Musisz znaleźć w sobie dziada. Czyli żeby nie być za dobrym?

listopada 25, 2015




Wcale te słowa nie zszokowały mnie. Ale dały mi trochę do myślenia.

Dosłownie brzmiało to dokładnie tak: ,,Panie Darku, musi pan znaleźć w sobie dziada". Powiedziała to osoba, która wiele mnie nauczyła. I nie chodziło o to, żeby krzywdzić innych.

Wydaje mi się, że bardzo często ulegamy fałszywej dobroci. Mamy wokół siebie ludzi dobrych, złych i takich po środku. Tych ostatnich jest więcej. A nawet dużo więcej. Są też bardzo źli. Ale czy mogą być też - w drugą stronę -  ,,za dobrzy"? Mówimy na nich, że są łatwowierni, zbyt ufni, tacy ,,nieskażeni" przez świat. Wiesz o co mi chodzi? O tych wszystkich ludzi, którzy są tak dobrzy, że aż promieniują tym. To nie jest z mojej strony kpina, a wręcz przeciwnie. Oni są bardzo potrzebni. Tylko że często lekceważeni. Albo w drugą stronę: wykorzystywani. Czasem wiedzą o tym, świadomie godzą się, bo myślą, że lepiej być uważanym za naiwniaka, ale przy okazji rozdawać dobro, niż kreować się na luzaka i twardziela, blokując potencjalne pozytywne zachowania.

Błąd?

*

Modny jest nihilizm, modne jest zło. Tylko że świat nie jest zły. Wierzę, że człowiek z natury też nie może być pozbawiony dobra. Ale jakoś popularniejsze stało się chwalenie zrobieniem czegoś negatywnego, niż wniesieniem na świat dobra. Czy z dobrem czasem też można przesadzić?

Patriotyzm jest ok, ale skrajna jego forma może prowadzić do fanatyzmu, który nie szanuje wolności drugiego człowieka. Podobnie jest z dobrymi uczynkami. Budują nas, ulepszają ten świat. Z dobrem nie można przesadzić. Nigdy też nie będzie go na świecie za dużo. Ale jeśli za kilka lat ludziom udałoby się przegiąć i uczynić to miejsce bardziej znośnym, to tylko na plus. Nie da się więc być ,,za dobrym" - argument słyszany pewnie przez wiele osób, i to w okolicznościach niesprzyjających refleksji nad światem. Bo gdy jesteśmy mili, sympatyczni i w porządku, ale ktoś nas skrzywdzi, to oprócz zranienia usłyszymy jeszcze: ,,a bo ty to jesteś za dobra/za dobry". Do jednego bólu dołącza drugi. Dwa - zero, grasz dalej?

Prawda jest taka, że skoro świat cierpi na ciągły deficyt dobra, to nie można być za dobrym. Ale czyniąc komuś przysługę, można go krzywdzić. Serio.

Wydaje ci się, że robisz dobry uczynek, pomagasz, wyręczasz. A potem okazuje się, że tak naprawdę przyczyniasz się do czyjegoś lenistwa. Albo ustępujesz, robisz to bardzo często, nawet gdy wiesz, że ktoś nie ma racji. Tylko tak, dla świętego spokoju, jeszcze raz mu pójdziesz na rękę. Nie odczujesz nawet kompromisu. Potem pozwalasz wejść sobie na głowę. A potem? Utwierdzasz taką osobę w jej błędnym mniemaniu, wskazujesz na to, że jej zachowanie jest prawidłowe. Tolerancja zła to zawsze zło. Utrzymywanie kogoś w błędnym przekonaniu też. (Ale pozbawienie go błędnych złudzeń też nie może prowadzić do siły i przemocy, tu przewagę mają kulturalne praktyki ^.^ Neutralizując drobne zło nie można posuwać się do siły i krzywdy, wywołując jeszcze większe, niż to pierwotne).

Często wydaje nam się, że robimy dobrze, choć przyczyniamy się do dobrze zamaskowanego zła. Oczywistość. Nawet nadstawienie drugiego policzka nie oznacza biernego przyjęcia zła i godzenia się na nie. Tylko to, że gdy na czyjeś zło musielibyśmy zareagować złem, to lepiej wtedy nie odpłacać okiem za oko. W pozostałych przypadkach mamy obowiązek postawić się i zareagować na zło - stanowczo, ale z szacunkiem, jak najbardziej pokojowo i cywilizowanie. Chodzi o to, żeby nie godzić się na krzywdę, ale z szacunku do siebie oczekiwać właśnie tego samego szacunku od innych. A jeśli się da, to odpłacać dobrem. Kiedyś walczyłem z pewną osobą: ona do mnie chamsko, ja do niej uprzejmie. Po roku albo przejrzała na oczy, albo się poddała, albo nawróciła, albo znudziła, bo zaczęła być miła. Bo ze złem jest tak, że nigdy i nikomu jakoś szczególnie go nie brakuje.

Fajnie, gdy robienie dobra idzie w parze z myśleniem. Oczywiście nie - zawsze, a -  często. Bo nie powinienem zastanawiać się, czy zrobić dobrze, ale czynić to jako odruch bezwarunkowy. Tylko że czasem, w pewnych okolicznościach, warto zastanowić się, jaki skutek może wywołać pozorne dobro, które dobrem wcale nie będzie, a obdarzonemu w dalszej perspektywie może co najwyżej odbić się czkawką.

* *

,,Panie Darku, musi znaleźć pan w sobie dziada" - usłyszałem te słowa dawno. Traktuję je jako pewną ciekawostkę, nie życiowe motto. Padły w określonych okolicznościach oraz miejscu, i też ich przesłanie jest trochę hermetyczne, a trochę spersonalizowane. Dodatkowo jednak chronią mnie przed łatwowiernością i byciem wykorzystywanym w życiu. Jeśli komuś ustępuję, to robię to świadomie. Bo ludzi, którzy próbują nami manipulować nie brakuje i wiem, że nawet za kilkadziesiąt lat nie zabraknie ich. Nie jest takich osób wiele, ale są.

Wierzę, że w życiu warto być dobrym. Czasem nawet zrezygnować z własnej korzyści, żeby przyczynić się do szczęścia kogoś obok. Tylko że świadomie ustąpić i zrezygnować z przyjemności, a dać się wykorzystać, to dwie różne rzeczy. Tolerowanie zła to też zło.

-------
Zdjęcie na bezpłatnej licencji CC0 pobrałem z: http://www.gratisography.com

Może zainteresuje Cię jeszcze...

0 komentarze