Jak tam jest? Jakie jest Tu? Recenzja: LemON – TU

marca 24, 2017





Zerwał się silny wiatr, uderzał w ponurą betonową płytę bloku. Słucham utworu Tu kilka dni przed premierą krążka, dopijam kawę, wychodzę. ,,Nasz drewniany dom / trzaska od wiatru jak / łamane kości”. Nietrudno poczuć ten duszny klimat odosobnienia, a zarazem natłoku emocji. To utwór tytułowy, z mocnymi metaforami i porównaniami. To moje slow.

Po premierze wiem jedno: taka też jest nowa płyta zespołu LemON - dojrzałe teksty, przesycone uczuciami słowa i warstwa muzyczna, która wchodzi w dialog z dusznymi pokojami, klaustrofobicznymi pomieszczeniami, wybrzmiewa. Niezmienne pozostało jedno: nowe utwory zespołu to nadal operacja na otwartym sercu: wszystko na wierzchu, nic do ukrycia, ekshibicjonizm uczuć. Myśl z kontestacją a jednocześnie tęsknotą za czasami, w których się nie żyło ,,i niech ktoś cierpi za nas”, wielokrotnie powtarza wokalista, Sowa z prometejskim echem (sowa – symbol ochrony, musi ochraniać, wziąć na siebie zło). To jeden z moich ulubionych utworów, mistycyzm i słowiańska egzystencja obok gusła, odpieranie go a jednocześnie przywiązanie do niego. Pojawia się analogia do narodowego dramatu, sowa jako pośrednik między światami jak Guślarz z Dziadów, chrześcijaństwo obok zabobonu. Ciasną chatę z Tu otacza ciemny las, a w nim nocna groza. Dla mnie to bardzo wschodni klimat, samotna wędrówka po gajach i oddalonych od miast wiosek. Przejmujący jest też Ostatni walc z finałem: ,,wybacz mi mój smutek / dziś pierwszy raz / byłem gotów za ciebie / umrzeć”. Przeszywający, ponownie klaustrofobiczny, przesiąknięty wspomnieniami, szaleńczy, duszny, oszalały, na skraju emocjonalnego wytrzymania z umieszczonym w punkcie kulminacyjnym: ,,Tu miód ma posmak krwi / tu krew smakuje jak mleko / patrz jak nad naszym grobem / tańczą, tańczą (...)”. Tak jak w przypadku Sowy, instrumenty idealnie dopełniają ten niepewny nastrój, niewygodny, podbudowujący emocjonalne i odzierające z uczuć wyznanie. Trzymają słuchacza w napięciu, tworzą suspens, który zostaje nagle przerwany. Ten konkretny utwór, jak grecka tragedia, wyreżyserował uczucia. To wskazuje na to, że warstwa tekstowa płyty jest dojrzała, przemyślana, głęboka, grająca słowami.

Teksty Igora Herbuta oraz innych autorów tworzą rzeczywistość, w którą słuchacza stopniowo wprowadzają pozostali muzycy. Słowom nie towarzyszą instrumenty, a muzykę nie dopełniają teksty. Tu ta symbioza jest pełna, nic nie jest jedynie dodatkiem. Klimat stopniowo wychodzi poza kameralne nastroje, po Ostatnim walcu następuje kontemplacja sztuki w utworze Pollock, a także energetyczna autorefleksja artysty z pytaniem o odbiór sztuki, ale i rolę twórcy we współczesnym świecie. I tej cienkiej linii między twórcą a dziełem. Całość zamyka Po, które kończy muzyczną podróż – zaczęła się ona w Tu – w miejscu, gdzie ,,tu mieszkanie, tu ściana, tu mieszkamy”, przeszła przez świat emocji, fikcji, lęków i realnych problemów. A także przez granice sztuki. A jak jest Po? ,,Okna są dziś takie brudne / skąd jest na nich tyle sadzy? / (...) Przysiągłbym, że był tu pokój, w którym spała nasza córka...”. To nostalgiczny, trudny powrót do przeszłości, do dawnych miejsc. To powrót nie do góralskiej chaty, w której ta opowieść się zaczyna, ale dalej, w niezbadane choć tak nieodległe rejony. To dosyć silny kontrast: podróż przez góry i Nowy Jork, to z jednej strony cisza i z drugiej zaś miasto, maszyna, masa – tłum. Ta wędrówka od spokoju po hałas, zatacza jednak koło, następuje powrót do korzeni do Po. Gdy utwór wybrzmiewa, a zarazem kończy krążek, pozostaje cisza. I to taka, którą się czuje, zauważa brak dźwięków. Gdy ta cisza wybrzmi, w ósmej minucie słychać ponownie głos Igora Herbuta. Niespodzianka dla słuchaczy niecyfrowych, którzy nie znają długości utworu i nie widzą, że ta cisza też trwa na wyświetlaczu, po niej zaś jest wokalna kontynuacja.

W albumie Tu jest poszukiwanie siebie, ale i poszukiwanie drugiego człowieka. Prawdziwość wypływająca z serca, nie kreacja, nie figura stylistyczna, ale operacja na otwartym sercu. Dzięki temu zespół za każdym razem przyciąga do sobie coraz nowszych słuchaczy – za ten emocjonalny ekshibicjonizm. Drugi człowiek to złożona istota, czasem wywołuje zamęt, czasem rani, nieraz coś stoi na drodze tej bliskości (utwór Akapit, także Kalka oraz Tak nie nie). Gdy jednak ta droga zostanie pokonana, człowiek staje się powodem do radości (Papier: „to niewiarygodne, jak jeden człowiek / w stanie jest / tworzyć mój świat piękniejszym // dzięki ci za mądrość / dzięki za nadzieję (...)”). Igor Herbut wskazał na kulturowe inspiracje, obok Cortazara (Akapit) wskazuje na korespondencję Osieckiej i Przybory (Papier), pojawia się też niezapomniany Holoubek.

O nowej płycie zespół napisał: ,,Gdzie dokładnie jest Tu? Gdzieś pomiędzy drewnianą łemkowską chatą w Śnietnicy, miejscowości z której pochodzi dziadek Igora, a Nowym Jorkiem, z jego wiecznym gwarem i wielokulturowością”.

Starałem się tę płytę porównać, zestawić z pierwszym krążkiem, a także ze Scarlett. Czwarta płyta - Tu jest całkiem inna, jest ewolucją. Jest świeża, dojrzała, mocna, nadal jednak nie daje stabilności. To w dalszym ciągu poszukiwanie siebie, swoich emocji, tego co jeszcze można powiedzieć. Za każdym razem, z każdą płytą zespołu, to poszukiwania owocne, bo świeże, energetyczne, a jednocześnie refleksyjne. Kolejny krążek to ciągle ta sama jakość i nowe przesłanie. Po każdym krążku zespołu LemON mam uczucie, że to było mocne. A później przychodzi kolejna płyta. I ona jest jakby mocniejsza. Tu jest wyjątkowe – włączone popołudniu pozwala stopniowo kończyć dzień, towarzyszy zachodowi słońca. Wtedy smakuje najlepiej, gdy w pomieszczeniu robi się coraz ciemniej. Niezapomniana podróż emocjonalna w głąb, do wielokrotnego odbywania.




---
Zdjęcia są własnością autora bloga. Chcesz wykorzystać? Podaj źródło. A najlepiej także spytaj :)

Może zainteresuje Cię jeszcze...

0 komentarze