Wygrywać jak Djoković i unikać glutenu. Nie jest łatwo! Recenzja: N.Djoković - Serwuj, aby wygrać

listopada 09, 2015





Zmienił dietę i zaczął osiągać sukcesy. Tylko czy faktycznie jedno wynika z drugiego?


Oczywiście nie obyło się bez godzin treningów, ale Novak Djoković to sportowa gwiazda, która w krótkim czasie weszła na sam szczyt. Jak sam przekonuje w książce Serwuj, aby wygrać wystarczyło z diety wyeliminować gluten. Znalazł się on również w podtytule: Plan 14 dni bez glutenu, dzięki któremu osiągniesz mistrzowską formę ciała i umysłu.

Djoković jest zagadką. Rozwiązanie tej tajemnicy opisuje w książce, zwierza się bowiem ze swego dzieciństwa, opowiada o treningach, o porażkach i... o nagłym sukcesie, który nie był jednorazowy, a stały. Tenisista przekonuje, że za jego niepowodzeniami stała nieodpowiednia dieta, a konkretniej: gluten. Muszę przyznać się do pewnej słabości: zafascynowało mnie to – do tego stopnia, że nawet sam chciałem zrezygnować z tego składnika. Można do tej książki podchodzić lekko sceptycznie (mając w głowie fakt, że eliminowanie glutenu z diety pierwotnie skierowane było do osób nietolerujących go, a do jakiegoś czasu białek unikają nawet zdrowi w myśl pewnej mody). Można pozycję tę darzyć chłodem, ale nie odbierze to słynnemu tenisiście talentu narracyjnego. Nie jestem miłośnikiem tenisa, ale tę po części autobiograficzną książkę czytałem z ciekawością. Djoković jest osobą skromną. Nie znam go, nie śledzę jego kariery, nie zawracam sobie głowy jego osobą, poszukując kolejnych nowinek w sieci. A jednak taki obraz sportowca wyłania się z książki. Dzieciństwo w skonfliktowanym kraju, treningi, marzenia i pasje, a także szczerość: punktem wyjścia nie jest brylowanie, ale upadek na glebę, porażka i dopiero po niej praca nad sobą. A w nagrodę za tę dopiero sukcesy – jednak są to sukcesy, na które przygotowuje się Djoković prawie cały rok, ciężko trenując.

Na początku myślałem, że to książka ,,do zniszczenia", zmiażdżenia. Autor będzie mnie przekonywał, do czegoś, co brzmi niedorzecznie. Myślałem, że to jednak z takich celebryckich pisanin, w której kilka truizmów ktoś rozwinął do setek stron. Ale nie. Nie znam się na glutenie, wierzę w słowa (w końcu tenisista faktycznie w ciągu roku nadrobił, o co nawet spytałem kolegę redaktora w portalu o tenisie). Więc może to prawda? Tylko że to o przekraczaniu ograniczeń i pracy nad sobą, o tym też że często to dieta decyduje. Tenisista porzucił m.in. cukier, gluten, obciążające pokarmy. Czuł się lżejszy, zdrowszy, odporniejszy. To jest książka do wypraktykowania, ale nie poradnik w sensie ścisłym. Wspomnienia tenisisty, opis jego zmagań (pozbawiony samozachwytu), pozwala dostrzec coś więcej. Autor, na co sam wskazuje, nie podaje gotowej diety dla każdego (bo rozumie warunki i zapotrzebowanie energetyczne - dla każdego indywidualne). Książka motywuje do zmian, proponuje nowe drogi i daje kilka recept. To nie zbiór nakazów a przykład osobisty. Nie tylko o diecie, ale o zmaganiu się z problemami, o trudzie trenowania sportu, staraniach o spełnienie marzeń, wejście na szczyt, ale i opis cierpienia a później wzięcia się w garść.

Nie tylko o diecie, choć jest przede wszystkim o niej. Kilka rzeczy mnie w tej książce jednak zaniepokoiło.

Wymieniając pokarmy, które zawierają gluten, autor wskazuje również na leki. Na to bym mimo wszystko uważał, jeśli ktoś nie może spożywać glutenu to z lekarzem to indywidualnie skonsultuje. Książka jest dla tych, którzy nie muszą a chcą żyć bez glutenu. Taka samowolka dietetyczna, odrzucająca leki, do najbezpieczniejszych nie należy. Choć nie jestem dietetykiem, nie potrafię też zrozumieć wymienienia orkiszu tuż obok pokarmów do wyeliminowania z diety (oczywiście nie mówię o tych czytelnikach, którzy glutenu nie tolerują – oni oczywiście muszą nawet z orkiszu zrezygnować).

Odrzucenie tego zboża było dla mnie łagodnym, ale jednak, szokiem. Bo jak to? Kilka lat temu czytałem prawdziwą cegłę o orkiszu i jego matce chrzestnej, promotorce - św. Hildegardzie z Bingen. Te wszystkie kulinarne cuda, wyleczone choroby, właściwości. Cała seria wielgachnych cegieł, wydanych także w Polsce, a tu orkisz tak potraktowany? Te grube książki, oparte na pismach św. Hildegardy, wskazywały na zdrowszy zamiennik popularnych zbóż, słynny tenisista zaś na likwidację orkiszu.

Serwuj, aby wygrać jako książka motywująca jest dla mnie pozycją dobrą. Może nie najwyższych lotów, ale przeciętną, lekką, szybką. Znane nazwisko i nienachalny styl, pokora autora i jego autentyczny przykład mogą popchnąć do kilku kroków ku polepszeniu życia (nawet jeśli to nie będą kroki dietetyczne a oparte na motywacji i samorozwoju). Ale dowierzam też głosom, które w tej modzie na bezglutenowość (nie mówię tu o osobach, które faktycznie nie mogą go spożywać) widzą pieniądze i marketing. Dla nich to będzie kolejna książka, którą wydawca chce zarobić na nowym trendzie społecznym.

Brak glutenu, medytacja i... ćwiczenia. Czy to przepis na sukces? Na szczęście autor mówi o tym, że ciężko trenuje, że jego sukces to praca. W tym przypadku praca na wielu płaszczyznach. Dieta jest tu jednak dodatkiem - ważnym i cennym - ale jednak dodatkiem. Bardzo często miałem wrażenie,  że stoi tu na niezaprzeczalnie pierwszym miejscu. W książce o diecie ma stać na ostatnim? Kłóci się to z logiką. Ale to książka w sporej swej części o ciekawym człowieku, nie interesując się tenisem z zainteresowaniem śledziłem drogę jego kariery, a także wątki biograficzne. Można było to pociągnąć, byłoby ciekawiej i bardziej ,,na bogato". Rekompensuje jednak pierwszoosobowość autora.

Gdyby Djoković stworzył spójny podręcznik bezglutenowego życia, oparty tylko na diecie, nie doszukiwałbym się w tej książce zalet. Ta motywacja, ciekawy sposób opowiedzenia własnej historii (choć tych wątków autobiograficznych jest niewiele, pojawiają się jednak jako potwierdzenie wiedzy teoretycznej, tę skrótowość może jednak tłumaczyć niewielka objętość książki).

I tak np. spodobał mi się fragment o tzw. kulturze jedzenia, o tym jak ważne jest nie tylko to, co się je, ale również - jak. Odpowiednie podejście, szacunek do pokarmu, celebracja dania. Trochę rozczarowało włączenie w te dietetyczne rozważania medytacji.

Zaletą i wadą jest objętość. Krótko, zwięźle, na temat. Bez mnóstwa teorii ale i bez rozbudowania. Dla jednych na plus, dla drugich nie. Ponadto historia życia bohatera, choć prawie na każdym kroku jego kariera i doświadczenie są przywoływane, biografii w sensie ścisłym jest tu niewiele - tyle, ile wymagało potrzeby. Dla fanów to też minus, choć dla osób nie interesujących się sportem wręcz w sam raz (sam nie jestem miłośnikiem tenisa, ale Novak pisał o sobie tak lekko i ciekawie, że chętnie bym tych treści poznał więcej).

Po książkę można sięgnąć, choć jest przeciętna. Motywuje, ale jej głównym celem jest zwrócenie uwagi na dietę, wokół której w różnych proporcjach skupione są inne aktywności i działania. Fani tenisisty nie odkryją tu być może czegoś nowego, laicy jednak dowiedzą się czegoś o słynnym sportowcu – takie niezbędne minimum. I o samym tenisie też (choć miłośnicy, ponownie to podkreślę, będą mieli prawdopodobnie zbiór oczywistości).

Może nie wierzę do końca w to, co tu napisano? Może jestem dosyć sceptyczny? Pokazałem rozdział o masażu osobie, która w tym kierunku kształci się praktycznie i w przyszłym roku będzie wykonywać ten zawód. Wyśmiała na początku te metody Novaka, ale stwierdziła, że jeśli jeśli pomagają to jest to jego autorski zestaw i na wyśmianie nie zasługuje (jeśli faktycznie pomaga i nie szkodzi, jak domyślam się). Faktem też jest, że ta dieta i to wszystko tenisiście pomogło. Medytację i zaproponowane tu ćwiczenia odrzuciłbym, wybrałbym raczej samą dietę i wskazówki autora, jeśli już miałbym skorzystać.

Najwięcej pożytku będą z tego mieli ci, którzy nie tolerują glutenu, otrzymają teorię, ale przede wszystkim rozpisaną dietę i wskazówki kulinarne, przykłady potraw, jest rozdział z przepisami, są palcem wskazane pokarmy polecane i odradzane. Chciałem też spróbować i zmienić dietę, tak z ciekawości. Miałem wrażenie, że wszędzie, gdzie nie spojrzałem, był gluten. Autor na to zwraca uwagę, na tacy podaje więc nazwy pokarmów pozbawionych tegoż składnika. Nie jest łatwo, naprawdę.

Potraktowałbym tę książkę jako motywator i impuls do zmiany zachowań oraz zachęta do otwartości umysłu. Oprócz historii znanego tenisisty znajdziemy także wiele oczywistości. Jeśli podejdziemy do całości nie jako do panaceum na zdrowie, ale nakłonienie do pomyślenia. Nie jak do książki o glutenie, ale o sposobie na siebie, na zmianę własnych nawyków - jest dobra. Czyta też się lekko, prawie że jednym tchem. 

-------
W tekście wykorzystano fragment okładki pochodzący ze strony wydawcy

Może zainteresuje Cię jeszcze...

0 komentarze