To nie wypalenie a perfekcjonizm? Nie bój się być słaby

lutego 15, 2017



Nie bój się być słabym. To jeden z tych wpisów, który jest absolutnie subiektywny, nawet nie próbuję w nim mówić, że to jest sytuacja powszechna, że to ma oparcie w jakiejś teorii o samorozwoju. Raczej spadłaby na mnie lawina krytyki, gdybym wmawiał Ci, że to ma jakieś oparcie. To mój subiektywizm, moje obserwacje, możesz to odrzucić, ale jednocześnie z ciekawości możesz zobaczyć, o co mi chodzi.

Inni mają jakoś więcej siły. Inni potrafią przenosić góry. A to chyba nie będzie dobry dzień, już na starcie. Można oszaleć. Ale to wcale nie musi być obfity dzień.

Powiem jeszcze raz: nie bój się być słaby, niedoskonały, nieperfekcyjny. Albo inaczej: nie boję się być słaby, niedoskonały, nieperfekcyjny.

Za mną są okresy wzmożonej aktywności i takie, gdy mogłem trochę zwolnić obroty. Za mną są dni, gdy brak słońca za oknem demotywował (sorry, ale taki mamy niestety klimat), a poranek witał z listą zadań do wykonania w kalendarzu. Najlepiej byłoby przykryć się kołdrą po uszy i nie wstawać. Gdy jestem zajęty i mam na głowie jeden duży cel (np. zaczyna się sesja i daję sobie czas na jedną złożoną aktywność) pojawiają się nowe pomysły, plany. Spycham je na bok. Gdy mogę już im się poświęcić, przechodzi ochota. Można oszaleć. Są takie dni, gdy życie ratuje jedynie rutyna: stały zakres obowiązków, narzucony odgórnie plan. Dlaczego? Bo często przychodzi blokada, zniechęcenie. Ma to różne podłoże. Mózg, myślenie dąży do tego, by odpocząć, by magazynować siły. To pozostałość po walce o przetrwanie - oszczędzanie sił. Niczego odkrywczego tu nie ma - to walka ciała i rozumu. Aktywność to kwestia dobrych praktyk, nauczenia się zarządzania czasem i sobą.

W listopadzie działo się wokół mnie sporo ważnych spraw. I ta myśl: nie umiem... może to lenistwo?, może to brak czasu? Może...

Chciałem to zrobić dobrze, profesjonalnie, fachowo. Zbierałem się długo, by było ok.
Nie zaczynałem.

Gonił termin. Siadam, wysyłam. Odpowiedź: jest dobrze, ale teraz trzeba zrobić kolejne.

Znowu: nie umiem... może to lenistwo?, może to brak czasu? Może...

Chcę to zrobić dobrze, profesjonalnie, fachowo. Zbieram się do tego długo, by było ok.
Nie zaczynam.

Goni termin. Ryzyko, najwyżej będzie źle. Wysyłam.
Czekam na odpowiedź. Denerwuję się.


Miałem blokadę. Mówiłem sobie, że to wypalenie. Musiałem zrobić wiele rzeczy, jedna po drugiej. Odsiedziałem przed komputerem swoje. Przy kolejnych razach było już tylko lepiej.

*

Bieganie. Listopad. Chłodno, wyszedłem niedawno ale organizm już się przyzwyczaił. Za chwilę będzie 8 kilometrów. Czas. Czas, który pokonałem, nie podoba mi się. Bo przy dziesiątym kilometrze nie zmieszczę się w tym, który bym chciał. Czyli znowu nie jest perfekcyjnie? Lekko się frustruję, ale biegnę dalej. 

Zaczynam o tym myśleć. Wybiegłem bez specjalnego planu, wybiegłem nie planując ilości kilometrów. To miał być spontan, gdybym w domu zaplanował czas i trasę, miałbym nad tym kontrolę. Teraz jest już za późno. 

Frustruję się, choć pokonałem zniechęcenie i w ten późny listopadowy wieczór, gdy temperatura dołuje, zebrałem się w sobie i wyszedłem na trening. Nie rano, nie pojutrze, ale dziś, za chwilę - teraz.  Jestem już wygrany, jestem zwycięzcą z chwilą przejścia przez drzwi. 

Dziesiąty kilometr i splot ułamków sekund. Być może ledwo, ale trafiłem w sam środek tego, co przed chwilą wydawało mi się niemożliwe. Zrobiłem dychę w tym czasie, który chciałem.

Do 20 km zabrakło mi... 3 metrów. Musiałem nagle przerwać. Wyższa konieczność. Ale nie skończyłem sfrustrowany, a wręcz przeciwnie. 

Po co był mi ten abstrakcyjny czas? A gdybym przekroczył jedną minutę, albo kwadrans? Czy to dyskwalifikowałoby mój trening, który nie był nastawiony na nic więcej, jak tylko na odstresowanie się i pozytywne zmęczenie po całym tygodniu, by poczuć że żyję? Gdybym startował w maratonie lub w zawodach, każda sekunda byłaby ważna podczas treningu, przygotowywania się do startu. Plan jest dobry. No właśnie: plan. Nie przygodna myśl, która pojawia się nagle.


Zdarza się, że z niewiadomych powodów wymyślamy sobie rzecz, która jest irracjonalna. Taka nie wiadomo skąd. Chcemy jej szybko, choć do niczego nie jest nam potrzebna, choć to jakiś śmieć, który nam podyktował mózg. On chce dobrze. On wymyśla kolejne cele, byśmy mogli się rozwijać, pokonywać, poznawać nowe. To dobra cecha, to dobra funkcja. I przynajmniej nie jest w tym życiu tak rutynowo. Ale wiele z tych rzeczy jest abstrakcyjnych. A ich niezaspokojenie może frustrować, zniechęcać. 

Z jednej strony mózg chce spokoju, rutyny, oszczędzania sił. Z drugiej strony dyktuje nowe - często abstrakcyjne rzeczy - żebyśmy ciągle się rozwijali, daje nam dodatkowe cele. Gdy robisz wiele czynności, albo mózg wie, że jest dużo pracy przed Tobą, ostrzega Cię przed tym, blokuje. Gdy jednak pokonasz blokadę, dodaje kolejne cele, rzeczy, czynności. 

W obu wypadkach to może być dobry stan, bo blokada może faktycznie przyjść, gdy potrzeba Ci przerwy, odpoczynku. A ,,flow" mózgu (nie chodzi mi tu o stan psychologiczny, ale ten związany z rapem) może chcieć dla Ciebie dobrze, dając nowe drogi. 

Może to też być stan negatywny: blokada ogranicza, choć jej nie potrzebujesz. A nowe ,,perfekcyjne"/,,kolejne" zadania podyktowane przez wnętrze mogą być abstrakcyjne, niepotrzebne, wynikać mogą z chęci bycia aż nadto doskonałym. 

Lubię ten przykład z bombardowaniem myśli przed snem, bo jest dla mnie bardzo prawdziwy, często mnie dotyczy. Gdy kładziesz się spać, może Ci towarzyszyć napływ genialnych pomysłów, rozwiązań. Przychodzą wtedy, gdy o nich nie myślisz, gdy dajesz mózgowi wolne. To między innymi dlatego modne jest podejście do tzw. kreatywnej pracy, zakładające chwile na przerwy, na odpoczynek, grę w piłkarzyki albo kwadrans siedzenia w miękkiej pufie i patrzenia w sufit. 

Pozwalam sobie właśnie dlatego czasem na kontrolowane bycie słabym. Na to, że gdy mam zły dzień i totalny brak sił, to żeby tę słabość przeżyć (jeśli pozwala mi na to plan dnia, jeśli nie muszę zrobić czegoś pilnie). Dlaczego? Bo gdy dam sobie wolne, gdy ,,zmarnuję" kilka godzin na oglądanie filmów i seriali, słuchanie muzyki, czytanie zaległej prasy, naładuję wtedy swoje wewnętrzne baterie i będę miał siłę. Gdy w tym stanie zacznę przymuszać się do pisania, powstaną rzeczy niesatysfakcjonujące. Jeśli to pilne, oczywiście się przymuszam. Jeśli może poczekać, pozwalam sobie na tę przerwę (jeśli jednak przemienia się w coś dłuższego, to sygnał alarmowy, ale jeśli to chwilowe, to niech będzie)

Pisałem w cyklu Zwolnij i bądź wolny o pułapkach, w które wpędza nas nasz mózg. A chęć bycia nachalnie perfekcyjnym? A pozwolenie sobie na bycie niedoskonałym, słabym?

Chwalebną słabością okazało się dla mnie złamanie palca u stopy podczas biegania. Przyszło po skończeniu sesji, gdy wiedziałem, że muszę przez te kilka dni napisać trochę pracy magisterskiej. Ograniczenie w ruchu tylko mnie zmotywowało do tego, by działać. Mózg przestał się blokować, a wpadł we ,,flow". I lepiej go nie powstrzymywać.




Wpis powstał w ramach cyklu na blogu Zwolnij i bądź wolny, w którym połączę radzenie sobie z chaosem świata i usunięcie ze swojego życia barier i ograniczeń, które nakłada na nas własna psychika. Poprzednie wpisy znajdziesz tu



Zdjęcie pobrałem na wolnej licencji CC0 ze strony www.pexels.com 

Może zainteresuje Cię jeszcze...

0 komentarze