojawiło się też na fanpage'u). Ten zielony ludek - aparat jest spoko! Zakładka O blogu również wreszcie została uporządkowana i zrobiona tak, jak chciałem (a w pośpiechu, zakładając bloga, trochę zostawiłem ją prowizorycznie, a potem skupiłem się na pisaniu postów, zamiast coś w niej zmienić).  

Ale to kosmetyczne zmiany (choć to logo strasznie mi się podoba! Ale gdyby mi się nie podobało, to bym go nie wstawiał).

Jeśli już przeczytaliście moją zakładkę O blogu, to wszystko wiecie. Jeśli nie, to spieszę z wyjaśnieniami.

Otóż  postanowiłem, że trochę to zmienię. W sensie profil bloga. Nadal będzie kulturalnie, motywacyjnie, samorozwojowo. Nadal pojawiać się będą tematy społeczne, jakieś komentarze, tematyka dotycząca mediów i blogosfery. Jeśli śledziliście mój blog od początku, wiecie, że to wszystko było. Wiecie też, że moim niepisanym hasłem jest założenie, aby cieszyć się z drobnych rzeczy, przygodnych spotkań, zamienionych z innymi słów. To wszystko, okraszone popkulturą, nadal tu będzie.

Chciałem porządnie to zmienić, ale ciągle był problem z komputerem, ciągle było coś innego do roboty, gdy już siadałem do klawiatury. To były fajne i ciekawe (a także potrzebne) rzeczy, ale postanowiłem zabrać się i za to.

Zakładając ten blog postanowiłem sobie, że będzie lifestylowy, taki może nie w stu procentach, ale jednak. Bardziej szedłem w stronę czegoś, co roboczo nazwałem sobie lifestylem książkowym. Lifestyle nie jest zły, ale od początku nie do końca go czułem. Biegaliście ze mną, podróżowaliście, oglądaliście moje listy. To będzie dalej. Ale od początku poszukiwałem trochę innych tematów, szukałem tych nisz, na których można coś pokazać, odnaleźć w wąskim temacie szersze zjawisko (jak np. przy wpisie o nietolerancji, ciągłej rywalizacji ze sprzętami i aplikacjami, albo we wpisie o sensie wybaczania, na przykładzie filmu Droga do zapomnienia). Nie będę z lifestylu rezygnował, choć, jak można łatwo to zauważyć, nie było go na blogu za wiele. 

Postanowiłem, że znajdziesz tu przede wszystkim teksty społeczno-kulturalne. Szeroka kategoria, ale są w niej przemyślenia o sztuce, recenzje, artykuły i szkice. Pojawia się też popkultura. Nie brakuje motywacji, samorozwoju, fajnych wskazówek na dobry dzień. Do worka: społeczeństwo wrzucę motywację, media, aktualne problemy i komentarze do nich, samorozwój - wszystko to, czym żyjemy na co dzień, te pytania i zadania, które stawiamy przed sobą. Tu też znajdzie się miejsce na marginalny u mnie na blogu tzw. styl życia. Do kultury trafi wiadomo co. Będzie tam też popkultura. Mój styl życia to różnorodność, to różne jego odcienie. Taki właśnie lifestyle u mnie zakróluje. 

Skąd taka tematyka społeczno-kulturalna? To bardzo udane połączenie. Mnóstwo było chociażby prasowych projektów, które obie te sfery łączyły. W dobie sieci (która przejęła część prasy, inny jej segment zlikwidowała) takie połączenie nie powinno dziwić, bo ono przecież od dawna pewne istnieje, choć w różnej formie. A i takie połączenie nie ogranicza, a nadaje nowe tory.

I jest jeszcze coś. Na swoim blogu chcę do blogosfery na trochę szerszą skalę wprowadzić reportaż literacki, tradycyjny oraz fotoreportaże. Jeśli czytałeś mojego bloga niedawno, to wiesz, że zanim ten wpis powstał, pojawił się jeden reportaż. Jest też jeden foto.

 Nie znam polskiego bloga (a zagranicznych nie czytam), na którym mógłbym wszystkie te trzy tematy znaleźć. Pewnie nie jestem pionierem, ale w tym kierunku chcę pójść. Na niwę blogerską przyniosę więc tematy dziennikarskie i zaprezentuję swoją własną ich wariację.

PS. Tak było wcześniej. Teraz to już historia, fajna historia. Powstanie tego nagłówka to osobna, długa historia :)

 
sięMówi jest moim miejscem, w którym zapraszam na moje wycieczki przez życie. Oprócz marginalnie potraktowanych tematów lifestylowych, znajdziesz tu teksty społeczno-kulturalne. Szeroka kategoria, ale są w niej przemyślenia o sztuce, recenzje, artykuły i szkice. Pojawia się też popkultura. Nie brakuje motywacji, samorozwoju, fajnych wskazówek na dobry dzień, ze swoimi Czytelnikami biegam, piszę, słucham muzyki i podróżuję.
Chcę też do blogosfery na trochę szerszą skalę wprowadzić reportaż literacki, tradycyjny oraz fotoreportaże. Nie znam polskiego bloga (a zagranicznych nie czytam), na którym mógłbym wszystkie te trzy tematy znaleźć. Pewnie nie jestem pionierem, ale w tym kierunku chcę pójść.
Znajdziesz u mnie zatem tematy społeczno-kulturalne z nutami motywacji, rozwoju osobowości, reportażu, z lekkim muśnięciem lifestylu literackiego i popkulturowego, a także pojawiają się komentarze obyczajowe. Nie wykluczam też, że opowiem Ci coś o mediach oraz tym, o czym aktualnie się mówi i dyskutuje. Na niwę blogerską przyniosę tematy dziennikarskie i zaprezentuję swoją własną ich wariację. - See more at: http://siemowi.blogspot.com/p/o-mnie.html#sthash.jp0wNzD5.dpuf


Na koniec
Przed nowym rokiem pojawi się jeszcze pewna niespodzianka. Będą też fajne pomysły. Ale o tym wkrótce.
PS. Wszystkie kategorie dla postów zostają :)



-------
Zdjęcia pochodzą z zasobów własnych autora bloga.

Może zainteresuje Cię jeszcze...

0 komentarze