Najcenniejsze, co do nas należy w życiu, to wspomnienia. Recenzja: D.Mengestu - Jak czytać znaki

października 12, 2015



Najtrudniej zapomnieć, gdy boli. A gdy wszystko jest w porządku, powstaje strach – strach o to, by nigdy cennych myśli nie utracić. W ciągu życia gromadzimy wiele wspomnień. Czasem tworzymy je sami, często one kształtują nas.

Miało być o emigrantach, wyszło o życiu. Dinaw Mengestu tworząc swoje Jak czytać znaki zostawił dwa interesujące pytania bez odpowiedzi. Jak wiadomo, już jedna zagadka potrafi spędzić sen z powiek. Na szczęście obie niewiadome to raczej kwestie egzystencjalne, nie znajdują się w codziennym wyposażeniu niezbędnym do życia.

Jonas układa sobie życie w Ameryce, jak sen jednak powracają wspomnienia związane z dorastaniem, silna relacja z matką. I trzeźwe spojrzenie na ojca, wręcz zdystansowane, nieraz z elementami żalu. Jonas był już pracownikiem biura dla uchodźców. Dzień mu urozmaicały formularze, które ubarwiał. Historie przyjmowanych ludzi uzupełniał o szczegóły, które brzmieć miały dramatyczniej (z poczucia pomocy, czy może pychy udowadniającej, że potrafi?). Jonas był też nauczycielem. Zasłynął z tego, że snuł zmyśloną opowieść, którą chętnie słuchali uczniowie. To ostatnie zajęcie tylko uwypukliło to, czym bohater zajmował się od dawna – rozpamiętywaniem, budowaniem swej rodzinnej historii na podstawie wspomnień, poszukiwaniem własnej tożsamości.

W relacjach wyniesionych z domu często widzimy wzorce do włączenia w życie w dorosłości. Dobre kanony dają szansę na pozytywny start, a złe? Czy od razu dyskwalifikują, czy też są przeszkodą, którą trzeba stopniowo pokonywać? Nad tymi wzorcami zastanawiamy się patrząc na Jonasa. Czy jego rozpadający się związek ma choć trochę wspólnego z rodzicami? Kim oni byli, oprócz tego, że dali mu życie i wychowali? Śledząc los bohatera powieści w pewnym momencie myślałem, że autor odrzuci ten wątek dziedziczenia zachowań (a może zapożyczania ich?) od bliskich, że Joana jednak różni od ojca wszystko. Za chwilę jednak czytelnik zmienia zdanie i widzi tu tragizm przeszłości, zachowań wyniesionych z domu. Nie może opowiedzieć się w tej dyskusji o bohaterze ani po jednej, ani po drugiej stronie. Zwyczajnie pozostaje niepewność. Mengestu nie daje tu odpowiedzi, ale i nie sili się na nią. Jedynie zarysowuje problem i przechodzi obok niego dalej.

Lwią część książki stanowią wspomnienia: zarówno te prawdziwe, jak i ubarwione. Różne wersje historii bohatera, opowiadane przez niego samego. Wymyślone – czytelnik o tym wie, a jednak wsłuchuje się w historię snutą przez Jonasa. Pokłosiem tego jest pytanie o to, czym są wspomnienia: czy to subiektywne odczucia, czy prawdziwe i obiektywne obrazy z przeszłości.

Bo przecież pewnie każdemu z nas zdarzyło się spierać o jakiś szczegół z przeszłości, coś inaczej zapamiętaliśmy – jakiś obraz albo intencję. Czym więc są wspomnienia: czy to historycznie prawdziwe i precyzyjne opisy minionej rzeczywistości, czy też do bólu subiektywne wycinki, nie zawsze zgodne z prawdą - przetrawione przez autora myśli? Czym więc są i jaki w nich jest udział kreowania rzeczywistości, wybielania faktów, pragnienia co do wyglądu minionego zdarzenia i zapamiętywania przeszłości taką, jaką byśmy chcieli, aby była? Gdy fikcja miesza się z faktem - celowo lub nieumyślnie. 

Czy człowiek więc to kilka wspomnień i spotkań, czy też istota, która od podstaw potrafi samodzielnie wykreować siebie?

U Mengestu jest więc tęsknota bohatera za młodością, nostalgia. Ludzie, rzeczy, widoki, które istnieją dotąd, dopóki człowiek pamięta. Których nie ma fizycznie, ale są w sferze odczuć. To samo tyczy się osób bliskich, po których kiedyś pozostanie już tylko wspomnienie. Czy więc to zachęta do korzystania z chwili i z pełnej oraz świadomej obecności tego świata tuż obok? Albo do budowania własnych albumów wspomnień?  

Gdy to pytanie odpuścimy sobie, powstaje drugie - już w warstwie ściśle fabularnej - czy jeśli opowieść dla uczniów była wymysłem, to ta dla czytelnika też jest? Czy narrator powieści w punkcie, gdy już myślimy, że go znamy, mówi nam, że tak naprawdę nie wiemy nic? Czy i ta opowieść Joana - bohatera i opowiadacza - to mistyfikacja? Ponury żart, jakim czasem jest historia życia?

W tej książce jest siła, która do niej przyciąga. Dla mnie to była opowieść na lato. Nie angażuje psychicznie, można czasem odłożyć opowieść na później. Dobra, bo lekka. Tematy są tu ważne, ale nie aż tak, żeby człowieka wstrząsnęły. Co najwyżej zachęcają do zastanowienia się. Ale wyobrażam sobie tę powieść na jeden z ponurych listopadowych wieczorów. Takich późnych, kiedy słowo pisanie najlepiej smakuje (czy to pisząc, czy czytając je).

PS. W książce czasem odnaleźć można słowa powszechnie uznane za obraźliwe :)

-------

Zdjęcie okładki: wydawca

Może zainteresuje Cię jeszcze...

0 komentarze