Ktoś za moim oknem łapał Pokemona. Po co ludziom Pokemon Go?

lipca 13, 2016





Chłopiec stanął na jezdni i wpatrywał się w ekran smartfona. Koleżanka go odciągała, ale on nie chciał. Powiedział, że jeszcze łapie Pokemona. Po chwili zeszli z asfaltu. Od kilku dni Pokemon Go jest wszędzie, mimo to podbiegłem do okna zobaczyć to na własne oczy, gdy tylko usłyszałem tę rozmowę.

Świat oszalał. Ale to nic. Ktoś znalazł zwłoki, bo polował na potworka. Ktoś łapał w obozie koncentracyjnym. Widziałem w sieci zdjęcie Squirtle'a (to ten niebieski żółwik) na trumnie w kościele. 

A właśnie, że nie... nie będę tego komentował :D W ogóle to od wczoraj się zastanawiałem, czy o tym pisać.


Prawie wszyscy już wiedzą, czym ta aplikacja jest. Trudno nie wiedzieć, bo mówią o niej w telewizji, piszą w Internecie, youtubują, albo praktykują w terenie. To ostatnie to akurat nic dziwnego, bo jeśli ktoś jest obyty z podobnymi rozrywkami, to wie że jest coś takiego jak geocaching, czyli "tropienie" pudełeczek ze skarbami, schowanych w różnych miejscach, z użyciem GPS-u. 

Pokemon Go to gra, która szturmem podbija świat. W czym tkwi jej popularność? Miałem szczęście nie słuchać niczyich wyjaśnień, spojrzałem więc na to po swojemu. Oprócz tej rywalizacji, tajemnicy i niepewności jak przy geocachingu) mamy tu coś jeszcze. Żeby zrozumieć obecny trend, trzeba cofnąć się i spojrzeć na ten miniony. Bo Pokemony to był kiedyś szał i samonapędzający się biznes. Obecne stworki to kontynuacja tego trendu, który dawno ucichł.

3 i pół odpowiedzi, dlaczego świat zachwyca się Pokemon Go

1. Fun ponad wszystko. Pokemony to nie wielka fabuła. Ok, chłopak spełnia swoje marzenia. Odnosi przy tym sukcesy, ale i porażki. Ciągle z kimś walczy, ma obok przyjaciół i swojego ukochanego Pikachu. Ten kocha go tak bardzo, że nawet ewoluować nie chce/nie może/nie pamiętam co jeszcze. Ash ma jeden cel: zostać mistrzem. Sporo tu stałych motywów popkultury: chłopak ma wiernego przyjaciela, widz z nim płacze i cieszy się z sukcesów, jest misja, jest zadanie, jest poznawanie krainy i praw rządzących światem. Ty masz widzu psa lub kota, a on żółtą ,,mysz" (?) rażącą prądem. Nie trywializuję, nie krytykuję. Ponad 15 lat temu sam byłem fanatycznym fanem. 

Z boku zostawiam te tzw. podprogowe przekazy albo debatę dotyczącą tego, czy anime wywoływało agresję. Ja nigdy nie byłem po obejrzeniu agresywny albo nadpobudliwy. Nie zauważyłem też innych przypadków, a oglądało nas wokół trochę, i jeszcze trochę. Co najwyżej jakąś tam agresję czuć mogę przy Sprawie dla reportera albo obok nachalnego słuchacza disco polo (do niezaborczych nic nie mam i szacun dla nich).

a) Potworki. Prawie wszyscy lubimy kolorowe potworki i różne dziwne obrazki. Serio. Kto się interesuje historią to wie, że w średniowieczu istniały tak zwane bestiariusze. A kto się grami komputerowymi interesuje to też wie, że w nich mamy także takie ,,księgi" stworzeń i istot. A malarstwo Boscha?

Pokemony to przede wszystkim ,,stworki". Masz potworki - masz fanów. Kosmita Stitch w animacjach Disneya, gra online NeoPets (jej, wyjdzie że jestem tak stary?) ze zwierzętami nie z tego świata, gra komputerowa Spore będąca czymś na granicy symulacji, Potwory i Spółka,  tzw. tamagotchi (taka zabawka z bazaru, pozwalająca opiekować się pikselowym zwierzątkiem) - to oczywiście rzeczy wizualne. Bo wcześniej była już oczywiście twórczość s-f, np. w książkach C.S. Lewisa zbiorczo wydanych jako Trylogia Kosmiczna.

Tak stan wiedzy wyglądał ok. 15 lat temu, gdy nie było apki Pou na smartfony, a nosiło się elektroniczną ,,gierkę" i karmiło coś, co miało wyglądać jak zwierzątko. W tym świecie był szał na Pokemony, ponad 150 kolorowych stworków (potem, co wiedzą fani, powstały kolejne ,,generacje"), które oglądało się w telewizji, naklejało, wyklejało, przeklejało, nosiło na koszulkach, spodniach i piórnikach. To było wszędzie. Ale głównie zamieszkiwało wyobraźnię.

Teraz  te stworzonka,,wyszły" do realnego świata. Idziesz ulicą i one tam są, stoją w nietypowych miejscach. Przez aparat w telefonie widzisz realną przestrzeń, a w niej Pokemony. Ten świat, jak w animacji, jest obecny tuż obok. To nic, że to tylko symulacja i pozory.



2. Chęć przeżycia tego samemu. Pokemony swoją popularność odniosły wśród dzieci i młodzieży urodzonej na początku lat 90., i starszych od nich (gdzieś ok. 1985-1989), to historia sprzed 15 lat, gdy obecni 25-30-latkowie biegali koło bloku i bili się kijami (albo bawili w wojnę). To taki symbol beztroskiego dzieciństwa, wieku dziecięcego w ogóle, to też argument za ,,fajnym dzieciństwem" którego ,,gimby nie znajo", czyli to pokolenie, które socjologowie nazywają już ''zetami" (ich poprzednicy to ''igreki"), a które utożsamiane jest z cyfrowymi technologiami, nie zaś z tymi bardziej analogowymi. 

zobacz także wpis: Dorosłe dzieci mają żal. Co się stało z tamtym duchem?

Teraz oni mogą przeżyć to, co ich sporo starsi koledzy. Pokemony są takim ,,kultowym" symbolem, takim punktem odniesienia dla starszych do ,,tego, co było - i było super" i dla młodszych ,,tego, co oni mieli fajnego, a nas ominęło". Bo Pokemony to był kiedyś stan umysłu, z którym się rosło. Nie mówię tu tylko o gadżetach. Nadal istnieje społeczność fanów, która kiedyś była ogromna (nawet w Polsce) - portale, fora, tłumaczenie komiksów, solucje do gier, prężnie działające serwisy z tłumaczonymi i redagowanymi bardzo szybko(!) informacjami ze świata.

Ci młodsi, którzy teraz biegają ze smartfonami po ulicy mają zabawę i namiastkę czegoś, co było i było mega funem. Starsi mogą mieć powrót do dzieciństwa (a to prawie zawsze kojarzy nam się z beztroską). To jak z fanami zespołu Abba. Pokolenie urodzone w latach 60-70-tych żyło tą muzyką (krytykowało lub kochało). Ci młodsi co najwyżej znają z YouTube'a i tyle. Z Pokemonami jest to samo. Jedni w tym popkulturowym świecie żyli i wychowali się, drudzy chwilę w nim pobędą i znajdą sobie inną zabawkę. Bo nie wątpię, że moda szybko się skończy. 

3. Czego uczy Ash i Pikachu? Nie będę pisał o takich banalnych rzeczach, bo wiadomo że jakieś przesłanie i sens w fabule były (np. współzawodnictwo, osiąganie marzeń etc.). Nie o to jednak w tym trendzie chodzi i chodziło. A więc to czysta zabawa?

Może zainteresuje Cię jeszcze...

0 komentarze