Czy chcesz żeby ludzie bali się Ciebie, czy kochali?

kwietnia 13, 2015




No właśnie: czego chcesz od innych? Czy chcesz, żeby ludzie cię kochali, czy ze strachu schodzili z drogi? Byli przeważnie posłuszni, choć nieszczerzy, czy też trochę kpiący z Twojego zachowania, ale w gruncie rzeczy darzący sympatią?

Odpowiedź nie jest wcale taka oczywista, bo fajnie, gdy masz szacun na dzielni i dzieci oraz małe zwierzątka schodzą Ci z drogi. Ale z drugiej strony wszyscy bez wyjątku, nawet ten twardy jak skała gość z bramy w centrum miasta, wszyscy pragniemy choć odrobinę ciepła, szacunku i zrozumienia.

Ponawiam więc pytanie: chcesz, żeby ludzie odrobinę bali się Ciebie i darzyli uznaniem ze względu na wytworzony dystans, czy też wolisz postawić na takim swojskim spoko człeniem?

Hmmm... trudne pytanie. Najlepsza odpowiedź brzmiałaby: chcę być i tym, i tym. Jak to w życiu bywa, nie ma czystego i w stu procentach jednoznacznego modelu, w każdym z nas, zależnie od okoliczności, przeplatają się różne cechy osobowości i różne mechanizmy postępowania. W pewnych sytuacjach tworzymy barierę dystansu, by w bardziej familiarnym gronie dać sobie wejść na głowę. Nie jestem psychologiem, pewnie powtarzam oczywistości, ale tak mi podpowiada obserwacja życia.

✱  Zwojować coś

W dzieciństwie pewnie marzyłeś o tym, by być kimś sławnym, albo żeby zrobić coś takiego mega fajnego, takiego że innym oko zbieleje. I nie dlatego, żeby swoje ego nadmuchać do potęgi i zawładnąć światem. Może żeby komuś zafascynować, może żeby być jak podziwiany idol, albo dowartościować siebie. Często jednak aby choć trochę zmienić świat. Stać się choć na chwilę przywódcą dla innych, przy pomocy pomocnych rąk ludzi wokół przenosić góry. 

Często te ambitne marzenia mijają po poznaniu historii Kordiana i Czarka z Przedwiośnia, ale w niektórych idealistyczne plany pozostają. Ci ludzie działają, poświęcają swój wolny czas, planują i tworzą coś wielkiego. Jedni wchodzą wtedy w rolę przywódcy, którego oddziela od innych biurko tworzące dystans. Inni dbają, by podłoga była tak równa, by nie dzieliło ich od współtowarzyszy choćby najmniejsze wzniesienie wykładziny lub deski; jako przywódcy czują się też częścią danej społeczności.



Jeśli staniesz się wśród swoich znajomych kimś, kto przemawia jak ktoś wyższy funkcją lub stanem - nawet gdy przewodzisz owej grupie - inni będą Ci schodzić z drogi. Wysłuchają oczywiście, wykonają polecenie. Ale niekoniecznie szczerze. Być może, albo nawet pewnie na pewno, gdzieś po kątach wyśmieją. Ale będą słuchać. Stworzysz dystans, który pozwoli Ci zapanować nad grupą. A ta posłusznie, przez grzeczność lub lekką obawę, nie będzie wchodziła Ci w drogę.

Gdy będziesz luźny, zażartujesz, pokażesz, że masz do siebie dystans i potrafisz zakpić z jeszcze nie wyplenionych przywar, zjednasz sobie ludzi, zaprzyjaźnisz ich ze sobą, odciążysz z poczucia podporządkowania Tobie. To jest zawsze ryzykowna droga. Znajdą się bowiem i tacy, którzy mogą Cię wyśmiać, do których Twoja postawa nie trafi, bo oczekiwali właśnie dystansu. Właśnie ci niektórzy będą Cię mniej poważać, ale na dłuższą metę krzywdy Ci nie zrobią.

Która więc z dróg wydaje się lepsza? Pozorny lekki strach innych, ale ich podporządkowanie? A może bycie w pełni pro-ludzkim, i takim pod ręką, choć wiąże się to również z pewnymi komplikacjami?

✱ Nie tylko po to, żeby przekazywać wiedzę

W szkole spotkałeś pewnie różne typy nauczycieli. Byli tacy, którzy wzbudzali respekt samym swoim spojrzeniem, zapisywali na tablicy temat zajęć, powiedzieli swoje i wyszli. Nie pozwalali sobie na luźniejszy ton, bacznie przestrzegali nie tego, jak będą postrzegani, ale co mają do przekazania. Później to oni najwięcej egzekwowali, a każdy sprawdzian wiązał się ze strachem i przeciążeniem umysłu. Bałeś się ich, to dlatego tak się przykładałeś.



Przeciwieństwem byli totalni luzacy. Może i miałeś chęci do nauki, ale atmosferę pogłębiania wiedzy skutecznie burzyła ich zbytnia, wręcz przesadna swoboda i luz. Może i pośmiałeś się, odpocząłeś, pożartowałeś, ale nic więcej. Darzyłeś tych ludzi ogromną sympatią, może nawet skrycie naśmiewałeś z nich i ich zachowania, ale niewiele Cię nauczyli. 

Na szczęście byli i tacy, którzy byli merytoryczni i potrafili zjednać sobie ludzi. Ci pierwsi to margines, ja znam zdecydowanie więcej właśnie takich godzących w sobie oba porządki.

Gdy osoba jest kompetentna, nie musi stać ponad, by wzbudzać szacunek. Ludzie darzą ją sympatią, doceniają, aura od niej bije sama, nie musi zatem zbyt wiele udowadniać innym, poświadczeniem wiedzy i autorytetu będą słowa, które nie tworzą bariery i muru, ale darzą szacunkiem. Nazwijmy taką osobę mentorem. Gdy inni widzą w Tobie partnera i właśnie mentora, szanują Cię. Gdy pokazujesz im, że twoje działania są wynikiem pasji, wiedzy i umiejętności, nawet autoironia i żarty z siebie samego (będące zresztą umiejętnością ludzi mądrych i inteligentnych, pokornych) nie jest w stanie odebrać Ci należnego  szacunku, a wręcz przeciwnie: może przysporzyć nowych sympatii.

Autoironia jest też świetną drogą, by zaktywizować innych do słuchania. Ludzie zapamiętują opowieści, to z nimi kojarzą szczegóły i fakty.  


✱ Inspirować, czy egzekwować?

Jeśli za wszelką cenę starasz się udowodnić innym, że jesteś wyżej. Gdy na każdym kroku to akcentujesz, staniesz się prędzej obiektem drwin i niepokoju, niż pełnokrwistym autorytetem. Otrzymasz szacunek, ale będzie on ze strachu. Prawdziwy mentor nie musi nikomu niczego udowadniać, służy radą, pomaga, traktuje ludzi wokół po partnersku i tym zyskuje ich przychylność.

Ważne jest ustalenie granic, nachalne jednak ich wyznaczanie może być dla Ciebie ze szkodą.  

Czasem widzimy ludzi i myślimy: on to ma szacun. Szybko sobie uświadamiamy: hej, przecież nic nie zrobił takiego. Nic? Przecież zrobił: wytworzył wokół siebie takie tło, taką trochę legendę. 

Ważne, żeby  znać swoja wartość i mieć poczucie równości, wszystkich doceniać za to kim są, a wybranych wyróżniać we własnej hierarchii za heroiczne czyny (heroiczne to też te małe, ale nieoczywiste). Nie wyróżniać za samo bycie, wygląd, wyraz twarzy. Jeśli wyjdzie z tego większe dobro i sens, ustąp. Ale nie tylko słuchaj innych, spraw by jako równego słuchano i Ciebie. Nie manipulując, a pokazując swą mądrość i stwarzając wokół siebie aurę zaufania. Zobaczysz, zapunktuje. Nie samo, włożyłeś przecież w to swój trud, by wyrósł z tego owoc.





Wszystkie wykorzystane w artykule zdjęcia podlegają darmowej i legalnej licencji CC (Creative Commons) pozwalającej na dowolny użytek i rozpowszechnianie w sieci oddanych do tego użytku materiałów; Zdjęcia na licencji CC pobrano z:   http://www.publicdomainpictures.net - See more at: http://siemowi.blogspot.com/2014/07/co-o-by-sie-stao-gdyby-zamiast-pikarzy.html#sthash.2VOocyaJ.dpu

-----------



Wszystkie wykorzystane w artykule zdjęcia podlegają darmowej i legalnej licencji CC (Creative Commons) pozwalającej na dowolny użytek i rozpowszechnianie w sieci oddanych do tego użytku materiałów; Zdjęcia na licencji CC pobrano z:   http://www.publicdomainpictures.net


Może zainteresuje Cię jeszcze...

0 komentarze