Chcieć i nie móc, nie potrafić, nie znać

kwietnia 02, 2016




Chciałbym przenosić góry, ale nie wiem jak. Chciałbym też zakochać się w pięknie świata, ale wciąż gdzieś pędzę, zatracam detale. Nie pomaga w tym chaos i mnóstwo informacji, które atakują na każdym kroku. Jak sobie z tym gwarem poradzić? Kogo spytać o radę, by nie bać się świata? Pierwsza część cyklu.


Grudzień. Wiesz co? Jest niedziela, w Spotify słyszę Lauren Daigle, za oknem ciemno, a ja popijam sobie drugą kawę i przeglądam Internet. I tak sobie myślę: kurczę, chciałbym coś fajnego zrobić. W każdym z nas jest taka potrzeba - potrzeba zrobienia czegoś. Tylko czego? Wokół jest tak wiele możliwości, ale ciągle coś blokuje wewnętrznie. Strach przed tym, że się nie uda? A może lęk, albo wewnętrzne ograniczenia, które nadajemy sobie sami.

Luty. Często słyszę tzw. problemy "Pierwszego Świata". Ostatnio rozmawiałem z pewną starszą panią o wojnach - obu. Jednej była świadkiem, drugą opowiadała mi przez pryzmat historii swojego dziadka. Raczej nie rozmawiałem, ale słuchałem. Przez ponad 2 godziny. Starszej pani leciały łzy, głos się załamywał. Spuszczałem wzrok albo spoglądałem na boki, by pani nie czuła skrępowania. Jej mowa załamywała się na krótko, bo po kilku słowach wszystko wracało do normy. 

Wcześnie osierocona, już drugiego dnia II Wojny Światowej, tu w Lublinie. Po wojnie opierała się nowej władzy, powtarzała sobie chyba w głowie patriotyczne opowieści o swym dziadku z I wojny - te same, którymi podzieliła się ze mną.

 - Mój dziadek dał wtedy 100 złotych na armię. Ty wiesz ile to wtedy było? Dziś ktoś by dał państwu tyle pieniędzy? Nikomu za komuny o tym nie mówiłam. 

Opowiada o starym Lublinie, o przemyśle, o tęsknocie za domem. Tak sobie pomyślałem: jak można aż tyle przeżyć i nadal się uśmiechać. Nie straciła swej wiary w Boga. Gdy jakieś błahostki psują nam dzień, gdy brak kofeiny urasta do roli dramatu, narzekamy. A tam obok jest człowiek, któremu "ludzie (...) zgotowali ten los". Co tych, którzy przeżyli każdy kolejny dzień, trzymało przy życiu? 


Marzec. Staruszka w chuście na głowie, wchodzi do przedziału, pyta o godzinę. Siada, bo jak mówi, jeszcze jest trochę czasu. Spoglądam na nią i zastanawiam się, co decyduje o wyborze beretu, a co o barwnej chuście. Piękniejsze są te drugie. Do staruszki podchodzi młodsza o jakieś 20-30 lat znajoma. Nie wiem, jak ją tu odnalazła. Staruszka opowiada jej, że ,,kupiła wieprzowe i kurze". I ,,firanki, ale będą jako obrus" (wcześniej je rozwijała i oglądała, a później niedbale zwinęła i wrzuciła do reklamówki). Na pytanie o ,,cebulkę", którą kupiła, a która była bardzo drobna odpowiedziała, że "a po złotówce, to wzięłam". Wspomniała jednak, że chyba ma katar, bo ostatnio przemoczyła buty. 

Urzekły mnie te wymienione rzeczy, to wolniej toczące się życie, proste rutynowe czynności wyniesione do godności rzeczy ważnych, drobne detale i potrzeby, taka "z dnia na dzień" życiowość - ale nie biorąca się z bezradności i bezsilności, ale taka zaplanowana, świadoma, nie szukająca na siłę problemów. Urzeka mnie to. W tym natłoku informacji zwrócenie się ku światu i życiu, ale temu najbliżej, za ścianą. 

Gdy rozmawiam z kimś starszym to zastanawiam się nad tą radością, mimo tego, że przed chwilą słyszałem o tragicznej historii życia jeszcze z czasów wojny. 

Gdy usłyszałem kiedyś od pani, która napiła się przegotowanej, jeszcze cieplej wody (tylko wody, nie jakiejś herbaty): "ale pyszne" coś się we mnie otworzyło. I jest niedomknięte.


*  

Z jednej strony powstaje lęk i strach o to, jak będzie. A  z drugiej  nadmiar docierających treści.

Przeraża mnie, jak wiele barier tworzymy sobie w głowie na własne życzenie. Do tego wszystkiego dochodzi wspomniany hałas i natłok informacji oraz nieumiejętność stworzenia hierarchii w swoim życiu. Receptą nie są tu kursy, praktyki różnych ćwiczeń, albo ucieczka od świata i odcięcie się od ludzi oraz mediów

Mam wrażenie, że ludzie czegoś chcą, ale blokują się, nie wiedzą jak. Od kilku tygodni mam takie dziwne uczucie, że na naszych oczach odchodzą ostatnie autorytety: nie tylko znani pisarze, aktywiści, ale także ci niepozorni, często anonimowi, świadkowie historii. Oni potrafili powiedzieć, jak żyć by się nie bać. Jak docenić każdy dzień, a o dawnych dniach nie zapominać, ale umieć żyć tym ,,dzisiaj". 

Boję się, że pewnego dnia my młodzi usiądziemy i będziemy płakać jak dzieci. I nikt nam nie poda dłoni, bo zabraknie kogoś obok.

* * 

Daj sobie czas na gapienie się na innych ludzi: na tę panią w barwnej chuście, wsłuchaj się w jej słowa - w tę pochwałę życia, którym jest wizyta na targu, radość z prostych rzeczy, które ty bezmyślnie wrzucisz w markecie do koszyka, a po które ona przejechała dziesiątki kilometrów pociągiem, by mieć ładne i dające radość.

Daj sobie czas na refleksję o świecie, o sobie. Przejście z hałasu w nagłą samotność boli. Samotność nie jest wygodna, nawet jeśli jest kontrolowana. Dlaczego? Bo wtedy zdejmujemy maskę, widzimy prawdę o sobie. Zauważamy, co boli naszą duszę. Wygodniejszy jest film w telewizji, niż książka. Przy tej drugiej jesteś w ciszy z samym sobą, bombardują myśli, natłok informacji, niezałatwione sprawy. 

Gap się na innych i na świat, czasem się uśmiechaj do ludzi, miej dla nich wyrozumiałość.

I słuchaj opowieści świadków historii. Oni mogą nas nauczyć, jak zmobilizować się do działania, gdy przeżyło się, po ludzku patrząc, tragedię. Gdy na własne oczy widziało się zniszczenie człowieka przez jego brata. 

Nie uciekaj od świata, ale spróbuj być jego świadomą częścią.

* * * 

Cztery krótkie sposoby na to, jak poradzić sobie z barierami, które sami sobie tworzymy. I z nadmiarem treści wokół, których nie potrafimy przyswoić.

Tym wpisem chcę rozpocząć krótki cykl na blogu Zwolnij i bądź wolny, w którym połączę radzenie sobie z chaosem świata i usunięcie ze swojego życia barier i ograniczeń, które nakłada na nas własna psychika. 

Zdjęcie na licencji CC0 pobrałem ze strony: www.pexels.com, autorstwo: Kaique Rocha

Może zainteresuje Cię jeszcze...

0 komentarze