Nie bądź frajerem, doceń swoje życie

czerwca 02, 2015




Wieje wiatr. Delikatny, bo jeszcze wiosenny. W pamięci mam te silne zawieje, gdy w bezpiecznym domu nad książką, albo wpatrując się po prostu w okno, słyszałem te jęki i huki natury. 


Teraz jest wieczór. Stoję na czerwonym świetle, ktoś na słupie napisał zabawne: STOP xD, odreagowując i oczekiwanie, i brak przycisku, który przyspieszyłby zielone. Z tyłu trawnik. Już nie zielony, a ciemny. Wkrótce nadejdzie noc. 

Nieprawdopodobne, ale od tamtego wieczoru minął już ponad miesiąc. Inspirujące obrazy jednak zostają w głowie.

O n i

Jeszcze jest kilka osób.


Młody chłopak, w dłoni trzyma jednorazową reklamówkę, a w niej prześwituje ulotka wyborcza kandydata na prezydenta. Zaczepia ludzi, prosi ich o drobną kwotę. Jeśli to Twój pierwszy bezdomny, da Ci do zastanowienia. Jeśli kolejny już tylko tego dnia, rutyna szybko pozwoli zapomnieć. Chłopak zaczepia. Idzie przypadkowo dwóch studentów, szybko go spławiają ("bo przecież pieniędzy się nie daje... bo trąbią o tym w tv... bo przepije... bo narkotyki... bo nie..."). Nagle jeden z nich wraca, jakby go natchnęło, jakby niespodziewanie, i mówi: mogę Panu coś do jedzenia kupić. Młody chłopak zgadza się, prosi o bułkę. Słychać, jak opowiada, że współlokator go ,,wykiwał" i został głodny, bez dachu nad głową, że kilka godzin tak włóczy się po mieście. Nie jest ważne, czy może zadzwonić do rodziców, czy nie. Nie wiadomo też, czy ma kogoś bliskiego. A uczelnia, pomoc specjalnych ośrodków, a jakaś oficjalna droga? Może się wstydził. Nie wiem. Pewnie tak. To nie jest złe, to nie jest też dobre. To po prostu - jest. Przypadkowy potrzebujący i przypadkowi dwaj przechodnie.

**

Na przystanku autobusowym stoi kobieta z synem. Dorosły chłopak, z porażeniem mózgowym, na wózku inwalidzkim. Najeżdża pojazd, do kobiety podchodzi młodzieniec.
- Pomóc pani?
- Nie, dziękuję (po chwili): Ale dziękuję, że pan pyta.
Wsiadają, autobus odjeżdża. W oczach pani widać miłość, mnóstwo miłości, którą obdarza syna. G.Greene napisał:
(...) bo miłość (...) nie bierze się ze wspólnie przeżywanego szczęścia, tylko ze wspólnego nieszczęścia (...)

Pani nie wygląda, jakby była nieszczęśliwa. Ona po prostu kocha i cieszy się z każdej chwili, którą spędza z synem. Nie jest ani smutna, ani rozentuzjazmowana. Po prostu jest, jest z synem, a on z nią.


***


I jeszcze chłopak, który gdzieś idzie (może do ukochanej?). Skraca sobie drogę przeskokiem przez kałużę. Nie wstydził się, zareagował spontanicznie. Cieszy się życiem. 

Na pewno ma na co dzień jakieś problemy. Śmiało mogę rzec, że ma też marzenia, a części z nich ani nie spełnił, ani nie ziści w przyszłości. I pewnie wie o tym doskonale. A mimo to znajduje powody do szczęścia.

****

Nie mogę się pozbyć też z głowy pewnej pani. Schludnie i gustownie ubrana. Może nie jakoś przesadnie elegancko, ale ładnie. Trzyma w dłoniach mały prostokącik i wyciąga nagle z niego laleczkę. Taką zwykłą, w latach 90. każdy stragan i bazarek miał w swej ofercie właśnie taką. 

Włosy blond, rzadkie, widać prześwit na czubku głowy. 

Pani ogląda laleczkę, głaszcze jej włosy, zgina rączki i nóżki, ogląda zabawkę z każdej strony. Nie pamiętam, ale chyba uśmiecha się nawet pod nosem. Wkłada laleczkę do pudełka, a to jeszcze czyta i ogląda. 

Pewnie jedzie do wnuczki, a to jest dla niej prezent. Nie wiem, może dziewczynka się ucieszy, a może nie ("bo to nie upiorna lalka, Barbie, albo jakiś hit zabawkarski"). Może rodzice uznają kobietę za sknerę, co to przynosi chińską gumową lalkę, zamiast kasę sypnąć, albo wykosztować się na coś lepszego, a może ucieszą się z małego podarunku, ale prosto z serca?  

*****

Spoglądam na panel boczny Facebooka, który wyświetla aktywność moich znajomych. Jedna z koleżanek pisze na swoim profilu coś w stylu: rysowanie buziek na zakurzonych półkach. Myślę sobie, jakie to proste, a jakie zarazem głębokie. Pewnie nie pisała tego z taką intencją, a jednak wyszło jakoś tak na maska optymistycznie.


Wiesz dlaczego o tych ludziach wspominam (wszyscy są prawdzi, uwierz mi na słowo, proszę)? Bo łączy ich jedno: potrafią cieszyć się z życia i życiem. Bo zdaję sobie sprawę z tego, że lekko nie jest, ale oni potrafili docenić małe prezenty od świata, opuścić długi dzień na rzecz jednej i przyjemnej chwili. Byli trochę jak dzieci. 

R o k   d z i e c k a

Dopiero był Dzień Dziecka. Świętowały dzieciaki, dorośli składali im życzenia. Ale to jeden dzień. A przez te wszystkie 365 dni w roku jest jeszcze jedno święto: dzień wewnętrznego dziecka - nie infantylnego, a kochającego każdą chwilę. Dojrzałego, dążącego do rozwoju, ale potrafiącego zadawać sobie i innym pytania, szukać na nie odpowiedzi. I cieszyć się: czasem spontanicznie, czasem z powodu (ale i tak szczerze). O tym warto wspomnieć 2 czerwca. 

Dlaczego?

Znowu G.Greene (jak ja go uwielbiam!) z książki - Ministerstwo Strachu - którą odkopałem w bibliotece (poprzedni cytat też z niej):

Dzieciństwo spędzamy pod jasnym słońcem nieśmiertelności: niebo jest wtedy miejscem bardzo konkretnym, położonym nie dalej niż miejscowość nadmorska, do której się jeździ na wakacje. Zawiłe szczegóły świata dziecko widzi na tle monolitów oczywistości; Bóg jest dobry, dorosły zna odpowiedź na każde pytanie, prawda istnieje, sprawiedliwość działa precyzyjnie jak miara krawiecka i niezawodnie jak najlepszy zegar. Nasi bohaterowie odznaczają się prostymi cnotami: odwagą, prawdomównością, sprawnością w walce i tym, że zawsze zwyciężają. Dlatego żadne książki nie zadowalają nas tak jak te, które nam czytano w dzieciństwie, one bowiem obiecywały świat oparty na prostych, dobrze nam znanych zasadach. W książkach, które czytamy, gdy jesteśmy starsi, wszystko się komplikuje i pełno w nich sprzeczności.



 Z a m e k   w ś r ó d   d r z e w

Jakoś się chmurzy, ale jeszcze nie pada. Chyba była wycinka. Dopiero stało tu wiele drzew, a już leżą kilkumetrowe martwe ciała, które niedawno wydawały mnóstwo liści i sięgały nieba. Dzieciaki biegają po nich, ganiają się, wyobrażają sobie wymyślone krainy. Gdzie ich rodzice? Przecież ubezpieczenie, ręce i nogi łamliwe, nadziać się można na gałęzie, albo spaść. 

Przecież to niebezpieczne! Ja przynajmniej nie podzielam takiej zabawy, serio. Mało to człowiek w telewizji się naogląda?

Pamiętam, że biegało mi się wtedy fajnie. To kilka chwil, ułamki sekund. Nikt nie potrafił tych dzieciaków upilnować, tak się bawiliśmy! Oczywiście szybko zjawił się ktoś dorosły i zabawa się skończyła (choć dorosły nie wiedział, jak wyglądała, a nawet że pojawiła się). Szybko trzeba było opuścić magiczną - albo nie magiczną, a tak realną, że aż wymagającą odkrycia i sprawdzenia każdego kąta - krainę i pójść do miasta, towarzysząc dorosłemu przy załatwianiu spraw.

P o   l a t a c h

Chyba trochę, albo i bardzo, dorośliśmy. Ale gdy potrafimy się cieszyć, dopóki pamięć i wspomnienia, dopóki na horyzoncie pojawia się jakaś radość, wracamy do tej cudownej, pięknej i tak bogatej krainy pośród drzew. I odkrywamy ją. Serio.


P S.

To chyba nieliczny z wpisów, gdy nie rozwijam punkt po punkcie tematu z tytułu. Ale on tu jest: w tych ludziach, w tych obrazach. Słowo: frajer ma znaczenie negatywne, ale tu chodzi o naiwność, o głupotę. O ten rodzaj głupoty, który psychice podpowiada, że nie warto, że na co się silić, że coś nie ma sensu

Tak podsumowując proszę Cię: Nie bądź głupi, doceń swoje życie. Dlaczego? Bo ma wiele odcieni i jest wyjątkowe. I można nim się cieszyć. Serio. W trudnych chwilach pamiętać warto.





Wszystkie wykorzystane w artykule zdjęcia podlegają darmowej i legalnej licencji CC (Creative Commons) pozwalającej na dowolny użytek i rozpowszechnianie w sieci oddanych do tego użytku materiałów; Zdjęcia na licencji CC pobrano z:   http://www.publicdomainpictures.net - See more at: http://siemowi.blogspot.com/2014/07/co-o-by-sie-stao-gdyby-zamiast-pikarzy.html#sthash.2VOocyaJ.dpu

-----------



Wykorzystane w artykule zdjęcie podlega darmowej i legalnej licencji CC (Creative Commons) pozwalającej na dowolny użytek i rozpowszechnianie w sieci oddanych do tego użytku materiałów; Zdjęcie na licencji CC pobrano z:   http://www.publicdomainpictures.net


Może zainteresuje Cię jeszcze...

0 komentarze