Zjadać, czy nie zjadać? Co myślę o wegetarianizmie

czerwca 08, 2017


Przerażają mnie skrajności. Radykalne opinie nie są tym, co ma sens. Dlaczego? Bo świat jest, sorry za banał, ale niejednoznaczny. Za danym czynem człowieka kryje się coś więcej, niż zero-jedynkowa sytuacja. Dlatego porównania radykalnych obrońców, którzy próbują porównywać zabijanie zwierząt do Holocaustu jest nie tylko nadużyciem, ignorancją, fanatyzmem. Jest po prostu głupie.


Stawianie człowieka niżej niż zwierzę, to też głupota (nie oszukujmy się, jesteśmy jako gatunek jednak wyżej, bezwzględnie).

I druga skrajność: usadzenie człowieka w tej hierarchii bytów tak wysoko, że sobie bezkarnie może mordować zwierzęta, też mi się wydaje przegięciem.

Jaka jest prawda? To będzie moja, rzecz jasna, prawda.


EDIT, 8.06.2017, 12:12:

Moje zastrzeżenia wyłącznie dotyczą używania przez obrońców praw zwierząt słowa ,,holocaust", które ma jednoznaczne skojarzenie z zagładą Żydów oraz eksterminacją. To słowo, w moim przekonaniu, jest zarezerwowane do nazywania zbrodni dokonanej wobec ludzi. Przemysłowa hodowla zwierząt oraz ubój wiążą się ogromną krzywdą i cierpieniem zwierząt, wystarczy zobaczyć materiały video dostępne w sieci (wyłącznie dla ludzi o mocnych nerwach). Zwierzęta są tłoczone w klatkach, proces ich śmierci trwa wiele godzin, często w ogromnych męczarniach. Dokonywana jest masowa rzeź. Towarzyszy temu ból, jakiego nie powinna doświadczać żadna żywa istota. Użycie słowa ,,holocaust", mającego jednoznaczną konotację z II wojną światową jest dla mnie pewnego rodzaju nadużyciem, co nie oznacza, że nie wiem, co mają na myśli używający ją ludzie. Wiem, jakie analogie z eksterminacją ludzi, mają na myśli jej autorzy: masowość śmierci, warunki jej dokonywania, transport ofiar. Nadal jednak jest to dla mnie słowo zarezerwowane dla ludzi.

# Od tego trzeba zacząć, że...

Wtorek wieczór, zobaczyłem nową okładkę Tygodnika Powszechnego. Pocieszny psiak miał zapowiadać coś, o czym mówi się niewiele - o stosunku człowieka do zwierząt, do natury. To znaczy mówi - np. takie Otwarte Klatki mówią. Ale poruszenie tego tematu przez katolicki tygodnik, przenosi tę dyskusję na grunt o wiele szerszy. A to przecież religijnym ,,przyzwoleniem" ludzie sobie tłumaczą zjadanie mięsa (a schabowy, nie oszukujmy się, nie rośnie na drzewie, a pochodzi z zabitego zwierzaka).

Niektórzy chrześcijanie często odwołują się do słów ,,Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną" (z Księgi Rodzaju) - podaję przykład religijny, chrześcijański, bo to na niego często ludzie się powołują, usprawiedliwiając jedzenie mięsa zwierzęcego (bo inne powody to wiadomo: mówienie o białku zwierzęcym, przetrwaniu gatunku itd.). Nie wnikam, dlaczego ten werset ludzie chcą sobie wziąć do serca, a nie np. te, w których mowa o nieosądzaniu i nieocenianiu, o miłowaniu drugiego człowieka jak samego siebie (nawiasem mówiąc, to właśnie ono jest najważniejszym dla chrześcijan przykazaniem, oprócz miłości do Boga). 

Nie wnikam też, gdzie w tym wersecie jest mowa o tym, by zabijać zwierzęta (a jak ktoś dojdzie do Listów św. Pawła z Tarsu, to przeżyje szok, bo tam nawet jest pozytywnie o wegetarianizmie). Wiem też, że zjadanie zwierząt wieki temu to była konieczność, bo nie było w każdej Biedronce ciecierzycy i soczewicy, a w każdym Lidlu mrożonego szpinaku, brokułów i innych rzeczy, którymi można wzbogacić dietę. No właśnie: nie było wtedy. A teraz są.

Dlaczego ten cytat usprawiedliwia zabijanie zwierząt? Nie wiem. Serio.

Ale szedłem dalej. Przeczytałem znakomitą książkę Problem cierpienia C.S. Lewisa. Czytałem ją wcześniej może ze 2-3 razy i skupiałem się na tym, czym to cierpienie jest. A tam jest świetny rozdział o zwierzętach. Serio. Pisarz nie mówi o duszy lub czymś tam. On wali prosto z mostu: my jako ludzie nie wiemy nic (!) o życiu wewnętrznym zwierząt. Lewis podejrzewa, że w zwierzętach jest coś, co on nazywa ,,jaźnią". Pisze to w latach 40. XX wieku. A my przecież wiemy, że te istoty odczuwają strach i lęk. I mają psychikę. Nawet karp, którego w reklamówce żywego niesiesz do domu, by po wcześniejszym podduszeniu się, mógł przez kilka godzin popływać w wannie, a potem ciach w łeb i ,,smacznego".

Lewis pisze, że nie wiemy nic o życiu wewnętrznym zwierząt. Nie oznacza to, że one tam nic nie mają. Może być przeciwnie: one coś tam mają, a my nie wiemy.

Wkurza mnie, że jako ludzie wszystko absolutnie wiemy, a w swym egoizmie i pysze często się zagrzebiemy po same uszy. Nie tylko w tej materii. Ale i w niej.

Słyszałem takie coś: ,,walczą o karpia, a los ludzi jest im obojętny". Zgadzam się z tym zarzutem, bo trzeba i wziąć pod uwagę los karpia, i człowieka. Ale jedno nie wyklucza drugiego. Może nawet, tak cynicznie myślę (ale biorę na klatę tę postawę innych), jak się nauczysz empatii w stosunku do zwierząt, to z ludźmi będzie łatwiej?

Lewis pisze też coś jeszcze. Świat jest zepsuty. To pisarz chrześcijański, filozof. On więc mówi, że świat jest zepsuty po grzechu pierworodnym. I uwaga, teraz co z tego wynika. 

Człowiek jest tą istotą, która musi ,,przywracać pokój w świecie". Jest człowiek, który jest władcą natury (któremu ta funkcja ,,czynienia sobie ziemi poddanej" jest dana). Miłośnicy tego cytatu z Biblii, przy którym im lepiej smakują schaboszczaki, nie powinni zapominać, że starotestamentowy Adam te zwierzęta nazywał, nie smażył (niezależnie, czy traktujesz opowieść o stworzeniu świata jako prawdę historyczną, czy popierając niektórych biblistów widzisz w niej pewną opowieść-przypowieść). 

Jesteś człowiekiem, jesteś odpowiedzialny za naturę. Jesteś ,,przewodnikiem" świata zwierząt. Tyle.

Teraz pora na Pytania i Odpowiedzi.

Pierwsze pytanie: ,,No dobra, ale przecież lew zabija antylopę. Hello, on JE drugie ZWIERZĘ. Przecież ZABIJA.

Odpowiedź: Lewis też o tym pisze. Świat zwierząt to świat, który jest człowiekowi nieznany. Nie wiemy, czy w świecie zwierząt polowanie lwa na antylopę to zło. Może to jest dobre w tym świecie? Może nie jest ani dobre, ani złe, bo te kategorie tam nie występują. Może być zwykłe - neutralne - dla zwierząt. 
 / (czy to już za bardzo hasztag filozofia?)

To nie znaczy, że w świecie ludzi - który znamy - to jest dobre. Nie, dla naszego świata zabijanie zawsze jest złe, bo niesie cierpienie, bo odbiera życie. Czy to zło-zabijanie zwierząt jest niezgodne z prawem? Pewnych zwierząt - tak (np. psy, koty; łowienie niewymiarowych ryb pewnych gatunków, polowanie na okazy chronione). Czy grzechem? To samo, co poprzednie kwestie, bo łamanie prawa państwowego jest tym złem.

Czytałem Lewisa namiętnie i zawzięcie od jakiś 12 lat. Zacząłem w gimnazjum, jest ze mną obecny do końca studiów. Nie przeczytałem go nigdy tak dogłębnie jak teraz. Wizja Lewisa to wizja średniowiecznego modelu opisanego w książce Odrzucony obraz (pisarz był profesorem literatury tego okresu), tu każdy ma swoją rolę: zwierzęta, nad nimi ludzie, nad ludźmi byty niebieskie i najwyżej Bóg. Ale ten wpis to nie katecheza. To głos w sprawie zwierząt.



# Człowiek na smyczy

Lubię przyglądać się swojemu psu. Widzę, że potrafi okazywać swoje (nawet najprymitywniej) emocje. Potrafi kochać. Potrafi ,,przyłasić" się bezinteresownie. Potrafi cieszyć się spacerem, karmą, miską wody. Bo ma dni, gdy jest smętny/smutny/ nie wiem jeszcze jaki. Wiem, że jak nie dostanie wody po spacerze, to będzie cierpiał pragnienie. Jak z nim nie wyjdę na spacer - ból, jak nie będę na niego zwracał uwagi - samotność. Nie wiem, co w nim siedzi, ale wiem, że to nie tylko kości, mięśnie, sierść i ta piszczałka w środku, która wydaje dźwięk, gdy inne psy chodzą po klatce.

Nie, nie jestem fanatykiem, który wierzy, że piesek ma uczucia i duszę, i jest taki jak człowiek, tylko że nie umie mówić.

Ale nie jest też tak, że to takie ,,nic", które można kopać, bo nie czuje.

Swego czasu czytałem książki o psach, o komunikacji psów między sobą i między innymi gatunkami zwierząt (polecam najbardziej hardkorową Drugi koniec smyczy, która przenosząc ją na ludzkie relacje odpowiadałaby jakiemuś przewodnikowi po komunikacji interpersonalne. I także rozrywkową Dlaczego psy piją wodę z toalety?). Wiem, że dla psa jest wieczne ,,teraz", nie pamięta przeszłości, nie myśli o przyszłości. On cały czas egzystuje w linii ciągłej (więc mówienie ,,on chyba to sobie zapamiętał" jest trochę bajką). Wiem, że pies to taka istota, która ma instynkt (i będzie się przymilać do ciebie, bo chce na dwór albo jeść), która się uczy zachowań w sposób behawioralny (kojarzy sobie ,,nagrodę" z wykonaniem pewnej ,,czynności").

A nawet jeśli zwierzę to tylko instynkty i wyuczone zachowania? (co moja obserwacja nie potwierdza, bo nawet najedzony i przewietrzony pies potrafi się łasić, rozśmieszać smutnego właściciela), to czy to jest powód, by to zwierzę zabijać? 

Pies to kulturowo u nas wywyższona istota tego niższego świata. Podobnie jak kot. Ale co z innymi zwierzętami? Dzielić zwierzęta na kategorie: te są wyżej w hierarchii, a te niżej? A jest jakieś kryterium?

Nie chcę wyjść na teoretyka-obrońcę. Na hipokrytę, który broni zwierząt, a pisząc ten tekst wcina właśnie np. panierowane nóżki z KaeFCe. To tłumaczę, żeby w komentarzach nie musieć. Nie, nie jem mięsa. Bez nakłaniania nikogo, bez przywiązywania się do drzew w obronie natury, bez fanatyzmu. Dla samego siebie.

Nie oznacza to, że nie brzydzą mnie niektóre owady albo że nie zabijam much (które przenoszą choroby i bakterie, siadając na jedzeniu) albo komarów (które piją krew, a moja jest zawsze dla nich atrakcyjniejsza niż innych osób obok).

Czy to, że nie wiem nic o tym, czy gdzieś trafiają zwierzęta po śmierci, usprawiedliwia mnie, by je zjadać? Jest ogromne prawdopodobieństwo, że ostatni dech psiaka to już jego kres. I świni, i kury, i czegoś tam jeszcze. Czy to znaczy, że nie wolno mu żyć?


----
zdjęcie na licencji CC0 pobrałem z www.pexels.com

Może zainteresuje Cię jeszcze...

0 komentarze