Czego słuchać? Różne gatunki i 9 płyt na drugą część lata

sierpnia 13, 2015




Sztuka oczyszcza, ale muzyka to już w ogóle. Po ciężkim dniu, albo u progu nowego jednak piosenka może sporo w tobie namieszać. Od dawna chciałem podzielić się na blogu tymi płytami, którymi żyję. 


Muzyka to coś intymnego. I kruchego. Każdy słucha czegoś innego, niekoniecznie może cię interesować to, przy czym ja spędzam czas. Ale być może chcesz, żeby podsunąć ci jeden lub dwa krążki, na które wcześniej nie zwracałeś uwagi. Ja lubię łowić nowości, odsłuchiwać poszczególne utwory albumów, porównywać je ze swoim gustem. Jest w tym klimat, magia i ciekawość połączona z niepewnością. I pęd, by szybko dobiec do końca. Mam płyty ,,ambitniejsze" ale i takie będące przedmiotem popkultury (nie wiedzę w nich niczego złego). Jest ciepło, jest lato, są jeszcze wakacje. Postanowiłem o tym nie zapominać :)

Chcę zaprezentować Ci kilka płyt, przy których można fajnie odpocząć, czyli i pobawić się, i spotkać ze znajomymi. Przy niektórych może odrobinę pomyśleć, a przy innych po prostu zrelaksować się lub złapać dobry humor (albo chociaż kilka dobrych myśli, kto wie, może nawet twórczych). Nie ograniczam się tu do jednego gatunku, w życiu codziennym też (tylko czasem jak się do jednego krążka dopadnę, tak męczę kilka dni bez przerw na coś innego). Trochę jest z kultury masowej, obok jednak i akcenty z (mam nadzieję) powiewem czegoś świeżego spoza głównego nurtu. Słuchałem i gromadziłem krążki przez wiele tygodni. O niektórych być może niedługo coś jeszcze napiszę, jedną już kiedyś przywoływałem, a dla niektórych krążków będzie to jedyna okazja do ich pokazania. Kusiło podzielenie tego zestawienia według nastrojów, zaniechałem jednak tego. Wymieszałem tak, żeby było obok siebie trochę znanego i trochę nie. 


ImanyThe Shape of a Broken Heart (2012)

Ten krążek już dawno mnie kupił. Zamiast czytać wyjaśnienie, po prostu posłuchaj (nie mówię nawet o You will never know, bo to chyba najbardziej znany utwór nawet przez kogoś, kto nie kojarzy artystki). Charakterystyczny i porywający głos, emocjonalne wykonanie. Mogę słuchać i tej wersji podstawowej i nawet akustycznie. Najpierw pada na ciebie czar, a potem nie jesteś w stanie wyjść spod jego uroku. I z zachwytu. Ale zanim zaczniesz myśleć, najpierw pokornie słuchasz do końca. I za jakiś czas powtarzasz. Dlaczego? Bo ta muzyka cię porywa w krainę, gdzie jest dobrze. A tam, gdzie czujesz choćby pierwiastek dobra, chcesz przebywać dłużej. I częściej. Refleksyjny krążek, ale jednocześnie gorący, bo powiewający Afryką. A więc jak najbardziej na lato.


 

Stanisława Celińska - Atramentowa (2015)

Z przypasowaniem tego krążka mam lekki problem. Nie jest to płyta z głównego nurtu, wymaga skupienia, nie trafi też do każdego. A mimo to odniosła niebywały sukces. Stanisława Celińska – aktorka, ale i artystka śpiewająca (celowo nie używam słowa piosenkarka, bo pani Stasia jest artystką z krwi i kości) nagrała Atramentową, do której słowa napisali m.in. Dorota Czupkiewicz, Wojciech Młynarski, Muniek Staszczyk, a za sprawą piosenki zespołu Hey i akcent Nosowskiej pojawia się w warstwie tekstowej. Myślę, że to miał być projekt artystyczny, nie płyta o której będzie głośno. A jednak. Gdy kupiłem, o płycie już mówiło się w mediach, ale jeszcze nie o jej wielkim sukcesie. Pomyślałem sobie, że warto, aby na coś tak cennego rzuciło się wiele osób, bo to pokaże, że dobrze sprzedają się i rzeczy z pozoru odrobinę niszowe. Ale nie tylko. 

Urzekły mnie te interpretacje, ta nostalgia, głębokie i przemyślane teksty. Urzekają wszystkie utwory, po jakimś czasie oddycha się już nimi. Miała to być płyta na pochmurny dzień, do pomyślenia i chwili odpoczynku, stała się naturalnym towarzyszem poranka lub wieczora. Jeśli pojawia się optymizm, jest to radość wynikająca z doświadczenia – świata, życia, człowieka. Jeśli smutek – smutek oczyszczający. Wielka słota w duecie z Muńkiem Staszczykiem, pewnego rodzaju rozliczenie z przeszłością, może trochę przestroga dla wychowujących dzieci rodziców? Dająca nadzieję w rozstaniu Obfitość, Do rycerzy, do szlachty, do mieszczan z repertuaru Katarzyny Nosowskiej, Drzwi odemknij. Mnóstwo innych. Stanisława Celińska gdy śpiewa, przekazuje całą siebie. I nie brzmi to jak truizm albo utraty slogan. Naprawdę, nie można tego chyba inaczej nazwać. To jest śpiew, który oczyszcza. Stanisława Celińska śpiewa często. Miłośnikom polecam jeszcze dawniejszy krążek Nie jesteś sama. Piosenki Agnieszki Osieckiej. Tu też jest moc. Kolejny raz płyta, którą kupiłem dla kilku odsłuchań na specjalne okazje, stała się krążkiem na każdy dzień.


 

LemON- Scarlett (2014)

Śledzę ich twórczość od pierwszego krążka. W dniu premiery drugiej płyty Scarlett odsłuchałem całość w Spotify i miałem lekko mieszane uczucia. Poziom był ten sam, czyli poprzeczka zawieszona dosyć wysoko, było jednak trochę bardziej energicznie, mniej łemkowskich słów na rzecz tekstów przetłumaczonych. Wychwycić smaczki pozwoliła dopiero fizyczna płyta. Dlaczego? Bo drugi krążek jest równie nostalgiczny, refleksyjny, co więcej: dopracowany w warstwie słownej. Pierwsza płyta urzekała talentem Igora Herbuta i muzyków, kompozycje i wykonanie porywały, tylko słowa czasem lekko skrzypiały. Trochę za bardzo monotematycznie, miałem wrażenie. Drugi krążek wszystko naprawił, przekaz w połączeniu z i śpiewem charyzmatycznego wokalisty, i muzyków, to spójny oraz wartościowy projekt. 

LemON jest zespołem i skrzywdzonym, i jednocześnie obdarowanym. Są na listach przebojów, mają wielu fanów, są grani, zapraszani, koncertują i wszędzie ich słychać. Płyty też dobrze się sprzedają. To niebywały sukces. Tylko że kojarzą się z masowością, z produktem mediów i prywatnych stacji radiowych. I pewnego talent show. A to ich krzywdzi, bo kojarzą się zatem z komercją. A nie powinni, bo to zespół i rokujący, i tworzący dobrą, wartościową, artystyczną muzykę. Bo oni są artystami, nie tylko zespołem. Wrzucenie ich przez radio do jednego worka z jedno sezonowymi gwiazdami pop szkodzi im. LemON mógłby pójść, bardzo to upraszczając, drogą zespołu Hey, Meli Koteluk, Domowych Melodii, albo kogoś znanego i docenianego, ale jednocześnie nieobecnego w głównym nurcie. 

A sama płyta?  Wypełni i pogodne, i trochę deszczowe dni. Można spokojnie włączyć i samemu się wyłączyć (albo wsłuchując się w muzykę, albo też zajmując się czymś innymi, mając gdzieś w tle śpiew Igora Herbuta). Naprawdę, jedna z niewielu moich płyt, przy której mogę być trochę nieobecny. A jednocześnie to też wartościowy materiał.




M. Kydryński (wybór), różni wykonawcy - Siesta - muzyka świata.

Pamiętasz taniec w teledysku do Lambady? Włączasz tę płytę i już tam jesteś. Marcin Kydryński – dziennikarz muzyczny Polskiego Radia przygotowuje krążki, które zabierają w różne części świata, przenoszą z Europy na inne kontynenty. Pod wspólnym szyldem Siesta - muzyka świata tworzy co jakiś czas płyty przenoszące w różne rejony świata. Ja mam (i też wypowiadam się tylko na tej podstawie) Siestę nr 6, na której słychać m.in. uroczą i niezwykle utalentowaną Stephen Bishop, albo pobudzający utwór War / No More Trouble wykonywany przez  Playing For Change. Te dwie rzeczy najmocniej do mnie docierają. Podobnych emocji dostarcza też drugi krążek Siesta Festival 2014.

Energia, różnorodność, przy okazji próbka czegoś świeżego i zaskakującego. Długie godziny spędzone na delektowaniu się. Są utwory spokojniejsze do porannej kawy, jest coś na wieczorny dancing, a nawet do spontanicznego pobawienia się i naładowania energią. Każdy utwór opatrzony komentarzem z podróży Kydryńskiego (w załączonej książeczce do mojej Siesty 6, bogatej również w piękne fotografie; Festival jest bardziej oszczędny w gadżety, choć i tak tu przecież nie o karteczki chodzi a o dobrą muzykę). Wydaje mi się, że nieważne po który z krążków sięgniesz, i tak nie pożałujesz. Daj się porwać. Po prostu.


Tabb and Sound'n'Grace - Atom (2015)

Gdy po raz pierwszy usłyszałem, pomyślałem coś w stylu: to jakiś pop. Za jakiś czas jeszcze raz pilnie przesłuchałem całość i zmieniłem zdanie. Dach, Możesz wszystko, Na pewno, Niebo - te utwory najbardziej doceniam. Podoba mi się. I to może być naprawdę produkt eksportowy, bo słuchając tej płyty masz wrażenie, że to rozrywka, która nie obrazi twojego zmysłu artystycznego. Już nie mówię o słowach, które mają sens i nawet krzepią. Już nie wspominam o żywiołowości tego krążka. Lekko, na temat i przyjemnie. Na razie w Spotify, ale plany zakupu już odłożone w czasie. Jeśli pojawia się słowo: lato, to skojarzenie musi być i takie.




Robbie Williams- Swings both ways (2013)

O tej płycie pisałem już. I ciągle mnie zaskakuje. Miał to być krążek do posłuchania przed karnawałem, albo na rozpogodzenie ponurej zimy. Tymczasem już mi towarzyszy przez trzy pory roku. Tak, latem spisuje się doskonale. Pierwotnie miałem do tej płyty wracać raz lub dwa w roku, wracam co kilkanaście dni. Swing i Robbie Williams – duet idealny. Swoją recenzję już napisałem. Dodam tylko, że taka podróż sentymentalna i zabawa jej towarzysząca to przepis na udany romans człowieka z wakacyjnym czasem wolnym. Odskocznia dla płyt wymagających w tym zestawieniu.


 

Różni wykonawcy - Nowe Pokolenie 14/44 (2014)

W sierpniu wspominamy i świętujemy wiele rocznic, jakoś tak intensywniej myślimy i o Polsce, i o wolności. Jest też rocznica Powstania Warszawskiego. Gdy trafiłem na tę płytę jakoś w okresie zimowo-wiosennym, nie schodziła z listy mojego słuchania przez długi czas. Słowa sprzed ponad 70 lat i konfrontacja ze współczesnością. O.S.T.R, Sobota, Mateusz Krautwurst i inni. To po prostu energia – energia płynąca z serca i ze słów. Moje ulubione utwory to  Dlaczego nie mam takiej mocy,  Kołysanka (Nad Warszawą deszcz) i Dziś idę walczyć - Mamo! Do posłuchania i pomyślenia. I do przeżycia. Tę płytę się przeżywa i nią się oczyszcza. Aha, i oddaje hołd i pamięć poległym. I czuje wdzięczność.




Różni wykonawcy - RMF 80's (2014)

Co ja mogę powiedzieć więcej? To spory fragment mojego życia, to jak zapach dzieciństwa. Każde pokolenie mówi, że ich muzyka ,,to była muzyka, a teraz to ci młodzi nie mają już takich zespołów". A później ,,ci młodzi" tak mówią o kolejnych. Nie wchodzę w tę dyskusję, bo wyszedłbym stereotypowo i nieoryginalnie :D Moonlight shadow, Twist in my sobriety, Holding out for a hero,  I just died in your arms, Flashdance...what a feeling. Oczywiście i Perfect i Lady Pank (czyli Niewiele ci mogę dać i rzecz o pewnej narzeczonej, co to okazała się kryzysową być). Dwupłytowe (!) wydanie i prawdziwa śmietanka śmietanek (czasem są albumy, na których lata 80-te owszem są, ale mało co kojarzy taki ktoś jak ja urodzony ponad dekadę później; tu kojarzy lub zna się wiele utworów). A to już płyta na zabawę, żeby odpocząć i jeszcze do sympatycznego przemieszczania się między kurortami. Sprawdza się i na ciepło w wakacje, i na zimno w karnawale (sprawdzone - potwierdzam).



I jeszcze jestem ciekawy, oczywiście w miarę możliwości, czy ktoś mi coś poleci do posłuchania :)


 


Wszystkie wykorzystane w artykule zdjęcia podlegają darmowej i legalnej licencji CC (Creative Commons) pozwalającej na dowolny użytek i rozpowszechnianie w sieci oddanych do tego użytku materiałów; Zdjęcia na licencji CC pobrano z:   http://www.publicdomainpictures.net - See more at: http://siemowi.blogspot.com/2014/07/co-o-by-sie-stao-gdyby-zamiast-pikarzy.html#sthash.2VOocyaJ.dpu

-----------



Wykorzystane w tekście zdjęcie nr 1 podlega darmowej i legalnej licencji CC (Creative Commons) pozwalającej na dowolny użytek i rozpowszechnianie w sieci oddanych do tego użytku materiałów; Zdjęcie na licencji CC pobrano z:   http://www.gratisography.com  Zdjęcie nr 2 jest własnością autora bloga.


Może zainteresuje Cię jeszcze...

0 komentarze