Odpuścić sobie modne teorie by być szczęśliwym? Próba szukania rozwiązań na własną rękę

marca 12, 2017




Rozwiązanie może być pod nosem, już teraz. Ty jednak będziesz szukał dalej. Kupujesz kolejne podręczniki: do samorozwoju, sztuki spełnienia, hygge, slow food i self-coachingu. Potrzebujesz kolejnych. Tylko dlaczego inni są szczęśliwi bez tego?



Widzę młodego chłopaka, który usiadł i w ciszy oraz skupieniu jadł. Nie ,,siedział" w smartfonie, nie słuchał przez słuchawki muzyki/audiobooka/słówek w języku obcym. Wykonywał jedną czynność. Zauważyłem to, bo moje posiłki odbywają się w towarzystwie muzyki, gazety, filmu. Nie czuję się z tym źle, nie jestem przygnieciony i zmęczony mediami. Ale w głowie powracają dawne obrazy z wieczornej letniej herbaty pod gołym niebem, albo obserwowania świata za szybką - w skupieniu, zatrzymaniu się. W pewnej celebracji codzienności.

Widzę młodego chłopaka, który usiadł i w ciszy oraz skupieniu jadł. Nie wiedział, że to slow life, slow food, może trening uważności, albo jeszcze inna definicja szczęścia. Pewnie nie znał żadnej z tych definicji, sposobów na życie i zwolnienie. Wydaje mi się, że dla niego to było coś naturalnego, taka celebracja dnia albo zatrzymanie się w ciągu tych 16 godzin aktywnego życia w ciągu doby i ,,zmarnowanie" 30 minut, które nie jest zmarnowane, ale ładujące energię. W ciszy. Cisza bowiem jest najbardziej bolesna (bo mówi człowiekowi prawdę o nim samym, którą ten chętnie by zagłuszył) albo najbardziej kojąca.  

Dobrze się czujesz w gronie bliskich, czujesz się wtedy radośnie i lubisz towarzyszące temu nostalgiczne kłucie w brzuchu podobne do pierwszego zakochania? Może to popularne i modne hygge (czym byśmy go nie nazwali).

Mądrość ludowa albo też jakieś wewnętrzne przekonanie, obecne w człowieku, mówi Ci, że jak masz problem, to włóż ciepłą bluzę i kurtkę i pospaceruj po mieście, pomyśl o swoim życiu, zadaj sobie kilka pytań - bądź ze sobą i przemyśl sprawę. A gdy już myślisz to pewnie odpowiadasz sobie na pytania, próbujesz sobie pomóc. To coś naturalnego, ale nazwano to self-coachingiem: pomaganiem sobie samemu poprzez zadawanie pytań i szukanie na nie odpowiedzi (oczywiście spłycam to, dochodzę do sedna sprawy, nie wchodzę też w moralizatorski ton i oczywistości, że ta metoda na mniejsze problemy działa, a na większe to już pomoc drugiego człowieka). 

A może masz ciężki dzień lub jakiś nie dający spokoju problem? Nie usiedzisz w domu, tylko idziesz to wybiegać, wygrać w siatkę lub w nogę, albo powyciskać ciężary? Mówiąc krótko: powyciskać mięśnie i wypocić problem. A stres i nerwy przejdą, albo zresetowany umysł znajdzie odpowiedź. To się nazywa  holistycznym spojrzeniem na człowieka, na umysł i ciało jako symbiozę i naczynia połączone. Pewnie i tak sam byś na to wpadł, po prostu to ,,czuł" lub znał z obserwacji. Albo ciało i umysł same zaproponowały Ci to rozwiązanie. Organizm to takie fajne urządzenie, które ma tendencję do samonaprawiania się.


# Rozwiązanie problemu?

Wiesz już o co mi chodzi? To nie jest jakaś krytyka albo zachęta do porzucenia wszelkiej pomocy drugiego człowieka i samolubnej samowystarczalności. No dobrze, zachęta może i jest. Do czego? Do bardziej świadomego życia, spojrzenia na siebie, szukania rozwiązań najbliżej siebie. Bo tak jak pisałem, organizm sam się potrafi naprawiać. Jesteśmy takimi istotami, których każda komórka walczy o życie. Każda rana goi się sama. Byłem zachwycony (choć trochę bolało), gdy miałem dwie dokuczliwe kontuzje stopy. Zauważyłem wtedy, jak organizm potrafi angażować inne mięśnie, pożyczać siły od drugiej nogi, by ten organizm, dosłownie, nie zawalił się.

Takie życie w zgodzie ze sobą, w pełnej harmonii i symbiozie, nie jest łatwe. Choć nie jest niemożliwe, ludzie kiedyś to potrafili. Ludzie starsi potrafili przewidzieć swoje ostatnie dni, odczytywać znaki. Mieli też metody na wiele problemów. 

Nauka i psychologia poszły do przodu, głupotą jest niekorzystanie z ich rozwiązań. Chodzi jednak o to, że na wiele mniejszych kwestii odpowiedź jest obok, czasem w człowieku - w reakcjach jego ciała, w podejściu do życia, w dostrzeżeniu często banalności i codzienności, bo po coś one są, bo ktoś z jakiegoś powodu stwierdził, że staropolskie przekrzykiwanie się z pełnymi ustami nijak się ma w czasach pośpiechu. Ktoś zauważył, że otoczenie bliskich i posiadanie własnego ,,małego świata" daje radość i warto do tego powracać. Że jak się człowiek zmęczy i dotleni to inaczej myśli. A także, że człowiek musi czasem ,,pogapić się" w niebo, bo to go odpręża, a w XXI wieku pędzimy za bardzo. Czasem jednak musi podejść do życia trochę bardziej racjonalnie i zadziałać, szukając odpowiedzi na postawione samemu sobie pytania (to podobno filozofia antycznej Grecji, nic świeżego).


# Płacić za bezpłatne

Mamy wokół coś za darmo, za co za wszelką cenę chcemy płacić. Chcemy kupować pseudo poradniki mówiące o tym, że dobrze czujemy się w gronie bliskich. Potrzebujemy ,,trenera", który nas nauczy tego, że czasem warto wyłączyć telewizor i Wi-Fi, i zjeść w ciszy. Albo że jeśli się lekko stresujesz, to dobrze pobiegać (nie mówię tu o zwalczaniu stresu - poważnemu problemowi naszych czasów, do którego trzeba jednak podchodzić poważniej; chodzi mi o przygodne i lekkie stresowanie)

Myślę, że jeśli powiem, że coache muszą wiele z tych rzeczy  ,,odkrywać" i ,,strawnie opakowywać", to powiem totalny banał i oczywistość. Jeśli powiem, że żyjemy w takim chaosie (nie wszyscy, ale wielu z nas), że potrzebujemy odkrywania tych oczywistości, że ich nie zauważamy, że gubimy się, a na horyzoncie pojawi się ktoś, kto wykorzysta nasze słabości, lęki, kompleksy, kto da szybką receptę, ale zanim zdążymy ją przeczytać i zrealizować, on już poda gotowy lek - to też powiem oczywistości.

Problem w tym, że się łapiemy na to. A przynajmniej wielu z nas. Jeśli ,,szarlatanom" chodzi o kilka złotych, można przeboleć. Gorzej jeśli chcą manipulować. 

Gorzej, jeśli do bycia dobrym też będą musieli namawiać coache, bo świat i o tym zapomni.

Żeby spróbować być uczciwym: coach to zawód, gdzie nie musisz niestety mieć uprawnień i z tego powodu praktycznie może nim być prawie każdy. I ci ,,psują" rynek. Ale są też certyfikowani i to nimi warto się zainteresować (jeśli już ktoś naprawdę tego potrzebuje). Taki absolutnie podstawowy coach, w uproszczeniu, nie wchodząc w te różne gałęzie, dziedziny i tym podobne, spotyka się z Tobą, słucha, zadaje pytania, naprowadza na odpowiedzi, może dać Ci do wykonania zadania; bardziej jest tu ,,przewodnikiem", nie zaś lekarzem.

Czasem jednak tak pobłądziliśmy, że o czymś musi nam przypominać druga osoba, nawet jeśli to oczywistości. Nie jest tak, że jesteśmy w pełni samowystarczalni. Potrzebuję, żeby czasem ktoś mnie zmotywował, pokazał mi to, co mam. Mimo że wiem, że chaos przeszkadza, to ktoś mi o tym musi przypomnieć. Mimo że wiem, że cisza jest wybawienie, potrzebuję usłyszeć to od kogoś. Zdarza mi się podczytywać jakąś książkę lub magazyn. Problem polega na tym, gdy moje życiowe proporcje słuchania świata (siebie, bliskich, obserwacji życia, poszukiwania na własną rękę i odkrywania, próbowania) będą zdecydowanie mniejsze od tych, które są słuchaniem coachów, poradników albo ludzi, którzy odwołują się do emocji.

Często o tych oczywistościach wiemy, czasem wystarczy wszystko wyłączyć i posłuchać myśli, czasem to mądrość starszych ludzi albo owoce kultury w której się wzrasta i żyje. Odkrywanie jednak siebie i swojego życia, obserwowanie świata wokół, ciągle na nowo, to jakaś mega gra, która w sumie może zagwarantować niezłą rozrywkę (i dodatkowy cel) każdego rutynowego dnia.

Bo może wydarzyć się tak, że czytasz w pociągu o uważności, a za oknem na peronie kobieta bierze małe dziecko na ręce. Nie ćwiczy uważności, nie interesuje ją samorozwój i takie rzeczy, ale czuje się szczęśliwa z tego, co ma w tej chwili: dziecka na rękach. I jest bardziej obecna "tu i teraz" niż niejeden z nas. Może się tak wydarzyć. Zastałem taką scenę w styczniu, gdy na jednej ze stacji spojrzałem przez okno, na chwilę przerywając lekturę magazynu.




Wpis powstał w ramach cyklu na blogu Zwolnij i bądź wolny, w którym połączę radzenie sobie z chaosem świata i usunięcie ze swojego życia barier i ograniczeń, które nakłada na nas własna psychika. Poprzednie wpisy znajdziesz tu



Zdjęcie pobrałem na wolnej licencji CC0 ze strony www.unsplash.com


Może zainteresuje Cię jeszcze...

0 komentarze