Sukces czasem rzuca cień a ciemniejsza strona życia jest ukryta

kwietnia 03, 2017




Ludzie są jak cienie, widzisz tylko pewną część - coś zewnętrznego. Pełna prawda jest ukryta. Nie za każdym sukcesem kryje się radość. Czasem jest tam też smutniejsze oblicze.

Lubię obserwować ludzi. I często mi się wydaje, gdy wejdę z nimi w taki mniej głębszy kontakt (ten pierwszy, nazwijmy to: ,,znajomość" - ten stan, gdy rozmawiacie ogólnikowo, jeszcze się dobrze nie znacie), że to ludzie w pewien sposób spełnieni. Wejście w głębszą relację bardzo często przekonuje mnie, że czasem coś tam nie gra, że czują, że czegoś im brakuje, że jeśli coś mają, bardzo często jest to kosztem innej sfery życia. Pewnie, że nie wszyscy. Ale większość. Większość jest dla mnie wiarygodna, bo reprezentatywna. 

Ci ludzie to taka odtrutka na te wszystkie opowieści o teoretycznym sukcesie czekającym każdego z nas i na tę kakofonię hurraoptymizmu. To jest fajne, ale mnie mdli od haseł w stylu: ,,I kiedy czegoś gorąco pragniesz, to cały wszechświat sprzyja potajemnie twojemu pragnieniu" (P. Coelho, Alchemik, specjalnie ten cytat sobie zapamiętałem, żeby miało mnie czym mdlić w odpowiednich chwilach życia). Choć takie hasła nie są jeszcze złe. Wkurza mnie to wmawianie ludziom czegoś w stylu: spójrz jak tamci mają dobrze. A teraz spójrz na siebie. Widzisz? Zrób to, to i to. Kup to i tamto. Idź na spotkanie z tym i tamtym, a nie będziesz przegrywem - jak teraz, ale jak oni - zwycięzcą

Już o tym kiedyś pisałem: oceniamy po pozorach. Ktoś dzielny i odważny, kogo mijasz na ulicy, mógł wyjść z dołka i ledwo się uratować z załamania. Ktoś spełniony może cierpieć wewnętrznie, a jedynie praca każe mu rano wstać z łóżka. A tamta dziewczyna lub chłopak tylko grają silnych, a wewnętrznie czują się jak poszarpany i dziurawy łachman. I tak dalej (rozwinąłem tę myśl w tym tekście: Nie ma uniwersalnego wzoru życia. Jest za to swój własny). Zabrzmi to śmiesznie (przepraszam od razu, jeśli urażę), ale w pewien sposób człowiek to istota przetrącona przez życie.

Nigdy nie wiemy, co w tym drugim człowieku siedzi. Dlaczego jest taki, a nie inny.

I druga rzecz: mam takie wrażenie, że życie to często przeskakiwanie z euforii w dołek, w takie dwie skrajności: raz jest bardzo dobrze, raz jest bardzo przytłaczająco. Takie nie 50 twarzy życia, ale jedynie dwie. I to mega dziwne, bo maksymalnie skrajne.

Nie zdradzę Ci, co zrobić, żeby osiągnąć sukces. Mogę Cię tylko prosić o to nieuleganie pozorom i nieporównywanie siebie z innymi (choć pozytywne wyciąganie wniosków pozwala nam się rozwijać, patrząc na przykład jakiegoś autorytetu i na jego drogę). O nieuleganie tym pozorom mówiącym: inni to mają to, to i tamto, a ja co mam?

Może wystarczy jedna rzecz - może potrzeba zamienić to ciągłe ,,ja", ,,mnie", ,,moje" na: ,,ty", ,,ciebie", ,,twoje". Tak sobie pomyślałem, że nie brzmi to jakoś głównonurtowo, jakoś nie kojarzy mi się z samorozwojem, z tą całą otoczką sukcesu. Nie słyszę: ,,nie myśl o swoim <<ja>> ale pomyśl o nieswoim <<ty>>". To jest w sumie dosyć egoistyczne. I wiem, że zgoda ze sobą samym jest gwarantem tego, że będę potrafił żyć w zgodzie z innymi. Że to ,,ja", nie ,,zbiorowość", jest tu na pierwszym miejscu, bo jak naprawiać świat, nie naprawiając najpierw siebie? No właśnie: naprawa siebie. To już nie egoizm. Chodzi tu o myślenie: nie o patrzenie na siebie jak na bóstwo a innych jak na jego poddanych, ale na kogoś, kto musi siebie spalać i, przepraszam za określenie, flaki wypruwać, by tu się ludziom wokół żyło lepiej. 

I teraz prywata: wydaje mi się, że rola każdego człowieka sprowadza się do jednego - do odpowiedzialności za to, co się oswoiło, do odpowiedzialności za ludzi nam powierzonych. Ta odpowiedzialność to nie zniewolenie, ubezwłasnowolnienie, przywłaszczenie sobie, podporządkowanie, ograniczenie, nieliczenie się z wolnością drugiej osoby, łamanie jej praw. Odpowiedzialność to opieka. No dobra, niech będzie górnolotnie: to miłość. Miłość to nie tylko obściskiwanie się na przystanku, całowanie na ławce w parku i prezenty pod choinką (albo ekstremalna wersja: narobienie przypału w publicznym miejscu, bo ,,tak bardzo się kogoś lubi"), ale to czasem powstrzymanie tej drugiej osoby przed wejściem w ogień, albo nie puszczenie jej dłoni i wejście z nią w to nieznane.

Może właśnie to jest ta odtrutka na egoizm, na ciągłe skupianie się na sobie, na patrzenie na innych (których, tak nawiasem mówiąc, nigdy nie znamy w pełni; ich ,,manna z nieba" mogła przy okazji naprawdę wiele ich kosztować; o ile to faktycznie była manna, a nie grad rozwalający życie).

----
zdjęcie na bezpłatnej i legalnej licencji CC0 pobrano z: http://www.pexels.com

Może zainteresuje Cię jeszcze...

0 komentarze