Jak zmotywować się do pisania i odrzucić zniechęcenie?

sierpnia 08, 2015




Sporo pisałem i piszę. I czasem pisanie jest dla mnie sposobem na wyrzucenie z siebie kilku myśli, ale często to po prostu rzemiosło. Bardzo często więc wypalam się. Wcale niezbyt rzadkie były proporcje 7:3, przy czym ta większa cyfra to godziny słuchania muzyki i przeglądania sieci, a ta mniejsza to nagłe sprężenie się i wykonanie pracy, na którą miałem wiele czasu (i to wykonanie w krótkim czasie). Jeśli i Tobie zdarzy się wypalenie, możesz chcieć w jakiś sposób zainspirować się tymi poradami.




Kilka luźniejszych płaszczyzn, na których jeśli zadziałasz, możesz choć trochę podnieść swoją motywację do pisania.

Ta motywacja często jest, tyle że zasłonięta narzekaniem. Narzekasz, gdy któryś raz siadasz do komputera, a tu nadal pusty ekran. Albo gdy nie widzisz efektu i zniechęcasz się. Czasem wystarczy kilka ,,oszustw" dla  mózgu.

✎ Gdy brak motywacji to warto przejrzeć swoje prace z przeszłości.  

Tak robię. Włączam sobie dawne teksty i czytam tak, jakbym widział to pierwszy raz, uśmiecham się, czasem wytykam błędy myśląc nad tym, jak zrobiłbym to teraz. Nie chodzi tu o jakiś literacki narcyzm, ale o to, by dostrzec coś, co się już zrobiło, by mieć swój ulubiony tekst i do niego wracać. Gdy tworzę powieść, oglądam wcześniejsze rozdziały, przerzucam je wzrokiem, wyciągam swoje własne wydane kiedyś jako ebooki i wydrukowane wiersze i czytam je. Czasem to się kończy odłożeniem tej własnej liryki na bok i sięgniecie po kogoś ze znanych. Ale pierwszy krok się liczy. Wiesz o co mi chodzi? O taką dziecięcą frajdę z tego, że coś się zrobiło. Takie dziecięce wołanie kogoś starszego, by pokazać zamek z piasku lub babkę w piaskownicy.

✎ Muzyka 

Są ludzie, którzy jej potrzebują przy pisaniu. Ja umiarkowanie. Zazwyczaj włączam i zamiast pisać, zapętlam dane utwory lub słucham danej listy kilka razy (ukłon w stronę Spotify). Tylko że bez muzyki jak bez dwóch kaw dziennie - nie potrafię często żyć. I choć muzyka odwodzi mnie od pracy, zaczynam od niej pisanie, słucham, relaksuję się, odpoczywam. Czasem dyktuje mi klimat i pozwala otworzyć emocje, nadaje tekstowi ton, czasem słucham w tle i nie przeszkadza mi, gdy już się skupię i tkwię w tekście. Często jednak jest to coś nie po polsku, folkowe, albo łagodne. Kiedyś dobrze mi się pisało przy lemONie, ale i przy Imany. Hey nie jest zły, pojedyncze utwory grupy Golden Life, ballady rockowe albo coś ze światowej klasyki lat '80. Zależy co kto lubi. Obecnie słucham muzyki podczas pisania mniej, ale sporo tekstów (a nawet licencjatu) powstało przy playliście. Ja lubię muzykę. Ale jeśli nieopodal leży ładna grafika, stare zdjęcie, obraz - też może mnie pobudzić do działania.

✎ Uśmiechnięty autor zaraża nastrojem

Spięty będziesz miał tendencję do równoważników zdań i szybkości streszczenia myśli. Obie rzeczy są fajne i potrzebne, ale gdy konwencja im tego nie podyktuje, nie kupią twojej i mojej uwagi. Będzie się tam czuło sztywność i pośpiech autora. Nawet doktorat z weterynarii o kleszczach można napisać kreatywnie i z należną powagą.

✎ Pora. 

Ważna. Nie lubię i niekoniecznie potrafię pracować rano. Nawet gdy planuję pisać cały dzień, serfuję w sieci i słucham muzyki, przerabiam zdjęcia i robię wiele innych rzeczy, tylko nie te zaplanowane (ostatnio np. przeskanowałem system antywirusem, usunąłem złośliwe oprogramowanie szpiegujące, zaktualizowałem system, wyczyściłem rejestr, usunąłem program z zakończoną licencją, coś ustawiłem w systemie... itd. itp.). W czasie sesji robię porządki na półkach i odświeżam maila oraz Facebooka. I służę pozamiataniem piachu na pustyni. A gdy już robi się ciemno, zapalam lampkę i w ciągu 2 godzin wyrabiam normę, ewentualnie skoro świt idę spać po twórczej nocy. Tylko że ja znam siebie i swoje możliwości. Ale gdy dobierze się źle porę, można nabawić się frustracji, bo nie wychodzi, nie przychodzi i nie wchodzi do głowy. Znajdź swoją porę, poświęć kilka poranków i kilka wieczorów na to, by sprawdzić, kiedy najlepiej ci się pisze. Zaowocuje może nie na lata, ale na jakiś czas. Wydaje mi się, że pora może ulec zmianie. Kiedyś zarywałem noce na czytanie, obecnie zarywam co najwyżej godzinę. Ale człowiek też się starzeje, nawet gdy młody.

✎ Od razu pisać

Mózg mamy na uwięzi, ciągle go zagłuszamy, zaśmiecamy reklamami i telewizją, albo uciszamy w pędzie dnia i spotkań. I taki rozregulowany mózg niekoniecznie posłucha, gdy mu powiesz: teraz mam pusty ekran, chcę coś zrobić i pomyśl teraz, co. Nie posłucha. Fajne pomysły mi przychodzą, gdy uda mi się wcześniej wstać i zamiast w pośpiechu przełykać kawę przy sznurowaniu butów, usiąść przy niej i wpatrywać się przez okno, gdy wstaje świt. Spacer z psem, droga przez miasto, czytanie książki i chwila na zastanowienie, albo (prawdziwa zmora!) przed snem, gdy za 5 godzin muszę wstać a tu mózg nadaje jak szalony lektor czytający audiobook Lalki (choć mój czytał jakoś wyjątkowo wolno, szybciej już śledziłem tekst wzrokiem). Warto gdzieś to notować. Z biegiem lat nauczyłem się, ze kartka to nie najlepszy pomysł bo potem dużo makulatury się gromadzi i trudno to uporządkować (i przepisać), telefon też niekoniecznie, bo zanim wystukasz jeden wyraz, cale zdanie zapomnisz. Ale niczego lepszego nie widzę, a komputer też pod ręką nie jest ciągle. Czasem fajna myśl zaczyna się od słowa, a kończy się na A4 (znam z autopsji). I używam zarówno kartek, notesów, zeszytów jak i telefonu. Czasem wystarczy samo hasło sobie zanotować i potem na spokój w domu je rozwinąć, czasem dłuższa myśl wymaga pełni udokumentowania. Ten wpis tez się zaczął dwiema poradami a przekaźnikiem jest szkic w aplikacji mobilnej bloga (to nie pseudoreklama xD). Tylko że chwila się wydłużyła.


PS. To nie jest wpis o tym, jak dobrze pisać, ale jak w ogóle. Lepiej jeśli tekst odleży, bo później można samemu zganić siebie i usunąć coś, co zbyt szybko wpuszczone do sieci mogłoby stać się szkodliwe. Rzadko tak robię, niestety, ale czasem jednak zdarza mi się. To taka porada.

✎ Znać cel. 

Wiedz co chcesz osiągnąć, dokąd mniej więcej dojść (ale nie denerwuj się, gdy zrobisz część). Doprecyzuj. Gdy siadam i mówie: chce napisać wpis na bloga. To z doświadczenia wiem, niekoniecznie to działa. Ale gdy siadam i wiem, o czym chce napisać, gdy wcześniej zanotowałem na kartce przy komputerze pomysły i poczułem chęć, wenę i coś wybrałem z listy, wtedy to opisuje. Czasem też walczę z pamięcią, bo zanim usiadłem do komputera, mózg już mi wymyślał ciekawe pomysły, konstrukcje, przykłady. Czasem musiałem to spisać zanim włączył się komputer. Gdy masz plan, szybciej to zrobisz. Bez planu czasem tez wyjdzie, bo np. tłumiłeś coś w sobie i nagle siadasz i myśli same wychodzą, choć nie spodziewałeś się ich. Czasem tez warto na taki żywioł iść bo efekty są ciekawe (często głównie dla nas, o coś mogliśmy się nie podejrzewać), wena też czasem tu pomaga. Wyjście z psem i spojrzenie na drzewo pozwala czasem pomyśleć o polityce. Naprawdę, i nie wiem, jak to się dzieje. Ale plan to podstawa i nie tylko przy blogowaniu. Nawet pisząc nowy rozdział powieści warto wiedzieć, co bohaterka zrobi z tym spalonym obiadem i dlaczego jej mąż zrobiłby go gorzej. Bo gdy masz plan, myślisz o nim nawet w niepisarskich okolicznościach, idąc do parku, jedząc obiad. Ja patrząc w drzewo pomyślałem o polityce, bo miałem napisać o niej tekst. I w najmniej oczekiwanym momencie wpadł mi do głowy fundament tekstu, a po spisaniu go, powstały jeszcze mury i dach. A gdy masz plan, szybciej go spiszesz. Zobaczysz efekt i z tej radości nabierzesz ochoty na kolejne teksty. I tak zacznie się twoja regularność. Brawo. Masz teraz pomysł? Nie doczytuj do końca, zminimalizuj okno przeglądarki lub dodaj do zakładek i pisz na świeżo, już teraz.

✎ Kawa i herbata, coś słodkiego.

Lubie mieć coś do picia pod ręka. Nieważne, że zanim wypiję herbatę, będzie już lodowata, a aromatu kawy nie poczuję i będę musiał iść po kolejną. Czasem też zaglądam do kubka i okazuje się, że nie pamiętam, kiedy go wypiłem. Ale dobrze jest zrobić sobie klimat, coś zgromadzić do tego pisania. Ja czasem kupuję coś słodkiego, wmawiam sobie, że mnie to pobudzi i doda energii. Nie namawiam na słodycze, możesz przygotować coś innego. Ważne, byś to lubił i chciał sobie wynagrodzić tekstem trud przygotowania.

✎ Ciesz się i chwal siebie, gdy się uda. 

Złapiesz motywację i chęć do kontynuowania. A gdy się nie uda, nie załamuj się, tylko pomysł, kiedy rewanż. A gdy już pomścisz czas, wtedy się pochwal wewnętrznie. To nie jest tak, że gdy nie napisałeś nic, to zmarnowałeś czas. Nie, ty wtedy poznawałeś siebie i swoje warunki pracy, myślenia, przyzwyczajenia, sposób na siebie. Spytaj kogoś, kto długo pisze. Najpierw 6 stron pisał w dwa dni, a teraz pewnie robi 12 w 6 godzin (lub mniej). Czasem też po prostu myśli nie idą. Warto albo przerwać (gdy organizm przysypia) albo pisać na siłę, tak nieskładnie i w ogóle to tak cienko, że mi to idzie jak krew z nosa i po napisaniu wyłączyć. Następnego dnia ta "lipa", poprawiona, uzupełniona i jeszcze raz przeczytana, może okazać się najlepszym tekstem napisanym w życiu. Nie ma co się poddawać.
 
✎ Presja. 

Nie wiem jak innych, ale mnie napędza maksymalnie. Najwięcej udawało mi się napisać, gdy gonił czas, nagromadziło się wiele zajęć i tylko kilka dni na ich załatwienie. To było wtedy, gdy miałem popsuty komputer i mogłem korzystać z zastępczego tylko w weekendy. To wtedy udawało mi się nadrobić wszystkie zajęcia tygodnia.

✎ Relaks, też ważny. 

Owszem, presja, tempo, szybki wpis. Nie wyobrażam sobie newsroomu, gdzie pada komenda: szybko to pisz i wrzucamy do neta, a dziennikarz odpowiada: czekaj, relaksuję się. Za chwilę skończy się piosenka Maryli Rodowicz i biorę się do pracy. Ale gdy mamy trochę czasu to warto się trochę rozluźnić, nabrać psychicznych sił. Pozwoli to nam być nieszablonowym, myślącym bardziej kreatywnie i abstrakcyjnie, wymyślać metafory na poszanowaniu i barwne przykłady. 

✎ Dużo. 

To moja autorska metoda, skonfrontowana w różnych miejscach w sieci okazała nie do końca kanoniczna. Robisz więc na własne ryzyko. Choć na mnie działa. Warto więc: sobie zaplanować dużo, by zrobić część (czyli te zamierzone działania). Gdybym postawił na dwie rzeczy, zrobiłbym pól lub jedną. Gdy zaplanuję 6 wiem, że te dwie wyjściowe zrobię. Warto jednak robić to dokładnie. I nie denerwować się na siebie, jeśli nie zrobi się 100 proc. Na tym to polega, by zrobić cześć, ale na pewno.


✎ Nie nastawiać się na szybki sukces. 

Nauczyłem się blogując przez 10 lat w rożnych miejscach, że ważna jest satysfakcja, ujście myśli. Gdy wklejam wiersze, nie liczę na lawinę komentarzy. Robię to trochę dla siebie a trochę dla uporządkowania kartek. Ale wiem, że to trafia na odbiorców.



✎ Rozwój i warsztat. 

Im więcej piszesz, tym jesteś lepszy i wyrabiasz swój warsztat, poznajesz warunki pracy, możliwości i nawyki. Gdy wiesz, czego nie umiesz, na co dzień podpatrujesz innych, dopytujesz się, radzisz. Gdy udaje ci się, jesteś szczęśliwszy, lepiej śpisz i masz dodatkowe punkty do samooceny. Tylko że zanim wejdziesz na szczyt, trzeba wyjść ze schroniska i obejść górę dookoła lub pod prąd. Ale warto zacząć te wędrówkę, choć po drodze kamienie i pokrzywy. Może zobaczysz przy okazji rzadkie zwierzę lub roślinę?


✎ ✎ ✎
Często najlepszą motywacją do pisania jest stworzenie sobie odpowiednich warunków i zaplanowanie pracy. I docenienie choćby najmniejszego sukcesu pisarskiego. Jeśli widzisz, że udaje ci się, że nie oczekujesz natychmiastowego sukcesu, masz ochotę pisać dalej. I wiara. Często blokują złe myśli w stylu: to jest złe... to nie wyszło... to jest słabe...  Czasem są niezbędne, bo pozwalają trzeźwo spojrzeć na pracę. Ale czasem coś, co wydawało się nie do końca idealne w mniemaniu autora, trafiło do czytelników. Tak po prostu to działa. Często.

 


Wszystkie wykorzystane w artykule zdjęcia podlegają darmowej i legalnej licencji CC (Creative Commons) pozwalającej na dowolny użytek i rozpowszechnianie w sieci oddanych do tego użytku materiałów; Zdjęcia na licencji CC pobrano z:   http://www.publicdomainpictures.net - See more at: http://siemowi.blogspot.com/2014/07/co-o-by-sie-stao-gdyby-zamiast-pikarzy.html#sthash.2VOocyaJ.dpu

-----------



Wykorzystane w tekście zdjęcie podlega darmowej i legalnej licencji CC (Creative Commons) pozwalającej na dowolny użytek i rozpowszechnianie w sieci oddanych do tego użytku materiałów; Zdjęcie na licencji CC pobrano z:   http://www.gratisography.com


Może zainteresuje Cię jeszcze...

0 komentarze