Podróż to czasem życie. Jak radzić sobie z rozstaniem?

czerwca 23, 2015




I nagle wszyscy zostali sami. Tak nie kończy się żadna z baśni a tak właśnie jest. Przychodzi noc. Albo wszyscy zajęci życiem rozejdą się a ty zostajesz sam. Choć otaczamy się innymi, człowiek ostatecznie i tak pozostaje samotny. 

Kładę na biurku żarówkę. Wykręciłem z średniej wielkości czarnej lampki. Po drodze pewnie rozbiłaby się, a pewnie i tak się już nie zmieści. Mam tak wiele, że już się nie zmieści. To zabawne: człowiek to tylko te trzy torby. Czy ja to tylko kilka rzeczy? Jest też wnętrze, ono bogatsze i cenniejsze zawsze i u każdego. Ale mówię o zewnętrznej stronie. Kilka koszul, spodnie, książki, rzeczy codziennego użytku i naczynia - to ja?

Na biurku leży żarówka. To chyba symbol wiedzy tu zdobytej i zabranej ze sobą. No i w tym pokoju powstało kilkadziesiąt wierszy, skończyłem pisać kolejną powieść, czytałem kolejne książki. Został jeszcze jeden but. Drugi spakowany, ten jednak nie chce zmieścić się w bagażach, w których szpilka może i by się jeszcze i zadomowiła, ale zeszyt już nie. Siłuję się, siadam, przewracam torby i obracam - próżny mój trud. But jakby wołał: zostań, nie idź. Nie widzisz, to znak! Zostań tu. Z trudem, ale udało się. But schowany (a więc nie zostaję, to pewne).

Ale ja tu jeszcze wrócę, wkrótce. Osiądę w innym miejscu, z innymi ludźmi. Jednych już pożegnałem - oni nie wrócą do tej części historii i rozpoczną swą nową opowieść, podczas gdy ja zacznę kolejny rozdział tej swojej. Pierwsza część oto skończyła się. Nikt nie żył długo i szczęśliwie, bo historia bohaterów trwa nadal. Teraz są przy motcie otwierającym rozdział, wkrótce wybrzmi pierwszy akapit.

W   p o d r ó ż y 

Uwielbiam podróżować - to za mało. Ja to kocham! Pociąg najpierw lekko przesuwa się po torach, potem nabiera prędkości. Mijany świat, zieleń zostająca w tyle, budząca się do życia natura na wiosnę, zmęczeni pracą ludzie w lecie, opadające liście i  parująca, pachnąca orzeźwieniem gleba w październiku i biel w grudniu. Na początku obserwowałem świat za szkłem, później do tej trasy przywykłem i w ciszy mogłem poczytać.

Kocham podróże, nie lubię pożegnań. Człowiek musi jednak do nich przywyknąć. Każde rozstanie uczy nas na przyszłość. Każda nieobecność uczy miłości, większej gdy chwilowo nie ma kogoś obok. 

Musiałem ostatnio pożegnać kilka osób, z którymi zaprzyjaźniłem się przez minione trzy lata. 

Jeśli nie łamiemy prawa i chodzimy do szkoły, pierwsze pożegnania dosięgają nas już w zerówce, potem są kolejne szkoły. Każdy kiedyś zegna się z ludźmi. Pisałem kiedyś o tych przyjaźniach ze szkolnej ławki

Nie bolało mnie tak bardzo. Dlaczego? Bo już w szkole średniej odkryłem sztuczkę, która potrafi złagodzić emocje końcowe. Jaką? Kilka miesięcy wcześniej uświadamiam sobie, że prawdopodobnie niedługo będzie trzeba się rozstać. Pozostały więc czas staram się wykorzystać jak najlepiej, najpełniej, korzystać na maksa z tego czasu i spotkań. A przygotowany wcześniej w decydującej chwili łatwiej to znoszę. Łatwiej, lecz nie w pełni. Chyba już przeszło. Dlaczego?


Warto wyciągać więcej radości z każdego spotkania. Pozwoli to pełniej przeżywać bliskość. I podziękowanie Bogu, aniołom, spotkanej osobie, życiu, światu - właśnie za to konkretne spotkanie. Zamiast smucić się z rozstania, które i tak jest nieuniknione, bo jeśli coś się zaczyna to i skończyć się musi, warto cieszyć się właśnie z tego kontaktu i obecności drugiej osoby. Za każdym bowiem rozstaniem jest spotkanie, a za każdym spotkaniem radość (choć w tle mamy i odejście) - celowo w tej definicji nie ma miejsca na smutek

Bo jeśli teraz jest smutno, to znaczy że było dobrze, wartościowo, że w pełni się ten dany czas wykorzystało, że też dało się wiele zaangażowania. I może można było dać więcej, ale to nie jest istotne teraz. Na wnioski przyjdzie czas gdy emocje już opadną.

Gdy człowiek rozstaje się i jest mu smutno, zadaje sobie być może pytanie: czy warto więc było angażować się w przyjaźń? Gdyby człowiek nie przywiązał się, mniej by teraz bolało. 

Ale tak samo można spytać, czy wiec lepiej nie rodzic się, bo kiedyś przyjdzie starość. Żyje się przecież chwilami i dla chwil. Chyba. I ja tak myślę. Jest w głowie wiele wspomnień. One są najcenniejszą pamiątką. Jeśli człowiek nie angażowałby się, nie otrzymałby od świata za wiele. Dzięki ludziom, którym zaufałem, nauczyłem się krytycyzmu wobec świata, refleksyjności, poznałem siebie i swoje przekonania nie w teorii a w praktyce, ukształtowałem siebie. Wierzę, że nawet jeśli nasze spotkania trwały kilka minut, też im coś zostawiłem od siebie.

Tu nie chodzi o to, by otaczać się ludźmi, z którymi tak samo się myśli. Najwartościowsze spotkania, w których uczestniczyłem, to te, gdy z rozmówcą nie zgadzaliśmy się,  a mimo tego szanowaliśmy i lubiliśmy ze sobą rozmawiać.

K o m u n i k o w a ć   s i ę

Mógłbym teraz rozpisywać się o tym, jaką to nostalgię przeżywam, gdy właśnie uświadomiłem sobie, że minęły trzy lata na studiach w Lublinie, a wydaje mi się, że to był tylko miesiąc. Mógłbym opisywać każdy z etapów (przygotowania do studiów, naukę do tych trudniejszych egzaminów i sesje, które upływały migiem. Fascynację miastem, praktyczne wskazówki i życiowe nauki z tych dni, sylwetki osób). 

Mógłbym, ale jedyną osobą, którą to zainteresuje, będę ja.

Oprócz tych kilku hurtem rzuconych myśli chcę Ci powiedzieć, że jeśli nic nie wskazuje na to, że któryś z Twoich znajomych lub bliskich ma zmienić miejsce zamieszkania i może Wasze kontakty będą rzadsze, to staraj się (myśląc przyszłościowo) budować już teraz swój album wspomnień. Dbaj i pielęgnuj swoje kontakty z innymi, bo to najcenniejsze, co masz i co mogłeś otrzymać. 

W dobie elektronicznych komunikatorów i telefonów te więzi i relacje są łatwiejsze. To, że moi znajomi i przyjaciele rozjeżdżają się w różne części kraju nie znaczy, że kontakt urywa się. Ale facebookowy czat rozmywa wszystko. Wiele cennych rozmów odbyłem przez Facebooka, dotyczyły życia, kultury, psychologii, niektóre były po prostu...hmmm...bardzo ekspresywne. I szkoda że nie są, jak to w korespondencjach stojących na półce, spójnym gatunkiem mających wstęp, rozwinięcie i zakończenie. Zachęcam Cię więc do wysłania czasem tradycyjnego listu albo chociaż maila. Trochę to wsteczne? Wcale nie! Zobaczysz, gdy zbierzesz stosik takich pisanych ręcznie/wydrukowanych ze skrzynki elektronicznej listów. Lepiej czyta się je, niż rozproszone w komunikatorze internetowym myśli. Kiedyś tak mailowałem, polecam. I mam zamiar na stałe to wprowadzić do swego życia.

Za każdym bowiem rozstaniem jest spotkanie, a za każdym spotkaniem radość (choć w tle mamy i odejście) - celowo w tej definicji nie ma miejsca na smutek. - See more at: http://siemowi.blogspot.com/2014/09/zacznij-wreszcie-zyc-prawdziwym-zyciem.html#sthash.DBRyCHFh.dpuf
W y c i ą g n ą ć  w n i o s k i

Miałem zamiar nie smucić się, w dobie Facebooka i skrzynki mailowej. Ale... kilka  pożegnań jednak mnie smuciło. Uczestniczyłem niedawno w pewnych zajęciach. Na kartkach mieliśmy zapisać, co jest dla nas ważne. Uświadomiłem sobie - tak na piśmie -  że to bliscy i wiara. Taka para. Wiedziałem to wcześniej, ale wreszcie napisałem. 

Po tym spotkaniu zabrałem swoje bagaże i udałem się w kolejną podróż. Nie ostatnią, ale już nie była pierwszą.

Podróż to przecież czasem życie. Spotykasz jednych ludzi, by po chwili z nimi rozstać się: na zawsze lub na chwilę. Nigdy nie wiesz, czy aby na pewno dojdziesz tam, gdzie sobie zaplanowałeś. Czas dojazdu również jest nie zawsze znany. Nie wiem, czy z tymi ludźmi coś mnie jeszcze nie połączy. Pamiętam o nich, oni o mnie.

Życie jest podróżą, podczas której zbierasz doświadczenia. Podróż czasem jest życiem, szczególnie gdy przemieszczasz się. Tylko bagaże się zmieniają, mało ich, nie definiują przecież człowieka. To człowiek zmienia się, bo czerpie od innych.

Najlepszym bagażem, który zawsze masz ze sobą, jesteś Ty. Masz w głowie wspomnienia, masz wiedzę, masz pomoc dla drugiego. Kiedyś, gdy umierał człowiek, płonęła biblioteka. Metaforyczna. Bo każde odejście boli. Bo z odejściem każdego człowieka świat coś traci. Ale póki są świadkowie, człowiek cały nie odchodzi.

Przychodzi taki dzień, gdy trzeba pożegnać się. Radość opada, pozostaje smutek i nostalgia. Z jednej strony smucisz się, z drugiej jednak wiesz, że jesteś spełniony, bo dałeś z siebie wiele. Może i dało się więcej, ale finalnie nie jest tak źle. Może i są oraz byli lepsi, ale Ty przecież też najgorszy nie jesteś. Przychodzi taka chwila, gdy wybrzmiewa zwykłe: ,,dziękuję". A potem już zamykają się drzwi, drogi się rozchodzą, zostają wspomnienia. Piękne wspomnienia.

Dziękuję!




Wszystkie wykorzystane w artykule zdjęcia podlegają darmowej i legalnej licencji CC (Creative Commons) pozwalającej na dowolny użytek i rozpowszechnianie w sieci oddanych do tego użytku materiałów; Zdjęcia na licencji CC pobrano z:   http://www.publicdomainpictures.net - See more at: http://siemowi.blogspot.com/2014/07/co-o-by-sie-stao-gdyby-zamiast-pikarzy.html#sthash.2VOocyaJ.dpu

-----------



Wykorzystane w tekście zdjęcie podlegają darmowej i legalnej licencji CC0 (Creative Commons 0) pozwalającej na dowolny użytek i rozpowszechnianie w sieci oddanych do tego użytku materiałów; Zdjęcia na licencji CC0 pobrano z:   https://unsplash.com/


Może zainteresuje Cię jeszcze...

0 komentarze