Robbie, trochę świata i swing

stycznia 06, 2015


Typy spod ciemnej gwiazdy, odrobina refleksji i swingowy krok. To taki trochę ekshibicjonizm świata. Ale za to jakże rozrywkowy!  


No i złapało mnie. Ta płyta towarzyszyła mi (razem z kilkoma pojedynczymi utworami oraz krążkiem-wehikułem czasu do lat osiemdziesiątych) w ostatnich dniach 2014 roku. Bardzo dobrego roku! Swing i jazz kojarzy mi się ze wspaniałym Artystą. W grudniu złapałem więc, z ciekawością, płytę Robbiego Williamsa Swings both ways. Dodałem też ją do swojego Spotify (tak na wszelki wypadek pracy przy komputerze i jako przedłużenie fizycznego krążka z muzyką). Początkowo traktowałem płytę jako ciekawostkę, zbiór utworów na potem. Tylko że nie potrafiłem.

Cały ten świat...
Krążkowi towarzyszy energetyczne, taneczne, odświeżające brzmienie. Odświeżające nie dlatego, że wnosi coś całkiem nowego, ale wręcz przeciwnie, bo włączając tę płytę, trzeba na chwilę wejść do innego świata: założyć tweedową marynarkę z kolorystycznie dopasowaną do stroju poszetką (wersja elegancka, ale żeby dodać sobie odrobiny szaleństwa, wypustka może być zawadiacka, albo manifestacyjnie może zostać oznaczony jej brak). Trzeba też poczuć zapach tytoniu i intensywnej wody kolońskiej. 

To nie jest płyta z doskoku, w niej trzeba się rozsmakować, mentalnie przenieść w czasie. Ale gdy już raz poczuje się ten rytm, lekką nostalgię, chwilowe kpiarstwo, życie staje się mniej wymagające, a dźwięki mogą nam już towarzyszyć wszędzie. Pierwsze odsłuchanie krążka odłożyło mi go na stosik z płytami na klimatyczne popołudnie lub wieczór, ale okazało się, że ten muzyczny narkotyk może towarzyszyć później już wszędzie. 


Słuchając płyty, trąci w sercu pewna nostalgia. Pewna tęsknota za światem, którego już nie ma, a nawet którego nie widziałem. Przed oczyma bowiem ukazują się potańcówki takie, jak ta z któregoś z odcinków Mad Men. Albo też estrada. W zasadzie to dwa różne miejsca, stojące na antypodach klimatu. Z jednej strony te utwory dają ci poczucie estetycznego wyniesienia ponad walkę klas, przywołują blichtr i odrobinę (jakby to nie zabrzmiało) luksusu. Z drugiej jednak strony są podteksty, puszczane przez wokalistę oczko w stronę oczekującego rozrywki słuchacza. 


Co jest, a czego już nie ma?
Jest między innymi o szmalu, szacunku, na który się zarabia i o fankach. To czasem piosenki niegrzecznego i kapryśnego bywalca estrad (jak w Shine My Shoes, albo w tytułowym utworze Swing Both Ways, w którym wokaliście towarzyszy Rufus Wainwright, gdzie widać zabawę słowem pomiędzy oboma, serdeczne spotkanie dwóch kumpli, życzliwe męskie kpienie z siebie i żartowanie). To też, jak w Go Gentle, spotkanie z mędrcem podczas wędrówki po świecie - po świecie, który wcale nie musi być piękny, uroczy i cudowny (bo to kim się staniesz zależy od tego, na kogo się napatoczysz, spotkasz i do kogo przystaniesz. Normalność i bezpieczeństwo zapewni ci zaś tylko przebywanie w towarzystwie dziwaków). Tu, wydawałoby się, słońce wstaje także nad ludźmi z marginesu, uciekinierami społecznymi, poszukiwaczami ukojenia w śpiewie i tańcu. Jeśli jesteś kobietą, uważaj na typów spod ciemnej gwiazdy i przypadkowe spotkania w pubie. Jeśli jesteś mężczyzną, wystrzegaj się po prostu świata. 

Życie, choć sprzyjające rozrywce, potrafi nadać codzienności poważniejszego tonu. I dlatego czasem jednak na krążku robi się nawet romantycznie (Dream a Little Dream) dzięki między innymi duetowi z Lily Allen. To nie jedyny taki akcent. Tych opowieści damsko-męskich jest więcej (jak chociażby w duecie z Kelly Clarkson w Little green apples). Emocje na płycie nie są dawkowane, nie spotkamy energetycznego wstępu, z refleksyjnym środkiem i równie dynamicznym, co początek, zakończeniem. Kolejność wydaje się lekko przypadkowa, ale przecież człowiek istotą zmienną (emocjonalnie, rzecz jasna) jest. Pojawia się więc w obrębie płyty refleksja o samotności (Swing Supreme) skontrastowana z działaniem i zwalczaniem przeciwności (Soda Pop). 


Czy więc Swing both ways to przewodnik po świecie i uczuciach? Robbie Williams śpiewa o świecie, gdzie możesz natknąć się na typa spod ciemnej gwiazdy, gdzie jest miejsce na spontaniczny taniec (być może niektórym udaje się go połączyć ze śpiewem w przypadkowych lokalizacjach?). Z drugiej strony nie brakuje lirycznych wyznań miłosnych (Snowblind). Robi się i sentymentalnie, i refleksyjnie i romantycznie. Znajduje się miejsce na miłosne wyznanie, ale i na refleksję o komercji i chwytanie ulotności mijającej chwili. Klimaty są rozkładane równomiernie. Gorzką analizę świata za chwilę tonuje liryzm uczuć, konsumpcję familiarność. 

Taki przecież jest nasz świat: z jednej strony skupiający hedonistów, z drugiej purystów. Zatem czy to lustrzane odbicie? Może odpowiedniejsze wydaje się stwierdzenie: różne barwy tego świata.


Ta płyta to nie pierwsze wejście Williamsa do świata swingu. W 2001 ukazała się jego Swing When You're Winning z świetnym moim zdaniem duetem z Nicole Kidman w utworze Somethin' Stupid. Krążek ma swój klimat, ale Swing Both Ways jest o wiele bardziej energetyczny, dźwiękowo bardziej dosłowny.

Robbie Williams zaprezentował kilka własnych utworów w jazzowym klimacie, ale obok nich pojawiają się i takie, które są znane komuś, kto nawet jest średnio obyty z historią muzyki, komuś, kto spytany o to, czego słucha, odpowiada: radia. Niekoniecznie musi potrafić selekcjonować w głowie klasyki od nowości, nie musi wiedzieć, skąd dany utwór jest zaczerpnięty. Myśli się, gdzieś to już słyszałem. I faktycznie, gdy pochylić się nad każdą z piosenek, widać, że Robbie oddaje hołd, wyciąga utwory, które historia muzyki wchłonęła w siebie. Puttin' on the Ritz, śpiewane z Kelly Clarkson Little Green Apples. 

To płyta niejednoznaczna. Odrobinę brudna, poplamiona obyczajowością, swobodą języka, dynamiką, rozrywkowa. Z drugiej jednak strony w sposób subtelny i wysublimowany mówi o uczuciach.  Dostarcza życiu zabawy, by za chwilę dać powód do refleksji. Bo w życiu może smucić radość i cieszyć nostalgia. A gdy zalewa nas kicz, chcemy cofnąć się w czasie do tego kiedyś to było lepiej. I pewnie za kilka lat to, co teraz w muzyce nas wnerwia, dla kolejnych pokoleń będzie tą spokojną i uporządkowaną przystanią, odskocznią od ówczesnej wokalnej chałtury. Krążek Williamsa wkładam do swojej bezpiecznej kapsuły czasu. Wcześniej jednak go odpowiednio, tak dla przyzwoitości, wyeksploatuję.




--------
Zdjęcia są własnością autora bloga

Może zainteresuje Cię jeszcze...

0 komentarze