Straciłem już wiarę po 10 kwietnia 2010

kwietnia 09, 2015


Trochę, a nawet bardzo, męczy mnie polska polityka. Ale w piątą rocznicę katastrofy prezydenckiego samolotu warto przyjrzeć się temu, w którym miejscu obecnie jesteśmy


Obiecuję, że postaram się krótko i bardzo neutralnie, tak żeby wypośrodkować. Bardziej obserwować niż uczestniczyć w tej dyskusji, która trwa połowę dekady. Bo o polityce powinno się mówić neutralnie, tak jak o oddychaniu lub spaniu. Tymczasem temat jest przyczynkiem do kłótni i obrażania się na siebie. Jest niewygodny, ale czasem trzeba coś o polityce powiedzieć.


Mocno idealistyczne stwierdzenie. Ale ja w to uwierzyłem pięć lat temu. Po tej telewizyjnej wiadomości, która szybko okazała się niestety prawdą. Po oglądaniu twarzy dziennikarzy, którzy sami nie dowierzali w wygłaszane słowa, ronili łzy lub nie mogli wydusić głosu, ja włączyłem się w to wydarzenie także czynnie. Napisałem liryk. Wiersz nie upolityczniony, taki normalny, nie komentujący, a opisujący. Miałem już na swoim koncie kilkadziesiąt wierszy publikowanych w tomikach, ciągle uczyłem się. Liryk kopiowano, wklejano na różne strony, w listy kondolencyjne, do scenariuszy lekcyjnych w szkołach. Nie zawsze z podaniem źródła. Trochę mnie ta popularność kilku strof zdziwiła. 

Po tym, co rozegrało się w opinii publicznej od tamtej pory, wolałbym zachować anonimowość i chętnie odstąpić praw do tego wiersza. Dlaczego? 

Bo coś, co winno być rzeczą normalną (nie od dziś wiadomo, że sztuka jest blisko historii, że obie wzajemnie żyją w symbiozie) stało się elementem walki międzyludzkiej, kością społecznej niezgody. Opisanie emocji zaraz po śmierci ponad 90 osób staje się elementem pozornego opowiedzenia się za lub przeciw.



Sztuka dzieliła i dzieli. Wawel też. Nie wiem, czy pochówek pary prezydenckiej w tym miejscu był przemyślany, czy dobrze postąpiono. Nie wiem. Wszystko działo się nagle, szybko, w atmosferze bardzo napiętej i niezwykle emocjonalnej. Niewielu, z tego co pamiętam, potrafiło powiedzieć, że dla nich też to nie jest sytuacja zero-jedynkowa i że rozum pozostaje bezradny wobec tego, jak postąpić. Ja nadal nie wiem, mimo że minęło 5 lat. Boli to, że być może wiele osób, które wówczas zabierały głos, też tego nie wie do dziś. Kolejna lekcja tej połowy dekady jest taka, że nie zawsze mamy monopol na wiedzę, świat nie jest biało-czarny i ma też odcienie szarości, ale robimy wszystko, jakby odpowiedź zawsze była oczywista.



Dzieli też język. Dlaczego? Bo mamy tragedię i mamy katastrofę. Ta pierwsza oparta jest o zamach. Ta druga stara się być ostrożniejsza co do oceny. Ale nie było tak od początku, choć teorie dotyczące zaplanowanego spowodowania śmierci prezydenta i załogi samolotu, żyły od pierwszych sekund po katastrofie. Nie pamiętam, czy byłem ciekaw, co na to kościół (nie ten z dużej litery, ale z małej).



Zdaję sobie sprawę z tego, że możesz być osobą niewierzącą. Gdy wzbierały emocje, wiele osób właśnie z ambony oczekiwało ostudzenia myśli. Nie wiem jak w innych kościołach, u mnie padły słowa ostrożne.



Usłyszałem nie dosłownie słowo w słowo, ale coś takiego (teraz mogę to odtworzyć, bo sobie zapisałem w pierwszą rocznicę katastrofy samolotu): Ziemia ta [katyńska, przyp. D.O] jest nasiąknięta krwią Polaków. Straciliśmy polską inteligencję podczas mordu katyńskiego i teraz także straciliśmy inteligencję. Polska poniosła ogromną ofiarę! Ale czemuś to miało służyć, nic nie dzieje się bez przyczyny. Bóg dopuszcza takie scenariusze w jakimś celu. Ich ofiara jest dla nas drogą do nawrócenia, do zmiany życia. Gdy umarł Jan Paweł II, Polacy się zjednoczyli, ale nie na długo. Teraz jest ten moment zjednoczenia się na stałe, zerwania konfliktów i podziałów politycznych. Jest też drugi sens: świat poznał wreszcie zbrodnię katyńską.



To było pięć lat temu. Wiara w pojednanie minęła. Też już nie wierzę, że w tej sprawie dojdziemy do wspólnego głosu. W piątą rocznicę niewiele na to wskazuje, chyba że tylko na chwilę. Ale chciałbym się mylić.



Temat katastrofy okazał się przyczynkiem do kolejnych kłótni, do niezgody. Jeszcze bardziej podzielił: polityków, dziennikarzy, mieszkańców tego kraju. Żałoba przemieniła się w temat do żartów, satyry i krytyki. Żal do ofiar i ich rodzin w falę nienawiści, złorzeczenia i lęku. Minęło pięć lat, a ja nadal nie wiem, dlaczego tak poważna fala hejtu uderza w ludzi, którzy zmarli. Tragicznie zginęli, bo katastrofa samolotu, to śmierć tragiczna. Zastanawia mnie to, że choć na pokładzie byli nie tylko politycy, wkłada się wszystkie ofiary do jednego zbioru, do jednej kolumny arkusza kalkulacyjnego. Niepokoi też, że zapomniano, że polityk jest w pierwszej kolejności człowiekiem. A jeśli umiera człowiek, to nad jego grobem nie przelewa się jadu i podkopuje miejsce pochówku. Winę widzę w mediach, ale i w braku naszej międzyludzkiej empatii. W anonimowej sieci również, ale to już oczywistość. Owi krytycy-trolle to osobne zjawisko. Po śmierci Szymborskiej fala nienawiści też rozlała się. Tylko że nie chodzi tu o wybielanie czyjejś biografii, albo zatajanie faktów. Rozchodzi o rzeczową, wrażliwą w metodzie badawczej ocenę danej osoby, jej działania.  I wpisanie do encyklopedii lub biografii prawdy. Prawdziwej oceny zarówno wspomnianej poetki, jak i prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Obrazu wrażliwego w metodzie badawczej, ale zgodnego z prawdą, nie stronniczego, a analitycznego. Historia to nauka sporów, dyskusji, wymiany poglądów. To jest piękne. Ale tuż obok niejednoznacznych opinii, szuka prawdy i obiektywizmu.



Na tę krytykę i pozorną polemikę, która toczy się w atmosferze kłótni, skandalu, podstępu i kpiny (tu szczególnie z, jak groteskowo by to nie brzmiało, badaniami nad parówkami i puszkami) częściowo pozwalają rodziny niektórych ofiar. Pozwalamy też my. Tak: my. Bo odpowiedzialność za ten syf spoczywa też na nas. Chcemy tego słuchać. Chcemy kupować zwiększone nakłady tych rewelacji, wdajemy się w głupie prowokacje i śmiało ich słuchamy oraz uczestniczymy w nich słownie.



Te pięć lat nauczyło mnie chyba przede wszystkim ostrożności. Głównie jeśli chodzi o wypowiadanie wielkich twierdzeń. Nie wiem jak było naprawdę. Czy to kolejne raporty i ekspertyzy, albo prywatne śledztwa – nie powiedzą mi pełnej prawdy. Może nigdy jej nie poznamy, a 10.04.2010 pozostanie tajemnicą lotniczą? A może już wiemy wystarczająco wiele i potrzeba to przyjąć. Ciągle brakuje mi w debacie sformułowania: Nie wiem. Bo przecież i tak zwana inteligencja tego narodu i zwykli obywatele żyjący od pierwszego do ostatniego, i ja wraz z nimi, my wszyscy nie wiemy wszystkiego w tej sprawie. Nie chcę nikogo martwić, ale może za naszego życia nie dowiemy się niczego więcej.


Może trochę pesymistycznie, może momentami ostro, ale wierzę, że zgodnie z prawdą. I także pochylam głowę na znak pokuty.





Wszystkie wykorzystane w artykule zdjęcia podlegają darmowej i legalnej licencji CC (Creative Commons) pozwalającej na dowolny użytek i rozpowszechnianie w sieci oddanych do tego użytku materiałów; Zdjęcia na licencji CC pobrano z:   http://www.publicdomainpictures.net - See more at: http://siemowi.blogspot.com/2014/07/co-o-by-sie-stao-gdyby-zamiast-pikarzy.html#sthash.2VOocyaJ.dpu

-----------



Wszystkie wykorzystane w artykule zdjęcia podlegają darmowej i legalnej licencji CC (Creative Commons) pozwalającej na dowolny użytek i rozpowszechnianie w sieci oddanych do tego użytku materiałów; Zdjęcia na licencji CC pobrano z:   http://www.publicdomainpictures.net


Może zainteresuje Cię jeszcze...

0 komentarze