Do świąt poczekaj, moja iskierko. Recenzja: LemON - Etiuda zimowa

listopada 21, 2015





Kamyczek do ogródka świątecznych płyt dołożył zespół LemON. Kamyczek ten jednak ma szansę pozostać obeliskiem. Nie lubię Bożego Narodzenia w listopadzie. Ale dla tego krążka trzeba zrobić wyjątek.


Może nie jestem do końca normalny, ale w polskich kolędach i pastorałkach lubię smutek, liryzm. Za to kocham  naszą słowiańską kulturę, te wszystkie nostalgiczne ludowe ballady, które zna jeszcze moja babcia, moja mama, boję się, żeby następne pokolenie o nich nie zapomniało. Można powiedzieć: jak to? Kolędy, Boże Narodzenie i smutek? Warto sięgnąć do kultury średniowiecza. Tam narodziny Boga przedstawiano obok krzyża. Początek i koniec, radość i cierpienie. Biblijna opowieść to też radość, ale taka radość w ciszy, w osamotnieniu, bez gościny. Pięknie to oddają nasze kolędy i pastorałki.  

Kamyczek do ogródka świątecznych płyt dołożył zespół LemON. Kamyczek ten jednak ma szansę pozostać obeliskiem. Premierę kilka dni temu miała kolejna płyta zespołu – Etiuda zimowa. Kolędy, pastorałki, ale i utwory zimowe. Płyta na mroźną porę roku właśnie taka, jak podkreśla zespół, jaką chciał zrobić. Nie jestem miłośnikiem magii świąt Bożego Narodzenia już w listopadzie, ale dla tej płyty trzeba zrobić wyjątek. Dlaczego? Bo musi dotrzeć jako pierwsza, niezalana falą wielu kompilacji i składanek. I nie jest to płyta ściśle świąteczna. Choć oprócz utworów zimowych, na nowym krążku LemON zaprezentował kolędy i pastorałki m.in. po polsku, ukraińsku, łemkowsku. To już znak rozpoznawczy. Jedna kolęda jednak powtarza się. To polska Cicha Noc i łemkowska Tycha Nicz.   

Igor Herbut jest jedną z niewielu osób, które tę zimową i świąteczną atmosferę potrafiły przekazać w sposób czysty. Debiutancki album obfitował w emocje – wykrzykiwane emocje. Drugi krążek był o wiele bardziej subtelniejszy, czasem minimalistyczny, spokojny i bezszelestny. Etiudzie zimowej bliżej właśnie do płyty Scarlett. Zresztą łącznikiem między oboma krążkami jest utwór Płatek. Wokalista bowiem porywa słuchacza w świat ciszy przerywanej wynurzającym się zza progu, subtelnym, niezagłuszającym szczególnego klimatu opisaniem najważniejszych dla chrześcijan emocji. To też szacunek wobec kultury. Nie znalazło się tu bowiem miejsce na porzucenie klasycznego brzmienia, czystego i tradycyjnego na rzecz interpretacji i aranżacji tak odautorskiej, że aż zrywającej z klimatem pierwowzoru. Tę płytę spośród innych wyróżnia - a także każe na nią zwrócić uwagę - to że wokalista i muzycy podeszli do niełatwego materiału z ostrożnością. Efektem śpiewane z serca spokojne kolędy, przede wszystkim. Ale jest też miejsce na te bardziej energiczne. Chwyta za serducho wykonanie, ale i instrumenty. Niezwykły krążek.   

To nie jest wcale płyta świąteczna, choć odtwarza ten klimat. Zespół pracował nad krążkiem idealnym na zimę. Igor Herbut tak powiedział o nowym albumie: ,,Zawsze chciałem to zrobić – album zimowy. Nie po prostu świąteczny, a właśnie zimowy. Taki, jak czuję zimę, i choć nie umiem tego opisać, to umiem o tym zaśpiewać (...) Wszystko działo się naturalnie, tak jak śpiewanie kolęd przy świątecznym stole: kończy się jedna, ktoś intonuje kolejną. Utwory nagrywaliśmy na <<setkę>>, na raz… Postawiliśmy na emocje, nie zmieniając później praktycznie żadnej nuty". I to prawda, bo utworów nie będących kolędami jest tu prawie połowa.  

Płyty z kolędami kojarzą się często z przepychem. Krótko na tym świecie żyję, bo prawie dwie i pół dekady, ale słyszałem już kolędy w bardzo dziwnych aranżacjach, pełne udziwnień, popisów wokalnych, skupionych wokół formy zamiast treści. Zawsze brakuje mi w nich prostoty, ale i pokory wokalisty, który będzie tylko przekaźnikiem treści, a nie jej twórcą. LemON oddał ten słowiański klimat jeden do jednego. A dzięki temu Etiuda zimowa  nie będzie jednosezonowym krążkiem, który będzie można łatwo wymienić za rok, przy zakupie nowej składanki. To, co proste i wartościowe, zawsze wygrywa z czasem.   

Oprócz kolęd, zespół przygotował też kilka pieśni własnego autorstwa. Tytułowa Etiuda zimowa otwiera krążek, ale kończy go niezwykle liryczny utwór Do świąt. Porządek treści jest tu właściwie odwrócony, bo ostatnia piosenka to prolog do tej płyty. Po magii świąt, po kolędach, po całej tej otoczce szczególnego klimatu płyta kończy się akcentem zapowiadającym ten niezwykły czas. ,,Do świąt, byle do świąt, poczekaj moja iskierko (...) napadało śniegu, zawieruszył się w zamieci list twój. Może zdążę ogrzać dłonie zanim całkiem zmienią się w kry" – śpiewa wokalista. To utwór jakby pierwszy, o czym przekonuje sam muzyk, ale może właśnie faktycznie powinien być odczytywany jako ostatni - jako po zawsze zbyt szybko przemijających świętach zachęta do czekania na kolejne Boże Narodzenie?  

To trzeci album zespołu. Nie krótka EP-ka z kilkoma kolędami, nie album z myślą o świętach. To cały krążek. Zimowy, to fakt. Muzycy jednak nie kazali nam na trzecią płytę długo czekać, bo minął zaledwie rok od premiery Scarlett  i to chyba on jest na pozostałe okresy roku. Wierzę, że ujrzymy czwórkę bliżej, niż można przewidzieć.



------
Zdjęcie pochodzi z zasobów własnych autora bloga

Może zainteresuje Cię jeszcze...

0 komentarze