Siłę dobrze znaleźć w sobie

maja 20, 2015


 Nie przypominam sobie momentu, kiedy zwątpiłam. Nie dlatego, że tych chwil nie było, ale dlatego, że nie chciałam ich pamiętać. Mój mózg wypiera je, ale dzięki temu mogę cały czas iść naprzód


Pobiegłaś w maratonie 26.04., dzień później miałaś urodziny.

Tak, 25-te (śmiech).



Prezent, ale i zrealizowany cel. Co się wtedy czuje​?

Po biegu czułam pustkę w głowie. Cały pomysł maratonu był zbudowany wokół moich urodzin i prezentu na nie.



Aha...

Tak, to wszystko było przemyślane. Gdy biegłam do mety, miałam po prostu pusto w głowie. To jest ogromne zmęczenie, ale z drugiej strony zakończenie pewnego etapu. Z jednej strony to niesamowita radość, a z drugiej pustka z tego powodu, że to już koniec.



Biegasz, studiujesz, wybacz mi tę uwagę, ale mijając Cię na ulicy nie domyśliłbym się, że chorujesz na stwardnienie rozsiane. Mówisz o nim otwarcie i nagłaśniasz je, czy czujesz, że przełamujesz pewne tabu?

Tak. Nawet dziś na konferencji [Milena była prelegentką podczas konferencji <<Kobiecość a niepełnosprawność>> z cyklu: Człowiek – Niepełnosprawność - Pasja. Organizowanej przez KUL]. Dzięki temu, że już tyle o tym mówię i poprzez swoje osobiste doświadczenia nie mam problemu, żeby powiedzieć, że też jestem chora i że to, o czym opowiadam, bezpośrednio dotyka i mnie.



Inni chorzy na stwardnienie rozsiane piszą, dzwonią, dziękują, czy ochrzaniają Cię?

Na początku ochrzaniali (śmiech). Teraz przyszły bardziej pozytywne emocje, bo otworzyłam się na opowiedzenie swojej historii, dzięki czemu osobom chorym łatwiej utożsamić się z moją historią. To mnie zbliżyło do tych ludzi. Ale z drugiej strony nie czuję, że należę do tego środowiska. Mój kolega jest niedosłyszący. On ma ten sam problem: nie jest pełnosprawny, ale on nie jest głuchy. I gdzie jest? Mam tak samo: brak swojego miejsca. Jestem osobą, która nie wie, z kim się utożsamiać. Czy z osobami pełnosprawnymi, czy nie. Biegam, nie widać po mnie niepełnosprawności, ale nie jestem zdrowa i na co dzień odczuwam skutki choroby. Jestem zawieszona w próżni. To jest ciągłe gonienie za czymś, co nigdy nie będzie stałe.



Powiedziałaś w wywiadzie dla Dużego Formatu: ,,Wiem, że skutki mojej pasji mogą być negatywne. Ale wolę zapłacić tę cenę i spełnić marzenie, niż siedzieć w domu i zastanawiać się <<co by było gdyby...>>". Wow, to jest pasja. Co ona daje?

Sprawia, że człowiek nie zamyka się w swoich czterech ścianach. Pasja pozwala też pozyskać grono osób, które myślą w podobny sposób, robią to samo. Po maratonie moim problemem było to, że nie chciałam przerwać treningów, bo nie chciałam utracić tych ludzi, kontaktu z nimi. Dzięki bieganiu jestem bliżej pełnosprawności, choć nigdy nie będę takim samym biegaczem jak inni. Ale mam wrażenie bycia blisko siebie, blisko obrazu, który chciałabym widzieć.



Warto więc mieć pasję?

Zawsze. To wpływa na każdy aspekt życia, to jest też formą terapii i budowania poczucia własnej wartości. Świat jest bogatszy, masz czym dzielić się z drugą osobą. Jeśli faktycznie czuje się, że to jest to, co się uwielbia i kocha, to wszystko może być pasją, nawet rozwiązywanie krzyżówek. Ważne, by to lubić, by nie robić niczego na siłę, bo to jest też problemem. Gdy jest modne bieganie, każdy biega. Pasji trzeba poszukać gdzieś w sobie, nie w społeczeństwie, nie w otoczeniu, tylko w sobie. Robić to, co się kocha, co daje radość. Mam takie wrażenie, że im bardziej człowiek jest szczęśliwy, tym bardziej szczęśliwe jest całe otoczenie.



Wtedy promieniujesz tym...

...tak. Świat jest wtedy taki piękny i wspaniały. Na pewno warto, chociażby dla tego.



Może banalnie to zabrzmi, ale jak nie zwątpić, gdy na początku nie wychodzi?

Nie wiem, bo nie przypominam sobie momentu, kiedy zwątpiłam. Nie dlatego, że tych chwil nie było, ale dlatego, że nie chciałam ich pamiętać.



To chyba też jakiś sposób.

Nie, po prostu mój mózg tak działa (śmiech). On wypiera te gorsze momenty, ale dzięki temu mogę cały czas iść naprzód. Gdybym chciała zastanawiać się nad tym, co było wcześniej, nie biegałabym. Nie wracam do tych trudnych momentów. Chociaż one na pewno zbudowały mój charakter, tożsamość – tego nie zaprzeczę.



Celem był maraton, ale po drodze były jeszcze treningi, czyli Twoja pasja. Gdyby nie ona, dałabyś radę znaleźć siłę i pobiec?

Nie, zdecydowanie nie, chociaż mój powrót do biegania był kwestią przypadku, tak jak pisałam na blogu. Wierzę jednak w przeznaczenie, wierzę, że tak miało być. Zdanie o chęci powrotu do bieganie wypowiedziałam z kilka sekund, ale sam pomysł w głowie pewnie budował się od dawna.



Czy miałaś moment zwątpienia, chwilę gdy stanęłaś na środku tej drogi i szkoda już było wracać ale na horyzoncie nie było też widać wierzchołka góry?

Nie, nie miałam. Chociaż nie, był - na 38. kilometrze (śmiech).



Ale to już podczas maratonu.

To był jedyny moment, gdy zwątpiłam. W głowie - ale nie tylko, bo i na głos – mówiłam co myślę o bieganiu (śmiech). Spotkałam wtedy Francuza, ja po francusku mówię słabo, więc nie wiedziałam, co do mnie mówił. On zaś nie rozumiał nic po polsku, ale rozmawialiśmy i uśmiechaliśmy się. To było tak sympatyczne. Czasem nie potrzeba żadnych słów. Po prostu widzisz kogoś i wiesz, że to miły i serdeczny człowiek. I taką siłę dobrze znaleźć w sobie, takie: ciepło, troskę i empatię.



I to pomaga pokonać zniechęcenie?

Nie, ale pomaga w byciu szczęśliwym człowiekiem. Chodzi o to, żeby nie mieć roszczeniowej postawy.



Wydaje mi się, że głęboko w człowieku jest siła, taki awaryjny zapas, który pozwala, gdy tego chcemy, przenosić choćby i góry. Jak nazwać tę moc, która motywuje i popycha?

Dla mnie takim zapasem awaryjnym jest rodzina i przyjaciele. Ja nie mam tej super mocy w sobie.



Oni dają tę siłę?

Ja mam po prostu wspaniałych ludzi wokół siebie. Gdy brakuje mi siły, oni po prostu ją mają (śmiech). Są takim moim zapasem sił i energii, nie ja (śmiech).



Jest taki stereotyp, że jesteśmy smutni i na ulicy mało się uśmiechamy do innych. To się oczywiście zmienia. Czy ci smutni przechodnie nie odkryli w sobie tej siły, tej radości czerpanej od innych, o której wspomniałaś?

Każdy tę radość czerpie z czegoś innego. Jesteśmy trochę malkontentami, marudzimy i może faktycznie to się w społeczeństwie zmienia. Dlaczego? Sama nie wiem. Wydaje mi się, że to kwestia otworzenia się na to, co nas otacza. Radość można czerpać ze wszystkiego. Tak jak wszystko może być pasją, tak samo wszystko może sprawiać radość. Jestem w stanie uśmiechać się z jakiegokolwiek powodu. Cieszę się, że rano wstaję i mogę posłuchać radia, które uwielbiam (śmiech). Warto więc szukać małych przyjemności. I nie narzekać (śmiech).



Jak wytłumaczyć przeciętnemu Kowalskiemu, matce czterech uczniów, pracownikowi korporacji, że oto powinien zacząć poświęcać czas na pasję?

Wydaje mi się, że każdy powinien znaleźć swój sposób. Przewodników po życiu jest wiele, takich poradników o tym, jak zmotywować się, jak znaleźć w sobie siłę. Najlepszym przewodnikiem jesteśmy dla siebie my sami. Może są czynniki zewnętrzne, które pozwalają nam odkryć ten pierwiastek, będący już w nas. Wszystko trzeba zacząć od siebie. Jeśli wyjdziemy do ludzi z uśmiechem, oni również nim się odwzajemnią. To jest bardzo proste. Nie można szukać wszystkiego w innych, nie można ciągle oczekiwać od nich. To jest strasznie roszczeniowa postawa. Najpierw trzeba dać, a potem zebrać plony tego – innej drogi chyba nie ma.



Wielu początkujących biegaczy uprawianie sportu przerywa po skompletowaniu stroju, dwóch treningach i zakwasach...

...czasem to są ci, którzy idą za modą...



...szybko kończą przygodę. Jak pociągnąć to dalej?

Nie da się.



Nie da?

Jeśli bieganie kogoś nie interesuje, niech nie biega. To jest najprostsza recepta. Trzeba robić to, co się lubi. Ludzie, których ja najbardziej cenię, właśnie to czynią. Taka osoba stara się wykonywać swoją pracę jak najlepiej. Nic na siłę. Mnóstwo jest osób, które w poszukiwaniu nowych pasji patrzą na innych, podziwiają, i oni też tak chcą. I tak jak mówisz: kompletują sobie ten strój, potem zakładają to na siebie i mówią, że to nie jest to. Nie od tego się zaczyna pasja – nie od naśladownictwa, tylko od szukania siebie. Od szukania wewnątrz.



Co daje bieganie?

Poranne wstawanie, pilnowanie diety (śmiech), zakwasy, zmęczenie, ból (śmiech).



A jest coś pozytywnego?

Ale to wszystko jest właśnie pozytywne. Po prostu człowiek czuje, że żyje. Dla mnie właśnie tym jest bieganie. To taki mój element codziennego życia, który wtopił się w moją codzienność, i który polubiłam. To też pewien rytm życia. Dzięki bieganiu zaczęłam bardziej dbać o siebie. Nie lubię używania wielkich słów. Uważam, że najprostsze rzeczy są najpiękniejsze. Po prostu idę biegać, bo lubię być zmęczona.



A poznanie siebie, swojego organizmu, wsłuchanie się we własny oddech, odwaga i większa pewność?

To są właśnie te słowa, których ja staram się unikać. Nie lubię tego współczesnego trendu...



...otoczki filozofii wokół?...

...filozofii i takiej gigantomanii, tego że wszystko musi być wielkie, wspaniałe. Używamy tak wybujałych słów na opisanie niesamowicie prostych rzeczy. A w prostocie jest siła.



Wystarczy się zmęczyć i to już daje radość?

Tak. I tyle. Żadne tam szukanie głębi, tożsamości...



...świadomości?

Akurat świadomość to tutaj fakt, bo czujesz jak organizm działa. I to jest fajne. Warto poznać siebie.



Jesteś ambasadorką chorych na stwardnienie rozsiane, biegaczy, czy ludzi walczących o zrealizowanie swych celów?

To ostatnie. Obojętnie co robisz, najważniejsze jest, by to wykonywać, żeby nie przestawać, nie oglądać się na innych. To tak jak z pasją. Nie jestem ambasadorką biegania, ale spełniania marzeń. I przede wszystkim dążenia do nich - to jest najpiękniejszy etap ich spełniania. Mój bieg w maratonie trwał 4 godziny i 47 minut, i nastąpił koniec. Tylko że wcześniej było pół roku przygotowań.



Utworzyłaś grupę ,,Aktywni z SM". Kim jesteście?

Osobami, które chcą spełniać swoje pasje, które chcą się przez nie realizować.



Można dołączyć na Facebooku?

Tak. Ja nie chciałabym, żeby do tej grupy dołączali wszyscy, ale osoby, którym zależy na integracji, na wspólnym działaniu. Chcę po prostu, żeby to była grupa ludzi fajnych, zintegrowanych, spotykających się na różnych imprezach biegowych i nie tylko. Cokolwiek, można nawet grać w szachy, byle razem (śmiech).



Wstajesz rano, spoglądasz w lustro i kogo tam widzisz: osobę, która ma określony cel i przy okazji pomaga, czy kogoś niewyróżniającego się z tłumu, ale niosącego nadzieję?

Nie myślę o tym. Nie zastanawiam się za bardzo, jak odbierają mnie inni. Chciałabym, żeby mój przekaz był jak najbardziej pozytywny. Uszczęśliwia mnie to, gdy widzę, że ludzie właśnie tak to odbierają. To nie jest przekonanie o własnej wyjątkowości, ale o tym, że świat i ludzie są fantastyczni i warto z nimi się zintegrować i pewne pozytywne emocje dzielić.


------------

Milena Trojanowska jest biegaczką oraz twórczynią With a Smile, czyli biegania z uśmiechem -  projektu promujący aktywność osób ze stwardnieniem rozsianym. 26 kwietnia 2015 przebiegła swój pierwszym maraton, pokazują tym samym, że nawet chorując, można spełniać marzenia i dążyć do celu. Milena jest absolwentką socjologii na SGGW oraz studentką zarządzania na SGH. Spełnia się też dziennikarsko oraz jest prelegentką podczas konferencji naukowych. 


Zdjęcie pochodzi z fanpage'a bloga Mileny Trojanowskiej



Może zainteresuje Cię jeszcze...

0 komentarze