Gdy wokół cisza, umrzeć, czy zachować życie ? Recenzja: S.Endō - Milczenie

marca 09, 2017





 ,,Grzechem jest, kiedy człowiek zapomina o śladach, jakie zostawia w życiu drugiego człowieka" - pisze Shūsaku Endō w powieści Milczenie. Duszna, reportażowa powieść, która zostawia w człowieku więcej pytań niż odpowiedzi. Nie tylko religijnych. Pozwala przejrzeć się jakby w lustrze, zadać sobie kilka pytań. To spotkanie ze sobą nie należy jednak do najprzyjemniejszych, może jednak być oczyszczające.

O filmie Milczenie jest głośno od samego początku. Najpierw za sprawą Martina Scorsese, obraz osobisty i promowany jako najważniejszy w dorobku reżysera. Odbiór także różny, zarówno wśród świeckich jak i duchownych. Bo oto mamy księży, którzy ,,uginają się", to nie żadna hagiograficzna opowieść moralizatorska pokazująca niezłomnych. Książka także pozostawia pewien niepokój, niełatwe pytania. Bo czy człowiek może poświęcić to, co ma najważniejszego na świecie - własne życie? Wbrew pozorom książka Shūsaku Endō nie dotyczy tylko wierzących - wyznawców jakiejkolwiek religii (powieść pokazuje chrześcijańskich misjonarzy). To opowieść o zderzeniu kultur, o sile wiary, cierpieniu które jedni ludzie zadają drugim, czy też o słabości i mocy - dwóch naturach obecnych wewnątrz człowieka.

XVII wiek, ojciec Ferreira wyrzekł się wiary. Pogłoska, mówiąca o tym, że charyzmatyczny duchowny zaparł się religii, dociera do jego rodzinnego kraju, w tym też do dawnych uczniów. Ten, który w nauce tak silnie i przekonująco opowiadał o heroizmie i odwadze - o sile. Jego uczniowie nie wierzą pogłoskom, kilku z nich wyrusza w podróż, by dowiedzieć się, czy te plotki mają odniesienie do rzeczywistości. I czy ojciec w ogóle żyje, jeśli faktycznie został poddany okrutnym torturom. Tu zaczyna się brutalna, bolesna, trudna podróż - nie chodzi jednak o płynięcie statkiem, choć ono wymagało także wiele zachodu, ale o udanie się na obszar będący zderzeniem z inną kulturą. To jest trudne. I bolesne. 

Początek książki to opisy tortur, prześladowania, cierpienia, dodatkowo przytłaczająco surowa forma tekstu, reportażowa: dodatki w postaci listów (tło jest ukazane bowiem przez obserwacje, obrazy z życia, to te fragmenty wprowadzają do opowieści właściwej). Czytelnik już na początku otrzymuje zbiór materiałów, który musi złożyć w głowie, odtworzyć tło, by poznać pojedynczy przypadek, historię konkretnego człowieka, jakich wówczas było wielu.

,,Grzechem jest, kiedy człowiek zapomina o śladach, jakie zostawia w życiu drugiego człowieka"*

Po premierze filmu słychać było: to opowieść o dylemacie, czy zaprzeć się wiary i zachować życie, czy też wyrzec się jej i przeżyć. Dla człowieka wierzącego to faktycznie kwestia trudna, niełatwa. To  też książka silnie oddziałująca na psychikę, dotyczy dylematów związanych z wiarą, ale i cierpienia. Z problemem próbowali zmierzyć się największe umysły XX wieku - czasu dwóch wielkich wojen. W literaturze powojennej powraca pytanie: gdzie był wówczas Bóg? Skąd na świecie tyle zła? Z cierpieniem próbował zmierzyć się chociażby C.S. Lewis w Problemie cierpienia. Książka Endō to lata 60. Najciekawsze w tej opowieści wydawało mi się wnętrze człowieka, jego psychika. Pisarz odmalował ją głęboko, realistycznie, momentami może aż nazbyt. Tym, co w tej literackiej historii mnie urzekło, jest pokazanie siły drzemiącej w człowieku - tej, która stoi za jego wyborami, decyzjami, która każe mu umrzeć za ideały, wiarę, wolność. I tę, która sprawia, że to, za co chciał umrzeć, w obliczu próby każe mu zawrócić. Powieść pokazuje oba przypadki.

Konspiracyjna wiara przypominała mi Moc i chwałę G.Greene'a. Inna epoka, inny kontynent, zmagania i problemy duchownych, wiara ludzi-wyznawców. Greene też nie daje prostych odpowiedzi, pokazuje człowieka uwikłanego w moralność, pogubionego, zniszczonego, upadającego, ale posiadającego godność. Obie książki można potraktować jako niereligijne. U Greene'a główny bohater - ksiądz wielokrotnie upada, w naszym kraju ta interpretacja oszukiwała cenzurę PRL (jego powieść, choć niejednoznaczna, weszła do klasyki literatury chrześcijańskiej). U Endō zwykli ludzie umierają, nie zapierają się wiary, to duchowni są tu innowiercami - tymi, którzy chcą zachować swe życie. W obu wypadkach jednak wiemy, że historyczne proporcje często się odwracały, że na świecie zginęło za wiarę miliony zwykłych ludzi, duchownych, niewinnych.

Można by przy okazji tej powieści powiedzieć kilka rzeczy w stylu: ,,pozwala docenić to, że żyjemy w takiej części świata, gdzie za wiarę lub jej brak nie zabija się lub więzi" (nie mówię tu o fanatyzmie i terroryzmie). Można tak powiedzieć. Ale to myślenie egoistyczne, ale to czerpanie radości z czyjejś tragedii. Bardziej od czegoś w tym stylu wolałbym: ,,pokazuje to ciężar cierpienia, które jest na świecie; to świadectwo". I dla jednych będzie to ,,pochwała dla heroizmu, powód do bycia wdzięcznym za poświęcony dar z życia", dla innych: ,,oznaka nieodpowiedzialności, poświęcenie własnego życia - tego, co przecież człowiek ma najcenniejszego". Powieść Endō to taki zapalnik, odpalony lont nastrojów społecznych. Co dla jednego jest profanum, dla innego może być sacrum. Sedno tego dylematu, problemu leży właśnie w odbiorcy. To on zadaje sobie pytanie o sens męczeństwa.

Powieść Endō wymyka się schematom, łatwym osądom, aforyzmowym podsumowaniom. Tak jak w historiach o autentycznym cierpieniu, wojnie, śmierci, gdzie język nie potrafi oddać rzeczywistości. Bo ludzie giną za religię, rasę, tym kim są. I ginęli. Łatwo o patos, o banalizację. Poruszając tak niełatwy temat, niedaleko do zamienienia wyższych słów na kicz. Endō stworzył książkę, która potrafiła udźwignąć ten ciężar, a jednocześnie nie ukazuje świata w odcieniach czerni i bieli, nie dzieli na złych i dobrych, ale na ludzi skomplikowanych. I świat, którego nie można łatwo skategoryzować. Pisarz po mistrzowsku opisał XVII-wieczną Japonię, zderzenie dwóch kultur i ras, dwóch wyznań: nowego, który przypłynął z misjonarzami, który już się zakorzenił wśród mieszkańców, obok tradycyjnej religijności, już zastanej. Obrazowo, czasem oszczędnie i lapidarnie, albo przez pryzmat detalu. Endō nie epatuje przemocą, on ją nazywa. Czyni to w taki sposób, że opisy uderzają czytelnika.

Powieść zadaje więcej pytań, niż odpowiedzi. Czytelnik może czuć opór przed ocenianiem bohaterów - tych, którzy nie dali się złamać, i tych którzy ulegli. Problem w tym, że nie wiemy o sobie nic, dopóki nie zweryfikuje tego życie (Biblia też w niektórych momentach mówi o wyparciu się Boga przez człowieka).

Uwagę przykuwa tu jedna ze scen, śmierć jest tu tak powszednia, świat przechodzi nad nią do porządku dziennego, nie hiperbolizuje męczeństwa, na co zwraca uwagę jedna z postaci.

Można tę książkę odbierać religijnie (a nawet chyba trzeba), ale nie tylko. Oprócz tego, że jest antidotum na negatywny przekaz dotyczący kapłanów (często słuszny, często też nieprawdziwy), bo przecież każdego dnia umierają a świecie duchowni, a wraz z nimi zwykli-niezwykli wyznawcy, ale i ateiści, wyznawcy innych religii niż te dominujące, agnostycy i inni - wszyscy przecież niewinni, mający prawo do swoich poglądów. Książka zdejmuje klapki z oczu, mimo że jej fabuła dotyczy kilku wieków wstecz.

Początek powieści zawiązuje pewną nadzieję. Nawet jeśli czytelnik wie, czego dotyczy powieść (nie ukrywajmy, że ekranizacja książki niesie przecież za sobą trailery i spoilery), czuć choć lekką szansę na pozytywny akcent, na lepszy finał losów głównych postaci. Z biegiem fabuły wątki brną coraz mocniej do ,,ciemności", wprowadzają do wnętrza tragedii. Miejscami opisy są reporterskie, nie sugerują czytelnikowi jak ma myśleć, oceniać, jak żyć. Milczenie to wiele refleksji, sugestywne postaci, wydarzenia. Ale przede wszystkim duszna atmosfera.

Myślę, że po lekturze pozostaje niedosyt, bo po niej inne powieści mogą smakować mniej, bo przez długi czas kolejne książki będą z nią porównywane.

Powraca refleksja o życiu i świecie. Czy gdyby ci, którzy się zaparli, albo zdradzili opisanych tu duchownych, żyli w innych czasach, w innym miejscu, czy nie byliby nieskazitelni, czyści? Jak postąpilibyśmy my? To są pytania, które są niewygodne, nakazują bowiem podjąć refleksję o własnym życiu. Każda odpowiedź będzie jednak niewystarczająca, infantylna, bo niezgodna z prawdą. Tę poznać można jedynie w sytuacji konfrontacji z rzeczywistością. To pytanie o to kim jestem: we własnych oczach, ale i w postrzeganiu przez innych. To zachęta do zobaczenia wokół innych ludzi, spojrzenia na cierpienie w świecie, które przecież wyrządza człowiek.


* S. Endō, Milczenie, wyd. Znak 2017, s. 119.
---
Zdjęcie: zasoby własne

Może zainteresuje Cię jeszcze...

0 komentarze