Nie ma uniwersalnego wzoru życia. Jest za to swój własny

grudnia 19, 2015


Po co patrzeć na jakiś uniwersalny wzór życia, skoro ma się swój własny?

Zastanawiałem się nad sensem tego wpisu. Chciałbym powiedzieć, że długo. Ale wcale nie. Kilkadziesiąt minut wpatrywania się w ekran i wyłączenie komputera to nie jest wcale długo.

Często na tym blogu mówiłem Ci jak żyć. Nigdy jednak wprost, nigdy nie powiedziałem: oto teraz zdradzę Ci magiczną receptę, po czym wstawiłem dwukropek i skopiowałem coś z Worda.

Wiesz dlaczego nie otrzymałeś ode mnie takiej recepty? Odpowiedź jest prosta: nie wiem, jak żyć.

Wiem za to, jak to życie uczynić trochę lepszym, prostszym, bardziej wartościowym. Te trzy rzeczy. Tylko że ono nadal będzie lepsze, prostsze i bardziej wartościowe - dla mnie. I dla ludzi, z którymi każdego dnia spotykam się, rozmawiam, żyję. Im też będzie lżej, gdy u mnie wszystko będzie w porządku, bo nastrojem się promieniuje. A już oczy spotkanej osoby mogą nas nakierować na odpowiedni trop.

Napisano wiele książek na temat tego, jak żyć. I tu sformułowanie: ,,wiele książek" nie jest z mojej strony chwytem retorycznym. Wchodząc po chleb i herbatę do marketu widzę, jak te poradniki prawie wypadają z metalowych koszów stojących obok kartonów z bananami i nieopodal makaronów i ryżu w woreczkach.

Wszyscy podobno znają tę receptę. Od kilkunastu miesięcy tak wiele osób trafia na mojego bloga po wpisaniu w Google haseł dotyczących wybaczania, albo tego, czy dobro faktycznie do nas wraca.

Gdy mijani na ulicy ludzie wydają się silni, zdrowi i szczęśliwi, może pojawić się w głowie pytanie: dlaczego? I drugie: jak?

Atrakcyjna i roześmiana dziewczyna w modnym fasonie. Mężczyzna dumnie i pewnie przemierzający miasto w masywnych glanach.

Szczęśliwi ludzie.

Czasem, gdy spytasz ich o to, jak jest naprawdę, odpowiadają, jak dramatyczna historia w nich siedzi. Jak długą i ciężką drogę musieli przejść, by stanąć ponownie na nogi. Musieli zacząć od nowa. Żyli spokojnie, nagle coś ich pokonało i mieli do wyboru: poddać się, albo powstać.

To drugie boli, bo gdy już staniesz na nogach, otrzepiesz ten kurz, przemyjesz ranę z kolan (będzie szczypało i piekło!), gdy już założysz opatrunek, musisz nauczyć się dalej z tym chodzić. Nie będzie wcale łatwo, ale każdego dnia poczujesz, że ból choć trochę ustępuje. Chciałbyś wszystkim wokół powiedzieć, jak Cię boli. Czasem lubimy, gdy ktoś nam współczuje, bo wtedy przesuwamy zainteresowanie z drugiego człowieka na siebie. Ale nikt tego nie zobaczy, gdy będziesz szedł ulicą. Dobrze o to zadbałeś i zakładasz takie ubrania, które nie pokażą tej rany. Tylko czasem zaboli ponadprzeciętnie, gdy krzywo postawisz stopę. Pewnego dnia zdejmiesz ten opatrunek z kolan, będzie bolało, bo rana, choć zagoi się, ponownie na chwilę odezwie się. Ale Twoje ciało, przez ten wypadek i dochodzenie do siebie, będzie silniejsze.

Historia każdej takie rany to indywidualna opowieść. Jej właściciel był na dnie, by powstać. I choć ta rehabilitacja lub leczenie trwały długo, uodporniły.

Ta atrakcyjna dziewczyna w modnym fasonie dwa lata temu prawie się nie zaćpała. A pewny siebie chłopak w glanach mógł być w dzieciństwie bity i poniżany w ośrodku adopcyjnym. Tylko że pewnego dnia ktoś im pomógł, ale przede wszystkim pomogli sami sobie.

-----

Ludzie wokół nas inspirują, dzielą się swoimi przeżyciami i historiami, by inni nie powtarzali ich błędów. To z tego powodu książkowe biografie i motywujące filmy, nagrywane przez celebrytów ale i zwyczajnych ludzi, cieszą się takim powodzeniem. I są tak cenne. Przede wszystkim pokazują, jak żyć.

Pokazują, ale nie mówią wprost.

Można patrzeć na jakiś przykład. Ale będzie to tylko jedna z wielu możliwych dróg. A jakiś uniwersalny wzór? Powie Ci, jak postępować, jak być dobrym, co jest złem. Znajdziesz go w filozofii, religii, w literaturze, w naukach humanistycznych.

Tylko że to nadal będzie pewien kanon tego, jak postępować, czego unikać, jak być szczęśliwym i dobrym człowiekiem. To nie będzie gotowy scenariusz życia, w którym masz rozpisane krok po kroku to, którą szkołę średnią wybrać, co robić w życiu, gdzie zamieszkać i z kim, a także którą z dróg wybrać. Wiesz dlaczego? Bo każdy z nas sam wie lub też powinien wiedzieć, czego od życia pragnie.

No bo po co patrzeć na jakiś uniwersalny wzór życia, skoro ma się swój własny?

Wiele razy na tym blogu pisałem Ci, jak swoje życie ułatwić, ale nie jak żyć. W 21 wpisach, których nie będę tu podlinkowywał, mówiłem o tym, jak ważni są ludzie wokół, jak z nimi żyć, dlaczego warto im wybaczać, a także że trzeba ich docenić, bo życie jest strasznie krótkie. A jeśli już o życiu, to że nie warto bać się go, za bardzo brać do serca strachu przed krytyką (szczególnie, że nigdy jej nie unikniemy, a przynajmniej jeśli będziemy wobec innych ludzi szczerzy); żeby nie dać się zniewolić i pozbawić wolności. Jak kochać siebie, ludzi, świat. Jak trochę zwolnić tempo życia, zwracać uwagę na drobne rzeczy, i znowu na: siebie, ludzi, świat. Jak, przepraszam za wyrażenie, nie być frajerem i to życie docenić. Bo jest piękne, bo jest jedno, bo wszystko można naprawić.

Pisałem o tym wszystkim. Tylko że to było moje spojrzenie na to, jak ułatwić to życie, bardziej świadomie je przeżywać, jak być dobrym człowiekiem w takiej szerszej perspektywie. Nie był to, chyba, gotowy scenariusz.

No bo po co patrzeć na jakiś uniwersalny wzór życia, skoro ma się swój własny?

W filmie Reality bites jeden z młodych ludzi wypowiada takie zdanie: "Poszedłem na astronomię, ale pokonały mnie działania z liczbą pi. A chciałem tylko obserwować gwiazdy".

Choć zabrzmi to banalnie, nie nie trzeba za dużo wiedzieć o świecie, by być szczęśliwym. Nie trzeba też być astronomem, by wpatrywać się w niebo i zachwycać gwiazdami.

Po co patrzeć na jakiś uniwersalny wzór życia, skoro ma się swój własny?


----------
zdjęcie na bezpłatnej i legalnej licencji CC0 pobrano z: http://www.pexels.com

Może zainteresuje Cię jeszcze...

0 komentarze