Prawie każdy artysta to coach. Kulturalne zmiany na blogu

października 10, 2015

 
 
Bardzo dobrze pamiętam swój pierwszy dzień w szkole. Nie wiem, ile dzieci było wokół, ale pamiętam, że był wtedy ze mną zeszyt. Kredkami powołałem w nim do życia różne stwory i potwory. Chyba byłem z siebie dumny. Pamiętam jeszcze coś.
 
Pewnego dnia spytałem o to, gdzie moja książeczka, którą gdzieś zostawiłem. Brak uważności wiele mnie kosztował. Koleżanka z pracy mojej mamy myślała, że to coś niepotrzebnego i pozbyła się zeszytu. Nie pamiętam, co dokładnie w nim było. Wiem jednak, że wiele emocji. 
 
Te towarzyszyły mi w jednym z belgijskich muzeów, gdy wpatrywałem się w przepiękne obrazy. Albo gdy podziwiałem w ściennym kalendarzu inspirowane Śródziemiem grafiki Cora Blocka, od którego jedną lub dwie odkupił kiedyś nawet Tolkien. Nie musiałem znać się na sztuce, by cieszyć się ich barwami i konturami. Radowały moje oczy i serce. Kocham piękną grafikę i obraz. Może to dlatego, że sam nie potrafiłbym stworzyć podobnej?
 
Mów o niej szeptem

Sztuka na nas oddziałuje na każdym kroku. Wiedzą o tym wszyscy. Raz daje ukojenie emocjom, innym razem prowokuje do działania lub opisuje nieopisywalne stany wewnętrzne. Stara się im choć trochę nadać postać. Pamiętam pierwsze spotkanie z Dostojewskim, odbyło się jak u chyba wielu z nas, od Zbrodni i kary. Potem były kolejne książki pisarza i podczas ich lektury czułem smutek, chciałem zerwać wszystkie kontakty, by być samemu. Ale mimo wszystko było to doświadczenie oczyszczające, bo reset pomógł od nowa zacząć wiele rzeczy. Chyba. 

Gdy przychodzi zimowa nostalgia i ponurość, to zaczynam słuchać reggae. Przekaz często jest prosty i banalny, może nazbyt, ale tego właśnie wtedy potrzebuję – takich prostych prawd. Gdy za oknem słońce, słucham płyt Kydryńskiego z projektem Siesta, czyli muzyką świata. Mam płyty smutne i poetyckie, mam rocka, coś cięższego, ale i tak delikatnego, że prawie bezszelestnego. 


#Trener osobisty - artysta

Sztuka realnie na nas może wpływać, pomaga wyrazić te emocje, których inaczej nie potrafimy. Spotyka się ludzi, którzy problem zapijają... smutną muzyką. Dołują się celowo (czy to dlatego na YT tyle filmów z czymś w rodzaju bardzo smutna piosenka albo dziesięć smutnych piosenek wszechczasów?). Ale to ich może oczyszcza, pozwala wyrzucić ból, by powstać i mieć siłę. Albo może najpełniej odzwierciedla stan ich wnętrza? Nie polecam dołowania się, bo czasem można sobie coś złego zrobić w załamaniu, ale każdy zna siebie i zna tę nieprzekraczalną granicę emocji. Sztuka pomaga, popkultura też. Literatura pozwala łatwiej znieść gorzkość życia. I cieszyć się z jego barw.
  
Prawie każdy artysta to coach. Porusza cienką membranę emocji, by choć trochę coś w człowieku zmienić, wskazać mu drogę, zadać pytanie. To nie taka tradycyjna sesja terapeutyczna, to jednostronny akt, monolog twórcy i interakcja dzieła z odbiorcą. To właśnie ten ostatni musi samego siebie wysłuchać i pomóc za pomocą otrzymanych środków. Sesją terapeutyczną może być książka, płyta, film. To one często mogą nakłaniać do zmian siebie.


#Zmiany, zmiany, zmiany...

Planowałem te zmiany od wakacji. Są niewielkie, wręcz kosmetyczne. Wcale nie nowe. Ale poczułem, że muszę je odpowiednio ubrać.

Pewnego dnia uświadomiłem sobie, że istnieje coś takiego, jak coaching kulturalny, jak zestaw terapeutycznych i pomocnych w życiu treści, które przemycają w swych wytworach niektórzy artyści. Zalążki tego odnalazłem już kilka razy na tym blogu, np. we wpisie o wybaczaniu opartym o doskonały film Droga do zapomnienia (to jeden z najchętniej odwiedzanych tekstów na blogu). Kiedyś pochyliłem się nad pogodną muzycznie i smutną w przekazie płytą Indilii albo nakłaniającą do spełniania marzeń Grą tajemnic, która pokazywała życie Alana Turinga (twórcy prapradziadka  komputera).

Do już obecnych na blogu treści chcę dodać kolejne i bardziej regularne. Co się zmieni? W tematach nic, w częstotliwości niektórych z nich - coś. 

Chcę na blogu powrócić do swoich korzeni blogowych, czyli do recenzji. Na sięMówi one już były. Opisywałem filmy (oprócz tych wcześniej wspomnianych było jeszcze Wypisz, wymaluj miłość..., Hobbit: Bitwa Pięciu Armii, filmowe zestawienia czy też popularne seriale - kilka), pojawiały się płyty (np. ostatni krążek Luxtorpedy, najnowszy Enej, debiutancka Indila, kilka muzycznych zestawień płytowych). 

Muzyka i filmy na blogu będą w dalszym ciągu, tylko że teraz w jasno ustalonych odstępach czasu. Pozwoli mi to zachować pewną regularność, ale też uporządkować treści na blogu. Dołączą do nich również książki (choć kilka razy i o nich tu pisałem). Moja pierwsza poważna przygoda w blogosferze to właśnie literatura. Przez trzy lata pisałem o książkach. Recenzji było wówczas sporo, a gdy już wydawało mi się, że są w miarę czytelne, porzuciłem je. Z sentymentem wspominam tamten okres. I na własne życzenie tej przyjemności pozbyłem się. Pora to zmienić! :)

 
#Ludzie książki piszą, zwykłe i niezwykłe...

Jeśli chodzi o książki, podzieliłem je na 2 kategorie: prawda i fikcja. Dwie odmienne kategorie.

Te pierwsze to pozycje, które mogą pomóc odmienić życie. Jakkolwiek naiwnie by to nie brzmiało. Dotychczas o tematach związanych z rozwojem osobistym pisałem sam, teraz chciałbym trochę opowiedzieć o tym, co mają do powiedzenia inni. Nie będę powielał ich myśli, streszczał. To mają być recenzje. Gdy trafi do moich rąk pozycja z tego nurtu, chciałbym rzetelnie ją opisać, wskazać na rzeczy słabe i te pozytywne. Dlatego czasem do czegoś zniechęcę lub przeciwnie – nakłonię do poznania. Trafią tu więc poradniki (ale rzadko, bo to nie mój ulubiony gatunek), reportaże prasowe i literackie, fabularyzowane książki z nurtu non fiction, biografie, zbiory listów, książkowe wywiady, publicystyka, albo książki, które nie mieszczą się jednoznacznie w ramach gatunkowych, ale niosą za sobą pozytywne treści.

Nie ukrywam, że moją najulubieńszą kategorię będzie stanowiła fikcja. To książki, które nie pokażą wprost jak żyć, ale pokażą czyjeś życie i na jego przykładzie jakąś prawdę o świecie. Pojawią się tu więc dobrze napisane powieści. Ale tylko one. O ile w pierwszej kategorii coś będę rekomendował lub odradzał, tak tu pojawią się tylko pozycje, które warto poznać. Mogą inspirować, motywować, jednak nie wprost, a przy okazji. Czasem przypomną o oczywistościach, ale to też jest potrzebne – taka emocjonalna odtrutka. Utwory, które krzepią, dają do myślenia, uwrażliwiają, poruszają jakiś większy problem lub mniejszy i pomijany, ale równie ważny. Już to robiłem. Teraz będzie to częstsze. Ale trochę rozbudowane.

Oba cykle skupione są wokół... życia. Ulepszenia pewnych rzeczy, ułatwienia codzienności, ale i skorzystania z doświadczenia innych. Bo nawet fikcja literacka lub filmowa czegoś uczą o życiu, wskazuje na pewne mechanizmy postępowania w prawdziwym życiu.

W okresie szkolnym zastanawiałem się, czemu tak naprawdę służy czytanie książek i omawianie ich na lekcjach (pomijam już utwory opowiadające o historii kraju, albo te szczególnie ważne – one budują przecież tożsamość narodową. Ale mówię o takiej czystej beletrystyce zagranicznej). Chyba służy to właśnie temu - podpowiadaniu wzorców i radzeniu sobie z życiem. I dodawaniem w tym życiu odwagi do podejmowania kolejnych kroków.

Chcę by to nadal był blog kojarzący się z motywacją, ale i z kulturą. Dlatego akcenty będą rozłożone różnie. Czy coś zmieni się na blogu? Treści zostaną te same, pojawią się jednak częściej recenzje kultury.


Będziecie ze mną? 



----------



Wykorzystane w tekście zdjęcie  podlega darmowej i legalnej licencji CC (Creative Commons) pozwalającej na dowolny użytek i rozpowszechnianie w sieci oddanych do tego użytku materiałów; Zdjęcie na licencji CC pobrano z:   https://unsplash.com

Może zainteresuje Cię jeszcze...

0 komentarze