Jak pokonać bariery i spełniać marzenia? Film: Gra tajemnic

lutego 01, 2015




Miałeś kiedyś tak, że coś sobie zamarzyłeś, a potem... przyszło życie, straciłeś rachubę, albo gdzieś w natłoku codziennych zajęć zostawiłeś swoje plany w dalszym planie (powtórzenie celowe)? No właśnie... To pora powiedzieć sobie: stop! I pora też działać. Tylko jak?




Obejrzałem ostatnio w kinie fajną historię. Oprócz tła obyczajowego (nie oszukujmy się, momentami mogącego wzbudzać kontrowersje) zwróciłem uwagę na postać. Alan Turing, wybitny matematyk, który z brytyjskimi kryptografami rozpracował Enigmę (tak, pierwsi byli Polacy, ale potem szyfry zostały zmienione i potrzebna była interwencja Wielkiej Brytanii, wówczas przekazaliśmy dalej model maszyny), dał też podwaliny pod komputer. W ogóle człowiek-maszyna, w wieku 24 lat już był wykładowcą Cambridge.



Wiedziałem, że chcę pójść na film, który będzie o kimś wyjątkowym i zmotywuje mnie do działania. Gra tajemnic taka właśnie była.



Dlaczego? Bo świat należy do odważnych, tu ten slogan staje się jedną z uniwersalnych prawd o świecie. Życie osobiste Turinga, jak wielu wielkich, było tragiczne.


Matematyk podczas rozmowy o pracę powiedział, że może i nie zna języka niemieckiego (w tej pracy to była podstawa) i tak dopnie swego i rozszyfruje Enigmę. W oczach przeciętnego człowieka to wariat. Ale wiemy przecież, że to ci ekscentryczni i nieprzewidywalni, ci z pozoru ,,nienormalni” każdorazowo wychodzą z ram, by zmienić los. To ci nieprzewidywalni, introwertycy, intelektualiści niemyślący schematami, cynicy i łamacze praw trzymają ten świat normalnych ludzi w ryzach. Czasami ludzie po których najmniej się tego spodziewamy, robią rzeczy niewyobrażalne. Turing zamknął się w swym gabinecie i montował, coś rozrysowywał, przybijał, łączył i podpinał. Podczas gdy jego koledzy starali się złamać szyfry, on budował swoją ogromną maszynę. Nietrudno sobie wyobrazić, jaka była reakcja innych członków załogi. On tymczasem robił swoje. Wcielał w praktykę to, co dotychczas miał na piśmie w swych artykułach. Cel? Stworzyć maszynę inteligentniejszą od człowieka (brzmi nieprawdopodobnie, wręcz szaleńczo? I w dodatku w latach czterdziestych XX wieku!). Kto oglądał film lub interesuje się historią wie, że Turingowi się udało. To, że teraz piszę ten wpis, to też jeden z jego planów, bo dał podwaliny pod komputer.



Dobrze, to przykład mamy za sobą. Ale przecież nic, co ludzkie, nie powinno być Ci obce. Bo skoro człowiek taki jak my mógł ciężką pracą i determinacją osiągnąć swój cel, to każdy z nas może. Nie na tak wielką skalę, nie w dziedzinie nauk ścisłych, ale znając swoje umiejętności.




Nie będę pisał Ci o właściwym poznaniu siebie, swoich metod pracy, otoczenia, odnalezienia swojej drogi i znalezieniu mocnych stron (a przy okazji talentów, tego, w czym jesteś dobry).



To podstawy, to ekwipunek, który zabierasz ze sobą w drogę – w życie. To te wszystkie słowniki mowy tubylczej, mapy i leksykony zoologiczne, przewodniki po najważniejszych zabytkach, przepisy kulinarne z cyklu Jak przeżyć w trudnych warunkach i... przeżyć, luźne zapiski i wydruki dotyczące alternatywnych metod leczniczych na wypadek zatrucia, albo wyciągnięcia żmijowego jadu z rany; to wszystko, co zabierasz ze sobą w długą drogę. To wszystko wiesz, dopiero poznasz, albo wybierzesz tylko to, co uważasz za ważne. Ja chcę Cię tylko zmotywować do działania.


To, co Turingowi pomogło, to pewność siebie, pójście w zaparte. Nawet jeśli inni w niego wątpili, nie darzyli szczególną sympatią, z powątpiewaniem i kpiną patrzyli na jego wynalazek, to on się nie poddawał. Nie był pewnie w stu procentach pewny, a jeszcze była spora presja: ktoś dał ogromne pieniądze, każdego dnia umierają tysiące ludzi, za oknem wojna, a on wciela w życie swoje teoretyczne rozwiązania, by przekuć je w praktykę. Szaleniec, ale do takich los należy. Dlaczego? Bo oprócz racjonalności, są marzycielami – takimi marzycielami z prawdziwego zdarzenia, którzy trochę niepewni, może jeszcze silnie tkwiący na poziomie idei, wcielają w życie swoje zamiary. I nie boją się zaryzykować. Inni nie wierzą w powodzenie ich planów, po ludzku patrząc to i oni sami nie powinni, bo to czasem wbrew logice.




Bo widzisz, potrzeba ruszyć, uwierzyć w swoje plany, choć mogą wydawać się nierealne. Wyobraź sobie świat skąpany w wojnie i człowieka, który mówi, że maszyny mogą myśleć i że on potrafi złamać szyfr Enigmy (zmienny każdego dnia po północy). A jednak Turing dochodzi swego. By spełnić marzenia, trzeba skonfrontować swoje myślenie z praktyką, mieć poczucie celu i sensu, swojej misji. Trzeba być pewnym, że coś się potrafi i robić wszystko, by się udało. Czasem jest tak, że sami nie jesteśmy przekonani do swoich planów. Jeśli nie my, to obcy ludzie tym bardziej. Potrzeba trochę pójścia pod wiatr i robienia wszystkiego tak, jakby to, co robimy, było ważne. Oczywiście zdrowy osąd jest ważny, właściwe ocenienie swoich umiejętności, ale gdy już rozliczymy się z logiką, trzeba działać.



Trzeba dodać, że nie wszystko się uda, sama wiara w marzenia to nie gotowa recepta. Byłoby wówczas za łatwo, to nie magia. Ale ta wiara to połowa sukcesu, napędza do działania, motywuje, każe robić kolejne kroki. Przykład Turinga jest tu trafny.


Oprócz braku motywacji i wiary w sens marzeń, jest też brak przekonania co do swoich umiejętności.




Mnie często blokuje to, że chcę coś zrobić najlepiej jak potrafię. Jak już pisać tekst, to taki, jaki jest w gazecie. I nagle przychodzą złe myśli: może nie powinieneś tego robić, bo może się nie udać, bo może nie masz jeszcze umiejętności, bo już jest zbyt późno, bo masz za sobą ciężki dzień i jutro to zrobisz lepiej. Czasem faktycznie daję się pokonać, ale coraz częściej próbuję. Mówię sobie w głowie, że oto usiądę i zrobię to tak, jak akurat w tej chwili czuję (może niekoniecznie wypoczęty, może trochę w słabszej kondycji niż rano) i ewentualnie poprawię później. Zrobię to słabo, źle, niedoskonale, ale przecież mogę to potem poprawić na spokojnie. Pierwsza wersja jest tylko pierwszą wersją, nie finalnym owocem. Potem będzie dopracowywana, ulepszana, może się zmienić.



Wiesz kiedy udało mi się napisać najlepsze (moim zdaniem, ale i nieświadomych niczego znajomych) teksty? Właśnie wtedy, gdy miałem porzucić pracę, blokowany przez ograniczenia. Wtedy napisałem sporą część licencjatu, w klasie maturalnej prezentację, a przy okazji niezawodowej pracy, fajne fragmenty swoich poprzednich czterech powieści i wpisów na różne blogi.



Bo choć logika czasem podpowiada inaczej, fajnie jej nie ulegać. I jak Turing zostać może trochę wyśmianym, ale pełnym determinacji, marzycielem i realizatorem swoich planów.


Zostań więc takim pozytywnym, przekraczającym bariery i granice, ,,wariatem”, któremu się uda, choć inni patrzą, nieprzychylnym i trochę kpiącym, okiem.








Zdjęcia pochodzą z: FB filmu

Może zainteresuje Cię jeszcze...

0 komentarze