Kolejny raz myślę, że się nie uda. I co dalej?

listopada 17, 2016




Na początku powinno być zabawnie, mądrze, albo poruszająco. Jest normalnie, ale mimo wszystko pokrzepiająco. A właściwie to nie ,,jest", a - ,,było". Było dobrze. Będzie jeszcze tak jak dawniej?


Jakiś spokój. Nie było zabawnie i śmiesznie, choć pokrzepiło. Było tak zwyczajnie, właśnie spokojnie. To uczucie, gdy ktoś powie ci prawdę o tobie. Tylko że nie skrytykuje, a zrozumie. Nawet jeśli będzie gorzko - ty wiesz, że to podbudowane dobrymi intencjami. Na końcu powie: ,,dobrze, że jesteś". I to ci wystarczy. Wiesz, że ważne jest "tu" i "teraz", że jako ludzie często dołujemy się, bo chcemy patrzeć za bardzo w przyszłość, że chcemy martwić się o to, co dopiero będzie. Dlaczego? Bo się boimy o przyszłe dni, zapominając, że teraźniejszość także jest ważna. Marnujemy siły. Tracimy siły.

Jest spokój. Trochę kłuje, ale to taki ból dający pewne ukojenie: to ból dłoni, które rwą, bo przyzwyczajają się do ciepła. To ból gojącej się rany - jest niekomfortowo, ale wiesz, że wkrótce będzie dobrze. To ból kręgosłupa, który po całym dniu na nogach teraz - przed snem - może odpocząć.

Jest spokój i jednocześnie pewne kłucie. Wiesz, że musi teraz boleć, bo będzie dobrze. 

Czujesz niechęć do dawnych błędów, jesteś innym człowiekiem. Obserwujesz siebie: nie robisz tego, co dawniej. Bardziej się pilnujesz. Jest lepiej. 

Mijają dwa dni. Coś zaczyna się łamać. Ale jeszcze nie jest źle.
Mija siedem dni. Nie jest najgorzej, choć nie jest już tak dobrze, jak przed tygodniem.
Czternaście dni. Chyba się to wszystko pokruszyło. Już prawie jest jak dawniej - w tym, co przygniata, smuci, boli, dołuje - jest prawie jak dawniej.

Odchodzi nadzieja. Wisisz nad urwiskiem, w palcach powoli brakuje sił. Runiesz, ale jeszcze nie upadłeś. Jeszcze jest ta resztka siły. 

Co dalej?



Tam na szczycie

Gdy patrzymy na jakąś rzecz, która wydaje nam się nieosiągalna: nowa praca, która jest wymagająca. Trudny egzamin. Zrzucenie kilogramów. Napięty tydzień. Wykonanie trudnej pracy. Gdy patrzymy w kalendarz i obserwujemy zapisane tam czynności, w głowie pojawić się może myśl: ,,nie zrobię tego, nie dam rady". 

Czujesz, że możesz jeszcze coś zrobić, że jeszcze nad tą przepaścią wisisz, ale boisz się, że spadniesz. Czujesz, że to być może ostatki sił. Ale jednak coś tam jest, trochę energii jeszcze masz do wykorzystania.

Siłą, która może ci pomóc, jest znalezienie w swoim życiu takiej rzeczy, która będzie twoim wierzchołkiem, twoim zdobytym szczytem. Tym miejscem, do którego dotarłeś i po wejściu na szczyt patrzysz z dumą na te kilometry, które za tobą. Spocony, obolały, zmęczony, z odciskami, ale na szczycie. Zrozumie to człowiek, który pokonuje siebie chodząc po górach. Zrozumie biegacz, który ledwo czuje nogi po treningu, ale wie, że ma za sobą przebiegnięty maraton. Zrozumie kompozytor właśnie prezentujący swoje dzieło (choć ta droga kosztowała go kilkanaście lat nauki). Zrozumie olimpijczyk, absolwent, laureat konkursu - ci, którzy spojrzą w przeszłość i zobaczą, że długo się starali, że są na szczycie. I że osiągnęli to, co planowali, choć po drodze było niełatwo.

I co dalej?

I z tego będą czerpać siły ,, na więcej".

Przeszłość często boli. Często też odradza się zaglądanie do niej, rozdrapywanie, tłamszenie dawnego bólu. Bo jeśli człowiek sobie nie wybaczy sam, jeśli nie wybaczy ludziom, którzy go skrzywdzili, jeśli nie odetnie czegoś grubą kreską - nie będzie mógł w pełni skupić się na teraźniejszości, nie będzie potrafił dbać o przyszłość.

Tylko że często w przeszłości są i takie rzeczy, które pomagają nam osiągnąć sukces. Są też elementy doświadczeń, które pomagają nie popełnić błędu. To dlatego historia jest tak ważną nauką.


Jeśli masz przed sobą rzecz, która wydaje ci się niemożliwa, znajdź w pamięci to, co kosztowało cię wiele trudu, ale się udało.

Jeśli jest przed tobą jutro dwunastokilometrowy bieg, a ty boisz się, że z tego nic nie będzie, przypomnij sobie maraton, który przebiegłeś. Jeśli masz jutro trudny egzamin, przypomnij sobie ten, który był tym najtrudniejszym a ty dałeś radę. 

Gdy coś wydaje ci się trudne, miej w głowie taki odnośnik, który ci się udało osiągnąć (choć po drodze był pot, łzy i wyrzeczenia). I że ta rzecz, która teraz spędza ci sen z powiek, w porównaniu do tamtej to pikuś. 

Miej w głowie rzecz, która kiedyś kosztowała cię wiele trudu, ale się udała. I postaw przed nią tę, która teraz wydaje ci się niewykonalna.



Grubsza rozkmina dawnego spokoju

Wtedy panował w tobie spokój. Ten ktoś powiedział prawdę o tobie. Nie skrytykował, ale zrozumiał. Chciałeś przenosić góry, uzdrawiać, naprawiać.

Pierwsze dni mówiły, że się udało. Sukces.

Mija dwa dni. Coś zaczyna się łamać. Ale jeszcze nie jest źle.
Mija siedem dni. Nie jest najgorzej, choć nie jest już tak dobrze, jak przed tygodniem.
Czternaście dni. Chyba się to wszystko pokruszyło. Już prawie jest jak dawniej - w tym, co przygniata, smuci, boli, dołuje - jest prawie jak dawniej.

Odchodzi nadzieja. Wisisz nad urwiskiem, w palcach powoli brakuje sił. Runiesz, ale jeszcze nie upadłeś. Jeszcze jest ta resztka siły. 

Co dalej?

Jeszcze masz siłę, by całkiem nie spaść. Jeszcze możesz powrócić do tej sytuacji sprzed dwóch tygodni. Trochę zaczęło się kruszyć i łamać. Ale to było wczoraj, przed godziną, przed kwadransem. TERAZ może być inaczej. Od tej sekundy, która właśnie minęła, jest lepiej. Kolejne sekundy, minuty; kolejny dzień i tydzień; kolejne 14 dni może być lepsze. Odnieś się do tego, co było jeszcze tak niedawno, a co było tak budujące. Odnieś się i zacznij już teraz. Jeśli zdobyłeś w przeszłości szczyt, na tę górkę na początek też dasz radę wejść.

----
zdjęcie na licencji CC0 pobrałem z www.pexels.com

Może zainteresuje Cię jeszcze...

0 komentarze