W razie wypadku proszę mnie nie ratować

listopada 07, 2016




Jest duszno. Odchodzi chęć do życia. ,,W razie wypadku proszę mnie nie ratować" - słychać.


Przychodzą takie dni, gdy możesz czuć samotność. Ale taką namacalną, fizyczną. 

Człowiek wtedy milczy, ale każda jego myśl krzyczy:

,,Uciekam w pracę, muszę robić wiele rzeczy. To mnie męczy, wokół hałas, szum, natłok zdarzeń. Wielu ludzi. Brakuje mi czasu. Szukam chwili, by być samemu, by się zamknąć w domu, odpocząć. 

Udało się być samemu. Jest jednak trudniej. Robi się nudno, duszno, nieswojo. Nie mogę znaleźć sobie miejsca, mam za dużo czasu. Nie wiem, co robić. Kogoś, czegoś - brakuje. Gdy ciągle przemieszczam się z miejsca na miejsce, mam wrażenie, że chciałbym znaleźć czas tylko dla siebie, pobyć ze sobą. Gdy nie przemieszczam się, gdy osiadam tu i teraz, tęsknię za ludźmi. 

Uciekam w chaos przed ciszą. Uciekam w ciszę przed chaosem. 

Ani tu, ani tam nie czuję radości. Przeraża mnie tłum, przeraża też pustka. Gdzie jest więc moje miejsce? W tym wszystkim się gubię.

Niby wiem, że to życie jest mega. Ale przychodzi zwątpienie w sens tego co wokół mnie" - słychać.

Każda myśl krzyczy. To człowiek krzyczy - ten, który stracił sens, zgubił kierunek, pomylił drogę.
Albo ten, który nie ma siły wstać, zrobić kolejnego kroku. Tak psychicznie, ale i czysto fizycznie.

Ale przecież nic spektakularnego się nie stało. Inni nawet ci zazdroszczą twojego życia. Inni, ale nie ty.

Czujesz się więźniem siebie?
Czujesz, że wszystko nie ma sensu, choć przecież nic się nie stało?
Faktycznie to czujesz, bo pojawiła się myśl - taka pojedyncza myśl, tak nagle, teraz. 
Pojawiła się. A jeśli to prawda? Zadajesz sobie pytanie o to, czy aby ten nieproszony gość w głowie nie ma racji.

Do głowy nie przychodzi żaden sens, żaden cel, żadna myśl. Nic. Do głowy w tej chwili nie przychodzi już nic.

Czujesz, że jesteś na dnie. Niby zawsze wydawało ci się, że jak się jest tak nisko, to wtedy można już tylko wstać. Że leżąc na ziemi nie można już popełnić błędu, że tu jest już tylko wzrost. A jednak czujesz, że jesteś jeszcze niżej, jeszcze bliżej zimnej podłogi. To boli.
Odchodzi chęć do życia. Z każdą sekundą.

Tak czasem myśli człowiek.


Ważne by jak najwięcej wiedzieć o sobie - o tym sobie wewnątrz. To potrafi uzdrowić. Sama wiedza o swoim problemie potrafi dodać skrzydeł. Bo nazwie problem, bo włącza mechanizmy odbudowujące które będą próbowały znaleźć odpowiedź, bo pozwoli wyrazić ten stan w jakiś sposób (i czasem już chociażby wykrzyczenie bólu pomoże). Spacer, rozmowa, świeże powietrze, sport, sen.

Tu przerwałem pisanie. Dlaczego? Bo chyba liczy się tu właśnie pauza, zastopowanie.

 
Daj sobie czas, połóż się i patrz w sufit. Spotkaj się z kimś. Posiedź w ciszy. Denerwuj się, krzycz, biegaj, pisz. Jeśli wiesz, że to nie wymaga konsultacji z psychologiem, jeśli to nie choroba, nerwica, depresja, załamanie - daj sobie czas na pobycie ze sobą, z kimś. Myśl, szukaj rozwiązania.

Spójrz, czy korzeniem nie jest twój egoizm, chęć udowodnienia czegoś światu, nietolerancja innych, wmawianie sobie złej sytuacji i beznadziei, niecierpliwość. Te rzeczy wpędzają we frustrację, osłabiają nasze siły. Bo jeśli chcesz coś udowodnić światu, a nie udaje się tego osiągnąć, masz doła. Jeśli nie potrafisz tolerować innych, zadręczasz się o to, że są niereformowalni, że nie są jak ty - doskonały okaz człowieka. Jeśli nie umiesz czekać i tym samym brak efektów teraz cię dołuje, już cierpisz za coś, co być może kiedyś przyjdzie (albo zanim uzyskasz odpowiedź, jeszcze trochę minie, a każdy twój dzień oczekiwania na wiadomość zwrotną będzie dołujący).

Albo po prostu brakuje ci powietrza, fizycznego zmęczenia, czyjegoś towarzystwa. Mówiąc krótko: wyjścia z tej sfery ,,skażenia" pesymizmem, ruszenia się gdzieś poza ciasne ściany pokoju i pooddychanie świeżym powietrzem: przyrody, albo pomysłów innych ludzi. 

Zobacz co masz, czego ci brakuje, czego chcesz. Może to da się zrobić w ciągu godziny. Daj sobie czas na bycie ze sobą. Nie walcz z myślami, ale z nimi bądź i posłuchaj ich. Albo z kimś o tych lękach porozmawiaj, czasem już ich głośne wypowiedzenie pomoże. 

Organizm lubi się bronić, czasem ci podpowie rozwiązanie. Jeśli to chwilowa niedyspozycja, postaraj się dać jej wybrzmieć, daj sobie czas, pozwól sobie na bycie niedoskonałym. 

Może sen lub zaczerpnięcie powietrza? Może rozmowa lub notes. Jeśli to chwilowe to dostaniesz kopa i zaczniesz od nowa. Jeśli nie wymaga profesjonalnej pomocy to znajdziesz odpowiedź. Sam. Organizm, jeśli stanie na chwilę i będzie w ciszy szukał odpowiedzi, powie ci, co dla niego dobre. 

Zadaj sobie uderzenie w policzek, postanowienie, by zacząć na nowo. A jeśli się nie uda, wrócisz do łóżka i okryjesz się kołdrą po uszy.

Daj sobie czas, nie walcz, ale posłuchaj siebie, sprawdź dlaczego ten stan cię dosięgnął, co na niego wpłynęło, czego chcesz, czy naprawdę już teraz tego nie masz. Spytaj wreszcie, czy na pewno tego chcesz, co możesz zrobić już dziś, za chwilę, teraz, a co zostawić na przyszłość. 

*

Jest duszno.
Odchodzi chęć do życia.
Ale chwila... czujesz, że to chwilowy stan. Szepczesz, żeby wezwano pogotowie. Chcesz, żeby cię jednak odratowano.


-----
zdjęcie na licencji CC0 pobrałem z www.pexels.com

Może zainteresuje Cię jeszcze...

0 komentarze