Jeśli to mój ostatni dzień, to ma być świętem!

stycznia 10, 2016




Jutro wcale nie jest takie pewne. W ogóle czas to wielka niewiadoma. Może to ten dzień jest moim ostatnim? Jeśli tak, to niech to będzie dobry dzień, a nie zwykłe 24 godziny wegetacji.


Kolejny dzień może wcale nie nadejść, wykorzystaj więc każdą chwilę z twojego TU oraz TERAZ. Brzmi to trochę hedonistycznie, a i zrozumienie tych słów może być różne: albo zachęcać do powściągliwości w swoim życiu, albo uczynieniu z każdego dnia biby z prawdziwego zdarzenia, podczas której z okien będą leciały fotele, patelnie, dmuchane piłki plażowe i pamiątki rodzinne. 

To, że dostałem rano kolejny dzień życia i kolejną szansę, podczas gdy wielu jej nie doczekało po tej nocy, zacząłem sobie uświadamiać już dawno. Ale jeszcze częściej w pośpiechu zapominałem. Przypomniały mi o tym słowa Szymona Hołowni, które powiedział w wywiadzie z Łukaszem Jakóbiakiem. Gospodarzowi internetowego programu zaproszony gość powiedział, żeby podzielić sobie czas na drobne części: rano do wieczora, później znowu do rana i na powrót do późnych godzin dnia. Przeżywać małe fragmenty dnia, bo to, czy będziemy żyć jutro, nie jest wcale pewne.

Przypomniały mi te słowa tę prawdę, o której często zapominałem, a która potrafi rozpętać w naszym życiu rewolucję i pełniej przeżywać czas.

# Pułapka niemyślenia

Bo gdy myślisz, że to może być Twój ostatni dzień, bardziej ten czas doceniasz. Owszem, bardzo rzadko zrobisz wtedy rzeczy heroiczne, wielkie. Bo np. jutro czeka Cię wygłoszenie arcynudnego sprawozdania dla czterech osób, a dziś musisz je przygotować (nie chciałbyś pewnie, by po Twojej śmierci mówiono, że ostatnim Twoim działaniem było właśnie pisanie nieciekawej przemowy. Albo sprzątanie piwnicy). Tych małych i rutynowych - często niezbędnych - rzeczy nie unikniemy. Podobnie jak snu lub jedzenia (a jeśli Twój dzień mija na leżeniu w grypie? Przecież też się zdarza i może pokrzyżować plany).

Ta myśl jest taką przydatną busolą, która w warunkach idealnych, lub w miarę znośnych, pozwoli wyłuskać z nowego dnia jak najwięcej. A nawet wtedy, gdy okoliczności wybitnie niesprzyjające, ugryźć się w język i może czegoś nie powiedzieć, i tym samym uczynić czyjeś i swoje życie odrobinkę lepszym (gdy nie uda się zrobić rzeczy wielkich, w małych też się ta zasada przyda). To właśnie ta myśl pozwoli docenić czas i dobrze go zagospodarować.

(Jedna uwaga: nie jesteś maszyną. Wierzę, że musisz i spotkać się z kimś, i pośpiewać, i nawet odpocząć od hałasu lub obejrzeć mało inteligentny film dla relaksu).

Przed Tobą jest jutro, pojutrze, kolejne 5, 10, 15 lat. Ale nie wiesz, czy na pewno. A jeśli tak, to czy to powód by to swoje ,,dziś", za przeproszeniem, olać?

Jeśli to mój ostatni dzień, to ma być świętem! Może i szampan od razu nie będzie się lał (w perspektywie ponad 360 dni każdy poranek z butelką prowadziłby drogą na skróty do alkoholizmu), ale i tak ma być w związku z tym dobrze i pozytywnie!

# (Nie)cieszmy się z małych rzeczy? 

Lubię spacerować po mieście, gdy się ściemni. I biegać też. Czy więc przestać czerpać z życia drobne przyjemności, bo po co mi chociażby kondycja (lub radość)? Tu nie chodzi o to, by pozbyć się małych rzeczy, chwil wytchnienia, a także części siebie. To są rzeczy mega potrzebne. I dobre. Chodzi tu bardziej o to, by całego dnia nie przebimbać, by coś dobrego mogło się wydarzyć, by wnieść do swoich kolejnych 24 godzin coś efektywnego. I dać z siebie jak najwięcej dobra, nawet w najbliższym otoczeniu ludzi. Pracować ze sobą i z innymi tak, jakby ten czas miał się nagle i drastycznie skończyć (bo przecież to prawda - tych chwil ciągle ubywa i nie zakupisz ich, jak Justin Timberlake w filmie Wyścig z czasem). Tak to widzę. Można, jak na wszystko, patrzeć i z drugiej strony. Jak na zachętę do hedonizmu. To nie o to jednak chodzi.

Czy musimy sprawić, by przeżyć ten dzień bardziej świadomie, bliżej własnego celu; zrobić choć kilka rzeczy, z których będziesz zadowolony?

Tak.

# Robić czynności małe, czy dokonywać rzeczy wielkich?

Nawet gdy wydaje Ci się, że pracujesz przy najgorszej rzeczy na świecie, to są ludzie, którzy tego potrzebują. Nawet gdy Twój dzień nie jest tym, który sobie wymarzyłeś, pomyśl o tych ludziach, i o tym, że robisz coś dla kogoś. To pomaga przetrwać, serio.

Nawet najmniej kreatywna praca ma sens. Wyobraź sobie kogoś, kto pracuje przy produkcji gwoździ. Dla niego może to być szczytem rutyny, czymś, co wydaje się życiową przegraną. Stanie lub siedzenie przy taśmie produkcyjnej, miliony myśli, by zagłuszyć czas, a nad głową pewnie jakiś brzdęk, hałas i łomot. Nieciekawa perspektywa, gdy doda się do tego rutynę. Tylko że gdyby nie gwoździe i praca tej osoby, nasz świat zawaliłby się. Dosłownie.

Gdy pracowałem gdzieś dorywczo, a praca wydawała mi się tą gdzieś z początku rankingu "Top Nuda", myślałem o ludziach, którzy z niej skorzystają, którym jest ona potrzebna. To znowu nakazywało mi bycie starannym. A powołaniem człowieka i tym, co go kształtuje, jest praca.

 (Pomyśl czasem o ludziach, którzy stoją za rzeczami, których bez zastanowienia czasem używasz).

# Zmęczyć się można

Wykonując same ,,wielkie" rzeczy można zmęczyć się. Nie da się, i chyba nie można, przez 24 godziny wykonywać czynności, które dadzą Ci tylko 100 proc. normy (bo przecież, rzecz banalnie prosta, może zdarzyć się awaria prądu, albo uliczny korek, z którego i tak można wybrnąć audiobookiem). Ale jeśli połowa dnia, lub 3/4 będą mega, z pewnością poczujesz różnicę w Twojej jakości dnia.


-----
zdjęcie na bezpłatnej licencji CC0 pobrałem z: www.pexels.com

Może zainteresuje Cię jeszcze...

0 komentarze